niedziela, 9 września 2018

Łupieżcy - kocia wyprawa po skarby

Łupieżcy - Black Monk
Łupieżcy kupili mnie tematem - karcianka z kotami, które uzbrojone po zęby ruszają w lochy mrocznego władcy o wdzięcznym imieniu Rigor Mortis? Brzmiało to jak obietnica absurdalnego humoru i dobrej zabawy z dużą interakcją między graczami, czyli dokładnie coś takiego, co bardzo sobie cenię w grach karcianych...



Komponenty


Po otwarciu pudełka znajdziemy w nim kilka wyprasek z żetonami (serduszka - znaczniki życia, oraz złoto), 6 kości oraz talię kart, przedstawiających tytułowych Łupieżców. W znakomitej większości są to koty, przedstawione na fenomenalnych grafikach i opatrzone klimatycznymi nazwami (co ciekawe, grafiki są znacznie ładniejsze niż te z oryginalnego wydania).

Łupieżcy - Black Monk

Całość zamknięta jest w niewielkim pudełku ze sprytną wypraską - jeśli włożymy pod tekturę ramki po żetonach, to środkowa część wypraski będzie dotykała wierzchu pudełka, a schowane w nim elementy nie będą się przemieszczać. Pod tym względem Łupieżcy to chlubny argument za tym, że da się robić gry w kompaktowych opakowaniach bez ogromnej ilości "powietrza" w środku.

Łupieżcy - Black Monk


Zasady


Łupieżcy to gra o bardzo prostych zasadach, choć przyznam, że trzeba kilku tur, żeby do końca opanować mechanikę, bo kolejne fazy nie są najbardziej intuicyjne. Problem rozwiązują karty pomocy, które przygotowano dla każdego gracza, a które zawierają podsumowanie tury oraz spis potencjalnie problematycznych terminów na rewersie.

Łupieżcy - Black Monk


Celem gracza jest zdobycie jak największej ilości złota, zanim do lochów powróci Rigor Mortis. Złoto zdobywamy eksplorując bądź kradnąc je od przeciwników, których możemy też zabijać, żeby nie pokonali nas w łupieżczej wyprawie. Wszystkie chwyty, jakie znajdziemy na kartach, są dozwolone...

Łupieżcy - Black Monk


Tura gracza przebiega w następujący sposób:
- faza pierwszej rekrutacji:
zagranie 1 karty łupieżcy z ręki: każdy łupieżca ma określoną żywotność (liczba serduszek, która przekłada się na liczbę kości, których będziemy mogli użyć) oraz moc (siła, liczba w prawym górnym rogu);
LUB
dobranie 1 karty ze stosu dobierania;
- faza aktywacji łupieżców - każdy zrekrutowany przez nas wcześniej łupieżca rusza wgłąb lochów z jednym z zadań:
szukanie łupu - gracz rzuca tyloma kośćmi, ile serduszek (znaczników życia) ma wybrany łupieżca, a następnie bierze jeden żeton Łupu za każdą kość, która miała wynik niższy lub równy mocy tego łupieżcy;
atakowanie - gracz rzuca tyloma kośćmi, ile serduszek (znaczników życia) ma wybrany łupieżca, a następnie zabiera jeden znacznik życia wybranemu innemu łupieżcy za każdą kość, która miała wynik niższy lub równy mocy atakującego łupieżcy (jeśli było to ostatnie serduszko, łupieżca trafia na Cmentarz);
użycie zdolności specjalnej - niektórzy łupieżcy mają specjalną moc, którą mogą użyć w ramach aktywacji (opisaną na fioletowo);
- faza drugiej rekrutacji (przebieg identyczny jak pierwsza rekrutacja);
- faza poświęcenia: jeśli gracz ma w swojej drużynie więcej niż 3 aktywnych łupieżców, to wszystkich nadliczbowych odrzuca na Cmentarz. Dodatkowo na koniec tej fazy nie można mieć więcej niż 10 kart na ręce.

Łupieżcy - Black Monk


Gra kończy się, gdy któryś z graczy zdobędzie określoną liczbę znaczników Łupu (2 graczy: 15 sztuk złota, 3-4 graczy: 10 sztuk złota, 5-6 graczy: 7 sztuk złota), lub gdy wróci pan podziemi, Rigor Mortis (dzieje się tak po dociągnięciu czwartej, ostatniej karty z jego portretu).

Łupieżcy - Black Monk


Wrażenia


Łupieżcy w wydaniu Black Monk Games zachwycili mnie już samym wykonaniem i oprawą graficzną. Ogromnie podoba mi się też mnogość odwołań kulturowych, które znajdziemy na karcie: tu Leon (zabójca, i to zawodowy, a jakże), tam Kotniss (łuczniczka - piękne puszczenie oka do fanów Igrzysk Śmierci), gdzie indziej jeszcze czarodziej Miaudalf. Bardzo lubię takie smaczki w grach, a tutaj jest ich naprawdę dużo. Sama rozgrywka również zdecydowanie się u nas sprawdziła, bo Łupieżcy to dokładnie to, czego się spodziewałam: krótka, szybka i bardzo, BARDZO konfrontacyjna zabawa.

Łupieżcy - Black Monk
Coś dla fanów fantastyki... :)


Interakcja

Krótko mówiąc: to jest złośliwa gra. Bardzo. Jakby nie wystarczyło to, że kości niekoniecznie współpracują, to jeszcze jedną z dwóch podstawowych akcji w grze jest bezpośredni atak na naszego łupieżcę. Atakowanie jest równie kuszące jak zbieranie łupów, więc w grze jest go sporo. No i jest to typowe, bezpośrednie take-that!, które można lubić lub nie: warto jednak zdawać sobie sprawę, że wzajemne ataki, kradzieże i podkładanie sobie świni to nieodzowny element Łupieżców. Jednocześnie właśnie dlatego, że jest to fundamentalna cecha gry, złośliwości te nie są bardzo bolesne jak w przypadku głębokiej strategii, w której ktoś mógłby pokrzyżować nam plany na resztę gry.

Łupieżcy - Black Monk


Skalowanie i losowość

W większości lekkich, na wpół imprezowych karcianek króluje zasada, że im więcej osób, tym większy chaos i losowość. Tym bardziej zaskoczyło mnie, że w Łupieżcach jest... dokładnie odwrotnie. Grając w parze jesteśmy zdani na okrutny los dociąganych kart i rzutów kości - jeśli przeciwnikowi będą trafiali się mocniejsi łupieżcy, a do tego kości będą z nim współpracować, to, kolokwialnie mówiąc, mamy przerąbane: będziemy robić "puste przebiegi" po lochach i przypuszczać nieudane ataki, a tymczasem nasz przeciwnik będzie gromadził złoto i wysyłał nasze kociaki na cmentarz. Straty szybko okazują się nie do odrobienia... i nikt nie przyjdzie nam z pomocą!

Łupieżcy - Black Monk

W grze w większym gronie dochodzi element, który tę losowość koryguje: gra nad stołem. Łupieżcy budzą spore emocje i dobrym radom oraz okrzykom przy stole nie ma końca: nie atakuj mnie, on ma więcej złota! Jemu zabierz, jemu! Zobacz jakiego ma mocnego gościa! Jak mnie nie zaatakujesz, to ja nie zaatakuję Ciebie w kolejnej rundzie, obiecuję! Wiadomo, sojusze w grach - rzecz nietrwała, więc można czasem zarobić nóż w plecy od dawnego wspólnika, tylko dlatego, że zbyt dobrze powiodło nam się w naszej łupieskiej wyprawie... Nie zmienia to jednak faktu, że większa liczba graczy lepiej kontroluje ewentualnego lidera: rozgrywka jest bardziej wyrównana, a przez to bardziej emocjonująca.

Łupieżcy - Black Monk
Na koniec tury możemy mieć tylko 3 łupieżców... jeden trafi na Cmentarz.


Podsumowując...


Ogromnym atutem Łupieżców jest wbudowany mechanizm kontroli długości rozgrywki - powoli wyłaniające się z talii karty z wizerunkiem Rigora Mortisa nieubłaganie prowadzą do końca gry. To bardzo dobre rozwiązanie, bo atakując się nawzajem i kradnąc sobie skarby, gracze mogliby przeciągać zabawę praktycznie w nieskończoność, bo nikt nigdy nie zebrałby wymaganego do wygranej złota. Dzięki temu rozwiązaniu rozgrywka w Łupieżców zamyka się w "pudełkowych" 20-30 minutach i wymaga kontrolowania sytuacji na bieżąco. Ten czas trwania jest optymalny względem tego, co gra oferuje, a oferuje wszystko, czego można wymagać od interakcyjnej, na poły imprezowej karcianki: proste zasady, szybkie tempo i duże emocje, a do tego efekt "kolejnej partii", bo przecież następnym razem moja wyprawa wgłąb lochów Rigor Mortisa musi się udać... 

Łupieżcy - Black Monk
Leon tym razem zawiódł w ataku...


Choć za rozgrywkę dwuosobową już raczej podziękuję (tak - to ja byłam tym graczem bez szczęścia w kościach i kartach...), to jednak do gry w wariant wieloosobowy Łupieżców nie trzeba mnie będzie namawiać i równie chętnie sama ten tytuł zaproponuję. Dla fanów kotów, wzajemnych przepychanek nad kartami i sprytnych karcianych mechanik będzie to fantastyczne uzupełnienie kolekcji.

Łupieżcy - Black Monk



Plusy:
+ fantastyczne grafiki i "smaczki" popkulturowe;
+ bardzo zgrabna mechanika;
+ wysoka interakcja;
+ zgrabny mechanizm kontrolowania długości rozgrywki;
+ KOTY! ;)
+ dobre skalowanie od 3 do 5 graczy.

Minusy:
- słaba kontrola losowości na 2 graczy.

Tytuł: Łupieżcy
Autor: Fel Barros, Marco Portugal
Ilustracje: Ricardo Crosa
Wydawnictwo: Black Monk Games
Czas gry: 15-30 minut
Liczba graczy: 2-6



Za egzemplarz recenzencki
dziękuję wydawnictwu Black Monk:
 Black Monk Games

3 komentarze:

  1. Grafiki są obłędne, a "Kotniss" mnie kupiła <3 Już wiem, co sobie zażyczę na urodziny w październiku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, akurat gra wpadła mi w oko w tym tygodniu – cieszę się, że mogłam zapoznać się z Twoją recenzją i przekonać się czy to dobry pomysł, by zakupić pozycję :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi, ale kotełek skradł wpis i nawet nie pamiętam, o czym on jest, tak się zapatrzyłam XD

    Ale na serio, to jak Gaja Czyta stwierdziła, grafiki wyglądają bardziej niż zachęcająco!

    OdpowiedzUsuń