wtorek, 11 września 2018

Kulturalne podsumowanie sierpnia

Ostatnio mam wrażenie, że czas leci mi coraz szybciej. Kolejne tygodnie umykają w błyskawicznym tempie, a mi jakoś trudniej wygospodarować czas na czytanie. Mimo to w sierpniu udało mi się przeczytać 5 sporych powieści, co może wypada nieco poniżej mojej średniej, ale nadal stanowi całkiem przyzwoity wynik. Do tego 8 planszówek, 1 serial i 1 film... Działo się! :)


Przeczytane



Najlepsza książka miesiąca: Kirke
Najgorsza książka miesiąca życia: Immersja
Liczba stron: 2464

Linki standardowo pod tytułami:



1. Kirke - Madeline Miller
Książka, która ucierpiała na hype: ludzie spodziewali się jakiegoś nie-wiem-jak-widowiskowego fantasy mitologicznego, do którego ostatnio przyzwyczaja nas kino i literatura. A tu, bum - świetna powieść, z rewelacyjną, mocną postacią kobiecą, z dojrzewającym narratorem, z niesamowitym dopracowaniem świata. Tyle że to... mitologiczna obyczajówka. I dobrze!




2. Immersja - Erick Pol
Jedna z najgorszych książek, jakie wpadły mi w ręce w życiu. Miała być recenzja, ale nie będzie, żeby nie robić krzywdy wydawcy na początkowym etapie promocji. Dramat: płaskie postacie, koszmarnie sztuczne dialogi, odczuwalne problemy emocjonalne autora względem kobiet, dramatycznie zła narracja pełna powtórzeń, zbędnych informacji i źle poprowadzonego "strumienia świadomości" bohaterów. Brrr.




3. Amazonia - James Rollins
Hollywoodzki film akcji na papierze: sztampa i schematy, ale przedstawione bardzo przyjemnie i lekkostrawnie. Więcej wrażeń w recenzji, ale zdradzam od razu, że nawet jeśli lektura nie była zbyt ambitna, to bawiłam się dobrze.





4. Nibynoc - Jay Kristoff
Taki lepszy Kristoff - czytało mi się tę książkę znacznie przyjemniej niż Wojny Lotosowe, które były debiutem autora. Z drugiej strony książka nierówna i mocno wulgarna, co ciężko uznać w tym wypadku za zarzut. Ale znowu - bawiłam się dobrze, historia mnie wciągnęła, a świat przedstawiony (stadium pośrednie między starożytnym Rzymem i renesansową Wenecją - wow) zauroczył.



5. Moja kuzynka Rachela - Daphne du Maurier
Dobra książka, na podstawie której powstała równie dobra i niezwykle wierna ekranizacja. Na tyle dobra, że po lekturze muszę stwierdzić, że mimo mojego uwielbienia dla Daphne du Maurier i jej femmes fatales bardziej polecam poznać tę historię na ekranie niż przy lekturze. Po prostu klimat narracji, pięknie przeniesiony na realia kina, dużo bardziej do mnie przemawiał w wersji filmowej niż w powieści, gdzie dylematy narratora bywały męczące. (A idealnie - polecam obejrzeć film, a potem przeczytać ostatni rozdział powieści, który jest dużo mniej jednoznaczny od filmowego zakończenia.)


Obecnie czytam:




Jerozolima "wisi" już strasznie długo, ale jest to niezła kobyła i jakoś ostatnio nie miałam do niej nastroju. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć tę książkę właśnie we wrześniu...


Plany czytelnicze:


Czytaliście którąś z nich? Mam nadzieję, że warto, bo już czekają na półce ;) Ale chętnie przyjmę ostrzeżenia. ;)



Ograne


Tu będzie trochę przekłamanie, bo są to gry z przełomu lipca i sierpnia. Podsumowanie lipca było jakie było, więc niektóre tytuły się nie załapały, a szkoda pominąć je milczeniem...



Godfather - wyd. Portal
Genialne połaczenie mechaniki worker placement z area control, z bardzo krótką kołderką, ogromną interakcją negatywną i tonami klimatu gangsterskiego. Piękna sprawa, a do tego jak genialnie wydana! 





Łupieżcy - wyd. Black Monk
Uzbrojone po zęby koty, o wdzięcznych imionach typu łuczniczka Kotniss, czarodziej Miaudalf czy Nikotas Flanel ruszają na podbój lochów mrocznego pana imieniem Rigor Mortis. Brzmi absurdalnie? I jest absurdalnie! A do tego niezwykle złośliwie i bardzo zabawnie. Polecam każdemu miłośnikowi wrednych zagrań :)



Zamek Smoków - wyd. Rebel
Mahjong z twistem, jak określiłam to w recenzji. Znane każdemu fanowi klasycznej dalekowschodniej gry kafelki uzbrojono tu w konkretną, ciekawą mechanikę, ze zmiennymi kartami celów i w pięknej oprawie graficznej. Świetny tytuł logiczny i dla fanów azjatyckich klimatów.




Sherlook - wyd. Trefl
Gra imprezowa, w której każdy siedzi w milczeniu i skupieniu, wpatrując się w dwie karty na środku stołu... Brzmi dziwnie? Ale sprawdza się rewelacyjnie, bo to milczenie podszyte jest ogromnymi pokładami emocji, towarzyszącymi wyścigowi o tytuł najbardziej spostrzegawczego detektywa. Świetny tytuł dla każdej grupy wiekowej i w dowolnym składzie osobowym.


Marco Polo - wyd. Albi 
Miałam kiedyś tę grę. Sprzedałam ją po obejrzeniu gameplay'ów na youtubie z przeczuciem, co nie będzie mi się podobało. Nie przestała mnie jednak kusić, więc przy najbliższej promocji zamówiłam ją jeszcze raz i w końcu zagrałam. I wiecie co? Nie podobało mi się dokładnie to, czego się spodziewałam :) Ciekawe wykorzystanie kości, ale jednak zupełnie nie moje klimaty i pewien brak balansu do tego...



W zasadzie nie do końca gra, a zabawka z dopisanymi zasadami, ale wciąga jak cholera. Każdy gracz dostaje swoje "dworzyszcze" - pudełko z wydzielonymi pokojami - oraz garść drobiazgów typu duchy, gumowe pająki i gałki oczne, a potem potrząsając pudłem próbuje przemieścić je do konkretnych pomieszczeń. Świetna sprawa :D




Łowcy kryształów - wyd. Foxgames
Gra, która ostatecznie zbytnio nas nie kupiła. Niby wszystko w niej działa, a jak na grę z budowaniem talii mamy też mało losowości i dużo interakcji, ale jakoś brakuje w niej tego czegoś, co kusiłoby, żeby częściej zdejmować ją z półki. 



Fruit Ninja - wyd. Rebel
Adaptacja smatfonowego hitu (podobno - nie grałam) na realia karcianki, wykorzystującej sprawdzone motywy imprezowo-familijnych gier takich jak Jungle Speed (totem zastąpiono tu rękojeścią katany :)) czy Sushi Go. Niestety, z większa chęcią siądę do jednej z tych dwóch gier niż do tej hybrydy, choć nie da się ukryć, że dla fanów tego typu imprezówek Fruit Ninja może okazać się trafionym tytułem.



Obejrzane


Mamma Mia: Here we go again
Byłam w kinie! Ostatnio żaliłam się, że kina nie lubię, ale tym razem szczęśliwie nie trafiłam na współoglądaczy na poziomie intelektualnym orangutana i mogłam skupić się na filmie, a nie na otoczeniu. Nowa odsłona musicalowego Mamma Mia jest, proszę państwa, genialna: o warstwie muzycznej, wykorzystującej znane przeboje Abby, nie muszę mówić, ale również aktorsko i fabularnie było tu bardzo składnie. Szczególnie podobał mi się dobór "młodszych wersji" bohaterów znanych już z pierwszej części filmu. Rewelacja :)


Wikingowie (sezony 1-5)
Po Lucyferze otworzyliśmy się trochę na seriale: wybór padł na Wikingów. Obejrzeliśmy już wszystkie dostępne sezony, choć mój mąż twierdzi, że liczba mnoga jest tu nadużyciem - od końca trzeciego sezonu oglądał on, a ja siedząc obok nadrabiałam zaległości w czytaniu. Bo, niestety, choć pierwsze sezony były obiecujące, gdzieś w trzecim wszystko się rozmyło i odcinki wlokły mi się w nieskończoność. Bo ile można oglądać bryzgającą krew i latające flaki, przerywane scenami erotycznymi? Przydałaby się jeszcze jakaś fabuła... Dobrze, że chociaż aktorsko stało to-to na wysokim poziomie.


~~

A jak Wam minął sierpień? Może wpadły Wam w ręce jakieś książkowe perełki, albo macie do polecenia jakiś serial?


13 komentarzy:

  1. Właśnie czytam "Immersję" - jestem na 150 stronie i nawet mi się podoba :) zobaczę po przeczytaniu całości, jak wypadnie ona w moich oczach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przynajmniej się nie męczysz jak ja ;) Nawypisywałam sobie mnóstwo cytatów z tego potworka, obrazujących styl i te nieszczęsne dialogi - z czasem pewnie napiszę recenzję, ale to jeszcze trochę :)

      Usuń
  2. Trochę się u Ciebie działo. :) Żadnej z tych książek nie czytałam i nie grałam w żadną z tych planszówek. O wielu z tych gier nawet nie słyszałam, więc fajnie było poznać jakieś nowe, może się zainspiruję i wypróbuję którąś. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że nie miałem pojęcia o istnieniu Ojca Chrzestnego jako planszówki, pooglądałem gamepaye i z chęcią przetestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Żadnej z tych książek nie miałam okazji czytać, chociaż 'Kirke' chodzi za mną cały czas. Nową 'Mamma Mia' też sobie na pewno obejrzę, bo pierwszą część miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że na 5 pozycji tylko jedna wypadła tak źle😅 Mnie od „Imersji” jakoś odrzuca ta okropna okładka. Nie wiem, może kiedyś spróbuję się przekonać na własne oczy, ale na razie pas!
    „Kirke” ciagle przede mną, mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie, a „Nibynoc” już zamówiłam, choć pewnie wezmę się do niej dopiero w październiku.

    Widzę, że w sierpniu się zaplanszówkowalaś na całego 😁

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam Kirke. Może niczego nie urywa ale to przyjemna lektura. Sposobało mi się w niej innej spojrzenie na mity ale jednoczesne trzymanie się ich wersji. W sumie tak na prawdę to nie wiem dokładnie czego od niej oczekiwano i czy rzeczywiście chodzi o te mitologiczne fantasty... ciesze się, że autorka nie poszła w coś stylu "olimpijskich bogów", bo chyba odłożyłabym książkę po kilku stronach :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też ostatnio mam wrażenie jakby czas oszalał. Czerwiec, lipiec i sierpień przeleciały nie wiem gdzie i kiedy, a wczoraj uzmysłowiłam sobie, że w zasadzie jest już połowa września. 🙄

    Z planowanych jestem ciekawa jak spodobają Ci się "Bratobójca" i "Głosząca...".

    Zaczytanego i upływającego nieco wolniej września! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie spodziewałam się, że "Immersja" będzie tak zła. Nie mam już najmniejszej ochoty na jej przeczytanie. "Nibynoc" na pewno jeszcze kiedyś przeczytam, podobnie Jamesa Rollinsa (choć wiem, że to akurat będzie raczej przyziemna rozrywka). Akurat jestem po ostatnich dwóch częściach "Wojny Lotosowej" i myślę, że poziom został utrzymany. Zainteresowałaś mnie "Zamkiem smoków" i "Godfatherem" (? :P) - muszę obczaić te gry. ;)
    Co do seriali, to ostatnio zakończyłam ukochane "The Office" i zaczęłam "Suits". A z bardziej poważnych - powoli poznaję się z "The Young Pope". Na razie wszystkie trzy mogę polecić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bardzo namiętnie pochłaniam w ostatnim czasie seriale na Netflixie, szczerze to miejsce polecam, warto :) Chętnie bym z Tobą pograła, bardzo lubię planszówki, a niestety brakuje mi towarzystwa do wspólnej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wynik! :) „Kirke” ma taką piękną okładkę, że muszę ją przygarnąć do mojej biblioteczki! :) w sierpniu udało mi się przeczytać 12 książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, Kirke... Naprawdę miło wspominam tę książkę i chcę zdobyć Achillesa. :) Czytałam Diabła na wieży i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą książką. Taki Sherlock Holmes w świecie urban fantasy. :D Co do Wikingów, zgadzam się jak najbardziej z Tobą. Gdzieś koło 3 sezonu sama miałam już dość tego serialu, i od tego momentu wszystko leci na łeb, na szyję. Krew, flaki i sceny erotyczne uwagi nie utrzymają, tak jak piszesz, bo oprócz tego później był totalny brak pomysłu na fabułę i wymyślanie coraz bardziej kuriozalnych rzeczy. :D Najbardziej mnie ta Chinka dobiła. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulację wyniku.
    Życzę zaczytanego miesiąca.
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń