sobota, 15 września 2018

Król Kruków - Maggie Stiefvater

Stali goście Gier w Bibliotece wiedzą, że lubię narzekać. Kiedy jakaś książka potwornie mnie rozczaruje, od razu mam w głowie wizję mojej listy skarg i zażaleń, a słowa recenzji po prostu płyną same. Dobrze recenzuje mi się także książki, które mi się podobały, albo po prostu coś je wyróżnia.  Z drugiej strony, gdy książka mnie absolutnie zachwyci, obawiam się, że niezależnie od tego, co napiszę, i tak nie oddam jej słuszności - wtedy ważę każde słowo i pisanie idzie ciężko.

Żadna z tych sytuacji nie równa się jednak z niemocą, która opada mnie, gdy mam napisać opinię na temat powieści, która jest po prostu dobra. Żadne fajerwerki, żadne arcydzieło, po prostu dobre rzemiosło, czasem nawet ciekawy pomysł, tylko jakoś mało dla mnie angażujący. A taką właśnie książką jest Król Kruków: napisany bez zarzutu, z dobrze poprowadzonymi postaciami i solidnym pomysłem, który jednak nie do końca do mnie przemawia.

Blue można byłoby określić mianem zwyczajnej nastolatki, gdyby nie fakt, że mieszka w domu z matką i grupą jej towarzyszek, które są różnego rodzaju wróżkami. Wszystkie kobiety są zgodne co do przyszłego losu dziewczyny: pierwszy chłopak, którego pocałuje, umrze. Optymistycznie, prawda? Blue nie bardzo może to zweryfikować, bo nie odziedziczyła daru jasnowidzenia. Za to jej wewnętrzna energia sprawia, że sama jej obecność wzmacnia nadnaturalne zdolności innych mediów: umiejętność użyteczna dla otoczenia, ale niekoniecznie dla Blue, która chciałaby w końcu przestać czuć się jak bateria  i w końcu zajrzeć w ten niesamowity świat.

Sęk w tym, że gdy w końcu jej się to udaje, gdy spotyka widmo chłopaka, który umrze w ciągu roku. Istota przedstawia jej się jako Gansey, po czym rozwiewa się w mroku. Nie muszę mówić, że tenże Gansey pojawi się potem na progu jej domu, z kilkoma kumplami, prawda...? Wszyscy cwani, bogaci i ubrani w mundurki z Aglionby, najdroższego i najbardziej ekskluzywnego prywatnego liceum w mieście: dokładnie tacy chłopcy, których Blue stara się unikać, bo przynoszą kłopoty. Gdy przypadkiem wpada jej w ręce dziennik Ganseya, z którego dowiaduje się, że chłopak poszukuje linii mocy i uśpionego gdzieś na ich przecięciu tajemniczego Króla Kruków, decyduje się połączyć z nimi swoje siły i ruszyć na mistyczne poszukiwania.



Najbardziej z tego wszystkiego podobali mi się bohaterowie, czy raczej relacje łączące ich ze sobą i z resztą świata. Bo nasze grono chłopców w sweterkach z krukiem to tylko na pozór rozpieszczeni, pozbawieni zmartwień yuppies. Ronan po śmierci ojca tkwi w wiecznym konflikcie z bratem i samym sobą, odrzucając od siebie całe otoczenie. Adam uczęszcza do szkoły dzięki stypendium i własnej ciężkiej pracy w fabryce, pragnąc wyrwać się z mocno patologicznej rodziny. Noah to wycofany dzieciak z wiecznie zimnymi dłońmi i ewidentnymi zaburzeniami odżywiania. A Gansey... no cóż, Gansey to Gansey, nie potrafi się do końca odnaleźć w świecie nie-bardzo-bogatych ludzi, a bardzo by chciał, i czasem obraża ich, choć z dobrymi intencjami. No i chwilami jest nieco zbyt idealny.

Ciekawe postaci i relacje międzyludzkie to coś, co często ciężko znaleźć w literaturze młodzieżowej. Tutaj jest to główny walor książki, który trzymał mnie przy lekturze, bo sama tajemnica, zabarwiona lekko klimatem detektywistycznym, jakoś zawiodła - zaczęła mnie wciągać gdzieś w 3/4 książki, a i tak okazało się, że tajemne linie mocy to jednak nie moje klimaty (choć trzeba przyznać, że nie jest to jeszcze zbyt wyświechtany pomysł). Styl jest poprawny, dialogi chwilami trochę infantylne, ale tylko chwilami - w sumie ciężko się do czegoś przyczepić. 

Skończyłam więc lekturę z takim stanem zawieszenia - no, dobre, niczego nie urywa, ale jest ok... to czytać dalej? Czy raczej zakończyć przygodę z serią po pierwszym tomie? Cliffhanger na końcu kusi, ale kuszą też dziesiątki innych książek, więc - jeszcze nie wiem. Ale jeśli Wy tak jak ja cenicie zgrabnie nakreślonych bohaterów, a po tym opisie czujecie, że tajemniczy celtycki władca, tajemne linie magiczno-energetyczne i zaklęty las na dokładkę to coś, w czym się odnajdziecie, to mogę polecić Króla Kruków z czystym sumieniem jako naprawdę zgrabnie napisaną młodzieżówkę.




Tytuł: Król Kruków 
Seria: The Raven Cycle #1 
Autor: Maggie Stiefvater 
Wydawnictwo: Uroboros 
Liczba stron: 496




Za egzemplarz recenzencki
dziękuję wydawnictwu:


 Uroboros / Grupa Wydawnicza FOKSAL


10 komentarzy:

  1. Bardzo podobała mi się twoja recenzja :) czytałam drżenie Maggie stiefvater i książka była okropnie beznadziejna, flaki z olejem i lanie wody. Fabuła króla krukow bardzo mnie zaontrygowala dlatego dam autorce druga szansę :) ja mam bardzo często tak że trafiam na książki które są dobre i poprawne ale większych emocji we mnie nie wywołują :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wierzę Ci, że "poprawnie napisane" książki jest ciężko recenzować. Nie ma czego wychwalać, ani nie ma do czego się przyczepić - no i jak tu sklecić spójną recenzję? Mimo tego udało Ci się, za co Cię w tej chwili podziwiam... :D. Ja mam ogromny problem z napisaniem czegoś na temat książki, która po prostu była fajna. Co do samej autorki to czytałam jej serię o wilkach i bardzo mi się podobała. Chorowałam wtedy i siedziałam w domu, więc skończyło się na tym, że wszystkie grube tomy wciągnęłam w niecały tydzień. Myślałam nad tym, żeby sięgnąć po inne jej powieści, ale obawiam się, że zepsułabym sobie wrażenie, bo zarówno Ty jak i inni zarzucacie Stiefvater infantylność. Może pozostanę przy jednej świetnej serii... :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Nijakie książki recenzuje się najgorzej, pod tym się podpisuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam całą serię i bardzo mi się podobała. Czasami fragmenty były gorsze, ale przez większość czasu byłam niezwykle zadowolona z tego, jak został poprowadzony cykl. Na Twoim miejscu dałabym szansę drugiemu tomowi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja cykl o kruczych chłopcach bardzo lubię, może dlatego, że oprócz świetnych i dających się bardzo polubić bohaterów akurat tajemnica linii mocy i dziwnego lasu przypadła mi do gustu. Czytałam co prawda po angielsku całą tetralogię, więc nie wiem, jak wypada po polsku, ale język pani Stiefvater zupełnie nie sprawił na mnie wrażenia infantylnego w dialogach. De gustibus i tak dalej;)

    Spróbuj drugi tom, nie przypadnie do gustu? Trudno. A może jednak się spodoba?;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten kociak! 💕 Ale zapozował świetnie. Jestem bardzo ciekawa tej serii i mam na nią wielką ochotę. Ale nie ukrywam, że nie mam wielkich oczekiwań 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. ja to się jeszcze wstrzymam i sprawdzę opinie kolejnych tomów, może tam będą jakieś zachwyty, jeśli tak, to warto zacząć od porządnie napisanej pierwszej cześci bez fajerwerków :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam podobnie z książkami, które mi się podobały, ale bez fajerwerków. Ewentualnie z książkami, które nie to mi się podobały, ni to nie podobały - ot były. Co tu pisać?
    Co zaś do "Króla Kruków", to książka też mi się podobała. Poczułam ten klimacik i ekscytację zaczynającą się nową przygodą. Jednym słowem, świetnie się przy tej młodzieżówce bawiłam. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba podobnie mogłabym ocenić tę książkę - była po prostu dobra. Czytało się ją przyjemnie, ale w sumie nie zostaje na dłużej w pamięci. A i tak uważam, że "Król kruków" jest najlepszy z całej serii. W kolejne części niemal w ogóle się nie zaangażowałam i chociaż się starałam, losy bohaterów po prostu były mi obojęne. Już nawet nie pamiętam, jak to wszystko się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podchodziłam do niej dwa razy, jakoś nie mogłam się wciągnąć na początku. Ale im dalej brnęłam tym bardziej ciekawie się robiło i w efekcie przeczytałam wszystkie części :)

    OdpowiedzUsuń