czwartek, 27 września 2018

Diabeł na wieży - Anna Kańtoch

Pewnie pamiętacie jeszcze moje zachwyty nad trylogią Tajemnic Anny Kańtoch - seria dla młodzieży o nastoletniej Ninie i aniołach, osadzona w realiach powojennej Polski, to niemalże moje odkrycie roku. Seria, przy której czułam ciarki na plecach i podmuchy śnieżnej zawiei, i to leżąc z czytnikiem na plaży w czterdziestostopniowym upale. Dlatego z pełną ufnością sięgnęłam po wznowiony zbiór opowiadań autorki Diabeł na wieży, licząc, że dostanę to samo, tylko bardziej, bo w odsłonie dla dorosłego czytelnika.

O Domenicu Jordanie, głównym bohaterze Diabła, wiemy niewiele, a i to, co wiemy, rozrzucone jest po całej książce. To zbieranie wskazówek o naszym doktorze-detektywie jest bardzo ciekawym rozwiązaniem, znacznie bardziej angażującym, niż gdyby autorka od razu odsłoniła wszystkie karty. Dodatkowo osiągnęła tym bardzo fajny efekt, bo choć Domenic jest bez wątpienia kluczową postacią Diabła, spinającą wszystkie opowiadania, to jednocześnie łatwo odnieść wrażenie, że wcale nie stoi on w centrum powieści; przez znaczną część historii pozostaje raczej obserwatorem, tajemniczym tak dla czytelnika, jak i dla innych bohaterów. 

I choć jest postacią dość sztampową - wiecie, taki typowy, wyniosły, poważny, inteligentny, a do tego bez wątpienia przystojny, elegancki, cały na czarno, ze szpadą, itede, itepe - to jednocześnie czasem ucieka się do nie do końca czystych zagrań, które na tym pozornie idealnym obrazie potrafią nakreślić rysy, nadające mu charakteru. Domenic to bez wątpienia główny atut Diabła na wieży. Tyle że... nie wiem, czy nie jedyny.

Sposób pisania Kańtoch wybitnie kojarzył mi się z serią Doyle'a o Sherlocku Holmesie. I jeszcze z Poem i jego Opowieściami niesamowitymi - to nawet bardziej. Tyle że, niestety, w moich ustach nie jest to komplement, bo nigdy nie zdołałam zrozumieć fenomenu ani stylu Edgara Allana Poe, ani sir Doyle'a - trącą dla mnie myszką i tyle. I wcale nie jestem na bakier z XVIII czy XIX-wieczną klasyką; po prostu styl, do którego ewidentnie (świadomie czy też nie) nawiązywała tu Kańtoch, nie budzi we mnie totalnie żadnych emocji.

Tym bardziej, że powolna, nieco duszna narracja wcale nie przekłada się na klimat, którego po zabobonnych miasteczkach nawiedzanych przez upiory (często w ludzkiej skórze) można by się przecież spodziewać. Ba! Nie wiem jak to możliwe, że to ta sama autorka, spod której pióra wyszła (później bo później, ale zawsze) choćby Tajemnica godziny trzynastej, z klimatem dosłownie wylewającym się spomiędzy stron powieści. Zwłaszcza zakończenia opowiadań pozostawiały mnie obojętną - ot, snuje się ta historia, snuje, tu jakiś trup, tu jakieś moce świętych, Domenic patrzy na to z tajemniczym uśmiechem i nagle bach, objawia czytelnikowi rozwiązanie, rzuca jakąś otwartą myśl o ludzkiej naturze i już, koniec opowiadania.

No dobrze, mamy więc drugi plus - te historie, w których okazywało się, że demony demonami, ale najwięcej za uszami mają zwykli ludzie, pozostawiały mnie przez chwilę z jakąś fajną refleksją. Były to jednak tylko przebłyski: nadal zbyt mało, by całą lekturę uznać za satysfakcjonującą. Po początkowej fascynacji i entuzjazmie, wywołanych innymi powieściami autorki, odłożyłam Diabła na wieży z takim typowym "meh". Było, skończyłam.  Więcej nie chcę. Tylko trochę szkoda...



Tytuł: Diabeł na wieży 
Seria: Domenic Jordan #1 
Autor: Anna Kańtoch 
Wydawnictwo: Powergraph 
Liczba stron: 328





Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:


 Tania Książka
Sprawdźcie też inne bestsellery na stronie księgarni :)

6 komentarzy:

  1. Szkoda, że ci się nie podobało - ja za to uwielbiam Doyle'a (a Poe'ego muszę więcej przeczytać, żeby wyrobić sobie zdanie) i planuję przeczytać "Diabła na wieży".

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie lubisz klimatu Doyl'a ani Poe - bo ja bym tych "garściami jadła". ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Klimaty rodem z Doyle'a czy Poe to coś dla mnie, więc prawdopodobnie, jak już po "Diabła" sięgnę, będę zachwycona:)

    OdpowiedzUsuń
  4. kiteczka ładnie się komponuje w tym zdjęciu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam dokładnie takie same odczucia po skończeniu tej książki, była taka sobie

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, szkoda. :) Ja zupełnie inaczej odebrałam Diabła na wieży i w takim razie muszę się zainteresować książkami Poego. Bardzo jestem ciekawa tej Tajemnicy, bo kurcze, strasznie wszyscy kusicie. :D Myślałam, że Diabeł Ci nie podpasował, bo to debiut a Ty czytałaś już nowsze książki, ale widzę, że po prostu problem tkwi w tym stylu a'la Poe czy Doyle. :)

    OdpowiedzUsuń