wtorek, 4 września 2018

Amazonia - James Rollins

Ostatnio podejmuję bardziej świadome decyzje w zakresie swoich lektur, jednak czasem daję się porwać chwili. Owocem takiego spontanicznego "porywu" jest Amazonia - książka, o której egzemplarz recenzencki poprosiłam, nie wiedząc o niej prawie nic - ot, wiedziałam, że thriller, wiedziałam, że w dżungli. Powieść okazała się nie tyle thrillerem, co przygodówką dla dorosłych i to... w mocno hollywoodzkim stylu.

Gdy na misji w amazońskiej dżungli pojawia się wycieńczony, biały człowiek, zarządzający placówką kapłan udziela mu schronienia wbrew ostrzeżeniom Indian, którzy uciekają przerażeni namalowanymi na ciele mężczyzny wzorami. Po śmierci nieszczęśnika okazuje się, że był on amerykańskim wojskowym, który do dżungli wkroczył cztery lata wcześniej, ochraniając wyprawę naukową niejakiego Carla Randa, po której oczywiście ślad zaginął. Sęk w tym, że Amerykanin wszedł do dżungli jako jednoręki weteran, a opuścił ją z obiema rękami, ale za to z całym ciałem przeżartym niezidentyfikowanymi procesami nowotworowymi. 

Do dżungli rusza więc kolejna wyprawa, w skład której wchodzi syn Randa, Nathan, piękna lekarka Kelly, grupa specjalistów w zakresie antropologii i biologii oraz, oczywiście, eskorta dzielnych marines. Od tego momentu ekipa będzie w spektakularny sposób dziesiątkowana, a na jej drodze staną nie tylko amazońskie drapieżniki, ale też mutanty rodem z horrorów oraz najgorszy typ antagonisty, czyli pozbawiony sumienia i opętany wszelakimi żądzami najemny morderca z niemieckim akcentem, na dodatek ze swą psychopatyczną kochanką, biegłą w sztuce zmniejszania ludzkich głów. Brzmi jak sensacyjna produkcja rodem z Hollywood, nie?

Ano, brzmi. Bo Amazonia to właśnie taki literacki odpowiednik amerykańskiego kina. Jest tu wszystko, co producenci filmowi lubią najbardziej: jest spisek koncernów farmaceutycznych, jest tajemnica, jest zemsta, jest wartka, dynamiczna akcja, jest Ziemia na krawędzi zagłady epidemiologicznej. Jest w końcu szlachetny bohater, piękna pani doktor i jakiś drań, który chce stanąć na ich drodze do szczęścia i rządzić światem, zamiast go ratować. Jest też miejsce na efekty specjalne: żabopiranie, wielkie, krwiożercze owady, trzydziestometrowe kajmany, kilkutonowe jaguary i wybujałą florę amazońskiej dżungli. 

Czytając książkę, przez cały czas miałam wrażenie, że mam w rękach niemalże gotowy scenariusz na taki łatwy, przyjemny hollywoodzki przeciętniak. Taki, który oglądamy bez żalu, ale o którym nie pamiętamy po paru dniach, bo przecież wszystko to już gdzieś było. Obawiam się, że podobnie będzie z Amazonią, bo choć książkę niemalże pochłonęłam, to jest to raczej zasługa nieskomplikowanej fabuły i akcji pędzącej na złamanie karku, a nie tego, że książka okazała się jakimś wielkim odkryciem czy kamieniem milowym na drodze mojego literackiego rozwoju. 

Wręcz przeciwnie - bohaterowie (zarówno ci pozytywni, jak i źli) są tak sztampowi, a podsuwane przez autora rozwiązania tak naiwne, że książkę czyta się z nieschodzącym z twarzy pobłażliwym uśmiechem. Stylowi autora z jednej strony ciężko coś zarzucić, choć to raczej dobre rzemiosło, a nie dobra literatura. Ale jeśli przyjmiemy narzuconą przez Rollinsa konwencję, to przy Amazonii można się naprawdę dobrze bawić, zwłaszcza że pod względem odzwierciedlenia klimatu dżungli i stanu ciągłego zagrożenia powieść ta stoi na naprawdę wysokim poziomie. 

Nie żałuję jednak ani jednej godziny, którą spędziłam przy lekturze. Obiektywnie nazwałabym Amazonię idealną książką na letnie, upalne popołudnia: to przygodówka wciągająca jak bagno w sercu amazońskiej dżungli... i mniej więcej równie ambitna.


Tytuł: Amazonia 
Autor: James Rollins 
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek 
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 464






Za egzemplarz recenzencki
dziękuję księgarni Tania Książka:

 Tania Książka
Sprawdźcie też inne bestsellery na stronie księgarni :)



12 komentarzy:

  1. Ostatnim zdaniem mnie całkowicie kupiłaś 😂😂😂
    Tak, jak czasami ma się ochotę na głupi, odmóżdżający hollywoodzki kit, tak i niekiedy podobna ochota przychodzi, jeśli chodzi o książki. Wydaje się, że wtedy nic lepszego niż „Amazonia” nie może się zdarzyć😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jakoś tak wyszło, że i do mnie trafiła w dobrym momencie :D

      Usuń
  2. Raaany, ostrzegaj ;) Nie można tego czytać w pracy ani w metrze, bo ludzie się dziwnie patrzą jak zacieszam. Przy żabopiranii oraz antagoniście z niemieckim akcentem padłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żabopiranii nie wymyśliłam, autentycznie pomykają wzdłuż Amazonki ;)

      Usuń
  3. Chyba aż przeczytam, bo lubię takie lekkie, łatwe i przyjemne książki, przy których nie trzeba za dużo myśleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta jest dodatkowo przyjemna i nie kłuje w oczy jakimiś nadmiernymi głupotami ;)

      Usuń
  4. Czyli książka jest jak taki film akcji klasy B. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, ja mam wrazenie, ze nawet te hity kasowe mają takie tendencje ostatnio ;) Nie było gorzej niż przy najnowszym Parku Jurajskim xD

      Usuń
  5. A ja czasami mam chęć na taką rozpustę, dobry klimat, a nawet jak sztampowi bohaterowie... Czasami dobrze jest się przy takiej pozycji zrelaksować, tym bardziej, że skoro na wejściu nie nazywamy tego cudem literatury, tylko od razu właśnie "hollywoodzkim porywem". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dlatego przyznaję, że czas spędzony na lekturze był udany. Też czasem potrzebuję czegoś takiego :D

      Usuń