sobota, 29 września 2018

29.09. - Ogólnopolski Dzień Czytania na Głos. Moje 4 historie


Dziś Ogólnopolski Dzień Czytania na Głos - wiedzieliście? No, przyznam się, że jeszcze do wczoraj ja osobiście nie wiedziałam. Za to kiedy usłyszałam takiego newsa (słuchanie radia w drodze do pracy się przydaje), obudziło to we mnie kilka wspomnień. Pomyślałam więc, że podzielę się nimi z Wami, bo akurat głośne czytanie stanowiło ważny aspekt mojego życia - i to nie tylko w dzieciństwie! Przed Wami cztery króciutkie historie o tym, dlaczego lubię taką formę lektury :)


~1~ 

Na początku byłam, oczywiście, odbiorcą. Dość ciężkim w obsłudze dodajmy. Błyskawicznie uczyłam się na pamięć wszystkich ulubionych bajek i opowieści, a potem bezlitośnie wypominałam pomyłki czytającym mi osobom. Ba, jeśli wierzyć rodzinnym historiom, robiłam potworną aferę, jeśli ktoś przekręcił jakieś słowa, albo nie daj Boże dopisywał własne treści! A że wśród czytających mi osób znajdował się (sporo starszy) brat oraz trzech kuzynów (też sporo starszych), to takich kreatywnych lektorów, co to uważali moje złoszczenie się za bardzo zabawne i próbowali udowodnić, że wiedzą lepiej, co zrobiły szympansy w mojej książeczce o zwierzętach Afryki, to i afer było sporo. Na szczęście dla moich rodziców, nauczyłam się czytać w wieku około 4 lat i przynajmniej pod tym względem dałam odpocząć całemu światu...




~2~

...a potem role się odwróciły: miałam jakieś 14-15 lat, gdy przeczytałam kilkuletniej córce kuzyna (jednego z tych kreatywnych) pierwsze dwa tomy Harry'ego Pottera. Była to już epoka audiobooków, więc szczerze mówiąc nie wiem, czemu aż tak się męczyłam, ale wspominam to z ogromną przyjemnością. Bo nie ukrywajmy, te wielkie wpatrzone w człowieka oczy i ogromne emocje towarzyszące słuchaniu ulubionej historii przez dziecko to  spora satysfakcja także dla czytającego... i to nic, że potem po prostu nie byłam w stanie mówić. Poza tym byłam podobno najlepszym lektorem - Ola potem nie chciała, żeby czytała jej babcia, bo "źle wymawia nazwisko Dumbledore'a" ;)



~3~ 

Kolejny epizod czytania na głos przytrafił mi się już w liceum, gdzieś w wieku około 17 lat, kiedy przeczytałam mojej Mamie całe Kroniki Corwina z Amberu Zelazny'ego  (pierwsze pięć tomów serii). Dlaczego? A bo Mama raczej fantastyki nie lubi, więc sama by nie sięgnęła, a ja byłam przekonana, że to najlepsze co mnie w tym gatunku spotkało, więc miałam potrzebę podzielenia się. Jeśli ktoś ma wizję biednej kobiety przywiązanej do krzesła i w rozpaczy potrząsającej głową w celu wyparcia płynącego potoku narracji księcia Corwina, to śpieszę donieść, że nie było potrzeby uciekania się do aż tak drastycznych środków, a ponad dekadę później Mama nadal pozytywnie Zelazny'ego wspomina.



~4~ 

Ostatni mój kontakt z czytaniem na głos miał miejsce jakieś 4 lata temu, gdy nagrałam mojemu wtedy-jeszcze-nie Mężowi audiobooka Domu Kalifa Tahira Shaha (460 stron, więc nie takie nic). Przytrafił nam się wtedy dłuższy epizod związku na odległość, w czasie którego Dawid namiętnie pochłaniał przeróżne audiobooki, a chciałam dać mu coś zrobionego osobiście. No to nagrywałam. W tajemnicy. I jeszcze musiałam się tłumaczyć, dlaczego ilekroć do mnie dzwoni, to jestem zachrypnięta na amen (Co się stało? Płakałaś?! Masz dziwny głos!). No, ale audiobook powstał - całkiem profesjonalnie złożony, pochwalę się, ze wstawkami dźwiękowymi w przejściu między rozdziałami i scenami. Podobno był bardzo fajny i do dziś nie udało mi się przebić niczym tego prezentu, ale miłość zaślepia, więc może Małżonek do końca nie jest obiektywny... ;)


~~

Macie jakieś ciekawe historie związane z czytaniem na głos? Czytano Wam w dzieciństwie, czy raczej nie? A może to Wy komuś regularnie czytujecie? Podzielcie się Waszymi historiami w komentarzach! :)


8 komentarzy:

  1. To ładne historie! Ja sama nienawidzę czytać na głos. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem, moja babcia notorycznie kazała mi czytać czytanki z podręczników na głos, abym ładniej mówiła. Nienawidziłam tego, bo na głos czytałam wolniej i nie umiałam się skupić na tym, co czytam. Do dzisiaj nie lubię, ani czytać na głos, ani kiedy ktoś, coś dla mnie czyta. Nie wyłapuję wtedy połowy treści...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne historie :) Piszesz, że sama nauczyłaś się czytać ale chyba ktoś musiał pokazać Ci litery:) Ja bardzo chciałam czytać ale nikt nie miał czasu aby poświęcić mi czas i wytłumaczyć, pokazać... brałam książki z połek i zastanawiałam się co jest w nich napisane - nie wiedząc, sama zmyślałam. Moja młodsza siostra miała już lepiej - krzyczała do mnie abym pokazywała jej literki, potem sklejała je i tworzyła słowa... mając 4-5 lat potrafiła płynnie czytać (dzięki komu? xD).
    Na głos czytac nigdy nie lubiłam, najprawdopodobniej spowodowane moją pewną "wadą". A moze urokiem, bo nie wiem jak to nazwać :P Jakby nie było czytanie na głos "męczy mnie"... ale będąc dzieckiem uwielbiałam kiedy czytała mi Mama (pięknie czytała <3)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba mi czytano, ale jakoś szczególnie tego nie pamiętam. Ale wow - czytanie w wieku 4 lat? :D Ja długo uznawałam to za nudne - dopiero mama musiała znaleźć sposób, jakim było uczenie mnie poprzez dźwięki wydawane przez zwierzątka. Wkrótce potem z najgorzej czytającego dziecka w klasie pierwszej stałam się jednym z czytających najlepiej i jako jedna z kilku pierwszych osób dostałam kartę do biblioteki szkolnej. :P Problem polegał na tym, że u mnie umiejętność czytania nie szła w parze z umiejętnością poprawnego pisania. Nie miałam może wielkich problemów z samym składaniem zdań, ale nawet, jeśli weźmie się moje zeszyty z 3, czy 4 klasy można się złapać za głowę. Np. nawet wtedy "chcieć" pisałam jako "kcieć".

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne, ciepłe historie<3 Ależ miło się czyta wspomnienia kogoś, kto przez czytanie jest otoczony i sam się tym czytaniem dzieli:)

    W dzieciństwie mama i tata czytali mi baśnie i bajki, nawet starszy brat się udzielał, co jest uwiecznione w postaci taśmy magnetofonowej, gdzie wczuwa się w strażaka, który siedział w wieży i chrapał, gdy mucha leciała do Zgierza:) Najmocniej jednak w pamięci utkwił mi obraz babci, która czytała mi i mojej siostrze Kopciuszka (razem ze śpiewaniem piosenek!) i zawsze w połowie bajki zasypiałaXD

    Potem to ja byłam czytającą na głos, i to nie byle jak, bo młodszej siostrze przeczytałam w ten sposób parę cyklów fantasy, w tym całego "Władcę pierścieni"! Podobno jestem świetna w udawaniu głosów;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo sympatyczne historie. :D
    I muszę przyznać, że ja też nauczyłam się czytać bardzo wcześnie, bo podobno byłam męcząca (ja twierdzę, że absolutnie są to pomówienia 😂).
    Co do czytania na głos, to czasem czytałam bajeczki dzieciom w przedszkolu (w którym pracuje mama), albo domu dziecka.
    Mężowi kilka razy też się zdarzyło - szczególnie wtedy, gdy oboje mieliśmy niezwykłą potrzebę czytania jednej książki jednocześnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie nauczyli czytać, jak miałam jakieś 5 i przepadłam <3. Nie pamiętam, czy czytali mi na głos, mało co pamiętam z takich wczesnych lat, raczej z opowieści. Ja sama czytałam kiedyś z bratem na głos Pottera (piąteczka!), ale gdzieś w połowie mi się znudziło i doczytałam sama. Nigdy tego nie lubiłam, nie umiałam się wczuwać, ani udawać głosów, męczy mnie to. Strasznie podoba mi się historia z audiobookiem, to takie słodkie <3 // kasikowykurz

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajne historie. :) Ja nie przypominam sobie, żeby ktoś mi czytał i sama też nigdy nic nikomu nie czytałam, ale obecnie bardzo audiobooki lubię, choć przekonanie się do nich zajęło mi trochę czasu. Super pomysł z tym nagraniem audiobooka jako prezent. :D Nie dziwię się, że nic tego nie przebija, takie prezenty, w które włożyło się dużo pracy własnej są najlepsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny wpis :) Jeden z lepszych:D Super historie <3

    OdpowiedzUsuń