wtorek, 21 sierpnia 2018

Krwawa kampania - Brian McClellan

Lubię książki, mające więcej tomów (o ile stanowią już zamkniętą całość i mogę po nie sięgnąć bez ryzyka, że autor zostawi mnie na parę lat bez szansy na poznanie dalszego ciągu). Łatwo zanurzyć się wtedy w stworzonym przez autora świecie, a każdy powrót do historii w kolejnych tomach jest, wybaczcie frazes, jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem. Takie właśnie emocje budzili we mnie - i wciąż budzą - Prochowi magowie McClellana,  seria opowiadająca o świecie, w którym czarny proch stanowi podstawę całego systemu magicznego.

Krwawa kampania, czyli drugi tom tej trylogii, naprawia jedyny element pierwszej części, który mogę uznać za wadę: tempo akcji. Choć polityki, spisków i wbijania sobie noży w plecy jest tu nadal dużo, to McClellan utrzymał dużo równiejszy rytm wydarzeń, unikając wrażenia przegadania. Akcja, podobnie jak w pierwszym tomie, toczy się po kilku równoległych torach: towarzyszymy marszałkowi polnemu Tamasowi, którego większa część świata uznała już za martwego; Adamatowi, detektywowi walczącemu o ocalenie swojej rodziny, niewinnych ofiar obecnej sytuacji politycznej; Tanielowi, który przed odpowiedzialnością i presją społeczną ucieka w szpony nałogu. Rozwijają się też wątki, które wydawały się mało ważnymi epizodami, co pokazuje, jak szeroko autor sobie wszystko przemyślał i zaplanował.

Taka wielotorowa narracja nie zawsze jest satysfakcjonująca dla odbiorcy - przykładowo przy lekturze Gry o Tron często ogarniała mnie frustracja (bo jak to, nie, nie porzucaj teraz Aryi, ja muszę się dowiedzieć, co się stało, co mnie teraz kurna Jon obchodzi!?), bo po pierwsze wątki dzieliły się na wyraźnie lepsze i gorsze, a poza tym niektóre postacie jakoś nie do końca budziły sympatię. W Prochowych magach tego nie ma: zmiana punktu widzenia owszem, często następuje po cliffhangerze, przez co chcemy udusić autora, ale każdy kolejny wątek angażuje równie mocno, więc porzucamy jednego bohatera, by dalej czytać z wypiekami na twarzy o losach kolejnego. 

Ale jest to przede wszsytkim zasługa faktu, że wszystkie postacie u McClellana, nawet te drugoplanowe, budzą sympatię i ogromne emocje. Dawno nie trafiłam w fantastyce na tak dobrze poprowadzonych bohaterów (update: po ponad pół roku od napisania tej recenzji nadal z czystym sumieniem podpisuję się pod tym zdaniem): często nawet w "dorosłej" powieści dostajemy świetny świat, który... zaludniają płaskie postacie z dylematami rodem z młodzieżówki nie najwyższych lotów. Tu jest inaczej. Bohaterowie, niezależnie od wieku, płci i statusu społecznego (a mamy tu pełen przekrój przez każdą z tych kategorii, więc nie da się utożsamiać się z każdym) są z krwi i kości, są wiarygodni, a do tego autor lubi im trochę podokuczać, zanim pozwoli im osiągnąć cel. Cudo.

Pierwszy tom nosił tytuł Obietnica krwi. Krwawa kampania tę obietnicę krwi spełniła - w drugim tomie jest jeszcze bardziej brutalnie (jak to na wojnie), krew się leje, a przed bohaterami nie jedna trudna decyzja. Książka spełnia też wszystkie inne, mniej bezpośrednie nadzieje, które zrodził tom pierwszy. Trochę się obawiałam, czy mój zachwyt otwarciem tej trylogii nie był efektem zachłyśnięcia nowością - wiecie jak to jest, czasem nowy świat robi takie wrażenie, że przymyka się oko na inne niedociągnięcia. Ale nie - mimo że znałam już realia wykreowane przez McClellana, opowiadana przez niego w Krwawej kampanii historia zachwyciła mnie równie mocno. Z czystym sumieniem stwierdzam, że jest to jedna z najlepszych serii, na jakie trafiłam we współczesnym fantasy.



Tytuł: Krwawa kampania 
Seria: Trylogia Magów Prochowych #2 (recenzja #1
Autor: Brian McClellan 
Wydawnictwo: Fabryka Słów 
Liczba stron: 698


16 komentarzy:

  1. Nie słyszałam nigdy o niej, trochę nie moje klimaty, ale brzmi ciekawie! Wydanie strasznie mi przypomina okładki Demonicznego Cyklu, chyba mają identyczną czcionkę :D. Lubię poznawać nowe światy, także chętnie dopiszę do listy i może kiedyś się zapoznam (:

    Pozdrawiam!
    kasikowykurz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Faktycznie, to ten krój czcionki :) Ale pod względem literackim i fabularnym Prochowi zjadają Cykl Demoniczny na śniadanie ;)

      Usuń
  3. Pierwszy tom czeka u mnie póki co na półce, ale po Twoich recenzjach już zacieram łapki przed lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooch, aż zazdroszczę, że tyle dobra jeszcze przed Tobą :D

      Usuń
  4. W końcu udało Ci się "skrobnąć dwa słowa". :D
    Jak wiesz u mnie "uwielbienie" zaskoczyło właśnie w tym tomie i muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że sięgnęłam po całą tę serię, po Twoim i Kirimy poleceniu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, lepiej późno niż wcale, nie? ;)

      Wiem, pamiętam i właśnie takie opinie jak Twoja miałam na uwadze, podkreślając, że ja sama przepadłam od razu po pierwszym tomie - bo chyba jednak jestem w mniejszości :)

      U mnie z kolei powodem sięgnięcia po tę serię były właśnie entuzjastyczne recenzje Kirimi. Taki łańcuszek :D ileż ja już rzeczy przeczytałam dzięki blogosferze! ;)

      Usuń
  5. Ależ mi zrobiłaś chrapkę na ten drugi tom! Pierwszy przyniósł mi dużo radości z czytania i choć tak jak piszesz, z tempem akcji miał autor problem, tak bohaterów rzeczywiście dało się polubić (a nawet ośmielę się rzecz, pokochać!) i myślę, że najwyższy czas rozglądnąć się za kolejną odsłoną przygód magów prochowych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czyli zwłoka w publikacji recenzji przynajmniej przyniosła jakąś korzyść - przypomniałam Ci, że lektura czeka ;)

      Usuń
  6. Co ja widzę, Prochowi. :D Fajnie, że coś w końcu o nich wrzuciłaś. :D
    Dla mnie ten drugi tom jest najlepszy z całej serii. ;) Ech, tęsknie za tym światem. Ciekawe, kiedy pojawi się u nas kontynuacja. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej. Sprawdziłam i widzę to w zapowiedziach na koniec września . :D

      Usuń
    2. Ja bym jeszcze chciała, żeby stworzył jakiś nowy świat na miarę tego :) ale kontynuacje wszelakie też chętnie powitam.

      Usuń