środa, 11 lipca 2018

Toń - Marta Kisiel



Powiem delikatnie: nigdy nie byłam fanką prozy pani Kisiel. Podejść do jej Dożywocia miałam dwa, do Nomen Omen - już tylko jedno, bo odpadłam w przedbiegach. Poczucie humoru do mnie nie przemawiało - czy raczej nie przemawiał do mnie fakt, że poza żartami (na różnym poziomie) brakowało tam fabuły. Ot, takie uroczo-ironiczne scenki rodzajowe, ale ileż można? Obiecałam sobie, że do trzech razy sztuka: koniec przygody z panią Kisiel.

A potem wyszło Toń. Przyciągała mnie od początku swoją okładką i tytułem i stwierdziłam, że zaryzykuję. I wiecie co? Całe szczęście, bo to strasznie fajna książka jest!

Dżusi Stern dostaje tajemniczy telefon od ciotki, Klary, która kiedyś ją wychowywała, więc rzuca wszystko i rusza do Wrocławia, aby wraz z siostrą przypilnować mieszkania krewnej. Klnie przy tym pod nosem, bo ciotka jest w jej życiu źródłem traum i anormalności wszelakich, ale nie potrafi jej odmówić. Zresztą, co może się stać złego? Musi tylko pilnować kilku zasad, a przede wszystkim nigdy nie wpuszczać nikogo za próg. Nigdy. Zakręcona Dżusi oczywiście łamie tę zasadę już w czasie pierwszego dnia sprawowania pieczy nad lokum ciotki, uruchamiając tym lawinę wydarzeń, w które wplącze nie tylko Klarę, ale też swoją siostrę Eleonorę, narzeczonego i parę mniej lub bardziej przypadkowych osób. Również ze skutkiem śmiertelnym dla niektórych. A to wszystko ze skarbami Trzeciej Rzeszy, podróżami w czasie i mnóstwem pozbawionych skrupułów ludzi w tle.

Bardzo podoba mi się psychologiczna warstwa powieści. Bo choć jest to w zasadzie lekki kryminał z wątkiem paranormalnym, to gdzieś w tym wszystkim czai się refleksja nad tym, jak kruche są relacje międzyludzkie, jak łatwo zniszczyć komuś życie, albo wpędzić go w wyrzuty sumienia na resztę tegoż. Bardzo poważne problemy, zwłaszcza jak na kogoś, kto dotąd pisał tylko o aniołach z katarem siennym i alergią na własne pierze. Co ciekawe, postacie w Toń* są na tyle niejednoznaczne, że łatwo pokusić się o niewłaściwy osąd, a potem odkryć, jak bardzo się myliliśmy, gdy tylko zmienimy perspektywę.

*Nie wiem, czy Toń to tryb rozkazujący od tonąć, czy rzeczownik.
Na potrzeby tego tekstu przyjmuję wariant pierwszy, 
który bardzo do mnie przemówił po sugestywnych
i jakże istotnych dla przebiegu akcji słowach Ramzesa: 

"Toń, Eleonoro. Chyba potrafisz?"...

Bohaterowie co prawda chwilami mnie denerwowali - głównie dlatego, że niektórzy (czyt. Karolek, narzeczony Dżusi) wydają się strasznie przerysowani, a także dlatego, że nie mogę uwierzyć, aby w poważnych okolicznościach dorośli ludzie uskuteczniali takie infantylne przepychanki słowne. Właśnie te wstawki w dialogach zalatywały mi "dawną Kisiel" i jej humorem, każdorazowo wywołując dreszcz przerażenia, czy aby to wszystko nie ucieknie w niewłaściwym kierunku...

No właśnie, ten humor. To był ten sam styl żartów, który doprowadzał mnie do szału w innych książkach Kisiel. Jest to dobra wiadomość do fanów stylu autorki, których przecież nie brakuje... Ale jeśli ktoś miał z tym humorem taki problem jak ja, to śpieszę donieść, że na szczęście w Toń stanowił on przyprawę, a nie dane główne - było go akurat tyle, żeby się uśmiechnąć, ale żeby nie przeszkadzał w warstwie fabularnej.

A fabuła jest poprowadzona całkiem zgrabnie. Pomysł podróży w czasie, bazujący na założeniu, że czas jest jak rzeka, przez którą przeprowadza się "umarłych", jest tu świetnie rozwinięty i wykorzystany, a przede wszystkim stanowi pewne novum w tej tematyce - i mówię to jako osoba, która nigdy szczególną fanką tematu podróży w czasie nie była. Choć akcja rozciąga się na parę miesięcy i poza paroma przyśpieszeniami wcale nie pędzi na łeb, na szyję, to jednak solidnie wciąga i nie pozwala oderwać się od książki.

Pochłonęłam więc Toń w jeden weekend i chciałabym więcej, zwłaszcza że niezbyt rozstrzygająca forma zakończenia zdaje się właśnie obiecywać dużo tego "więcej". To dla mnie idealna książka na lato - lekka, przyjemna, ale i niegłupia. A już na pewno zaliczę ją do największych zaskoczeń tego roku - przy okazji notując też gdzieś na marginesie, że od czasu do czasu warto dać jeszcze jedną literacką szansę jakiemuś autorowi...




Tytuł: Toń
Autor: Marta Kisiel
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 416





Za wyprawę w toń czasu
dziękuję wydawnictwu:
 Uroboros / Grupa Wydawnicza FOKSAL

20 komentarzy:

  1. Ja już niejednokrotnie czytałam książki jakiegoś autora i zupełnie mi się one nie podobały po czym wspomniany autor kilka lat później pisał nowa powieść która po przeczytaniu strasznie mi się podobała! Wniosek - trzeba dawać drugie szanse! ;)
    Jestem ciekawa czy mi specyficzny humor autorki przypadnie do gustu 🙄

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za tą autorką, po prostu straciła moje zaufanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam ciekawa Twojej opinii, wiedząc o niespecjalnie miłości do prozy pani Kisiel i cieszy mnie, że zgadzamy się w tak wielu punktach. Bo choć „Dożywocie” mnie śmieszyło i nie przeszkadzał mi brak fabuły (powierzmy szczerze, ta książka to po prostu zbiór opowiadań, które łączyły jedynie postaci w nich występujące), o tyle „Nomen omen” szczerze mnie rozczarowało infantylnością humoru i ponownie brakiem ciekawej fabuły. „Toń” za to się tego ustrzegła i ujęła mnie właśnie tym, że pod lekką otoczką przemyciła poważne treści:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wszystkich zaskoczyłam ;) No ale co poradzić - to jest "inna Kisiel" i taki kisiel to ja lubię ;) Jestem w sumie ciekawa, jak Toń odbierają zadeklarowani fani tej autorki, którzy cenią ją właśnie za ten charakterystyczny humor.

      Usuń
  4. Ta książka bardzo mi się podobała! Już nie mogę się doczekać następnych tomów oraz ogólnie wszystkich książek, które są z cyklu wrocławskiego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cały czas się waham, czy sięgać po tę książkę czy nie, ale chyba nie można zignorować tylu pozytywnych głosów w jej sprawie. Moje doświadczenie z Martą Kisiel zakończyło się na "Nomen omen", które moim zdaniem było dobre, ale ten humor też średnio do mnie trafił, więc nie planowałam kolejnych spotkań. Może jednak zrobię wyjątek dla "Toń"? (W sumie od początku jakoś przyjęłam, że to w tytule to rzeczownik, więc mój świat troszkę runął w gruzach po twoim przypisie ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toń to coś całkiem innego, zupełnie inne prowadzenie fabuły (a przede wszystkim: w ogóle prowadzenie fabuły ;)) i do tego niesztampowy pomysł. Żarty owszem, są, tak jak pisałam, chwilami wywołują przewracanie oczami, czemu dorośli ludzie się zachowują jak niewyżyci emocjonalnie gimnazjaliści, ale w ogólnym rozrachunku jest tu umiar i nie przeszkadza. Spróbuj :)

      Ja nie wykluczam, że to powinna być "ta" Toń - początkowo również tak założyłam ale scena, w której Ramzes mówi Eleonorze: "Toń!" jest tak sugestywna, że zmieniła mi całkowicie postrzeganie tytułu :D

      Usuń
  6. No to ja śpieszę donieść, że drugi tom będzie, acz nie wiadomo kiedy :) Ale... Ale... Jak to nie lubisz humoru Kisiel? Ja go osobiście uwielbiam i mogłabym "Dożywocie" czytać milion razy aż się nie nauczę na pamięć :D No, ale wiadomo, że każdy ma inny gust, inaczej by nudno było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę czekać cierpliwie i na pewno przeczytam ;)
      No ja już takim dziwnym przypadkiem jestem, wychowanym na dziwnym poczuciu humoru ;) Pierwsze opowiadanie wywołało uśmiech, drugie: "serio?", a trzecie "ileż można"... No i się nie udało :( Nie wykluczam, że teraz może odebrałabym je inaczej, bo parę lat już minęło od mojego kontaktu z Dożywociem, ale... trochę się boję i na razie jednak zostanę przy Toni :D

      Usuń
  7. No proszę "Toń" się spodobała. :D Teraz pozostało Ci tylko czekać na zapowiadaną kontynuację. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogłam mieć audiobooka, ale jakoś wtedy nie do końca byłam przekonana co do tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam, ale mnie zaciekawiłaś, na pewno ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja miałam trochę odwrotnie. "Dożywocie" podobało mi się bardziej od "Toni" (wydaje mi się, że to rzeczownik, w końcu chodzi o toń, w której zanurzają się bohaterowie). W tej drugiej czegoś mi zabrakło. Jakaś taka niedopracowana. Ten element psychologiczny, o którym wspomniałaś całkiem ciekawy, ale wątek fantastyczny za mało szczegółowy. Wydaje mi się, że książka mogłaby być minimalnie grubsza - odzywa się u mnie fanka cegiełek. Oczywiście nie jest to zła książka, ale spodziewałam się czegoś lepszego.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam w kolejce do czytania na wakacjach. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niby koniec wakacji ale moze znajde czas xd

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam "Dożywocie" i całkiem mi się podobało, choć jakoś nie mogę się dobrać do "Nomen omen". A po Twojej recenzji mam jeszcze większą ochotę na "Toń" :)

    OdpowiedzUsuń