piątek, 6 lipca 2018

Kulturalne podsumowanie czerwca


Czerwiec minął mi tak ekspresowo, że to wręcz przerażające. Niby nic specjalnego się nie działo, a mimo to aż nie mogłam uwierzyć, kiedy odwracałam kartkę w kalendarzu... Nie do końca jednak zmarnowałam ten miesiąc: poniżej zobaczycie 10 książek, 3 filmy i aż 6 nowych planszówek, które poznałam przez ostatnie 30 dni!


Przeczytane


Jestem bardzo zadowolona z wyników czytelniczych tego miesiąca, bo nie tylko udało mi się przeczytać 10 książek, ale też skończyłam dwa zbiory reportaży Smoleńskiego, najnowszego Wohllebena i Czas żelaza, które miałam rozgrzebane od kilku miesięcy. Tym samym w lipiec weszłam praktycznie z czystym kontem - rozpoczęta pozostaje tylko Biografia Jerozolimy i Sanderson, którego, mimo miniaturowej formy, zdążyłam tylko otworzyć i nawet dobrze nie zaczęłam czytać... Kolejność przeczytanych w tym miesiącu pozycji - nieprzypadkowa.


1-3. Tajemnica diabelskiego kręgu - Anna Kańtoch
Tajemnica nawiedzonego lasu - Anna Kańtoch
Tajemnica godziny trzynastej - Anna Kańtoch
Oj, zdecydowanie miesiąc pod znakiem pani Kańtoch. Jej "Tajemnice" to chyba najlepsza polska młodzieżówka, jaką w życiu czytałam. Nieszablonowy pomysł, ciekawa główna bohaterka i dużo, dużo klimatu sprawiają, że dosłownie pochłonęłam te książki jedna po drugiej... Więcej w recenzjach :)


4-5. Oczy zasypane piaskiem - Paweł Smoleński
Izrael już nie frunie - Paweł Smoleński
Dwie perspektywy na ten sam kraj, czyli jak postrzegają swoją ojczyznę Izraelczycy, a jak Palestyńczycy, żyjący na Terytoriach Okupowanych. Uwielbiam reportaże Smoleńskiego o Izraelu, głównie dlatego, że ma bardzo podobne spojrzenie na ten kraj, jak ja (ale ma też zdecydowanie większą wiedzę), a do tego genialny styl i umiejętności rozmawiania z ludźmi. Został mi już tylko jeden jego okołoizraelski zbiór, ale przygody na pewno nie kończę - ściągnęłam już sobie na Legimi kilka kolejnych jego reportaży z innych części świata.


6. Nieznane więzi natury - Wohlleben
Lubię Wohllebena. Czasem mnie denerwuje, głównie antropomorfizacją i infantylizacją swoich tekstów, które niepotrzebnie przytłaczają czytelnika i przysłaniają główną myśl, ale generalnie lubię czytać jego spostrzeżenia i bardzo podoba mi się jego gawędziarskie zacięcie. Nieznane więzi opowiadają, jak sam tytuł sugeruje, na przykład o tym, jaki jest związek między wybiciem wilków w Yellowstone, a zmianą koryt rzek w tym regionie. Świetna sprawa, choć dość dołująca, kiedy zdamy sobie sprawę, ile ingerencji w naturę już nie da się cofnąć.


7. Rycerze - komiks paragrafowy
Kolejna paragrafówka, po jaką sięgnęłam, tym razem dedykowana dla nieco młodszych graczy (co nie zmienia faktu, że zginęłam trzykrotnie, zanim udało mi się zostać rycerzem). Chyba najsłabsza z dotychczas ogranych, ale jest to kwestia osobistych preferencji, bo przygoda jest bardzo fajna - po prostu bardziej przemówił do mnie Sherlock i pseudo-japońskie Łzy bogini Nuwy.


8. Czas żelaza - Angus Watson
Tutaj mam problem - nie wiem do końca, co o tej książce myśleć. Z jednej strony wciągała mnie i angażowała w wydarzenia, z drugiej jakoś nie potrafiłam do końca polubić bohaterów, a sam styl był nierówny: obok świetnych, obrazowych opisów i dobrych dialogów były tak prymitywne wstawki, że opadały mi ręce. Pewnie sięgnę po ciąg dalszy, więc źle nie było, ale chyba spodziewałam się czegoś więcej.


9. Dom bez okien - Nadia Hashimi
Po przeczytaniu 3 książki Hashimi zaryzykuję stwierdzenie, że autorka "skończyła się" dla mnie na swojej debiutanckiej Afgańskiej perle, która była jedyną jej książką satysfakcjonującą pod względem języka i stylu. Im dalej, tym gorzej - pomysł jest, ale wydaje się zrealizowany po łebkach. Coraz gorszy z książki na książkę przekład też nie pomaga... Jednocześnie Dom bez okien obiektywnie nie był książką złą, zwłaszcza na tle ogólnych gniotów, jakie wydaje się pod szyldem "kobieta w islamie" (w tej kategorii książka może uchodzić za arcydzieło) - po prostu w porównaniu z tym, co autorka pokazała w swojej pierwszej powieści, jest biednie.


10. The Call. Inwazja - Peadar Ó Guilin
Absurd goni absurd, błędy logiczne piętrzą się na każdej stronie, luki w kreacji świata mają własne luki kolejnego poziomu, a w tym wszystkim zagubiony, biedny czytelnik. Myślałam, że Ó Guilin rozwinie skrzydła w drugim tomie, ale była to złudna nadzieja. Zapraszam do recenzji, jak lubicie, jak ktoś pastwi się nad książką ;)


Całkowita liczba stron: 3877
Przeczytanych po angielsku: 1 (The Call. Invasion)


Teraz czytam:




Obejrzane


3 filmy, z tego tylko 2, których wcześniej nie znałam. Seriali brak, bo przerwa wakacyjna, a Lucyfera obejrzeliśmy w całości miesiąc temu. Jakoś nie mam odwagi zabrać się za nową serię czegokolwiek, bo teraz już wiem, jak strasznie czasochłonne jest takie oglądanie ;)
Tu dla odmiany kolejność zgodna z tym, jak faktycznie oglądaliśmy: 


Jurassic World - reż. Colin Trevorrow (2015)
Obejrzałam, zapomniałam. Pretensjonalnie zagrane (rany, jakie te dzieciaki były beznadziejne...), niesamowicie hollywoodzkie (czyt. kiczowate), i nawet to, że poruszało teoretycznie ważną kwestię eksperymentów genetycznych, nie ratuje sytuacji. W sumie nie było tam nic fajnego poza raptorami - chciałabym mieć takiego :D


Jurassic World: Upadłe Królestwo - reż. J.A. Bayona (2018) 
Nie wiem, co mnie pokusiło, żeby na to iść do kina (a nie, wiem - kończąca się data ważności karnetu), ale poszliśmy. Utwierdziłam się w przekonaniu, że kina nie lubię, denerwują mnie ludzie na widowni, a i od czasów Nędzników nie widziałam niczego, co naprawdę prezentowałoby się na dużym ekranie lepiej niż w domowym zaciszu. No, ale miało być o dinozaurach, a nie o tym, czy Ewelina lubi kino: a zatem, dinozaury były całkiem spoko, choć pewnie za parę dni całkiem o nich zapomnę. Do tego film był poszatkowany fabularnie, a aspiracje do "poruszania teoretyczne ważnych kwestii" (patrz: pierwsza część Jurassic World) tutaj zaczęły ocierać się o kicz.


Park jurajski - reż. Spielberg
A potem, będąc w domu rodzinnym, gdzie jest telewizor (bo my nie posiadamy i nie planujemy), trafiliśmy na pierwszą część serii. I choć "efekty specjalne" budzą teraz co najwyżej uśmiech politowania, a zdjęcia są dziwnie statyczne, to jednak wersja Spielberga pokazuje, że trzeba mieć jeszcze pomysł na fabułę, bo sama grafika komputerowa nie uratuje sytuacji. Zdecydowanie najbardziej mi się podobało ze wszystkich filmów w tym miesiącu ;) Aż nabrałam ochoty na pierwowzór literacki - czytał ktoś książkę Crichtona?


Ograne


O, tu będzie za to na bogato. 6 gier, w tym kilka bardzo głośnych tytułów (Santorini, Azul, Inis) i parę mniejszych (acz nie gorszych) gierek. Żadna mnie nie rozczarowała i mam nadzieję ogrywać je dalej w najbliższym czasie. Kolejność wyłącznie alfabetyczna.


Azul - wyd. Lacerta
Jeden z głośniejszych i bardziej popularnych tytułów ostatnich miesięcy. Jest to gra całkowicie abstrakcyjna i... niesamowicie wciągająca (a niby tak nie lubię abstraktów). Układamy na swoich planszach kafelki (piękne, ciężkie, kolorowe kafelki, zaznaczmy) w taki sposób, żeby jak najwyżej zapunktować. Nie grałam jeszcze na alternatywnej stronie planszy, która nie narzuca konkretnych wzorów, ale podstawowa wersja jest rewelacyjna.


Inis - wyd. Portal
Pięknie wydane area control, czyli gra, w której walczymy o osiągnięcie określonej przewagi na dostępnych terenach. Jako jedna z niewielu gier tego gatunku, Inis pięknie działa na dwie osoby, co jest u mnie dodatkowym atutem. No i póki co cały czas wygrywam, co nie jest bez znaczenia w moim uwielbieniu dla tego tytułu ;)


Santorini - wyd. Spin Master
Kółko i krzyżyk na sterydach i w 3D, przeprodukowane pięknie wydane i... niestety za drogie jak na grę, która trwa 10-15 minut. Abstrahując jednak od ceny, gra się świetnie, a dołączone karty bogów zapewniają zmienną rozgrywkę w każdej partii. Kolejny świetny tytuł dla 2 osób w kolekcji (z opcją gry w 3 i 4).


Sztama - wyd. Granna
Mały, kieszonkowy wręcz tytuł, który świetnie sprawdzi się na wakacje. Zasady są banalnie proste (zagra się pewnie nawet z kilkulatkiem), a jednocześnie nie nudzą się starszym graczom. To taki "dużo lżejszy Jaipur" - decyzje są mniej mordercze, ale równie ciekawe. I do tego ze strasznie pozytywną tematyką. Muszę jeszcze ograć w więcej graczy...



Wirus - wyd. Trefl
Żadna z gier w tym miesiącu  nie zafundowała mi takich ataków śmiechu. 3 partie przełożyły się na ból brzucha i mięśni twarzy oraz morze wylanych łez. Gra jest potwornie złośliwa - zakłada wyłącznie negatywną interakcję - a jednocześnie niesamowicie pozytywna. Ciekawi? Więcej w recenzji.


Wyspa Skye - wyd. Lacerta
Gra kafelkowa, w której układamy swoje królestwa w taki sposób, żeby zdobyć jak najwięcej punktów w wyznaczonych kategoriach. Do tego element licytacji, który znacząco zwiększa interakcję między graczami. Jestem mile zaskoczona tym tytułem, bo nie byłam do niego do końca przekonana (nie jestem wielką fanką kafelków), ale absolutnie nie żałuję zakupu.


~

A jak Wam minął czerwiec? :) Może macie jakieś ciekawe odkrycia?

17 komentarzy:

  1. Przeczytałaś cudowne książki! A na grę Azul też sobie ostrzę zęby :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wynik, gratuluję. ;)
    W przypadku Inisu bardzo cenna jest dla mnie informacja, że gra dobrze działa na dwie osoby, bo ja tylko w dwójkę gram. Co prawda na ten moment mamy sporo gier i chcemy je lepiej ograć, zanim kupi się następne, ale rekonesans trzeba robić. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azul też świetnie chodzi na 2! (Nawet lepiej, niż przy większej liczbie. Kuszę, kuszę. Ale z Wiedźmą - mając na stole kilka innych gier do ogrania - zrobiłyśmy 3 partie pod rząd i przerwałyśmy tylko dlatego, że musiałam już jechać...)
      Jakbyś szukała, to jednak Azul wydaje mi się bezpieczniejszym wyborem - Inis ma mechanikę draftu, której ja na przykład strasznie nie lubię (choć tu mi nie przeszkadza, zwłaszcza w 2 osoby) i wydaje mi się, że jest to akurat jedno z rozwiązań mechanicznych, które lepiej przetestować przed zakupem w ciemno.

      Usuń
    2. Mówisz? W sumie i Azul tańszy jak widzę. :P
      Teraz mamy to na oku, żeby kupić jak zachce nam się kolejny gier:
      https://www.rebel.pl/product.php/1,1523/27816/Krol-i-Zabojcy.html

      Dużą rolę odgrywa też cena, do tych mega drogich podchodzimy bardzo ostrożnie, ale z drugiej strony duże pudełka z dużą ilością elementów mnie do siebie przyciągają. :P

      Usuń
    3. Mam chwilowo aż za dużo tekstow do publikacji, ale postaram się w weekend wrzucić moje wrażenia z Azula. Może podpowie Ci, czy to jest coś dla Ciebie w ogóle :)
      Z Azulem jest jeszcze taki problem, że właśnie skończył się naklad i nie wiadomo, czy w ogóle będzie dodruk, więc ceny zaraz w ogóle polecą w kosmos :/

      Usuń
  3. Ja akurat do kina lubię chodzić, ale tylko w dni takie jak poniedziałek, najlepiej o 10-tej rano, kiedy na sali jest pusto i nikt mi nie przeszkadza i nie denerwuje. Tak się złożyło, że ostatnim filmem, który widziałam na wielkim ekranie również była druga cześć Jurassic World i poza sympatycznym Chrisem Prattem i dużą (nareszcie!) ilością dinozaurów film mnie rozczarował. Mało w nim było napięcia, a i koniec zupełnie mnie nie przekonał. Nie ma to jak oryginał!

    Dzięki Twojej rekomendacji mam zamiar siegnąć po książki Ani Kańtoch, bo naprawdę brzmią ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, patrz. Też miałaś wrażenie, że między wyruszeniem na misję ratunkową na wyspę a erupcją wulkanu zniknęło gdzieś jakieś 20 minut filmu? Jakby nagrali za dużo, a potem skracali kosztem fabuły :P

      Kańtoch to moje odkrycie lata. Idealna na teraz - lekka, ale nie prymitywna, chwilami zaskakująco poważna. Ubolewam, że już skończyłam całą dotychczas wydaną serię :(

      Usuń
  4. Chciałabym sama przekonać się o wartości "Domu bez okien, bardzo cenię literaturę tego typu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, ale i tak będę najpierw namawiać na "Afgańską perłę" :)

      Usuń
  5. Bardzo lubię Azul :). Taka relaksująca gra i komponenty cieszą oko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w czerwcu pierwszy raz grałam w "Century: Golem Edition" i "Seikatsu". Obie pozycje ładne, leciutkie i przyjemne.

      Usuń
  6. Azul to świetna gra <3 Strasznie mi się spodobała! Super osiągnięcia i mam nadzieję, że "Idealny stan" Sandersona ci się spodoba, choć nie jest to jego najlepsza powieść - a raczej opowiadanie w tym przypadku.

    OdpowiedzUsuń
  7. sporo udało ci się przeczytać i obejrzeć ;) serię pani kańtoch mam w planach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytelniczy wynik świetny i bardzo dobre podsumowanie :)
    Za komiksami nigdy nie przepadałam - tylko dla towarzystwa czytałam z siostrą Kaczora Donalda z podziałem na rolę (aby Siostrze nie było smutno - prosiła mnie). Dopiero jako dorosła osoba, rok temu dzięki "wilkom z Nowego Meksyku" zaczęłam zwracać uwagę na picturebook a potem również komiksy. Dobre picturebook są piękne i mądre - dają możliwość własnej interpretacji i to za każdym razem innej... wszystko w zależności od nas, tego co aktualnie czujemy, myślimy, na jakim etapie życia jesteśmy.
    Komiksy również są mądre, ciekawe i uczą - oczywiście nie wszystkie ale są takie które oprocz rozrywki dostarczają wiedzy. Można znaleźć perełki :) Komiksy paragrafowe wydają mi się ciekawe i chciałabym jakiś przeczytać - zabawić się :)

    Gry planszowe również ewoluowały.... gdybym miała z kim grać i gdybym miała pieniądze na te wszystkie ciekawe gry ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam ostatnio na najnowszym Jurrasic World i eee... No dupy nie było, szału nie urwało.
    Takie typowe, koszmarnie przewidywalne kino, ale obejrzałam bez większych uszczerbków na umyśle, więc nie było źle w sumie :D
    Pozdrawiam ciepło :)
    Niekulturalna Kasia

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny miesiąc, a Kańtoch nic tylko kusicie. ;) :D
    Szkoda, że "Czas żelaza" Ci nie do końca "podszedł". Ja od razu zapałałam "miłością" do Duga i przez to wciągnęłam się w całą historię na maksa. ;)

    Zaczytanego! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy miesiąc za Tobą. Zaciekawiły mnie książkowe pozycje 6 i 7. Czytałam Crichtona dawno temu. Polecam.

    OdpowiedzUsuń