wtorek, 5 czerwca 2018

Sekretne życie krów - Rosamund Young



Kiedy znalazłam Sekretne życie krów na Legimi, ściągnęłam je bez namysłu (jestem na etapie pochłaniania wszystkich książek przyrodniczych, z różnym skutkiem), a potem długo nie mogłam zabrać się do lektury - głównie dlatego, że co za dużo, to niezdrowo, a Sekretnych/Tajemniczych/Prywatnych żyć Drzew/Zwierząt/Łąk/Grzybów pojawia się ostatnio na rynku wydawniczym podejrzanie wiele. Jak wypada ta książka na tle choćby słynnego już Duchowego życia zwierząt Wohllebena?

Przede wszystkim Sekretne życie krów to króciutka, niepozorna książeczka, która nie przejawia popularnonaukowych aspiracji. Tak naprawdę jest to zbiorek anegdotek z życia ludzi, którzy spędzili wiele lat w bliskości zwierząt. Autorka pisze z niesamowitą lekkością, a z jej gawędziarskiego stylu przebija prawdziwa pasja. Widać, że o krowach (a także kurach, owcach i świniach, które przewijają się w tej niepozornej książeczce) wie naprawdę wiele i wraz z całą rodziną dołożyła wszelkich starań, aby żyjące z nimi krowy miały życie pozwalające na zachowanie naturalnych procesów i relacji... międzykrowich.

Autorka podkreśla, że każda krowa jest jednostką indywidualną, z całkowicie odmiennym charakterem - pozornie nie powinno być to nic zaskakującego, bo niby czemu krowa miałaby się różnić od psa czy konia? A jednak pewnie warto to podkreślać w czasach, gdy dla przeciętnego konsumenta krowa czy świnia to abstrakt, wszak mięso bierze się z „biedronki”. Głównym celem książki jest uświadamianie ludzi i nawoływanie do zmiany zwyczajów hodowli krów i innych zwierząt. Nieciężko zgodzić się z tezą, że krowy biegające radośnie po łące są szczęśliwsze i zdrowsze od tych faszerowanych antybiotykami i zamkniętych w boksach, niepozwalających nawet na obrót wokół własnej osi. Obraz zwierząt wypuszczanych na łąkę, obdarzony imionami i żyjących w samoregulującym się systemie społecznym, pełnym więzi nie tylko między matką i cielęciem, ale nawet między niespokrewnionymi zwierzętami, jest zaskakujący i piękny.

I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że gdzieś z tyłu głowy czai się świadomość, że autorka spisała swoje historie na podstawie doświadczeń z prowadzenia farmy. Miejsca, gdzie krowy hodowane są przemysłowo na mięso. Zastanawiam się, na ile możliwe jest stworzenie faktycznej, czystej więzi emocjonalnej ze zwierzęciem, któremu podpisujemy wyrok śmierci w momencie narodzin lub zakupu? Krowa obdarzona imieniem, której poświęcono całe tygodnie na indywidualną opiekę w chorobie czy codzienne nacieranie nóg maścią, krowa, która przychodzi po pomoc i przybiega przywitać się z opiekunami co rano - czy to normalne, żeby potem została tak po prostu pocięta na kawałki i rozesłana po supermarketach? Czy w takim układzie możliwa jest miłość i przywiązanie, o których mówi autorka?

Z tego względu nie wiem, czy polecam tę lekturę - na pewno jest to ciekawe spojrzenie na zwierzęta gospodarskie i przypomnienie, że one też żyją, czują i zasługują na godne życie... i taką samą śmierć. Niestety, w całej książce temat śmierci jest przykryty zasłoną milczenia. Po prostu w pewnym momencie o danym zwierzęciu przestaje się mówić, "kochana krówka" nagle znika. Wydanie tej książki wygląda mi na próbę samousprawiedliwienia - patrzcie, jesteśmy dobrymi ludźmi, a nasze krowy mają takie piękne życie, że można przymknąć oko na fakt, że trwa ono niesamowicie krótko i kończy się w ubojni. Sekretne życie krów wydaje mi się przez to podszyte fałszem, z którym nie potrafię sobie do końca poradzić.





Tytuł: Sekretne życie krów
Autor: Rosamund Young
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 128



14 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja :) słyszałam o sekretnym zyciu pszczół ale nie wiedziałam że jest taki tytuł w związku z krowami:) raczej nie mam ochoty tego czytać, bo jednak poznawanie szczęścia i relacji z krowa która potem trafi do ubojni jest dziwne i przutlaczajace mimo że autor nie mówi tego dosadnie to jednak czytelnik ma tego świadomość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie cały czas gdzieś ma się tę świadomość i stąd niesmak i wątpliwości, "co autor chciał osiągnąć" (a raczej "co z autorem jest nie tak"). Pisała o tych krowach trochę tak, jak ja mogłabym pisać o moim psie - tylko że, kurczę, ja go potem nie sprzedam na mięso i odrzuca mnie sam pomysł. Więc coś chyba jest "nie halo".
      Sekretne życie pszczół to jednak zupełnie co innego - to obyczajówka, zresztą jedna z lepszych i bardziej zapadających w pamięć, jakie czytałam (aż mam ochotę przeczytać jeszcze raz!), ale pszczoły stanowią tam tylko element tła.

      Usuń
    2. Catherine H. nie miałaś na myśli przypadkiem "Życia pszczół" Maeterlincka? ;)

      Usuń
  2. Nie sięgnęłam po tę książkę, bo przeczytałam o tym i się zastanawiałam jak autorka z tego wybrnie. Jestem przekonana, że moje wrażenia z tej lektury byłyby identyczne. Gdyby opisywał to ktoś, kto żyje na co dzień z krową mleczną to tak. To co opisujesz także dla mnie jest po prostu fałszywe i wyczuwam próbę zarobku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to reklama eko-mięsa była, więc próba zarobku to trafione określenie ;) Generalnie jeśli od razu czujesz, że odebrałabyś tak samo, to lepiej sobie darować w ogóle.

      Usuń
  3. Lektura zapowiadała się bardzo ciekawie, ale chyba odpuszczę ją ze względu właśnie na ten fałsz, który można podskórnie wyczuć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie była to interesująca pozycja, że sama wychowałam się przy krowach (moi rodzice ciągle je hodują). Tak że czułam pewną wspólnotę doświadczeń z autorką, bo mieszkałam w domu, w którego ogrodzie przez wiele lat pasły się cielęta. I z tej perspektywy mogę powiedzieć, że nie wyczuwam fałszu w tej książce (to jest po prostu taki specyficzny rodzaj mentalności gospodarzy - akceptuje się koniec w ubojni jako nieunikniony). Naprawdę można lubić zwierzęta, które hoduje się w celach konsumpcyjnych. Nie jest to co prawda rodzaj relacji, który nawiązuje się z psem czy kotem, no ale z krowami nikt nie spędza tyle czasu, co z domowymi pupilkami.

    Sama miałam jednak wrażenie, że ta książka to trochę reklamówka ekologicznego mięsa. Oczywiście cel szczytny, wykonanie przyjemne, w dobie kiedy dzieci myślą, że mleko bierze się z supermarketu warto pisać takie ksiązki, ale część wstępu troszku zepsuła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mieszkam na wsi, ale krowy (cudze) mam tylko za płotem na łące i nie nawiązujemy bliższych kontaktów ;) więc faktycznie doświadczenie i perspektywę mamy całkowicie inną. I właśnie w tym rzecz, że po opisach autorki czułam, jakby to była właśnie relacja na poziomie więzi z psem - "taka była słodka, przychodziła do nas jak ją nóżka bolała, potrafiła wołać przez okno, nie odstępowała mnie na krok, zawsze do niej mówiłam tak i tak" - no kurczę, chyba nie potrafiłabym oddać takiego zwierzęcia na rzeź.

      Z tą reklamą masz rację, ale tym bardziej dostrzegam tu fałsz. Bo jakim cudem dzieci mają zrozumieć, że mięso to nie z lodówki z biedronki, tylko z krówki, jak o tej krówce pisze się tylko, że jest sympatyczna i tak kocha swoje siostry, chociaż z matką ma kiepskie relacje, ale o tym, że skończyła w rzeźni - to już nie? Tylko jeszcze większy dysonans to powoduje, moim zdaniem.

      Usuń
    2. Jakbym miała porównywać do mniejszych zwierząt, to jest raczej relacja jak osiedlowej dokarmiaczki z półdzikimi kotami - no lubi je, widzi pewne zależności społeczne w stadzie, niektóre są na tyle oswojone, że przychodzą do ręki i dają się głaskać czy tam wiedzą, że mogą uzyskać pomoc w razie zranienia, ale generalnie nie jest to ten poziom więzi, co z domowym pupilem.

      Tak w ogóle fun fact: mieliśmy kiedyś krowę, która bała się dojarki elektrycznej, więc przez pierwszy rok w czasie dojenia trzeba było usiąść na korycie, żeby mogła wepchnąć ci głowę w pierś i się przytulić, oraz miziać ją pod brodą i za uszami - inaczej mleko nie leciało ;) Była u nas jakieś 12 czy 13 lat.

      Usuń
  5. W dzieciństwie jeździłam z rodziną w góry, gdzie gospodarze hodowali i krowy, i świnie, nie mówiąc już o kurach i kaczkach. Zgadzam się z Moreni, mentalność właścicieli gospodarstw wiejskich jest trochę inna niż miastowych, i dobre traktowanie czy nawet przywiązanie do ulubionej krowy idzie w parze ze świadomością, że kiedyś zwierzę zostanie zabite, żeby wyżywić domowników. Z całej gromadki zwierząt, które przewinęły się przez gospodarstwo, tylko jedna krowa uniknęła wylądowania na stole i zmarła ze starości (na imię miała Łysa, co było dosyć ironiczne, jako że na głowie miała ogromnego, białego irokeza;P).

    Bez wątpienia natomiast to, że autorka pomija temat śmierci tych zwierząt i szczerze nie mówi, co jako farmerka z nimi robiła docelowo, jest rzeczywiście trochę podejrzane i może sprawiać wrażenie fałszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "na imię miała Łysa" - bo to nie od łysiny, tylko od łysu; tak się gwarowo nazywa białą, podłużną plamę na głowie zwierząt gospodarskich (koni i, rzadziej, krów właśnie ;) ). Dla mojego dziadka łysa krowa czy koń to nie było zwierzę bez włosów, tylko właśnie z taką łatą (dziadek mówił tak też o kotach i psach). :)

      I to w sumie nie jest tak, że autorka pomija kwestię uboju zwierząt - kilka razy podkreśla, że mają na farmie własną ubojnię, żeby mieć pewność, że wszystko odbywało się w sposób humanitarny. Tylko nie wdaje się w szczegóły, co przynajmniej dla mnie jest zrozumiałe.

      Usuń
    2. Widzisz, jak można się wielu rzeczy z komentarzy nauczyć! Dziękuję za informację, wszystko po tylu latach wreszcie rozjaśniło mi się w głowie 😂 Co nie zmienia faktu, że irokeza miała zacnego;)

      Usuń
    3. Tylko właśnie o to mi chodzi, że tutaj autorka nie pisze tylko o "dobrym traktowaniu krowy" (co ja bym rozumiała jako "dajemy dwa razy dziennie jeść, pilnujemy, żeby miała czysto w oborze, zabieramy na pastwisko i klepiemy po zadzie w nagrodę, że taka była grzeczna"), tylko właśnie opisuje, jakie to krowy tworzą rozbudowane więzi z innymi przedstawicielami swojego gatunku, ale też z ludźmi, którzy się nimi opiekują. I to jest dla mnie jakieś dziwne. Ale co ja tam wiem, mieszczuch jestem, choć na wsi ;)

      Usuń
  6. Mnie zupełnie nie ciągnie do żadnych sekretnych ani tajemniczych żyć przyrodniczych stworzeń xD Nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń