niedziela, 17 czerwca 2018

Jungle Speed: Plaża - testujemy w plenerze!


Gry imprezowe to bardzo specyficzna grupa, a zaryzykuję stwierdzenie, że Jungle Speed jest jednym z najbardziej specyficznych tytułów w tej kategorii. To gra, o której krążą legendy - chyba każdy zna kogoś, kto kiedyś oberwał totemem, albo paznokciami grającej koleżanki (i to nic, że instrukcja podaje bardzo konkretne zasady, względem których o zwycięstwie nie powinny decydować żadne przepychanki). To gra, która od 20 lat towarzyszy studenckim imprezom czy obozom harcerskim. I właśnie doczekała się nowej, familijnej, plażowej odsłony!


Co w pudełku?

W pancernym pudełku (które jest równie zbędne, jak ładne) znajdziemy 64 przeźroczyste karty z morskimi wzorkami (ślimaki, ośmiornice, rozgwiazdy) oraz gumowy "totem". Do tego dostajemy jeszcze siateczkowy woreczek ze ściągaczem do przechowywania tych elementów. Całość jest, tak jak obiecuje wydawca, wodoodporna i idealna na plażę (czy faktycznie? Sprawdziłam w dalszej części tekstu).


Pudełko wraz z zawartością


Zasady gry

Chciałoby się powiedzieć, że w 20 lat po premierze zasady "dżangla" znają wszyscy. Jeśli jednak ktoś nie miał przyjemności bić się o totem, to spróbuję je pokrótce przedstawić, zwłaszcza że zasady są banalne, jak na zręcznościową imprezówkę przystało.


Walka trwa :)

Rozdajemy graczom karty, na środku kładziemy totem. Każdy z graczy po kolei odsłania jedną kartę i kładzie ją na odkrytym stosiku przed sobą. Gdy na kartach dwóch osób pojawi się ten sam symbol, występuje "konflikt" i muszą oni jak najszybciej złapać totem. Osoba, której się to uda, oddaje swoje odkryte karty przegranemu, który musi dołączyć je na spód swojej zakrytej talii. Wygrywa ten, kto pierwszy pozbędzie się swoich kart. Haczyk tkwi w tym, że niektóre symbole są do siebie bardzo podobne i w ferworze walki łatwo je ze sobą pomylić; jeśli gracz złapie totem w sytuacji, gdy konfliktu tak naprawdę nie było, wtedy za karę zgarnia odkryte karty wszystkich przeciwników.


Najbardziej mylące się symbole


Do tego dochodzą jeszcze karty specjalne:
- czerwone strzałki do środka - ten, kto pierwszy złapie totem, odkłada swoje odkryte karty pod niego (na środek pola gry): następna osoba, która przegra konflikt, zbierze za karę również te karty;
- czerwone strzałki do zewnątrz - wszyscy gracze jednocześnie odsłaniają po 1 karcie;
- białe strzałki do środka - nowość w zasadach: ten, kto złapie totem, odkłada pod niego karty i... odrzuca totem na ok. 10 metrów od graczy. Przy następnym konflikcie będzie trzeba po niego pobiec.


Karty specjalne


JS: Klasyczny czy Plaża?

Choć zasadnicza mechanika pozostała niezmieniona, JS Plaża zdecydowanie różni się od wersji oryginalnej. Oczywiście główna różnica to wykonanie gry: przejrzyste, plastikowe karty z "morskimi" wzorami są - jak już pokazałam - niemalże niezniszczalne, a lekki, gumowy totem jest dużo mniej groźny dla zdrowia. Jedyna zmiana mechaniczna dotyczy zastąpienia karty "kolory" przez "białe strzałki" (tego mi akurat bardzo szkoda, bo granie na kolory potrafiło nieźle namieszać; jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby białą kartę stosować właśnie z mechaniką kolorów).




Podstawowa różnica pojawia się jednak w samej talii. Przede wszystkim zamiast 80 kart otrzymujemy ich tylko 64. Nie wydaje się to dużą różnicą, jednak przekłada się na czas trwania rozgrywki i ma spore znaczenie, jeśli chcemy zagrać na przykład w 6 czy 8 osób. Ponadto symbole są, przynajmniej moim zdaniem, zauważalnie prostsze do rozróżnienia (może dlatego, że są mniej abstrakcyjne), przez co dużo trudniej o pomyłkę. A już gdy do gry w wersję plażową siądą starzy wyjadacze, którzy przelali już krew w walce o niejeden totem, to w zasadzie rozgrywka może toczyć się dość długo bez jakiejkolwiek pomyłki... a trochę szkoda!




Wersja plażowa jest zatem prostsza, krótsza i minimalnie mniej złośliwa. Czy warto zainwestować w nią, mając już klasyczny zestaw? Wydaje mi się, że tak, jeśli faktycznie zamierzamy wykorzystywać grę w plenerze lub szukamy imprezówki praktycznie niezniszczalnej. A także wtedy, gdy grywamy z dziećmi lub chcemy grę dać wyłącznie dzieciom - ryzyko kontuzji jest dużo mniejsze (do młodszych graczy pewnie bardziej przemówi też kolorystyka tej wersji).


Plaża w praktyce

[Uwaga, poniższy fragment zawiera brutalne zdjęcia. Karty są opiaszczone, mokre, wbijane w piasek, pływają w morzu. Wrażliwców proszę o przejście do sekcji "wrażenia" - i niepisanie, że powinnam zainwestować w koszulki! ;)]

Piaskowe ośmiorniczki

Testowaliśmy JS: Plaża zgodnie z przeznaczeniem: na plaży, czyli w warunkach ekstremalnych. I sprawdził się znakomicie! Przemyślane jest tu wszystko: przejrzyste, plastikowe karty, lekki, plastikowy totem (pływa po wodzie), siateczkowy woreczek na grę (można go użyć do wypłukania albo wytrzepania kart z piasku, przy czym sam nie nasiąka i nie zbiera brudu). Trochę bałam się zwłaszcza o wpływ soli z morskiej wody, ale póki co na kartach ani opakowaniu nie widać śladów. (To miła odmiana w stosunku do wersji klasycznej, która ma czarne ramki przy kartach i nawet przy kulturalnym graniu na stole zbiera otarcia od pierwszej rozgrywki).


Gra nie tonie ;)

Karty są naprawdę solidne - trochę bałam się, czy poradzą sobie z wiatrem, ale ani razu podmuchy nad polskim morzem nie zabrały nam nic z koca czy piasku, więc nie jest źle. Gumowy, lekki totem też sprawdza się dobrze, zwłaszcza przy "białych strzałkach" - jeśli nawet przypadkiem kogoś trafimy, rzucając, to szkody będą niewspółmiernie mniejsze, niż przy totemie drewnianym. Z tym rzucaniem byłabym jednak ostrożna - instrukcja radośnie każe rzucić na 10 m a potem pobiec lub popłynąć po totem przy kolejnym konflikcie, ale warto pamiętać, że: a] totem szybko odpływa, b] ludzie na sąsiednich kocach mogą się nie ucieszyć, kiedy czymś takim oberwą (tłumaczenie, że przynajmniej nie jest drewniany, pewnie nie pomoże), c] za to na pewno ucieszy się każdy pies, który znajdzie się w pobliżu (ale wtedy nie ucieszymy się my)...  ;)

...daje radę w piasku...


Problemem może być jedynie to, że do kart strasznie przykleja się piasek - obłażą zdecydowanie bardziej, niż zwykłe karty papierowe (ale za to nie doznają w piasku uszczerbku i wystarczy je otrząsnąć). Jest to więc niewysoka cena za fakt, że dostajemy grę, której niestraszne jest błoto, woda, czy... na przykład piwo. A wiadomo, przy imprezówkach tego typu niejedno się może zdarzyć (zwłaszcza że dla wielu dorosłych frajda z jungle speeda rośnie "procentowo").


...nawet mokrym.


Wrażenia

Chociaż przy recenzji gry Miszmasz! twierdziłam, że gra w szukanie par deklasuje dla mnie Jungle Speeda, to jednak wersję plażową z przyjemnością dołączyłam do kolekcji. Mimo że premiera gry miała miejsce 20 lat temu, nadal jest to bardzo solidny tytuł, sprawdzający naszą zręczność i spostrzegawczość. No i nie ukrywajmy, dobrze mieć imprezówkę, o której stan nie trzeba się martwić nawet w "ciężkich warunkach".




Trochę szkoda mi uproszczenia rozgrywki przez mniej złośliwe kształty na kartach, jednak nie do końca jest to wada, bo gra i tak niesie ze sobą sporo śmiechu. Oczywiście tym więcej, im więcej graczy zbierze się wokół totemu - tutaj w stosunku do wersji "pierwotnej" nic się nie zmieniło, jest to zdecydowanie gra, która rozwija skrzydła od 4 graczy w górę. 




Jest to jednak nadal ten sam Jungle Speed - albo się go kocha, albo nienawidzi. Jeśli nie polubiliście bojów o drewniany totem, to ten gumowy na pewno nie sprawi, że nagle staniecie się fanami gry. Jednak jeśli lubicie od czasu do czasu siąść do tej lekkiej zręcznościówki, to jej plażowa odsłona na pewno Was nie rozczaruje. Jako imprezówkę w plener, na przykład właśnie na plażę - polecam jak najbardziej.


Plusy:
+ pancerne, wodoodporne wykonanie;
+ sympatyczne grafiki;
+ proste zasady, dynamiczna rozgrywka;
+ przemyślane opakowanie.

Minusy:
- zdecydowanie prostsze grafiki niż w wersji klasycznej;
- mniejsza liczba kart niż w wersji klasycznej.





Tytuł: Jungle Speed - Plaża
Autor: Pierric Yakovenko, Thomas Vuarchex 
Ilustracje: Franz Vohwinkel, Thomas Vuarchex, Pierrick Yakovenko
Wydawnictwo: Rebel
Liczba graczy: 2-10 (uwaga - na 10 jest duża dysproporcja w liczbie kart i jest ich mało)
Czas gry: 15 minut (uwaga, w praktyce może to być 5, a może i 25 minut - wszystko zależy od liczby i rodzaju graczy)




Za egzemplarz do testów
dziękuję wydawnictwu Rebel:
 Wydawnictwo Rebel

W czasie testów do tej recenzji
nie ucierpiała żadna gra.
 

13 komentarzy:

  1. A masz może zdjęcia zestawiające obie wersje? Bo jestem ciekaw jak to się różni wizualnie, oprócz oczywistych zmian w grafice?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mam, ale dałoby się zrobić za jakiś czas, jeśli jest zapotrzebowanie ;)

      Usuń
    2. Przydałoby się, bo ciężko znaleźć takie zestawienie.

      Usuń
  2. Strasznie przesłodzone grafiki dali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, ja chyba tak nie odebrałam mimo wszystko (skupiałam się na tym, że są prostsze jedynie). Wrażenie słodyczy może być bardziej kwestia dobranej kolorystyki niż ilustracji :)

      Usuń
  3. Ale super, że testowaliście na plaży :D Teraz mamy pewność, że faktycznie ta wersja nada się na wyjazdy. Akurat szukamy czegoś, co moglibyśmy zabrać w podróż. Jungle Speed już znamy, więc pasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, gra nie do zarąbania ;) a to było dość ekstremalne sprawdzanie na wszystkie sposoby ;)

      Usuń
  4. Bałam się, że karty będą mocno prześwitywać pod słońce, ale widzę, że jednak nie ma tego problemu. To dobrze. Całość wygląda genialnie w tych ekstremalnych warunkach, ale kształty dalej blah :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętałam o Twoich obawach, ale ten problem w ogóle nie wystąpił ;)

      Usuń
  5. Ups, jestem pewnie jedną z niewielu osób, które nigdy w tę grę nie grali^^; Znam zasady działania, bo wykorzystywaliśmy ze znajomymi część z nich w grze w karty, której nazwy już nie pamiętam, a która prawdopodobnie została wymyślona przez kogoś na kolanie i w inspiracji Jungle Speed;)

    Do wersji plażowej pewnie nigdy nie sięgnę, bo nie lubię siedzenia na plaży, ale naszła mnie ochota na tradycyjne Jungle Speed, choć totem gumowy z chęcią bym przywłaszczyła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie fakt, na talii kart da się zdziałać to samo... tylko wzory dużo łatwiejsze, więc chyba zostanę przy wersji oficjalnej ;)
      Swoją drogą, jakbyś kupowała, to uważaj na podrobioną wersję "prawo dżungli" - oprócz gorszych wzorów ma nierozróżnialne kolory...

      Usuń
  6. Na plażę nie jeżdżę (mi by się bardziej przydała "leśna"), ale dobrze wiedzieć jak coś, że jest pancerna planszówka do grania na dworze.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to właśnie kupiliśmy. Dziękujemy za fantastyczną, obrazową recenzję. Moim dzieciom na pewno morskie stworzonka na niebieskim tle spodobają sie bardziej niż symbole w klasycznej wersji. A totem, gdyby komuś miał wylądować na czole, gumowy, może szkody nie zrobi :-) Nareszcie gra, którą mozemy zabrać na podwórko, na plac zabaw i do przyjaciół dzieci :-)

    OdpowiedzUsuń