sobota, 16 czerwca 2018

Bramy Światłości, tom II - Maja Lidia Kossakowska



Ekspedycja przez Strefy Poza Czasem, w którą wyruszyliśmy z Daimonem, Seredą i jadącym na gapę Imperatorem Głębi, trwa nadal.  Pierwszy tom zakończył się konkretnym cliffhangerem, na którego rozwiązanie czytelnicy musieli poczekać ponad rok. Jeśli jednak liczyli na dramatyczne wydarzenia, to muszą zadowolić się... agonią Daimona.


Znamy skądś ten motyw? Jasne, bo skoro autorka ma już takiego fajnego, nieumarłego bohatera, to próbuje go parę razy na książkę ubić, a potem mocą boską/magiczną/szatańską (niepotrzebne skreślić) przywrócić do życia. Tyle że to już robi się zwyczajnie nudne, zwłaszcza że przez jojczenie Freya musimy każdorazowo brnąć przez kilkadziesiąt stron. Co gorsza, gdy już nasz nieszczęsny bohater stanie na nogi, to na każdym kroku dowodzi, że z każdym dramatycznym otarciem się o śmierć spada mu iloraz inteligencji. Zapomnijcie o mrocznym, gorzko-ironicznym Aniele Zagłady - Daimon obecnie zachowuje się jak rozchwiany emocjonalnie gówniarz, który "biega po dżungli, machając Gwiazdą Zagłady". Tak, tak - to dosłowne sformułowanie z książki, które bynajmniej nie było w niej użyte z przekąsem. Mniej więcej tak Abaddon spędza teraz większość czasu.

Co gorsza, w przypadku pierwszego tomu narzekałam na formę "powieści drogi". Ależ byłam głupia - lepsza już powieść drogi, niż telenowela Daimon sam w dżungli. Bo oto nasz wielki wojownik, mądry doświadczeniem tysiącleci w służbie Panu, odłącza się od ekspedycji, biegnie na ślepo za podstawionym potworem, z wrzaskiem i wzniesioną Gwiazdą Zagłady, niby jakiś Conan Barbarzyńca, po czym gubi się w lesie. I nie opuszcza go aż do końca książki, popisując się dalej niewiarygodną głupotą, naiwnością i brakiem wyobraźni - czyli ogółem tym, co nijak nie powinno cechować tej postaci. To wszystko okraszone wstawkami w fatalnej narracji drugoosobowej, na którą narzekałam już w recenzji Zbieracza Burz.

Zresztą nie tylko Daimon ma problemy emocjonalne i deficyty intelektualne. Dotyczy to dosłownie każdego bohatera - Asmodeusza, Gabriela, pijanego wolnością Lucyfera, a nawet Razjela. Stara gwardia zawodzi na każdym kroku, a nowi bohaterowie nie naprawiają sytuacji, bo generalnie w ogóle nie są interesujący. Ogólny niesmak potęgują jeszcze beznadziejne, infantylne dialogi, w których roi się od "no" i "spoko chłopie".

Jako setting mamy teraz (dla odmiany po Indiach z I tomu) mitologię Azteków z ich kultem krwawych ofiar. Ponieważ nie jest to najpopularniejszy zbiór wierzeń dla polskiego odbiorcy, autorka z entuzjazmem wzbogaca naszą wiedzę, wplatając co chwilę długie na parę stron opisy danych postaci czy obyczajów, w formie, która zamiast powieści przypomina raczej wyjątek z kompendium wiedzy o mitach prekolumbijskich. Nie muszę dodawać, że fabuła nie uzasadnia takiego rozdmuchania tematu... zresztą, to jest jedynie zbiór mało śmiesznych perypetii Freya, a nie pełnoprawna fabuła. Co przeraża, bo akurat Daimon sam w dżungli jojczy przez 80% książki.

Przez pozostałe 20% powieści towarzyszymy Asmodeuszowi, który co prawda też cofnął się w rozwoju, ale przynajmniej nie siedzi w dżungli, oraz porzuconemu w Otchłani Razjelowi. I właśnie sceny poświęcone Panu Tajemnic to jedyne mocne punkty Bram Światłości II, które wyrywały mnie z marazmu i niemocy czytelniczej. Szkoda, że było ich tutaj tak mało, bo przynajmniej w Otchłani coś się dzieje, a Razjel ma w sobie jeszcze resztki tego dawnego, potężnego Archanioła, którym był choćby w Siewcy Wiatru. I tylko dla Razjela sięgnę jeszcze po kolejne tomy.

Ano właśnie, bo teraz najgorsze: Bramy Światłości II to jeszcze nie koniec. Nie mogę nigdzie znaleźć konkretnej informacji, ile będzie tych części, ale jeśli autorka utrzyma obecną tendencję (100 stron akcji i 450 stron "mitów dla bystrzaków" plus kwiecistego Weltschmerzu głównego bohatera), to może ciągnąć ekspedycję jeszcze przez kilkadziesiąt tomów. Coraz dalej od Królestwa, Głębi i tego wszystkiego, co było dobre w Zastępach Anielskich.



Tytuł: Bramy Światłości, t. 2 
Seria: Zastępy Anielskie #6 (recenzje: #1#2#3&4, #5
Autor: Maja Lidia Kossakowska 
Wydawnictwo: Fabryka Słów 
Liczba stron: 512


15 komentarzy:

  1. Kiedyś chciałam zapoznać się z tą serią, ale po Twojej recenzji poczekam jeszcze na rzecz innych tytułów. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie czytałaś wcześniejszych części, to zdecydowanie warto - zwłaszcza zbiór opowiadań Żarna niebios i pierwszą książkę "powieściową" Siewca Wiatru ;) Później jest gorzej, ale początek to klasa sama w sobie.

      Usuń
    2. Nie, nie, nie rezygnuj! Nie taki był cel :D Każda część Zastępów to osobna historia i możesz ją przeczytać bez konieczności czytania kolejnych tomów. I to polecam - bo pierwsze dwie książki (pierwsza powieść oraz zbiór opowiadań) są bardzo, bardzo dobre, szkoda byłoby się zniechęcać przez to, że autorka nie wie, kiedy skończyć.

      Usuń
  2. Uuuj, ale się Kossakowskiej dostało! Ale dobrze, nie można przymykać oka na grafomaństwo, nawet, a może raczej zwłaszcza jeśli dotyczy serii, którą lubimy.

    Szkoda przede wszytkim zmarnowanych bohaterów><

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym, żeby nie pisać dwóch prawie jednakowych komentarzy.

      Usuń
    2. No, dostało. Serce krwawiło przy pisaniu, ale że zaczęło krwawić już w czasie lektury, to nie miałam skrupułów ;) Nawet po napisaniu recenzji zrobiłam sobie przerwę i nie publikowalam jej dłuższy czas, żeby emocje opadły. Siadłam ostatnio, żeby ją złagodzić, i cóż, okazało się, że nawet perspektywa czasu nie zmienia spojrzenia na tego... gniota, no.

      Usuń
  3. Serce mi krwawi na tak brutalną recenzję, bo, szczerze mówiąc, uwielbiam tę serię. "Zbieracz Burz" i "Bramy Światłości" są jeszcze przede mną i aż się boję po nie sięgnąć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz się mniej wkurzać ;)
      Na pocieszenie mogę powiedzieć, że bardziej boli, gdy czyta się te książki jedna po drugiej, wtedy kontrast między jakością tekstu jest tak kolosalny, że aż ma się ochotę rzucić powieść w kąt. Jak czytałam za pierwszym razem, robiąc minimum roczne przerwy, to tak nie kłuło w oczy ;)

      Usuń
  4. Nie ciągnęło mnie do tych książek już po przeczytaniu recenzji pierwszego tomu ("Żarna niebios" jednak z twojego polecenia sobie zapisałam) i teraz tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że chyba nie ma co sobie głowy zawracać. Szkoda, że "Bramy światłości" są tak spartaczone. Życzę powodzenia w czytaniu następnej części.

    Pozdrawiam ciepło! ♥

    bookmania46.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żarna są zdecydowanie najlepsze i cieszę się, że Cię skusiłam - mam nadzieję, że Ci się spodobają. Ale spokojnie można na nich tę przygodę zakończyć.

      Usuń
  5. hahah dobra recenzja ci wyszła ;p nie słyszałam o tej serii i nie zamierzam czytać, nie chce się zanudzić na śmierć i męczyć niepotrzebnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie rezygnuj! Nie taki był cel :D Każda część Zastępów to osobna historia i możesz ją przeczytać bez konieczności czytania kolejnych tomów. I to polecam - bo pierwsze dwie książki (pierwsza powieść oraz zbiór opowiadań) są bardzo, bardzo dobre, szkoda byłoby się zniechęcać przez to, że autorka nie wie, kiedy skończyć.

      Usuń
  6. Niestety seria ta schodzi moim zdaniem na psy i staje się istnym źródełkiem do koszenia gotówki. Wielbiciele grupy aniołów na pewno ją kupią żeby tylko powiększyć swoja kolekcję ale historia sama w sobie traci dużo na wartości. Zwłaszcza że ta cześć sama w sobie nic nie wnosi do całej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, dokładnie jak piszę - co tom, to gorzej. Aż strach co będzie dalej, bo ktoś tu ewidentnie nie wie, kiedy skończyć...

      Usuń
  7. Jest w tym chyba jakiś zamysł autorki ;) mózg niesmiertelnego tez się psuje ;)

    OdpowiedzUsuń