piątek, 1 czerwca 2018

100 lat, 100 lat... 1 rok Gier w Bibliotece! (+ kulturalne podsumowanie maja)



Doprawdy nie wiem, kiedy to zleciało, ale Gry w Bibliotece na przemian marudzą i zachwycają się odkryciami literackimi i planszówkowymi już od roku! Zerknijmy, co się przez ten czas wydarzyło... a potem zobaczcie, co przyniósł mi Maj :)



Ultra-krótkie podsumowanie na 1 urodziny



Przez ten rok przeczytałam... 88 książek (w większości dzięki polecankom z blogosfery).

Napisałam dla Was... 126 postów (ten jest 127).

Odwiedziliście mnie... 79 647 razy.

Zaobserwowało mnie... 128 osób na bloggerze oraz 290 na fejsbuku.

Najpopularniejszy post to... Anty-top 5 książek, które naprawdę chciałam polubić, ale się nie udało (i weź tu człowieku nie marudź!).


Inne efekty działania blogosfery są następujące:
- przez bloga założyłam instagrama i fejsbuka, czego raczej nikt się po mnie nie spodziewał;
- po lekturze Waszych sugestii i recenzji moja lista książek "do przeczytania" rośnie odwrotnie proporcjonalnie do czasu, jaki mam na czytanie;
- poznałam fantastycznych ludzi i miejsca w sieci, o których istnieniu w przeciwnym razie nie miałabym nawet pojęcia;
- zdążyłam przejść przez etap "czytam wszystko jak leci, bo piszą o tym w blogosferze" i zatrzymałam się na nieco mądrzejszym "czytam to, co ma potencjał, żeby trafić w mój gust".


Czego sobie życzę? Cóż, na pewno przyda się sporo dalszego samozaparcia i duuużo wolnego czasu na blogowanie i czytanie, bo ostatnio z tym krucho, co nieco odbiło się na częstotliwości publikowanych postów. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie przynajmniej równie owocny :) i dziękuję Wam, że ze mną jesteście - bez Was wszystkich Gry w Bibliotece nie miałyby racji bytu! :)



Kulturalne podsumowanie maja

Przeczytane


Słabiutko, słabiutko... 3 książki, a tak naprawdę: 1 powieść, 1 książka popularno-naukowa i 1 komiks. Przekrój dość bogaty, ale liczbowo szału nie ma ;)


1. Rozjemca - Brandon Sanderson

Nie będę za dużo spoilerować, bo szykuję dla Was recenzję tej pozycji, więc powiem tak: typowy Sanderson. Ze wszystkimi jego plusami i minusami. Najlepsza książka maja, ale i - przyznajmy - konkurencji za dużej nie miała (co absolutnie nie oznacza, że nie broni się sama w sobie).




2. Cztery śledztwa Sherlocka Holmesa - komiks paragrafowy
O komiksach paragrafowych było na Grach w Bibliotece już dwa razy i na tym nie poprzestanę, bo to jest fantastyczna sprawa. W Czterech śledztwach wcielamy się w rolę Sherlocka Holmesa i tylko od naszych decyzji zależy, czy morderca wróżki, złodziej bezcennego skarabeusza oraz oprawca biednego poszukiwacza skarbów trafią za kratki, gdzie ich miejsce. Więcej w recenzji.



3. Zaginione miasto boga małp - Douglas Preston
Z cyklu: nie wiem, co to jest, ale tytuł jest wystarczająco intrygujący, żeby spróbować. Na szczęście (bo lektura obowiązkowo niemała) okazało się, że ryzyko się opłaciło: z jednej strony mamy historię jednego z najbardziej niesamowitych archeologicznych odkryć naszych czasów, z drugiej - opowieść z cyklu "dlaczego nie warto jeździć do dżungli" (wiedziałam, że owady są złe, ale bogactwo przenoszonych chorób jednak zdołało mnie zaskoczyć), a to wszystko spięte robiącą spore wrażenie klamrą socjologicznych przemyśleń, które pokazują, że przy obecnym podejściu do natury i samych siebie całkiem niedługo skończymy jak prekolumbijscy Indianie. Wow.


Razem stron: 1264 - niemal idealnie połowę mniej, niż w ubiegłym miesiącu.


Obecnie czytam: za wiele się tu nie zmieniło, jak widać - nadal siedzę w Izraelu (dwa zbiory reportaży + biografia Jerozolimy). Są to rzeczy, które trzeba sobie "dawkować" i czasem nie mam ochoty do nich wracać przez parę dni z rzędu - na pewno jak uporam się z tymi pozycjami, zrobię sobie przerwę od literatury popularno-naukowej.

Kolejnego Sandersona zaczęłam wczoraj i pewnie na upartego dałoby się go skończyć jeszcze w maju, bo jakiś podejrzanie krótki jest, ale to budzi nadzieję: najlepszą książką tego autora, jaką dotąd przeczytałam, była króciutka Dusza cesarza. Mam nadzieję, że Idealny stan będzie podobnie mocnym uderzeniem.






Ograne



Istanbul (wyd. Portal)
W Istanbule wcielamy się w kupca, który wraz z grupką pomocników wyrusza na tureckie targowisko. Ciekawa mechanika, wykorzystująca element przestrzenny poruszania się po zmiennej (złożonej z kafelków) planszy, bazuje na wykonywaniu różnych akcji (handel, zbieranie zasobów, rozbudowywanie straganu, wizyty w kawiarni czy na czarnym rynku). Gra ma mocno wyścigowy charakter - ścigamy się o to, kto pierwszy zdobędzie 5 (lub 6 w wariancie dwuosobowym) rubinów. Nie ukrywam, że miło zagrać czasem w coś, w czym nie trzeba liczyć punktów! Poza tym Istanbul okazał się naprawę przyjemnym mózgożerem o prostych zasadach. Aż nie mogę się doczekać dodatku, który wprowadza dodatkową opcję handlu kawą... choć, biorąc pod uwagę jak sucha jest to gra, pieprz byłby bardziej odpowiedni ;)



Ucieczka: Świątynia Zagłady (wyd. Rebel)
Dziwna gra: trwa równo 10 minut, więc fani krótkich rozgrywek powinni być zadowoleni... o ile lubią również potworną presję, bo owe 10 minut odlicza nam frustrująca ścieżka dźwiękowa, kończąca się spektakularnym odgłosem walącej się świątyni. To, czy udało się Wam z niej uciec, zależy od tego, jak dobrze szło Wam turlanie kośćmi na czas - to od wyrzuconych symboli zależy, czy uda Wam się odblokować przejścia do kolejnych pomieszczeń i znaleźć wyjście. (Uwaga: nie grajcie z Wiedźmą z Wiedźmowej Głowologii. Mając do dyspozycji 5 kostek jednym rzutem wyrzuca 4 klątwy. Powodzenia).



Abyss: Lewiatan (wyd. Rebel)
Abyss zaliczyło w tym miesiącu powrót na stół po dość długiej nieobecności z okazji premiery dodatku. Świetny, leciutki gateway ze spektakularną wręcz oprawą graficzną cierpiał w wersji podstawowej na parę bolączek. Część z nich naprawił już pierwszy dodatek (Kraken), nadal jednak frustrowało poczucie bezsensowności walki z potworami, która nie przynosiła niemalże żadnych korzyści. Lewiatan naprawił właśnie ten problem: teraz walka nie tylko się opłaca, ale wręcz jest konieczna, bo zignorowany potwór morski może zrobić nam niemałą krzywdę.


Metro 2033:Przełom (wyd. Ogry Games)
Gratka dla fanów Glukhovsky'ego i jego uniwersum Metro 2033 (recenzja książki tutaj). Ciekawa, sprytna karcianka, dobrze oddająca mroczny, klaustrofobiczny klimat powieści. Nie jest to co prawda pozycja przełomowa, ale nie ukrywam, że rozgrywka jest naprawdę przyjemna i wykorzystuje lubianą przeze mnie mechanikę różnorodnego wykorzystania tych samych kart. Więcej - wraz z porównaniem z książkowym pierwowzorem - w recenzji.



Obejrzane


Maj ogłaszamy Miesiącem Lucyfera. Bezkonkurencyjnie. Coś tam się jeszcze przewinęło w trakcie, ale...


Lucyfer - sezony 1, 2, 3
...czyli wszystkie sezony jakie wyszły. Obejrzane w jakieś 2 tygodnie. Lucyfer towarzyszył nam codziennie i rzadko kończyło się na tylko jednym odcinku. Przyznaję, że przepadłam na amen: odpowiadali mi aktorzy (szczególnie Ellis w roli tytułowej ;)), poczucie humoru, anielsko-diabelskie motywy (bo ciężko o dobre produkcje - czy nawet książki - w tym klimacie). I nawet nie uważam, żeby Lucyfer był idiotą, co niektórzy zarzucają: więcej, jego cudowne zapatrzenie w siebie, samozachwyt i totalny brak pokory idealnie pasują do tej postaci, nawet jeśli w praktyce przekładają się na wybitnie długi "okres dojrzewania" postaci. Strasznie ubolewam nad faktem, że kolejnych sezonów już nie będzie, ale też nie do końca się dziwię, bo 3 sezon był jakoś dziwnie rozmyty - tego wrażenia nie zatarło nawet bardzo mocne zakończenie (najbardziej perfidny cliffhanger w historii seriali + potencjalnie brak kontynuacji? czemu nie!).
Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że od pierwszej sceny pilotowego odcinka towarzyszyło mi głębokie przeświadczenie, że oto znalazłam Corwina idealnego (jakby ktoś robił ekranizację Dziewięciu książąt Amberu Rogera Zelazny'ego, to ja nikogo innego już nie chcę!)...


Victor Frankenstein - reż. Paul McGuigan, 2015 
Z cyklu "radosny retelling historii, które wszyscy znamy": Victor von Frankenstein, borykający się z traumami z dzieciństwa, dąży do stworzenia nowej istoty, którą obdarzy życiem. W roli tytułowej Pan Tumnus z Narnii, w roli jego ojca - Tywin Lannister, a pomocnika - Harry Potter. Powalająca obsada ;) Akurat McAvoy jako Frankenstein daje radę i jest w zasadzie jedynym mocnym punktem całej produkcji, ale już Radcliffa w czymkolwiek post-potterowym po prostu nie da się oglądać. Niestety, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że chłopak talentu za dużo nie ma i potrafi przelecieć cały film na jednej minie (tutaj bardzo wkurzającej, dodajmy). Ot, film, jakich wiele - szału nie było.


Morderstwo w Orient Expressie - reż. Kenneth Branagh, 2017 
Po pierwsze: skąd oni wzięli taką obsadę? Kenneth Branagh, Michelle Pfeiffer, Judi Dench i Johnny Depp na dokładkę. Taki zbiór teoretycznie gwarantuje dobrą produkcję. W praktyce... cóż, było różnie: co z tego, że nic nie można zarzucić grze aktorskiej, a historia stworzona przez Agathę Christie, na podstawie której powstał film, jest świetna i broni się nawet po latach, jeśli jakoś zabrakło w tym emocji? Od filmu z motywem detektywistycznym oczekuję porzuconych tu i tam poszlak, żebym mogła po fakcie pomyśleć: o kurczę, nie zauważyłam tego, ale ten gość ma mózg! Tutaj poszlak i wskazówek nie ma, Poirot wyciąga wnioski z tajemnych (dla widza) źródeł i przez to kolejne etapy rozwiązywania zagadki są jakby mniej satysfakcjonujące. A do tego przykro mi, że dożyłam czasów, w którym parowóz musi zostać zanimowany... ;)


Wzmianka honorowa:
W kwietniu obejrzałam Jumanji: Przygoda w dżungli. Oczywiście zapomniałam o tym filmie w podsumowaniu kwietniowym, ale nie oznacza to, że była to zła produkcja. Ot, sympatyczna, prześmiewcza komedia z motywem gier wideo (zachwycająca idea plecaka tragarza). Zachwycający Jack Black (za którym na ogół nie przepadam) oraz Dwayne Johnson, którego "umiejętność specjalna: powłóczyste spojrzenia" po prostu rozbraja (mimo że nadal w każdym filmie wygląda dokładnie tak samo i nie zestarzał się ani odrobinę od premiery Mumia Powraca w 2001 roku). Nie spodziewałam się, że "kontynuacja" dawnego hitu zostanie poprowadzona tak dobrze: cieszę się, że odpuszczono nieco horrorową atmosferę oryginału na rzecz znacznie lżejszych klimatów.




A jak u Was wyglądał maj? Mam nadzieję, że bardziej zaczytany niż u mnie? ;)

  

13 komentarzy:

  1. Lucifer - oglądałam z wielkim zapałem a potem natrafiłam przypadkiem (!) na yt na scenę gdzie całuje sie z facetem i od tamtej pory nie włączyłam ani jednego odcinka, prosze, nawet jeśli to będzie oznaczało spoiler - rozwiej moje wątpliwości !
    wszystkiego najlepszego z okazji pierwszego roczku bloga, życzę ci dużo chęci do dalszego prowadzenia go i żeby następny rok był owocny w niezapomniane ksiązki ! :)
    nie przejmuj sie tym ile przeczytasz w danym miesiącu, to nie jest ważne! o wiele ważniejsze jest czy sprawiło ci to przyjemnośc, liczby to rzecz względna, szczęśliwi tego nie liczą haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Desperacko szukałam, kiedy Lucyfer całowal się z facetem, i hmm, faktycznie była taka scena, ale uwierz mi, że nietypowa ;) Była to przykrywka policyjna, w którą Luci się szczególnie mocno wczuł... a poza tym czerpał sadystyczną przyjemność z pogrązania rzeczonego "faceta", który bynajmniej nie miał ochoty być przez nikogo publicznie całowany ;) To był w gruncie rzeczy niesamowicie zabawny odcinek. Jak dla mnie - możesz oglądać bez obaw ;)
      Dziękuję bardzo! :)
      Generalnie wolę mniej lektur, ale dobrych, niż kilkanaście gniotów (serio, takie miesiące też były). Więc coś jest w tym co mówisz <3

      Usuń
    2. uff jak dobrze że do ciebie trafiłam i mi to wyjaśniłaś w takim razie już dzisiaj wieczorem biorę się za oglądanie kolejnego odcinka :DD

      Usuń
  2. Stoooooo lat, stooooo lat, niech żyje żyje naaaaam ♬ Ewelinko, wszystkiego najcudowniejszego z okazji urodzin bloga! Aż nie mogę uwierzyć, że Gry mają dopiero rok, treściowo, wizualnie i z każdej możliwej strony prowadzisz cudownego, niepowtarzalnego bloga. Trzymam kciuki za kolejne równie owocne i ciekawe lata pisania o książkach ❤️

    Żaden miesiąc, choćby nie wiem z jak małą ilością przeczytanych pozycji nie jest miesiącem straconym, jeżeli znajduje się w nim Sanderson 😁 Poza tym przez Ciebie wróciłam do Lucyfera i jest szansa, że tym razem go oglądnę do końca;)

    Maj miałam mocno zaczytany, ale czasu na pisanie o tym było mało, a i w czerwcu nie zanosi się na poprawę. Mam nadzieję jutro napisać recenzję „Toni” Marty Kisiel, ale co z resztą? Rozumiem zatem i współczuję braku czasu na nowe wpisy. Oby w czerwcu było lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie u mnie na brak czasu w dużej mierze miał wpływ Lucyfer właśnie i oglądanie go w formie maratonowej ;) więc nie wiem, czy powinnaś się tak cieszyć, że wróciłaś do oglądania ;) Ale przyznaję, że to strasznie pozytywny serial :D

      Sanderson jak widać towarzyszyć mi będzie i w tym miesiącu. Nadrabiam zaległości i coraz szerzej otwieram oczy w zachwycie, jaki ten gość jest kreatywny. Niesamowite :)

      Dziękuję bardzo za ciepłe słowa o blogu, cieszę się ogromnie, że wizyty tu sprawiają Ci przyjemność :) Wizualnie trochę bym tu pozmieniała, ale jakoś wiecznie nie ma czasu (hmm, chyba jednak jestem nieźle niezorganizowana życiowo, skoro na nic czasu nie mam ;)).

      Usuń
  3. Kocham takie podsumowania, przez rok wiele da się osiągnąć jeżeli się chce i wkłada się w to wysiłek, Ty to już osiągnęłaś :)
    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/06/moje-serce-moj-wrog-steiger-aj.html

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany, to już? Ale szybko zleciało. :D Ewelino, wszystkiego najlepszego i dużo, dużo weny, wspaniałych książek, i oby nigdy prowadzenie Gier w Bibliotece Ci się nie znudziło. To jedno z moich stałych miejsc w sieci, które odwiedzam, i które bardzo sobie cenię i nie wyobrażam sobie, żeby miało go nie być. No i zawsze fajnie wymienić z Tobą komentarze. :D

    Czekam na reckę Sandersona. :) Akurat Rozjemca chyba wypada najsłabiej w moim zestawieniu książek tego autora, nie licząc młodzieżówek. A Idealny Stan bardzo mi się podobał, więc mam nadzieję, że i do Ciebie trafi. :) Czytelniczo u mnie też bardzo słabo. Właściwie nie wiem, co ja w tym miesiącu robiłam... chyba starałam się po prostu przeżyć kończące się studia. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Szybko to zleciało! Sto lat, sto lat! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sto lat :) daj znac, jak bedzie recka Sandersona :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak to dopiero rok 😯
    Sto lat i dalszej radości z blogowania. :D

    Maj wcale nie był zły, bo jak pojawia się Sanderson... :D
    U mnie klasycznie sporo czytania, ale i też sporo podróżowania. Ogólnie jestem zadowolona ze swojego miesiąca. :D

    Zaczytanego czerwca! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulację :) Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo chcę przeczytać Zaginione miasto boga małp, chociaż zupełnie nie mam na tę książkę czasu. W każdym razie wszystkiego najlepszego urodzinowo i wytrwałości w pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń