wtorek, 15 maja 2018

Zastępy Anielskie: Bramy Światłości, tom I - Maja Lidia Kossakowska



Aniołków ciąg dalszy. Z Siewcy Wiatru wiemy już, że Pan odszedł. Zbieracz Burz dopowiedział, że choć Jasności opuściła Tron, to jednak nie jest taka całkiem obojętna na losy swojego ukochanego świata. Co jednak stałoby się, gdyby ktoś - na przykład niepokorna anielica-podróżniczka - odkrył, że Pan przeniósł się gdzieś na krańce Stef Poza Czasem i jak gdyby nigdy nic emanuje sobie stamtąd mocą? Archaniołowie stają przed dylematem: uciszyć podróżniczkę Seredę raz na zawsze (wiecie... dopuszczalne straty), żeby uniknąć ujawnienia największego sekretu Wszechświata, albo wybrać się z nią w morderczą podróż, żeby zweryfikować jej odkrycie osobiście. Tym bardziej, że nie wiadomo, czy Pan będzie aż taki zachwycony tym, jak jego Regent i reszta archaniołów poczynają sobie w rządzeniu Królestwem... 

Na wyprawę, oprócz Seredy, rusza też Daimon. A raczej ktoś, kto się pod niego podszywa, bo nasz mroczny, zgorzkniały, ironiczny anioł ewidentnie został porwany przez Antykreatora i zastąpiony mało rozgarniętym dzieciakiem, który co chwilę mówi "spoko", " o, jak fajnie" albo wybucha "serdecznym śmiechem". I choć czuję się źle, odmawiając mu prawa do radości, to jednak każdy, kto pokochał Anioła Zagłady tak jak ja, po przeczytaniu tych słów od razu poczuje, że coś jest nie tak. Poprzednie tomy zdążyły już utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że o ile Frey kiedykolwiek śmiał się serdecznie, to musiało to mieć miejsce parę tysięcy lat temu, jeszcze zanim wolą Pana przemienił się w Burzyciela Światów. No i jak na żołnierza i kogoś, kto pałał zawsze taką ponurą mądrością, popełnia absurdalne głupoty. Niestety, nie mamy tu wrażenia, że postać ewoluowała - raczej że autorka zdążyła w międzyczasie zapomnieć, jakie cechy charakteryzowały głównego bohatera, więc dostaliśmy jakieś, za przeproszeniem, daimonowe popłuczyny.

Niewiele lepiej jest z pozostałymi bohaterami. Seredy nie jestem w stanie polubić, bo jest zadufaną w sobie idiotką - co boli o tyle, że w zasadzie to na niej i na Daimonie skupia się większa część książki. Parę postaci zmienia za to nieco otoczenie i wychodzi im to na dobre: Lampka okazuje się całkiem pozytywnym facetem, kiedy na chwilę wyjdzie z Otchłani, a Razjel błyszczy, gdy dla odmiany do niej trafi. Reszty... w zasadzie nie ma - wyjąwszy wspomnianego Razjela, archaniołowie pojawiają się epizodycznie i jakby nieco na siłę. I muszę przyznać, że nie wychodzi to Bramom Światłości na dobre, bo jednak ta archanielska ekipa była bardzo mocnym elementem serii i bardzo za nimi tutaj tęskniłam. Nawet za Michałem!

Mamy tu typową "powieść drogi", która utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja tolerancja dla takich książek - z cyklu "idą, idą i dojść nie mogą" - zaczęła się i skończyła na Władcy Pierścieni. Co gorsza, tutaj fabuła składa się z dwóch zasadniczych elementów: kompendium "mitologia hinduska w pigułce" i... gry komputerowej, i to nie w systemie RPG, tylko jakiejś zręcznościowej platformówki. Na przemian czytamy szczegółowe opisy kolejnych bóstw, miejsc i potworów, albo jesteśmy świadkami "akcji", która sprowadza się do bardzo, bardzo rozbudowanych scen typu: "skacz Piołunem z kępy na kępę, aby nie wpaść do bagna pełnego potworów", "skacz Piołunem po chmurach i uderzaj w kamienne niebo, aby uwolnić ekspedycję z pułapki", ewentualnie "rozwal zombiaki z głębiańskiego kałacha, 5 punktów za każdego". Serio, wrażenie, że czytam szczegółowy opis rozgrywki w grę wideo towarzyszyło mi w tej książce co chwilę. I to nie jest komplement.

Styl... no cóż, Kossakowską czyta się płynnie i lekko, i to się tutaj nie zmieniło. Niestety, przez niedoróbki fabularne również i styl stracił na dynamice, a dialogi są zdecydowanie słabsze niż we wcześniejszych odsłonach Zastępów Anielskich - brak tu tego pazura, humoru, ironii. Na plus trzeba jednak wspomnieć, że autorce udało się w tym tomie zerwać z narracją drugoosobową, którą niemalże udało jej się zamordować Zbieracza Burz. Tyle że w ogólnym rozrachunku nie ratuje to sytuacji, bo co z tego, że książkę czyta się "łatwo, lekko i przyjemnie"? Od lektury liczącej sobie ponad 500 stron oczekuję jednak czegoś więcej (na przykład czegoś takiego, jak w pierwszych tomach: ciekawych, spójnych postaci i Pomysłu przez wielkie "P").

I tom Bram Światłości poważnie mnie rozczarował. Początkowe wrażenie, że wracam do starych przyjaciół, szybko zmieniło się w przerażenie tym, co też się z nimi stało. Nie ma tu żadnego z mocnych elementów, które zachwycały w Żarnach Niebios czy Siewcy Wiatru - zaczęły już gasnąć w Zbieraczu Burz, ale to, co stało się tutaj, to jakaś katastrofa. Nie pomaga fakt, że tutaj w zasadzie opuściliśmy właściwe uniwersum Zastępów Anielskich. Bo choć motyw mitologii hinduskiej, faktycznie bardzo egzotycznej i mało znanej dla polskiego czytelnika, mógł stanowić podstawę całkiem fajnej, nowej powieści, to jednak same "aniołki" mocno na zmianie otoczenia ucierpiały.



Tytuł: Bramy Światłości, t. 1 

Seria: Zastępy Anielskie #5 (recenzje: #1, #2, #3&4

Autor: Maja Lidia Kossakowska 
Wydawnictwo: Fabryka Słów 
Liczba stron: 512




9 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka Cię rozczarowała. Chciałabym ją przeczytać żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie, ale na chwilę obecną jakoś bardzo mnie nie kusi. Może kiedyś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najpierw musiałabyś poznać pierwsze tomy, żeby to miało ręce i nogi... a pierwsze tomy akurat są spoko 8)

      Usuń
  2. Nie czytam, nie patrzę, nie zniechęcam się. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na wspólne marudzenie, jak już do Bram dojdziesz. Bo że marudzić będziesz, to prawie pewne ;) ale to co dobre nadal masz przed sobą, więc nie ma tego złego ;)

      Usuń
  3. Kurcze zaczęłam kiedyś przygodę z Kossakowską i po pierwszych zachwytach następne tomy anielskich przygód sobie odpuściłam :( i jakoś nie specjalnie mam ochotę dać im kolejną szansę.
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  4. Siewcę i zbieracza już czytałem. W końcu muszę i tę pozycję przeczytać, bo czeka już na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No popatrz, jak (nie)miło się narzeka!;) Szkoda tylko, że na temar kontynuacji czegoś, co tak Ci się spodobało w pierwszej odsłonie. Ciekawe, czemu bohaterka tak uwsteczniła umysłowo swoich bohaterów, w końcu jak coś działa, to po co to zmieniać?
    Ja poprzestanę na części pierwszej i nie będę się niepotrzebnie denerwować 😉

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam te anielska serię. Bramy już przeczytane :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przeczytałem całą serię, ale szczerze powiem, że nie jestem jakoś szczególnie przekonany. Każdy ma inny gust, wiadomo.

    OdpowiedzUsuń