wtorek, 22 maja 2018

Anty-TOP 10: Książki, które przegrały z własną ekranizacją


Przez wiele lat żyłam w przeświadczeniu, że najpierw trzeba przeczytać książkę, a dopiero potem sięgnąć po ekranizację. I że ta druga nigdy nie dorówna powieściowemu pierwowzorowi. Z czasem jednak okazało się, że sprawa nie jest wcale taka prosta, ba! niejeden film potrafi przerosnąć oryginalną wersję literacką...



1. Wywiad z wampirem – autorka: Anne Rice, reżyser: Neil Jordan
Pierwsze miejsce jest bezapelacyjne. Uwielbiam filmowy Wywiad z wampirem, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, z cudownie poprowadzoną narracją i atmosferą tak namacalną, że można byłoby kroić ją nożem. Do tego genialna obsada: Cruise (chyba rola życia), Pitt, Banderas, rewelacyjna małoletnia Dunst. Film ustrzegł się błędów pierwowzoru, czyli grafomanii, przegadania, sztuczności dialogów, a przede wszystkim rozwleczonej do granic możliwości akcji (lub jej braku). Książka potwornie mnie rozczarowała, do filmu wrócę jeszcze nie raz, zwłaszcza że starzeje się w bardzo ładny sposób (i nadal żaden wampir nie dorównał Lestatowi).



2. Prestiż – autor: Christopher Priest, reżyser: Christopher Nolan
Gdyby ktoś zmusił mnie do wybrania jednego ulubionego filmu, to całkiem prawdopodobnie wskazałabym właśnie na Prestiż Nolana. Niestety, nie mogę powiedzieć, że książka zajmuje podobnie wysokie miejsce w moim osobistym rankingu. Ekranizacja ma rewelacyjną konstrukcję, trzyma w napięciu, kończy się w sposób zapadający w pamięć na resztę życia – i żadnego z tych przymiotów nie ma powieść Priesta, który dodatkowo pociągnął ją jeszcze co najmniej o kilkadziesiąt stron za daleko. Jeśli do tego dodamy niesamowity klimat ekranizacji, świetną obsadę i muzykę, to nagle okazuje się, że książkę… można sobie darować.



3. Ojciec chrzestny – autor: Mario Puzo, reżyser: Francis Ford Coppola
Zastanawiałam się nad umieszczeniem tutaj tej pozycji, bo w gruncie rzeczy książkę czytało się całkiem przyjemnie. Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy: choć Mario Puzo był autorem zarówno powieści, jak i (po części) scenariusza filmu, to ten drugi udał mu się zdecydowanie lepiej. Słabe momenty książki zniknęły, zastąpione za to bardzo mocnym, surowym zakończeniem, które dużo bardziej pasuje mi do tej historii.



4. Pan i władca: na krańcu świata – autor (Dowódca Sophie i Na krańcu świata): Patrick O’Brian, reżyser: Peter Weir
Jako rasowy szczur lądowy uwielbiam dobre powieści marynistyczne. Seria Patricka O'Briana stoi sobie na półce, często ją polecam i pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę. Ale są to specyficzne książki – autor nie szczędzi czytelnikowi najbardziej szczegółowych opisów życia na okręcie z czasów wojen napoleońskich, włącznie z (aż nazbyt) precyzyjnymi informacjami o technikach nawigacji i dokładnymi danymi na temat tego, ile jakich produktów żywnościowych przypadało na poszczególnych marynarzy. W ekranizacji postawiono za to na dynamikę: zamiast kroniki otrzymujemy niesamowicie klimatyczny i świetnie zagrany film (Russel Crowe jako kapitan Aubrey i świetny Paul Bettany jako doktor Maturin), któremu nie mogę zarzucić nic poza wyjątkowo niefortunnym tłumaczeniem pierwszej części tytułu.




5. Raport mniejszości – autor: P.K Dick, reżyser: Steven Spielberg
W zasadzie opowiadanie i ekranizacja nie mają z sobą za dużo wspólnego, pomijając bardzo podstawowe założenie tytułowego „raportu mniejszości” - różnią się nawet imiona głównych postaci. Niestety, rozwinięcie bazowego pomysłu przez Spielberga przyćmiewa wizję Dicka: motyw zbrodni jest znacznie bardziej poruszający i wiarygodny (jakoś dramaty osobiste bardziej przemawiają do wyobraźni niż wydumane zawirowania polityczne), świat jest bardziej dopracowany, a zakończenie – dużo głębsze i bardziej filozoficzne. Po prostu naprawdę dobry film w klimatach antyutopijnych. Opowiadanie skończyłam za to z totalną obojętnością…




6. Blade runner – autor (Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?): P.K. Dick, reżyser: Ridley Scott
Biedny Dick, drugi raz w tym mało chwalebnym zestawieniu. Ale cóż zrobić, jeśli mroczna wizja ludzkiej przyszłości i głębokie, filozoficzne przesłanie adaptacji Scotta przemawia do mnie dużo bardziej? Nie mówiąc już o fajnej, otwartej konstrukcji i końcowych niedomówieniach, poddających w wątpliwość człowieczeństwo samego Deckarda (całkiem fajny Harrison Ford). I choć oryginał Dicka to klasyka s-f, która broni się do dziś i funkcjonuje na własnych prawach, to jednak filmowy Blade Runner oferuje moim zdaniem dużo więcej.




7. Koralina – autor: Neil Gaiman, reżyser: Henry Selick
Koralina książkowa i zekranizowana podobają mi się w zasadzie w równym stopniu. Jednak, choć książka jest bez wątpienia klimatyczna, to cała otoczka filmowa przemawia do mnie bardziej: począwszy od stylu animacji (który najpierw mnie odrzucił, a potem zachwycił – nie wyobrażam sobie innej oprawy dla Koraliny), aż po wprowadzone zmiany (takie na plus, dotyczące chociażby świetnych bohaterów, których w powieści… nie ma). Polecam zarówno opowieść Gaimana, jak i film, ale z zastrzeżeniem, ze jakimś cudem animacja ma więcej Koraliny w Koralinie.



8. Osobliwy dom Pani Peregrine – autor: Ransom Riggs, reżyser: Tim Burton
Książka Riggsa zostawiła mnie z takim wewnętrznym "meh": pomysł fajny, zdjęcia fajne, a jednak historia poprowadzona jakoś totalnie bez polotu i nieprzekonujący bohaterowie. A u Burtona mamy i polot, i rozmach, i fajną narrację, i rewelacyjnie rozbudowane postaci (szczególnie tytułowa Pani Peregrine, która w książce jest pozbawiona wyrazu, tutaj nabiera kolorów i jest naprawdę ciekawa). Do tego finałowa scena faktycznie stanowi kulminację akcji i ładnie zamyka historię. Chętnie obejrzę kolejne części, jeśli Burton podejmie się ekranizacji, ale za książki Riggsa już podziękuję.



9. Fight Club - autor: Chuck Palahniuk, reżyser: David Fincher
Książkowy pierwowzór tak naprawdę nie jest zły, ale w zestawieniu z ekranizacją zwyczajnie się nie broni. Narracja Finchera jest dużo bardziej angażująca i płynna od stylu Palahniuka, a bohaterowie mają w sobie więcej życia niż na stronach powieści. No i w powieści nie ma Edwarda Nortona, co akurat w przypadku tej produkcji stanowi poważny argument za filmem. ;)



10. Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia – autor: J.R.R. Tolkien, reżyser: Peter Jackson
Na koniec będzie bardzo kontrowersyjnie. Zanim posypią się gromy, wyjaśniam: wychowałam się na Tolkienie i kochałam go jeszcze przed ekranizacją. Uwielbiam do dziś Silmarillion (który jest arcydziełem) i doceniam historię we Władcy Pierścieni (który też jest arcydziełem, tyle że przegadanym i pozbawionym napięcia). Gdy oglądałam Drużynę Pierścienia jako dziecko, błędy i decyzje reżysera doprowadzały mnie do szału i mogłam godzinami rozprawiać nad wyciętymi fragmentami. Teraz jednak widzę to nieco inaczej – bez mrugnięcia okiem oddam Toma Bombadila za rozbudowanie postaci Boromira i za uczynienie jego śmierci mniej bezużyteczną.  I jeszcze za skończenie tej części we właściwym momencie. I za budowanie napięcia, które zmienia rozwlekłą "opowieść drogi" w naprawdę pasjonującą przygodę.


~~

A jak jest u Was? Wolicie najpierw przeczytać książkę przed filmem, a może w ogóle unikacie ekranizacji ulubionych pozycji? Jakie filmy dodalibyście do powyższego zestawienia, a jakie ekranizacje stanowiły dla Was największą traumę? :)

28 komentarzy:

  1. Myślałam, że tylko mi 'Wywiad z wampirem' się nie podobał! Ekranizacja świetna, książkę męczyłam bardzo długo i byłam nią okropnie zawiedziona.
    Jeśli chodzi o serię Peregrine to mi z kolei bardziej podobały się książki. Ale wiadomo, ile osób tyle opinii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywiad z Wampirem trafił też do mojego "anty-topu" największych rozczarowań. Aż się nie chce wierzyć, że tak dobry film powstał na podstawie czegoś... no, napisanego totalnie bez polotu. Potem czytałam jeszcze "Wampira Lestata" (mając nadzieję, że może poszło to w dobrym kierunku) i... był jeszcze gorszy :D
      Z serii Riggsa znam tylko pierwszy tom, może gdybym znała kolejne, to odbiór też bym miała inny :)

      Usuń
  2. A dla mnie ekranizacja Peregrine to totalne gówno i co poradzę 😂😂 Do końca obejrzałam tylko dzięki Evie Green, ale z nią obejrzałam nawet adaptacje filmowa Maki Paki.

    OdpowiedzUsuń
  3. 'Wywiad z wampirem' tylko oglądałam, nigdy nie czytałam, le kocham tę ekranizacje. I chociaż za Dunst nie przepadam to w tym filmie mnie kupiła całkowicie. Prestiż tak samo. I Władca Pierścieni zalicza się do tego grona. Reszty filmów nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do Wladcy Pierscieni mam takie samo zdanie jak ty! Do dziś jest to moja ulubiona ekranizacja, moj ulubiony film! :) A mój tesc tak mocno kocha LOTR, że co roku siada i oglada wszystkie części :D

    OdpowiedzUsuń
  5. "Poradnik pozytywnego myślenia" – przez książkę ledwo przebrnęłam, natomiast film trafił do mojego serca. Wolę także serialową wersję "13 Reasons Why" od książkowego pierwowzoru, chociaż i to, i to wywołuje spazmy na moim ciele.

    OdpowiedzUsuń
  6. Do wszystkich odnieść się nie mogę, bo nie znam albo nie widziałam ekranizacji. Zgadzam się odnośnie 'Wywiadu z wampirem". W ogóle jakoś nie mogę się z Rice zaprzyjaźnić, nie "idzie" mi. Film "Fight club" uwielbiam, widziałam chyba z 5 razy, książkę czytałam raz i zdecydowanie ekranizacja ją bije na głowę. Co do Ojca chrzestnego to akurat postawiłabym znak równości :)

    Największą traumą jeśli chodzi o ekranizacje był niestety Wiedźmin i nadal mnie to boli, mimo że minęło już tyle lat. W drugą stronę, zastanawiałabym się czy Forrest Gump nie był lepszy na ekranie, ale to teżciężko ocenić, bo film znacznie odbiega od książki. I chyba dodałabym "Gwiezdny Pył", ale to głównie za Kapitana i duchy poległych władców :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mogę jedynie dokonać porównania w przypadku "Władcy Pierścieni" i faktycznie jest to dość kontrowersyjne. Mi niektórych kwestii zabrakło (Toma Bombadilla), ale z drugiej strony rozumiem dlaczego ktoś może wybrać malowniczy film ponad rozległymi opisami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niby ten papierowy wywiad z wampirem nie był zły ale z jakiegoś powodu nie chciało misie sięgać po kontynuację ;] co do władcy pierścieni absolutnie się zgadzam powieści faktycznie nie utrzymują napięcia w takim stopniu jak filmy korę są genialne :D ja do zestawienia dodałbym pamiętniki wampirów (taki młodzieżowy przykład) bo czytanie książek to jest meczarnia natomiast serial wyszedł całkiem znosnie.. Dopóki nie zaczęli robić udziwnień.o! I greya też był wrzuciła bo powieść jest .. Nie wiem jak to ładnie i delikatnie określić ale drugiej części nie da się czytać, za to ekranizacje uważam za lekkie i pikantne :p

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam trylogię Władcy Pierścienia, w sensie filmy! Są tak pięknie wykonane 💓 umieściłabym tutaj jeszcze serial "Pamiętniki Wampirów". Autorka książek totalnie poleciała z wyobraźnią 😢

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje zdanie jest takie samo co do 'Wywiadu z wampirem'. Reszty niestety nie czytałam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę wstyd, ale nie oglądałam i nie czytałam żadnej z tych książek. Tzn. Władcę pierscieni obejrzałam chyba 10-20 minut i mi się znudziło :D Muszę koniecznie nadrobić kilka pozycji, bo wydają się ciekawe.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze powiem, że bardziej podobała mi się książka "Osobliwy Dom Pani Peregrine" niż film. W filmie wiele szczegółów zostały zmienionych i bardzo mnie to irytowało.

    OdpowiedzUsuń
  13. To ja jeszcze dodam Pożegnanie z Afryką Karen Blixen, może będę odosobniona, ale film był genialny, książka nieco nużąca. Oczywiście nie chodzi tu tylko o środki wyrazu bo jak wiadomo są nieporównywalne, ale w filmie reżyser "wyłowił" pewną treść spod nieco reportażowej nieco i przyciężkawej całości. Wyłowił, podkreślił i uwypuklił... Możliwe, że nie wszyscy się ze mną zgodzą... https://iwonabanach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie u mnie w kategorii "ekranizacja vs. książka" wygrywa "Tajemnica Brokeback Mountain", ale zaraz za nią na podium jest serial "Czysta krew" - od książek odpadłam, serial kochałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja różnie - raz pierwsze czytam, raz pierwsze oglądam...

    Ekranizacją, która jak dla mnie wygrała z książką jest na pewno uroczy "Gwiezdny pył". Na odwrót - seria o Harry'm :).

    Ostatnio oglądałam "Player one", w którym w stosunku do książki pełno rzeczy pozmieniali, ale w sumie w tym samym stopniu mnie wciągnęło, a i zakończenie zdecydowanie lepsze w filmie było.

    Przy "Marsjaninie" wygrała u mnie książka, ale za to ekranizacja zamiast się dziwnie urwać - też miała fajny epilog.

    W sumie, jak ekranizacja sama w sobie jest dobrym filmem - to uwielbiam, jak robią, nawet z różnicami :D. I niekoniecznie wygrywa u mnie książka.

    Co do "Władcy Pierścieni" to obie wersje były wg mnie świetnie :) choć na inny sposób. Nie wiem, co bym wybrała, jakbym mogła tylko jedno :D. Za to przy "Hobbicie", wybrałabym nie książkę, nie film... a fanfiki :D.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z Tolkienem tak jak napisałaś może być problem. Ja osobiście uważam, że zarówno książka jak i ekranizacja "robią robotę".
    Z pozostałych tych, co widziałam i czytałam podpiszę się pod "Ojcem chrzestnym" i "Fight clublem".
    Z pozostałych tytułów, to albo czytałam, albo oglądałam więc ciężko mi się wypowiedzieć. Choć muszę przyznać, że "Wywiad z wampirem" miałam czytać i nie sięgnęłam tylko dlatego, że powiedziano mi, iż książka filmowi "do pięt nie dorasta". :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Z wymienionych czytałam i oglądałam tylko "Osobliwy dom Pani Peregrine" i zarówno film jak i książka nie podobały mi się. Do reszty niestety nie mogę się odnieść, bo np. "Władcę pierścieni" czy "Fight club" tylko oglądałam.
    Ja dodałabym "Pokutę". Książka była bardzo nierówna. Fajny początek, szokujący koniec, ale cały środek do wymiany - szalenie nudny. Za to film był świetny.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Na topie moich Top Ekranizacji Lepszych Od Filmów również znalazłby się "Wywiad z wampirem"! Nie wierzyłam przy czytaniu książki, jak można było napisać taką szmirę! Zero klimatu, bohaterowie to takie chodzące nic, nuda panie i kompromitacja><

    Co do Tolkiena, to ja uwielbiam i oryginał, i ekranizację. Dla mnie zawsze będą czymś, co zachwyca i wzrusza. Książka cudownym językiem i przekazem, a filmy rozmachem, obrazem i muzyką. Plus zapalanie ogni, by wezwać Rohan do walki o Gondor *wzdech i natychmiastowe łzy zachwytu*

    OdpowiedzUsuń
  19. Z tego zestawienia to znam tylko "Władcę Pierścieni" w obu odsłonach. I poniekąd się zgadzam - to naprawdę udana adaptacja filmowa i szczerze mówiąc, wracam do niej chętniej niż do pierwowzoru (do którego nie wróciłam jeszcze ani razu mimo solennego postanowienia. Film oglądałam za to już z pierdyliard razy...)

    Acz ciągle żyję w przeświadczeniu, że najpierw warto chociaż spróbować przeczytać książkę. Zawsze to łatwiej obejrzeć dwie godziny przewidywalnego filmu niż poświęcić wielokrotność tego czasu na czytanie przewidywalnej ksiązki ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja przyznam szczerze przez Władcę Pierścieni jako dziecko nie przebrnąłem, bo książka wydawała mi się nudna i bez napięcia. Jako dorosły podszedłem do niej zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytałam "Osobliwy dom..." i miałam po nim identyczne odczucia co Ty. Jako że mnie nie zachwycił, to nawet nie planowałam brać się za film, a tymczasem piszesz, że jednak warto... Hm, chyba mam już plany na dzisiejszy wieczór :D


    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Najpierw staram się przeczytać książkę, a potem obejrzeć film, ale nie zawsze mi się to udaje. :D Chętnie się zainspiruję i może sprawdzę którąś z wymienionych książek i potem jej ekranizację. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgadzam się odnośnie Koraliny :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedyś oglądałam Ojca Chrzestnego i nie bardzo mi podszedł. Może byłam za młoda. Za to książka ogromnie mi się podobała, ale tutaj powinnam obejrzeć jeszcze raz film, żeby wydać werdykt. Koralina... u mnie lepszą ocenę ma książka, chociaż podobały mi się obie wersje. Tolkien... wybiorę film. :) Ale koniecznie muszę powtórzyć sobie książki. Czytałam je ponad 10 lat temu, a filmy oglądam raz w roku. Jestem ciekawa, jakie teraz wrażenie wywrą na mnie książki.
    No to teraz post o najgorszych ekranizacjach? :P Jestem pewna, że wsadzisz tam Grę Endera. :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Uff, jak dobrze, że nie tylko ja uważam, że filmowy "Władca pierścieni" jest lepszy od książki, bo filmy ubóstwiam i każdą część oglądnęłam ze 20 razy co najmniej i wstyd mi było, że przez książki nie mogłam przebrnąć. No ale co zrobię, że nie są one aż tak porywające jak filmy... ;) A do tej listy również, tak jak niektóre osoby wyżej, dorzuciłabym "Pamiętniki wampirów", bo książki są raczej, a serial naprawdę jest super, no i jeszcze "Jesienną miłość" Nicolasa Sparksa, bo film "Szkoła uczuć" wg mnie był zdecydowanie lepszy niż książka. ;) Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. A myślałam, że tylko mnie doprowadzł do łez rozpaczy Tom Bombadil i jego Jagódka :D
    Ja bym do tego od siebie dodała Malowany Welon, Dracule (Film Coppoli jest dla mnie arcydziełem) i Pachnidło.

    OdpowiedzUsuń
  27. Raport mniejszości zdecydowanie przegrał z ekranizacją, ale nie można tego moim zdaniem powiedzieć o Blade Runnerze. Jednak skoro jesteśmy w klimatach Philipa K. Dicka warto zaznaczyć, że ekranizacja Człowieka z wysokiego zamku pobiła książkę na łeb, na szyję ;)
    Pozdrawiam!

    https://takorzeczegerard.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń