niedziela, 11 lutego 2018

Żniwiarz: Czerwone słońce - Paulina Hendel


Recenzowany przeze mnie niedawno pierwszy tom Żniwiarza, Pusta noc, był książką bardzo "poprawną" - pewne mankamenty stylu i fabuły równoważyli ciekawi bohaterowie, którzy pozytywnie wyróżniali się na tle większości książek YA, no i oczywiście słowiańskie klimaty. Po kontynuację sięgnęłam więc z przyjemnością i od razu powiem: proszę państwa, to idzie w naprawdę dobrym kierunku!



Uwaga: recenzja może zdradzać pewne szczegóły z zakończenia tomu pierwszego. Najbardziej ryzykowny fragment zaznaczyłam na szaro: widać go, gdy zaznaczycie tekst kursorem, ale osobom nieznającym pierwszego tomu gorąco polecam przejście do kolejnego akapitu.

Czerwonym słońcu wracamy do Magdy i Feliksa, nad którymi nadal wisi groźba konfrontacji z Pierwszym i jego sługusami. Poszukiwania wiedzy, sił i sojuszników do zbliżającego się starcia rozwijają się w przyjemny, przygodowy sposób, z nutką kryminału i tajemnicy. Tymczasem nawi zaczynają być coraz bardziej i bardziej bezczelni, tytułowe słońce coraz częściej "zachodzi na zażar" i okazuje się, że nawet własna rodzina czasem nie daje człowiekowi spokoju...

Moje główne zarzuty względem pierwszego tomu obejmowały niewykorzystanie potencjału mitologii słowiańskiej i pewne braki warsztatowe. Dla osób, które miały podobne wrażenie, mam dobrą wiadomość - w Czerwonym słońcu poprzeczka poszła w górę w obu kategoriach. Potworów jest jakby więcej, są też plastyczniej opisane, a i pod względem stylu jest zdecydowanie lepiej: w końcu akcja potrafi złapać szybsze tempo i lepiej budować napięcie (cliffhanger na końcu to już klasa), a dialogi są mniej toporne. Do tego fabuła nie była tak boleśnie przewidywalna, jak w Pustej nocy, co też stanowi niewątpliwą zaletę.

Bardzo lubię wielowątkowość i mnogość perspektyw, w jakich autorka prowadzi narrację. Historię poznajemy nie tylko z perspektywy głównej bohaterki i jej przyjaciół, ale też wrogów czy pozornie całkowicie nieistotnych, pobocznych postaci, z którymi drogi Magdy nawet się jeszcze nie skrzyżowały. Czekam z ciekawością na kulminację tych wszystkich równoległych wątków w przyszłości, bo niektóre z nich sugerują, że dojdzie do widowiskowego zderzenia (oby!). 

Niestety, żeby nie było zbyt pięknie, Magda, którą bardzo lubiłam w pierwszym tomie, bo nie była standardową bohaterką YA (wiecie, jak to jest - wyszczekana, pusta małolata), teraz działała mi na nerwy, bo stała się swoim całkowitym przeciwieństwem. Dylematy w stylu "nie pójdę polować na strzygę, bo zrobiłam sobie manicure" totalnie nie pasują do dotychczasowego klimatu Żniwiarza (i przy okazji obniżają poziom humoru). Rozumiem ideę, że żniwiarz przyjmuje nowe ciało z dobrodziejstwem inwentarza, w tym z uciążliwymi zwyczajami, ale no kurna - powinny być pewne granice, a tu Magda-żniwiarz zachowuje się po prostu jak niezrównoważona, rozkapryszona idiotka. Cały czas.

Na szczęście do tej gorszej odsłony Magdy dołącza paru nowych bohaterów - w szczególności nowo odkryci kuzyni dziewczyny, Seba i Adi, typowe łyse osiłki o aparycji pasującej do imion. Stanowią oni, o dziwo, jeden z ciekawszych punktów książki i z czasem naprawdę zaczynają budzić sympatię. Zaczynam się tylko zastanawiać, czy autorka nie przesadza trochę z łatwością, z jaką każe kolejnym osobom akceptować obecność nawich na świecie. Ja rozumiem, że ciężko jest zanegować istnienie potworów, gdy stanęło się z nimi oko w oko, ale jednak bardziej wiarygodnie byłoby, gdyby przejście nad tym faktem zajmowało ludziom trochę więcej czasu, bo póki co wszyscy reagują takim "aha, dobrze wiedzieć" i najlepiej od razu ruszyliby ganiać za nawimi z krzyżykiem i czosnkiem.

Powyższe mankamenty nie psują jednak w żadnym razie przyjemności z lektury. Spotkałam się z teorią, że drugi tom rzadko dorównuje pierwszemu. Cóż, jeśli to prawda, to Czerwone słońce zdecydowanie nie jest "typową" kontynuacją - książka jest mroczniejsza, bardziej złożona i zdecydowanie bardziej dopracowana od poprzedniczki. Pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby Paulina Hendel nie spoczęła na laurach i doprowadziła tę historię do końca przynajmniej w równie dobrym stylu.



Tytuł: Czerwone słońce 
Seria: Żniwiarz #2 (#1) 
Autor: Paulina Hendel 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 432



Za Czerwone Słońce
dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:


8 komentarzy:

  1. O cyklu sporo słyszałam, ale w sumie brakowało mi konkretów. Twoja recenzja to bardzo dobra, rzeczowa opinia, który trafia w mój gust, więc "Żniwiarz" (oczywiście od pierwszego tomu) zostanie zapamiętany i jak będzie okazja to bez wątpienia przeczytam. :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam pierwszy tom na swojej półce. Jak już przeczytam to pewnie sięgnę również po ten. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze do czynienia z tą serią, zresztą nawet nie przepadam za seriami szczerze mówiąc, ale jeśli warto- to czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Z jednej strony te słowiańskie klimaty mnie kuszą, a z drugiej nie wiem czy chce się pakować w kolejne YA, które jak na razie nie prezentuje "najwyższych lotów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to jest dylemat ;) zwłaszcza że nawet wsród YA można znaleźć większe perełki. Sama zastanawiam się nad kontynuacją niektórych serii, bo co z tego, że są "tylko dobre"...

      Usuń
  5. Nie czytałam, ale myślę, że z chęcią ja nadrobię :)

    Pozdrawiam Agaa
    https://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Żniwiarz dalej czeka na półce i aż wstyd, że dalej po niego nie sięgnęłam :( ale ostatnio czuję, że muszę zrobić przerwę w młodzieżówkach... pewnie nie na długo :D Szkoda, że główna bohaterka tak się zmieniła, czuję, że u mnie też mogłoby to wywołać irytację :(
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  7. A tom pierwszy nadal przede mną... Siedzi na Kindelku i krzyczy "weź mnie, weź mnie!" i nawet chciałabym, tylko że tyle jeszcze książek mam do przeczytania, że ciężko znaleźć czas. Dobrze wiedzieć, że jak już się zabiorę za "Żniwiarza", to z perspektywą pozytywnego rozwoju cyklu:)

    OdpowiedzUsuń