niedziela, 4 lutego 2018

Majestat: Królewska Korona - recenzja gry

Jakiś czas temu ogromną furorę wśród początkujących (i nie tylko) planszówkowiczów robił Splendor - gra, w której zbieraliśmy kamienie szlachetne i kupowaliśmy kopalnie, starając się zadowolić gusta możnowładców. Tyle z opisu - klimatu nie było w tym za grosz, była za to bardzo sprytna mechanika i świetne, pokerowe żetony. Marc Andre, autor tego hitu, wypuścił ostatnio nowy tytuł: Majestat, wydany u nas przez wydawnictwo Bard. Tym razem będziemy zarządzać królestwem i jego mieszkańcami... tyle w teorii. A jak wypada praktyka?

Zawartość i wykonanie

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Pudełko z zawartością
Pod (paskudnie brzydką ;)) ilustracją na pudełku kryją się przede wszystkim przyzwoitej jakości karty. Grafiki na kartach są specyficzne - niektórym graczom styl ilustracji nie przypadł do gustu, ale mi te lekko przesłodzone obrazki jak najbardziej się podobają. Miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że grafiki na małych kartach postaci różnią się między sobą detalami.  W praktyce oczywiście w czasie gry, która trwa w porywach 15 minut, a tura gracza zajmuje często kilka sekund, miejsca i czasu na podziwianie detali zbytnio nie ma, ale jednak taka dbałość cieszy oko.

No i najważniejsze... żetony, symbolizujące pieniądze i klejnoty, a w praktyce - punkty zwycięstwa. Nie jest tu co prawda aż tak bogato jak w Splendorze - "pieniążki" są sporo mniejsze i lżejsze, ale otrzymujemy ich aż 70 (nominały 1, 2, 10, 50 i 100). Zastąpienie ich tekturowymi odpowiednikami pewnie znacznie obniżyłoby koszt produkcji gry i jej cenę wyjściową, ale z drugiej strony - czy obcowanie z Majestatem byłoby wtedy równie przyjemne...? Pewnie nie.


Przygotowanie i zasady gry

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Pole gry - królestwo jednego gracza
+ kartyto wyboru
Aby przystąpić do gry w Majestat, każdy gracz musi stworzyć swoje królestwo, składające się z 8 przylegających do siebie kart. Ustalamy, czy gramy po stronie A (łatwiejsze punktowanie), czy B (trudniejsze zasady). Każdy dostaje też kartę wioski i 5 meepli-robotników, którzy pomagają w zdobywaniu kart. Następnie należy przygotować talię postaci (w zależności od liczby graczy, odrzuca się część talii z numerem 1) i wyłożyć sześć z nich.

W swojej turze gracz wykonuje tak naprawdę tylko jedną akcję - dobiera jedną z wyłożonych kart postaci i używa jej do aktywacji odpowiedniego budynku. Pierwsza karta od lewej jest darmowa; aby zdobyć karty położone bardziej po prawej, gracz musi położyć po 1 meeplu na każdej poprzedzającej go postaci (meeple pozostają na karcie i zostaną potem zabrane przez gracza, który ją weźmie).

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Aby wziąć gospodarza tawerny, gracz
kładzie robotników na 2 wcześniejszych kartach
Po dokonaniu wyboru, gracz  kładzie kartę w odpowiadającym jej miejscu królestwa (młynarka idzie do młyna, rycerz do koszar itd.) i natychmiast aktywuje działanie danej lokacji i pobiera dobra, które mu przysługują. Na koniec tury gracza sprawdzamy liczbę meepli w wiosce - można mieć ich tylko 5 (tyle jest miejsc na karcie), resztę wymieniamy na pieniądze w stosunku 1:1.

Akcje specjalne kart wyjaśnione są na dole pod postacią stosunkowo czytelnych symboli, a wątpliwości rozwiewa podsumowanie lokacji na osobnej kartce, którą znajdziemy w pudełku (i dobrze, bo działania kart bynajmniej intuicyjne nie są). Nowi mieszkańcy dają nam punkty oraz poddanych; trzy karty mają dodatkowo działania specjalne - rycerz napada na sąsiednie królestwa i wysyła po jednej postaci u przeciwników do szpitala, obrońca może zapobiec takiemu atakowi, a moc czarownicy pozwala uleczyć chorego w szpitalu i przywrócić jego kartę na właściwe miejsce.

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Wcale-nie-tacy-sami rycerze
Rozgrywka toczy się do momentu, gdy któryś z graczy zbierze 12 kart postaci, a o zwycięstwie decydują oczywiście punkty:
- liczba punktów zebrana w żetonach;
- punkty za liczbę lokacji, przy których mamy mieszkańców, podniesionej do kwadratu (jeśli mamy ludzi w 5 lokacjach, otrzymamy 25 punktów, itd.);
- liczby punktów za największą populację, rozpatrywaną osobno dla każdej lokacji.

Sumę tych trzech składników pomniejsza o liczbę punktów za osoby, które tkwią w naszym szpitalu. Zwycięzcą zostaje gracz z największą liczbą punktów.


Skalowanie, regrywalność, interakcja

Gra skaluje się, o dziwo, znakomicie - tak naprawdę nie widać wielkiej różnicy pomiędzy rozgrywką dwuosobową, a czteroosobową. Owszem, w większym gronie wyłożone karty szybciej "schodzą" i musimy jeszcze częściej korygować naszą bieżącą taktykę, ale ogólne wrażenie pozostaje takie samo jak w grze na dwie osoby. Jest to dla mnie ogromny atut tego tytułu. Nawet negatywna interakcja (w Majestacie występująca pod postacią rycerza, atakującego inne królestwa) pozostawia podobne wrażenie, bo w większym składzie i tak nie atakujemy jednego, wybranego przeciwnika - zawsze rozpatrujemy nasz atak w stosunku do każdego gracza.

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Strażnica w dwóch wariantach
Regrywalność Majestatu osiągnięto dzięki dwustronnym kartom wioski, zwłaszcza że nie musimy ustawiać całego "królestwa" tylko na jedną literę: jedne lokacje można ułożyć na stronie A, inne jako B (jedyne ograniczenie to to, że każdy gracz musi ustawić wioskę w taki sam sposób). Inne ułożenie kart zmienia zależności między kartami, wymuszając inne podejścia strategiczne w każdej grze. W ten sposób dostajemy zaskakującą ilość wariantów, które sprawią, że rozgrywka w Majestat za każdym razem będzie inna, a sama gra raczej prędko się nie znudzi, czego można byłoby się obawiać, biorąc pod uwagę krótki czas trwania pojedynczej partii.


Wrażenia z gry

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Królestwo się rozrasta
Majestat, mimo ewidentnych starań autora i wydawców, jest kompletnie pozbawiony klimatu, a i jego powiązań z mechaniką lepiej w ogóle nie szukać. Niby zarządzamy królestwem (które ewidentnie składa się z jednej wioski), ale kompletnie tego nie czuć; nie da się też logicznie wytłumaczyć mechanizmu płacenia poddanymi za werbowanie do wioski nowych mieszkańców, a tym bardziej sprzedawania nadwyżkowych poddanych (w niewolę...? ;)) pod koniec tury. Muszę jednak Majestatowi przyznać, że ten sztucznie doklejony temat absolutnie nie przeszkadza, bo mechanika działa bezbłędnie i jest bardzo satysfakcjonująca.

Byłam zaskoczona tym, jak elegancki gameplay zaoferowała mi ta pięknie wykonana karcianka. Zasady wyjaśnia się dosłownie w trzy minuty, a jedyny problem mogą stanowić ikonki na kartach, które - jak się okazało - wcale nie są takie intuicyjne do odczytania, zwłaszcza dla niedzielnych graczy.

Krótki czas rozgrywki (ok. 20 minut) jest sporym atutem - to obecnie jeden z bardziej eleganckich fillerów w naszej kolekcji - a gra ma duży syndrom kolejnej partii, bo w końcu piętnaście minut nas nie zbawi, a tym razem na pewno uda nam się odegrać! Jeśli jednak do kogoś nie przemawia gra, którą można skończyć w 15  minut, to mam dobrą wiadomość: cel gry (12 kart poddanych) jest bardzo umowny i spokojnie można grać choćby i do 15 czy 20 kart (dostosowując do tego uprzednio talię), co oczywiście otwiera szersze pole do manewru i zauważalnie wydłuża rozgrywkę.

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Żetony, żetony, żetony... :)
Pewien minus znalazłam, o dziwo, właśnie w pięknie wyprodukowanych, plastikowych monetkach. Nie wiem jakim cudem zapadła decyzja, żeby nie zrobić wśród nich wartości 5, ale w czasie rozgrywki widocznie odczuwa się brak czegoś pomiędzy 2 a 10. Nie skłamię mówiąc, że 1/3 faktycznego czasu spędzonego nad tą karcianką to... wymienianie pieniędzy (na szczęście może się odbywać w czasie tury innych graczy). Niskich nominałów zaczyna brakować szybko już w grze dwuosobowej, a przy większej liczbie graczy często ma się wrażenie, że następuje to natychmiast, co jest mocno frustrujące.


Splendor killer?

Ze względu na wspólnego autora oraz nieco podobny styl rozgrywki (prosty karciany filler, w którym dobieramy karty w celu maksymalizacji zysku), trudno ustrzec się przed porównaniami Majestatu do jego starszego brata. Co - oprócz wspomnianego już braku klimatu - mają ze sobą wspólnego te dwa tytuły?

Przede wszystkim - prostą, dobrze działającą mechanikę. Rozgrywki są podobnie dynamiczne, o ile oczywiście nie gramy z osobami cierpiącymi na paraliż decyzyjny (ale z takimi nie gra się ani w Splendor, ani w Majestat - nic tak nie zabija przyjemności z małej gry jak ktoś, kto kalkuluje każdą opcję i spędza nad swoim ruchem 3 minuty zamiast 10 sekund). W Majestacie brakowało mi trochę tej przyjemnej satysfakcji z rozbudowy własnego silniczka, która w Splendorze była bardzo wyczuwalna. Majestat daje raczej satysfakcję z optymalizacji i tworzenia ciekawych kombosów z kart: jak wycisnąć najwięcej punktów z tych kart, które akurat pojawiły się odsłonięte. Nie jest to zarzut, ale pokazuje, że wrażenia z rozgrywek w te dwa tytuły są jednak zupełnie inne.

Majestat: Królewska Korona - wydawnictwo Bard
Rozgrywka w trakcie
Co więcej, mimo prostoty zasad Majestatu, Splendor pozostaje grą wyraźnie łatwiejszą, głównie ze względu na liniowość rozgrywki i brak ikonek: okazało się, że bywają one mylące dla totalnych, planszówkowych laików i wymagają częstego rzucania okiem na kartę z podsumowaniem zasad, czego w Splendorze w oczywisty sposób nie doświadczamy. Jednakże, choć obecnie to Majestat sprawia nam więcej satysfakcji ze względu na większą głębię rozgrywki i częściej wraca na stół, myślę, że w ostatecznym rozrachunku w kolekcji znajdzie się miejsce i dla niego, i dla Splendora.


Podsumowując...

Cieszę się, że gra nie została przekombinowana i nie udaje czegoś, czym nie jest - a nie jest ani mózgożerem, ani tytułem wymagającym dalekosiężnych stategii. Jest za to eleganckim, ładnie wykonanym fillerem z czasem trwania do 20 minut, który podbił nawet serce mojego męża, na ogół nie przepadającego za takimi małymi, karcianymi tytułami. Tempo rozgrywki i mnogość opcji, za które możemy punktować, sprawiają, że gra ma wystarczającą głębię, co w połączeniu z łatwymi zasadami sprawia, że siądziecie do niego praktycznie z każdym, od gracza początkującego po planszówkowego wyjadacza.


Plusy:
+ proste zasady z dobrą instrukcją;
+ ładne wykonanie;
+ dynamiczna rozgrywka, krótkie tury gracza;
+ spora regrywalność;
+ możliwość stopniowania trudności;
+ dobra skalowalność.

Minusy:
- kompletny brak klimatu;
- brak "piątek" w monetach, powodujący nieustanną konieczność wymieniania nominałów;
- rysujące się pudełko.


Tytuł: Majestet: Królewska Korona 
Autor: Marc Andre 
Ilustracje: Anne Heidsieck 
Wydawca: Bard 
Czas gry: 15-30 minut (pudełkowe 20-40 minut) 
Liczba graczy: 2-4



Za egzemplarz Majestatu
dziękuję wydawnictwu BARD:
 Wydawnictwo BARD


2 komentarze:

  1. Dla mnie Splendor Killer zdecydowanie, przynajmniej wiecej drog do zwycięstwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zaleta. Ale generalnie gry wydają się wystarczająco różne, żeby jednak dać żyć obu ;) Majestat chyba bardziej pasuje mi wizualnie.

      Usuń