czwartek, 1 lutego 2018

Kulturalne podsumowanie stycznia


Nowy Rok rozpoczął się... spokojnie. Po początkowej stagnacji czytelniczej udało mi się ukończyć 5 książek - może niedużo, ale za to naprawdę dobrych. Do tego kilka nowych tytułów planszówkowych i jeden film animowany, który rzuca na kolana.



Przeczytane

Poniżej w kolejności od tej "najbardziej NAJ" do tej "nieco mniej NAJ"...


1. Szympansy z azylu Fauna - Andrew Westoll
Zdecydowany numer 1. Jeśli w podsumowaniu 2018 roku zawrę kategorię "najbardziej poruszająca książka roku", to to styczniowe odkrycie z pewnością znajdzie się na podium. Autentyczna historia małp, które przez lata służyły ludziom do mniej lub bardziej przerażających, ale cały czas bezsensownych eksperymentów, od tych medycznych po wykorzystanie jako żywe manekiny w testach zderzeniowych pojazdów. A także historia ludzi, którzy poświęcili wszystko, by zmniejszyć skutki bezgranicznego zła, które już się stało... i dzieje się cały czas. W trzech słowach: wstrząsająca, wzruszająca, ciężka. Ale piękna.


2. Myszy i ludzie - John Steinbeck
Pomysł na lekturę ściągnięty od Kirimy. Książka zostawiła mnie z "kacem książkowym" - a to przecież nie jest częste w przypadku pozycji, które nie mają nawet 100 stron! Czyste emocje i problemy społeczne z tego rodzaju, które zostawiają człowieka w bezruchu, z mętlikiem w głowie i pytaniem "ale jak to?!", które potem przeradza się w pełne goryczy zrozumienie, że pewne rzeczy nie mogły potoczyć się inaczej. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.


3. Okrutna Pieśń - Victoria Schwab
Najlepsza młodzieżówka fantasy, jaką czytałam od dawna - z klimatem, dobrą narracją, fajnymi bohaterami i bez rozmemłanego wątku romantycznego, który cechuje 90% literatury tego typu. Jednoczesnie najgorzej wydana książka, jaka wpadła mi w ręce w życiu (może konkurować tylko z Shogunem z Vis-a-vis) - dialogi "posklejane" z narracją, kursywa nie tam gdzie trzeba i błędy językowe, sugerujące brak korekty (spoiler: korekta była, ktoś się pod nią podpisał na stronie redakcyjnej!).


4. Anna In w Grobowcach Świata - Olga Tokarczuk
Przygoda z Tokarczuk, rozpoczęta od Prowadź swój pług przez kości umarłych, trwa. Tutaj mamy retelling sumeryjskiego mitu o Inannie, która - tym razem jako Anna In - trafia do grobowców świata, skąd jej siostra, bogini podziemi, nie zamierza jej wypuścić. A przecież równowaga między życiem i śmiercią musi zostać zachowana... Mit sprzed kilku tysiącleci uwspółcześniony został w lekko antyutopijnym stylu  (na zasadzie biurokratyzacji świata) i ubrany w bardzo (bardzo!) specyficzną narrację, pełną niedopowiedzeń, powtórzeń i wyliczeń rodem z oryginalnego mitu. Zupełnie nie wiem, czy książka mi się podobała, czy nie, ale jakoś nie mogę o niej zapomnieć.


5. Żniwiarz #2: Czerwone słońce - Paulina Hendel
Podobnie jak w przypadku drugiego tomu Jaaru, tak i w serii Żniwiarz zmiany na dobre - widać, że nasi polscy nowicjusze w YA rozpisują się i zaczyna im to wychodzić. Niestety, bohaterka, którą lubiłam w pierwszym tomie, w obecnym doprowadza mnie do szału. I nic to, że jest to uzasadnione fabularnie...




Oprócz tego "in progress": czytam równolegle Endymiona (papierowego), Metro 2033 (na czytniku, już chyba od pół roku... wstyd) oraz Czterdzieści i cztery (na Legimi w komórce). Plan na luty: zamknąć te lektury. Więcej planów nie robię na razie, bo jak widać nie udało mi się za bardzo przeczytać żadnej ksiązki po angielsku, a przeciez co miesiąc jakaś miała się pojawić... Cóż, tak to z planami bywa :(


Ograne



1. Majestat
Tu - wielkie zaskoczenie. Malutka gierka na 15-20 minut, ale ślicznie wykonana, z ładnymi grafikami i, najwazniejsze, bardzo sprytnie działająca. Jest to gra tego samego autora, co szerzej znany Splendor, ale pozwalająca na nieco większe kombinowanie. Niedługo wrzucę recenzję :)



2. Niagara
Niagara, czyli bardzo stara gra z bardzo ciekawą mechaniką i jeszcze ciekawszą planszą, układającą się na kształt wodospadu, z którego możemy sobie radośnie spaść w naszym kanoe. Niagara powinna trafić do zestawienia grudniowego, bo ogrywana była przed sylwestrem, ale rzutem na taśmę wpadła do stycznia (bo o niej zapomniałam). Niestety, jest grą problematyczną: mój mąż odmówił jakichkolwiek dalszych rozgrywek i na hasło "Niagara" mówi "ależ to zła gra jest", mnie - nawet się podobało.


3. Pandemic: Czas Cthulhu
Było zaskoczenie, jest i rozczarowanie. Ogromne! Bo klasyczną Pandemię lubimy, a tutaj wydawało się, że będzie to samo, tylko w ładniejszym klimacie (no bo Cthulhu). Obiecująca grafika, lovecraftowy temat świetne figurki nie sprawiły jednak, że Czas Cthulhu zdejmie z naszej półki "standardową" wersję: jest zwyczajnie za prosta. Ogramy ją jeszcze na wyższych poziomach zaawansowania, ale generalnie nie udało nam się jeszcze przegrać, nawet na wyższych poziomach zaawansowania. Co gorsze, nie czułam tu kooperacji - walcząc z chorobami w klasycznej Pandemii ciągle wymienialiśmy karty i wspólnie planowaliśmy, a tu było na tyle prosto, że każdy chodził i działał z tym, co przyszło mu na rękę. Szkoda!


4. Gwint
Papierowa wersja karcianki rodem z gry komputerowej o naszym rodzimym Wiedźminie. Cztery pięknie wykonane talie, ze świetnymi ilustracjami i... niemające totalnie nic wspólnego z książkowym gwintem z sagi Sapkowskiego.  Ale to nic, bo i tak jest przyjemnie, nawet jeśli przegrywam 3/4 partii ;)


5. Quadropolis
Quadropolis po prostu zaliczyło powrót, ale tym razem ogrywamy je w trybie "Expert". Nazwa sugeruje, że rozgrywka zmieni się w coś trudniejszego, ale osobiście nie odczułam większej złożoności: nadal jest to przyjemne układanie miasteczka z kafelków, ale dzięki dwóm nowym rodzajom budynków mocno różnicuje się strategia (bo siłą rzeczy z czegoś musimy zrezygnować). Jedyny zarzut - setup, obsługa bieżąca i składanie gry zajmuje tyle, co sama rozgrywka...


6. Wielka Wystawa Dinozaurów
Na koniec mój hit styczniowy! Wcielamy się w role paleontologów (całkiem dosłownie - każdy losuje kartę ważnej dla paleontologii postaci historycznej, z jej określoną umiejętnością specjalną) i wyruszamy na wykopaliska zdobywać kości, z których potem budujemy w tajemnicy własne dinozaury. Przyjemność ze składania kolorowych patyczków w najbardziej absurdalne gady i nie-gady jest nieziemska, a sama gra oferuje zaskakująco dużo głębi dzięki ukrytym kartom celów oraz wyznaczaniu kategorii na wystawy.

7. Cinque Terre
Klasyczna gra z mechaniką pick-up-and-deliver, czyli mamy określoną liczbę ruchów i musimy rozplanować je tak, żeby zebrać jakieś elementy i zawieźć je w inne miejsce. W tym przypadku zbieramy owoce i warzywa w pięknym, włoskim Cinque Terre (a raczej na pięknej, kolorowej planszy) i sprzedajemy je w okolicznych wioskach, realizując tajne kontrakty i walcząc o te ogólnodostępne. Ogólne wrażenia są pozytywne, ale gra zdecydowanie wymaga dalszych testów...






Obejrzane

No cóż, ewidentnie nie poszliśmy w ilość ;) Obejrzałam cały jeden film animowany:

Coco (reż. Lee Unkrich)
Och, ależ to było dobre! Chwała Disneyowi za sięganie po motywy z "dalekich" kultur; tu dodatkowo wypadło to znacznie lepiej niż choćby w Vaianie. Świetny klimat, świetna tematyka - standardowy wątek "poszukiwania tego co ważne" i "walki o to, co się kocha" osadzony w klimacie meksykańskiego Día de Muertos, gdy martwi przychodzą odwiedzić swoje żyjące rodziny... lub odwrotnie. Podobało mi się wszystko - od animacji, przez piosenki i muzykę, aż po humor, który po raz pierwszy od dawna nie wydał mi się prymitywny i wsadzony na siłę. REWELACJA.

 ~

A jak Wam minął początek roku? Chętnie usłyszę, jakie perełki trafiły Wam w ręce w ubiegłym miesiącu :)

Macie jakieś czytelnicze postanowienia - i, jeśli tak, to czy udało Wam się zacząć je realizować już od początku roku? :) 

23 komentarze:

  1. O rany, gwint. :D Totalnie tego nie znam, a Wiedźmina growego uwielbiam, jednak w trójkę grać nie mogę, bo mam za słaby komputer. :(
    Czterdzieści i cztery dostałam w tym miesiącu od Kam, ale pewnie trochę odleży zanim się za nie wezmę. Teraz (fanfary!) w końcu wzięłam się za Hyperiona. <3 Po niespełna roku marudzenia, że muszę to przeczytać. :P
    4-5 książek na miesiąc to moim zdaniem wynik w sam raz... przynajmniej u mnie to zawsze oscyluje wokół tych liczb. W styczniu będzie podobnie, a ze względu na sesję wybierałam krótkie, lekkie lektury. :) Co mi się właściwie kłóci z tym, że wzięłam się za Hyperiona, bo sesji jeszcze nie koniec, ale najcięższy okres za mną. Chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam tylko "trójkę"... i to biernie, bo grywa Dawid, a ja mu patrzę przez ramię. Próba samodzielnego prowadzenia Geralta kończy się frustracją, bo ja nie umiem ogarnąć kamery i chodzenia we właściwym kierunku :D
      Gwint okazał się mega pozytywny, zwłaszcza przez grafiki <3

      Jej, mam nadzieję, że Hyperion przypadł Ci do gustu. Jakoś tak się cieszę, jak ktoś go czyta :D pewnie dlatego, że najchętniej zrobiłabym z niego jakąś lekturę obowiązkową (nie-szkolną), czy coś ;)

      Usuń
  2. ''Myszy i ludzie'' to książka, którą na pewno przeczytam. ;) Mi początek roku minął za szybko i nie udało mi się przeczytać tylu książek ile planowałam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie planuję :) teraz w lutym czytam równocześnie same grubaśne pozycje i widzę, że liczbowo tego dużo nie wyjdzie... chyba ze zacznę strony liczyć ;)

      Usuń
  3. Słyszałam, że Coco jest świetne! Bardzo lubię filmy animowane, więc na pewno zobaczę.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza bajka jaka wyszła od wielu lat, moim zdaniem :)

      Usuń
  4. Kompletnie zapomniałam, że miałam wielką ochotę obejrzeć tę bajkę! Dzięki za przypomnienie mi. :P A co do przeczytanych książek - u mnie też było coś około 5 tytułów - ale nie liczy się ilość, tylko jakość, a nie ma sensu zmuszać się do czytania tylko po to, aby cyferka przeczytanych książek na koniec miesiąca była wyższa. ;)
    Pozdrawiam!
    https://recenzjeklaudii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :) I też wychodzę z założenia, że liczy się jakość - w podsumowaniu ubiegłego roku wyszło mi, że w sumie całkiem sporo słabych pozycji przewinęło się przez moją półkę. W tym roku mam nadzieję staranniej dobierać lektury.

      Usuń
  5. Planuję Okrutną pieśń oraz Żniwiarza, choć do tego drugiego nie mam zbyt wielkich oczekiwań :) Coco nam pani puściła na zastępstwie na jakiejś lekcji, ale obejrzeliśmy tylko początek. Skoro fajne, to może kiedyś sobie dokończę, ale na razie nie mam tego w planach :P
    Gratuluję wyników i życzę powodzenia w lutym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żniwiarz przy Okrutnej pieśni wydaje się wprawką początkującego literata ;) ale czytało się go przyjemnie.

      Usuń
  6. Naprawdę zazdroszczę Okrutnej pieśni. Sama chciałabym się zabrać jak najszybciej za tą pozycję :D
    W planach mam jeszcze Żniwiarza jednak to najpierw muszę zdobyć również pierwszy tom :)
    Naprawdę niezły wynik :)
    Pozdrawiam, Tiggerss
    https://tiggerssreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Okrutna pieśń mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, naprawdę. Rewelacja :D

      Usuń
  7. Żadnej animacji nie odpuszczę, więc "Coco" będzie przeze mnie obejrzane. Kiedyś ;) Liczę, że uda mi się przed Oscarami, ale trudno stwierdzić czy zdążę.
    "Okrutna pieśń" również mi się podobała. Autorka świetnie wykorzystała ciekawy pomysł na fabułę. No i też przypadło mi do gustu to, że praktycznie nie było wątku romantycznego :D Jak widać można napisać młodzieżówkę bez miłosnych dylematów :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś wcale nie ciągnęło, obejrzenie było spontaniczną decyzją. I nie żałuję, bo naprawdę zachwycające :)
      Cieszę się, że Okrutna pieśń Tobie również sie podobała. To straszne, co robią z nami młodzieżówki, że człowiek najbardziej się cieszy z brak romansów xD

      Usuń
  8. Z przeczytanych przez Ciebie znam tylko "Myszy i ludzie".
    Zaś Metro to chyba Cię nudzi, tyle czasu w tym samym stadium. "Czterdzieści i cztery" świetna pozycja, skończyłam w styczniu i już czekam na wznowienie "Zadry". :)
    Mój miesiąc o dziwno bardziej niż owocny, ale jako podróżniczka autobusowa mam przewagę. Prawie godziny dziennie na czytanie w środkach komunikacji, to się odbija na ilości przeczytanych książek. ;)
    Postanowień nie robiłam, ale jestem trochę sobą zawiedziona, bo zaczęłam "Knižnica duši" i książka leży. Ale może to przez koniec roku finansowego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Update lutowy: Tadaaam - skończyłam Metro! Tak tylko powiem :D Wiesz, to nie jest tak, że mnie ta książka nudziła. Klimat, pomysł, filozofia - podobało mi się bardzo. BARDZO. Tylko tak fatalnie mi się tę powieść czytało pod względem stylu, składni i czego tam jeszcze, że to aż niewiarygodne :( Pewnie się wyzewnętrznię w recenzji za jakiś czas.

      Czterdzieści i cztery też skończyłam i jestem pod duużym wrażeniem :)

      Tak, gdy jeździłam autobusami, to też jakoś kolejne książki wpadały ekspresowo ;) a teraz co najwyżej stoję w korku, tylko głupio wtedy wyjąć czytnik ;)

      Usuń
  9. Widzę, że wyjątkowo udany miesiąc, no cóż ja dopiero staram się.odetchnac i nadrobić lekturowe zaległości;)
    www.aleksndramistake.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne podsumowanie, ja z planszówek ostatnio wciągnęłam się w "Catan", ale te koszty dodatków i rozszerzeń powalają na kolana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że Catanu nie znam? :) Ale generalnie wiem, jak bogata jest ta seria... to zresztą jak z moimi ulubionymi rodzinnymi Pociągami - kolejne mapy kuszą, a kasa jakoś na ulicy nie leży ;)

      Usuń
  11. Niestety zadnej pozycji nie znam choc kilka wydalo mi sie ciekawych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie może nadrobisz przy okazji coś fajnego? :)

      Usuń
  12. Mówiąc szczerze o żadnej z tych propozycji nie słyszałam :)
    A zagrałabym w jakieś ciekawe gry :D

    https://xgabisxworlds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń