poniedziałek, 22 stycznia 2018

Prywatne życie łąki - John Lewis-Stempel


Strasznie dużo ostatnio książek przyrodniczych, zauważyliście? Mieliśmy już Sekretne życie drzew, mieliśmy Duchowe życie zwierząt, a nawet Sekretne życie krów (serio). Ponieważ ostatnio takie książki wybitnie do mnie przemawiają i dają wytchnienie po pracy, to siłą rozpędu sięgnęłam jeszcze po przepięknie wydane (stonowana kolorystyka, barwione na zielono krawędzie kartek, ilustracje - ach!) Prywatne życie łąki.


Autor tej książki - o jakże kreatywnym i wyłamującym się ze schematu tytule - to John Lewis-Stempel, mieszkający wraz z rodziną, zwierzętami gospodarskimi i psami na farmie, leżącej na pograniczu Walii i Anglii. Jego rodzina zamieszkiwała to miejsce od pokoleń, a sam autor darzy je niesłabnącą miłością. Nie dziwi więc fakt, że ta miłość przebija również z opisów, wypełniających jego opowieść. Niestety, oprócz tego przebija z nich także brak ogólnego pomysłu na książkę.

Prywatne życie łąki podzielone jest na dwanaście rozdziałów, odpowiadających poszczególnym miesiącom roku, a następnie na dni. I choć po ukończeniu lektury czułam, że odmalowany przez autora obraz łąki jest zadziwiająco kompletny i faktycznie pozwala spojrzeć na ten mały, a jednocześnie bogaty światek z perspektywy zmian pór roku - jak budzi się, rozwija, tętni życiem, aby potem cicho przygotować się do zimowego snu - to podobne wrażenia absolutnie nie towarzyszyły mi podczas lektury. Choć cała opowieść krąży tu jakoś wokół natury, można w pewnym momencie zauważyć, że zdecydowanie za mało jest... łąki w łące.

"Łąka jest dziś w kiepskim nastroju. Przygnębiona. Ponura. Olchy rosnące wzdłuż rzeki zdają się szukać czegoś w sinym chłodzie. Wokół nic, tylko trzy pliszki siwe. Drobna iskierka radości. Jedyna żywa istota w zasięgu wzroku. Oczywiście to ja jestem ponury. Łąka jedynie odbija pogodę i ludzki nastrój."

Przede wszystkim tytuł jest poważnie mylący: to, co stworzył John Lewis-Stempel, to nie jest Prywatne życie łąki - to Prywatne życie mieszkańca Herefordshire, który często wychodzi na łąkę. Narracja obfituje w przemyślenia lingwistyczne i etymologiczne, cytaty (większością kaprawo przetłumaczone) klasyków angielskiej poezji i dywagacje nad lokalnymi zwyczajami. Efekt jest mocno przegadany i patetyczny, czemu nie pomaga też mało zgrabne tłumaczenie. Miałam wrażenie, że autor sporządził zestaw notatek pseudo-przyrodniczych, których potem nie potrafił rozbudować, więc pouzupełniał fragmentaryczny tekst swoimi popisami erudycji i badaniami nad pochodzeniem nazwy jego łąki od czasów staroangielskich, co dla polskiego czytelnika nie jest ani szczególnie zrozumiałe, ani interesujące. 

I gdzieś między tymi rozbuchanymi, pseudo filozoficznymi dywagacjami, w połowie akapitu, przemycane jest na przykład spostrzeżenie, że oto autor zobaczył borsuka, ale ten mu uciekł. I tyle, koniec borsuczej wzmianki, bo i o czym mówić więcej, jeśli tego dnia faktycznie nic więcej się nie wydarzyło...?  Oczywiście nieco dramatyzuję: na 312 stronach książki nie brakuje również pięknych, plastycznych opisów, trafnych obserwacji i dłuższych rozważań nad zachowaniem i zwyczajami zwierząt, ale potem są one przytłaczane przez pseudo naukową gadaninę.

Co gorsza, w oczy razi niekonsekwencja. Autor z jednej strony wykazuje się zrozumieniem dla, nazwijmy to, łańcucha pokarmowego - wie, że większe zwierzęta zjadają mniejsze i jest to całkowicie zgodne z prawem natury. Obserwuje toczącą się walkę o byt ze zrozumieniem i szacunkiem. Walczy o odgórny zakaz polowania na lisy. A później... z rozbrajającą szczerością wyznaje, że jeśli lis porwie mu kurę, to bierze strzelbę w dłoń i nie spocznie, póki nie weźmie odwetu, albo wspomina swoje polowania na lisy z końskiego grzbietu. Uzasadnia to potem faktem, że lisów nie rozumie, bo są tajemnicze, ale jak dla mnie to kiepski argument wobec braku logiki, którą sam prezentuje.

Po zakończeniu lektury, oprócz wspomnianego już stosunkowo pełnego obrazu zmian, jakie zachodzą na łące przez dwanaście miesięcy roku, towarzyszyło mi głównie pytanie: "o czym ty, człowieku, tak naprawdę chciałeś tu napisać?". Z pewnością niejeden czytelnik odbierze styl autora jako poetycki i znajdą w nim odskocznię od współczesnej bieganiny, jednak... cóż, w tym przypadku chyba nie znalazłam się we właściwej grupie odbiorców.




Tytuł: Prywatne życie łąki 
Autor: John Lewis-Stempel 
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Liczba stron: 312
  

17 komentarzy:

  1. Nie czytałam nigdy tego typu książek - mam chyba jedną albo dwie na półce, ale póki co czekają na swoją kolej. Zdecydowanie tego typu pozycje ujmują wydaniem - zazwyczaj jest on bardzo ładne i przyciąga wzrok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...szkoda, że w tym przypadku na wydaniu się skończyło ;) Ale można w tej "dziedzinie" też znaleźć perełki, więc daj szansę temu egzemplarzowi na swojej półce :)

      Usuń
  2. Ja jako przyrodnik znalazłam w książce kilka ciekawych informacji na temat różnych gatunków roślin i zwierząt. Parę sobie nawet wynotowałam, bo egzemplarz książki miałam biblioteczny. Całkowicie bym tej pozycji nie przekreślała. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś ciekawego. A podział rozdziałów na 12 miesięcy wg mnie to był fajny pomysł. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, akurat ten podział jak najbardziej mi pasował. Sęk w tym, że w żadnym z dwunastu rozdziałów nic mnie nie zachwyciło ;) a to już problem.

      Usuń
  3. Lubię tego typu książki :) zawsze interesowałam się przyrodą, a dzięki takim publikacją mogę na nią spojrzeć z innej strony :)

    Pozdrawiam, ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię :) dlatego żałuję, że ta akurat wypadła tak słabo / nijako.

      Usuń
  4. Nie wiem czy potrafiłaby mnie taka książka zainteresować, może kiedyś zaryzykuję i się przekonam :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale lepiej zaryzykuj z czymś innym, co? ;)

      Usuń
  5. Twoja opinia nie jest zbyt zachęcająca :D Ja mam na razie na półce "Duchowe życie zwierząt" i liczę na ciekawą lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Duchowe..." mi się akurat bardzo podobało, tutaj nie ma co porównywać :)

      Usuń
  6. Mnie jakoś do takich książek nie ciągnie, a jak widzę ta jest o wszystkim i niczym. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybitnie, z naciskiem na "o niczym" ;)

      Usuń
  7. A już myślałam, że to pozycja podobna do "Sekretów roślin". Pasuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydownie nie jest to nic tej klasy ;)

      Usuń
  8. Ech, teraz można naprawdę napisać książkę o wszystkim i niczym i jeszcze Ci ją ładnie wydadzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a potem sroki okładkowe będą się nacinać ;)

      Usuń
  9. Kupuję takie książki córce. Dzięki za ostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń