piątek, 19 stycznia 2018

Miszmasz! - recenzja gry twórców Jungle Speed


Prawie każdy fan gier „imprezowych” spotkał się kiedyś z Jungle Speed (lub jej brzydszym i nieco mniej legalnym klonem, Prawem dżungli) - grą z drewnianym totemem i talią kwadratowych kart, pełnych na pozór identycznych wzorów. Gra bazowała na spostrzegawczości i rozróżnianiu wzorów na odsłanianych kartach. Jungle Speed dostał właśnie godnego zastępcę od (między innymi) tego samego autora - kolejną grę na spostrzegawczość, od której dostaje się oczopląsu, mózg się gotuje, a każda karta wygląda tak samo: przed Wami świetny Miszmasz!


Co w pudełku?

Metalowe pudełko z wypraską
W niedużym, metalowym pudełku (moje ulubione, solidne rozwiązanie w tego typu małych gierkach) znajdziemy 135 kart. Myli się jednak ten, kto spodziewa się kart niczym w Jungle Speed - Miszmasz! zawiera niepozorne, małe karty. W praktyce okazało się, że jest to wymiar idealny i nic większego nie miałoby racji bytu - chwilami pula dostępnych wzorów jest naprawdę duża i wyłożone karty zajmują sporo miejsca.

Karty mają (genialne) grafiki, od których można dostać oczopląsu, i są dwustronne - po każdej stronie jest inna grafika i to, która wejdzie do gry, zależy tylko od tego, w jaki sposób karta zostanie akurat wyłożona.


Jak grać?

Miszmasz! to tak naprawdę trzy gry w jednej: twórcy zadbali o zawarcie w instrukcji kilku wariantów o różnym stopniu interakcyjności, dzięki czemu grę można lepiej dostosować do oczekiwań grupy.


Wariant rywalizacyjny

Przykładowe pole gry
...mogę już powiedzieć, że jest to nasz ulubiony „sposób na Miszmasz!”. Każdy gracz dostaje stosik kart (w przybliżeniu taki sam objętościowo), które kolejno wykładane są - po jednej - na środek stołu, do ogólnodostępnej puli. Zadaniem graczy jest znalezienie identycznej pary kart: jeśli taki zestaw się pojawi, należy nakryć obie karty dłońmi, a następnie zabrać je do siebie. 

W grze biorą udział wszystkie widoczne karty - te wyłożone na środek stołu, wierzchnia karta na stosie gracza, a także wcześniej zebrane pary (co oznacza, że jeśli pojawi się trzecia karta tego samego rodzaju i będziemy dość szybcy, możemy zabrać drugiemu graczowi zdobyty przez niego wcześniej zestaw - cytując instrukcję, „rozbój w biały dzień”). Jeśli dwóch graczy „wystartuje” do tej samej pary i każdy z nich zakryje dłonią jedną z kart, obie karty są odwracane na drugą stronę i wchodzą do gry z innymi wzorami. W przypadku pomyłki - gracz musi oddać jedną ze zdobytych wcześniej par/trójek. Gra toczy się do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie 5 zestawów.

To jest para...
Gra jest niezwykle szybka i dynamiczna, a dzięki określonej liczbie par, które musimy zdobyć, by wygrać, nie ma tu problemu z dłużącą się rozgrywką. Jest za to solidny efekt „kolejnej partii”, bo przecież musimy się odegrać na zbyt spostrzegawczym przeciwniku: gdy Miszmasz! trafił u nas na stół po raz pierwszy, zagraliśmy w niego sześć razy z rzędu i gdyby nie inny tytuł czekający na swoją kolej, prawdopodobnie nie skończyłoby się tylko na takiej liczbie.


Wariant zespołowy

W wariancie zespołowym gracze dzielą się na drużyny i muszą  na odsłoniętej parze muszą zdobywać pary wspólnie - jeśli jeden z graczy położy rękę na jednej karcie pary, to inny gracz z jego drużyny musi położyć rękę na drugiej. Uwaga na odruchy bezwarunkowe - „przyklepnięcie” obu kart przez jedną osobę traktuje się jako pomyłkę!

Ciekawym rozwiązaniem jest stworzenie zestawu „wzorów na cenzurowanym” w przypadku, gdy jeden z zespołów jest większy. Wzory na cenzurowanym to trzy odsłonięte karty, do których większy zespół nie może szukać par (ale przeciwnicy - już tak). Jest to też opcja, którą instrukcja poleca wykorzystywać w sytuacji, gdy w wariancie rywalizacyjnym jeden z graczy uparcie wygrywa - przyznam, że naprawdę czasem się przydaje...
  

Wariant kooperacyjny

W tym trybie gry całą talię kart rozsypujemy na stole, a następnie staramy się stworzyć jak największą liczbę par w czasie 60 sekund (minutnik albo stoper musimy zdobyć sobie sami). Jak to zrobić? Wszystkie chwyty dozwolone - można rozmawiać (ok... w praktyce jest to raczej bardzo głośna rozmowa), możemy też przekazywać sobie karty, odwracać je na drugą stronę, mieszać. Jedynym ograniczeniem jest czas...


...a to już nie (i uwierzcie, że w ferworze gry
wcale nie jest to oczywiste).
Następnie porównujemy nasz wynik z tabelą punktacji, dostarczoną w instrukcji i sprawdzamy, gdzie znajdujemy się na skali - czy bliżej nam do miszmaszowego geniusza (np. co najmniej 45 par w grze w 5 osób), czy do żółtodzioba (mniej niż 29 w analogicznej sytuacji)...? Specyficzny charakter tego trybu zabawy sprawia, że możemy grać też samotnie, próbując pobić własny wynik, albo w grze w więcej osób liczyć punkty indywidualnie. 


Wrażenia

W wariancie rywalizacyjnym, który cieszy się u nas największym wzięciem, napięcie rośnie z każdą kolejną kartą wykładaną na stół, zwłaszcza że łatwiej wtedy o pomyłki. Mamy tu też nieznaczną negatywną interakcję, czyli podbieranie rywalom zebranych przez nich par; ciężko jednak w ten sposób komukolwiek poważnie zaszkodzić, więc raczej nie ma miejsca na obrażanie. Miszmasz! okazał się bardzo pozytywną grą imprezową, która dodatkowo każdemu podoba się choćby ze względu na ciekawą stronę wizualną. Mozaika wzorów i kolorów sprawia, że gra nie jest dla nikogo zbyt łatwa i bawi nawet przez wiele partii.

Ogromną zaletą jest skalowalność tego tytułu - choć im więcej graczy, tym większa rywalizacja i dynamika gry (jak to bywa w grach imprezowych), ale tak naprawdę wrażenia i wyzwanie są dość podobne niezależnie od liczby graczy. Ba, da się nawet zagrać samemu, testując swoją spostrzegawczość przeciwko presji czasu. Ciekawym zabiegiem jest też wprowadzenie trybu kooperacyjnego - zbieranie par na czas jest zaskakująco wciągające i sprawdzi się świetnie na przykład w grze z dziećmi czy... osobami o długich paznokciach, które w tym wariancie nikogo nie uszkodzą.

Radosny chaos w kartach
Na ogół nie lubię takich stwierdzeń, bo każdy tytuł wolę rozpatrywać na jego własnych prawach, ale tym razem stwierdzam, że u nas Miszmasz! oznacza koniec Jungle Speeda. Mamy tu równie proste zasady, podobne wrażenie presji czasowej, taki sam stopień zagmatwania, a jednocześnie zdecydowanie lepszą skalowalność (nawet na 2 osoby) i brak wrażenia, że wszyscy umrzemy, zanim gra dobiegnie końca. Odpada też ryzyko większych kontuzji, które bywały normą przy walce o totem. Próba wprowadzenia Jungle Speed na stół w ubiegłe święta skończyła się hasłem: „to daj jeszcze raz Miszmasz!” Dlatego jeśli lubicie tego typu gry - koniecznie wypróbujcie i tę.


Plusy:
+ ciekawa oprawa graficzna;
+ jakość wykonania;
+ prostota zasad;
+ szybkość i dynamika rozgrywki;
+ świetna skalowalność na każdą liczbę osób;
+ efekt „kolejnej partii”.

Minusy:
- w tej kategorii (imprezowo-zręcznościowych gier na spostrzegawczość) w zasadzie minusów brak, ale:
- ewentualnie: mały format kart w przypadku starszych osób.


Tytuł: Miszmasz!
Autor: Nathalie Saunier, Rémi Saunier, Thomas Vuarchex 
Ilustracje: Thomas Vuarchex
Wydawnictwo: Rebel
Liczba graczy: 2-6 (a nawet 1-6)




Za Miszmasz!
dziękuję wydawnictwu Rebel:



6 komentarzy:

  1. Z chęcią bym zagrała :)

    Pozdrawiam, ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczopląsu można dostać - ale chyba oto chodzi żeby trenować swoją spostrzegawczość :) Trzeba przetestować ten Miszmasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, o to chodzi, ten oczopląs napędza straszne emocje w czasie gry ;)

      Usuń
  3. Jakie kolorowe! Bardzo lubie Jungne Speed, więc może jak postanowię kupić nową grę, to padnie właśnie na nią! Swoją drogą fajnie, że ktoś tak jak ja lubi sobie jeszcze czasami pograć ze znajomymi!
    xoxo
    L. (https://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej, ojej, ale kolorowo, ale pstrokato. Wygląda ciekawie, ale oczy bolą.

    OdpowiedzUsuń