wtorek, 16 stycznia 2018

Król Kier - Aleksandra Polak


Ostatnio młodzieżówki fantasy pisane przez polskich autorów sprawdzały się u mnie całkiem nieźle - tak było w przypadku Kronik Jaaru Fabera czy Żniwiarza Pauliny Hendel. Dlatego z optymizmem sięgnęłam po Króla Kier, debiutancką powieść Aleksandry Polak,  licząc, że będzie ona kontynuacją tej dobrej passy. Tym bardziej, że jej piękna, błyszcząca, jakby metalizowana okładka obiecywała niesamowite wrażenia...
Spoiler alert: Nie wszystko złoto, co się świeci.


Historię poznajemy z perspektywy Alicji - licealistki nienależącej ani do szkolnej różowej bandy, ani do grupy nerdów podpierających ściany na imprezach: ot, zwyczajna, przeciętna nastolatka. I ta przeciętność tu dominuje, bo choć Alicja jako narratorka jest chwilami cudownie autoironiczna i potrafi podsumować wiele wydarzeń z rozbrajającym humorem, to jednak jej charakter jest kompletnie nieinteresujący. Podobnie zresztą jak wydarzenia, którym poświęcono... trzy czwarte książki. 

Poznajemy naszą bohaterkę w trakcie obsesyjnych przygotowań do studniówki - odlicza do niej dni i godziny (a i to tylko dlatego, że liczenie sekund „byłoby przesadą”). I tu pojawia się jedna z wad powieści - nielogiczność. Bo o ile jeszcze mogę przełknąć nastolatkę, w oczach której studniówka urasta do najważniejszego wydarzenia, do którego prowadziło ją całe dotychczasowe życie (serio), to nie mogę już uwierzyć, że ów Wielki Dzień spędziłaby ona na oglądaniu śmiesznych kotów na youtube (nadal serio), by potem na pół godziny przed imprezą rozbić głowę w bezmyślnym bieganiu po domu. Ale właśnie taka jest Alicja - zachowuje się irracjonalnie, infantylnie i idiotycznie, a jej decyzje zostawiają czytelnika w totalnym zwątpieniu w sens jej istnienia (bo co będzie, jeśli przekaże te geny dalej...?).

I tak właśnie przez zdecydowaną większość książki pętamy się razem z Alicją od przyjaciółki do chłopaka (zdradzającego ją bruneta, którego przecież nie może zostawić), a potem jeszcze do drugiego chłopaka (tym razem blondyna, otoczonego „brutalnym blaskiem swego piękna” - serio serio). Fabuły głębszej brak, wątku fantastycznego też jakoś ani widu, ani słychu. Tu i tam dzieje się co prawda coś niezwykłego - jakieś ruchome obrazy czy tajemnicze wróżki z magicznymi kartami - ale generalnie istotą powieści jest właśnie ten pretensjonalny obraz nastoletniej miłości, pełen sformułowań typu „nasze usta pasowały do siebie jak puzzle”. Albo...

„Nie odbierał. Zostawiłam mu dwie długie wiadomości na poczcie głosowej, wysłałam cztery esemesy, aż w końcu się poddałam, tonąc w głuchym świecie pozbawionym jego głosu.”

...no, powiedzmy tylko, że trzeba dużej tolerancji na tego typu egzaltowaną grafomanię, bo Alicja w otchłań rozpaczy wpada równie łatwo jak Ania z Zielonego Wzgórza, tyle że robi to znacznie mniej uroczo. Może miało to być zabawne - nie wiem. Jeśli tak, to było tego zdecydowanie za dużo. Tak o 90%.

Gdzieś w ostatniej ćwiartce autorka zorientowała się, że to w sumie miała być powieść fantasy, więc dostajemy pędzącą na łeb, na szyję akcję, którą ewidentnie próbowano nadrobić wcześniejsze braki. Pojawiają się niesamowite moce bohaterów, mroczne siły, chcące zawładnąć światem i oczywiście odwieczny konflikt między nimi a „tymi dobrymi” (w tym przypadku: mieszkańcami Circus Lumos). 

Paradoksalnie, najgorsze jest to, że nie jest to wcale zły debiut. Styl autorki jest naprawdę przyjemny, komentarze Alicji - nierzadko bezbłędne, a świat magiczny, mimo pewnej sztampowości, ma swój niezwykły, uroczy klimat. Gdyby temu wszystkiemu wcześniej zaczął towarzyszyć balans, to Król Kier byłby naprawdę bardzo fajną młodzieżówką. Niestety, w obecnej formie jest tylko mdłym, stereotypowym i dość rozlazłym romansidłem. Być może zmieni się to w kolejnym tomie - unikając spoilerów mogę tylko powiedzieć, że na koniec czytelnik zostawia Alicję w miejscu i okolicznościach, w których wszelkie romanse będą musiały poczekać - ale ja już niestety się o tym nie przekonam: moja przygoda z Królem Kier kończy się w tym miejscu.




Tytuł: Król Kier 
Seria: Circus Lumos (#1)
Autor: Aleksandra Polak 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 360


Za lekturę Króla Kier
dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

22 komentarze:

  1. Ostatnio zaniedbałam fantasy, a kiedyś bardzo lubiłam ten gatunek - zwłaszcza w postaci młodzieżówek. Dziękuję za nowe inspiracje czytelnicze :)
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat wybitnie mało inspirujący tytuł wśród ostatnio wydawanych młodzieżowek fantasy... :(

      Usuń
  2. Uwielbiam młodzieżowe fantasy. Z pewnością będę się rozglądać za tym tytułem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że w ogóle mi się nie podobało? To chyba oznacza, że moja siła perswazji kuleje ostatnio ;)

      Usuń
    2. To raczej oznacza, że ktoś tu nie przeczytał wpisu. ;)

      Usuń
    3. Ciii, próbowałam być miła ;)

      Usuń
  3. Po tej recenzji dochodzę do wniosku, że jednak sobie odpuszczę tę książkę, bo nie mam siły na takie egzaltowane nastolatki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej sobie odpuszcze. Co prawda ostatnio trafialam na Dobre mlodziezowki jednak musze nadrobic troszke "powazniejsza " literature:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doszłam do podobnych wniosków jak w podsumowaniu roku zauważyłam, ile przeczytałam młodzieżówek (i jak niewiele z nich było naprawdę godnych uwagi)...

      Usuń
  5. Mówiłam już, że lubię wyzłośliwiające się recki? :) Ach ten brutalny blask swego piękna. :D Czytać nie zamierzałam już wcześniej i jak widać była to słuszna decyzja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ogromną satysfakcję z pisania takich złośliwych tekstów, przyznaję ;)

      Tam takich kwiatków było sporo, naprawdę. Z drugiej strony narratorka miała też te błyskotliwe teksty (typu: "następnego dnia w szkole padł na mnie różowy blask zainteresowania" - gdy przyczepił się do niej jeden ze szkolnych plastików), ale generalnie było to tak strasznie egzaltowane i natchnione, że nie dawało się oddychać. Także - decyzja więcej niż słuszna, ja niestety podjęłam ryzyko ;)

      Usuń
  6. Ja niestety nie dałam rady dokończyć tej książki... Już jestem na nią za stara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie u mnie też tu leżał problem ;)

      Usuń
  7. To zdecydowanie nie moje klimaty, więc odpuszczam sobie tę pozycję ;)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z żalem stwierdzam, że słuszna decyzja ;)

      Usuń
  8. Bardzo dużo różnych opinii jest na temat tej książki, ale wkrótce sama się przekonam czy mi przypadnie do gustu :)

    Pozdrawiam, maobmaze ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę zerkać, czy do Ciebie trafiła ;)

      Usuń
  9. ała. to już nie pierwsza nie do końca polecająca (xd) recenzja, więc trzymam się od tej książki z daleka. nawet styl mnie nie przekona :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Naiwność i grafomania głównej bohaterki nieco mnie przytłoczyły. Czasami czytam młodzieżówki fantasy, ale tę sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja się wyłamię i powiem, że mi okładka zupełnie nie przypadła do gustu, zwłaszcza te diamenciki i maska, a i czcionka średnia. O treści się nie wypowiem, bo nie czytałam, ale zachęcić do nie-czytania mnie skutecznie zachęciłaś, więc znajdę sobie inną młodzieżówkę fantasy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie podoba się to metalizowanie całości - nie miałam aparatu, żeby się pobawić i sprobować jakoś to ująć, ale książka ma taką fajną "głębię" przez to. Na okładce, bo w treści mocno płytko ;)

      Usuń