środa, 10 stycznia 2018

Dusza cesarza - Brandon Sanderson


Czy w nowelce na jakieś 100 stron da się zamknąć całe uniwersum? Świat z nietypowym, ciekawym pomysłem na system magii, jakiego nie znajdziecie w żadnej innej książce fantastycznej? A do tego z niejednoznaczną bohaterką i odrobiną filozofii...? Cóż, wygląda na to, że się da. Oczywiście pod warunkiem, że jest się Brandonem Sandersonem.


Shai poznajemy, gdy tkwi w lochu oczekując na publiczną egzekucję. Dziewczyna jest Fałszerzem - posiada niezwykły magiczny talent, pozwalającym jej tworzyć pieczęcie, które zmieniają naturę, wygląd, a nawet historię rzeczy, na której zostają przymocowane. Gdy zostaje przyłapana na fałszowaniu obrazu z cesarskiej galerii, otrzymuje wybór między karą śmierci a pozornie niewykonalnym zadaniem: podrobieniem duszy człowieka. I to nie byle jakiego, ale samego Cesarza, który po zamachu skrytobójców pozostaje w śpiączce. Nie ma tu miejsca na pomyłki, zwłaszcza że na dworze wiele osób czyha na władzę...

Powiedzmy wprost: pomysł na magię Fałszerzy jest genialny. I choć daleko mu pod względem rozmachu i spektakularności do magii metali z Ostatniego Imperium, to tak naprawdę tutaj mamy do czynienia z dużo bardziej intrygującą wizją - Fałszerstwo to magia spokojna, artystyczna wręcz, głęboka. Szczególny wymiar nadaje jej posłowie, w którym autor wspomina, że Dusza cesarza zrodziła się z jego spaceru po muzeum, gdzie widział rękodzieła oznaczone charakterystycznymi pieczęciami twórców. Jest to dowód na to, że pomysły leżą na ulicy; sęk w tym, że potrzeba genialnego umysłu, żeby je zauważyć. I Sanderson kolejny raz pokazuje, że tego geniuszu pisarza fantasy mu nie brakuje.

Historia jest na wskroś przesycona wschodnim klimatem i choć na ogół nie są to realia, w których czuję się szczególnie dobrze, to jednak atmosfera tej mikropowieści mnie urzekła. Opowieść jest króciutka, ale zaskakująco kompletna: to świat na własnych prawach i szczerze mówiąc cieszę się, że autor nie uległ pokusie rozbudowywania tego pomysłu w nieskończoność. Dzięki temu minimalistycznemu podejściu wrażenie, jakie wywiera Dusza cesarza, jest jeszcze większe. Do tego Sanderson dokonał niemożliwego - na nieco ponad stu stronach nakreślił ciekawsze postacie, niż na tysiącach stron Ostatniego Imperium, dzięki czemu ta niepozorna książeczka trafiła obecnie na pierwsze miejsce mojego (krótkiego póki co) rankingu powieści tego autora.

Styl jest jednocześnie dynamiczny i... poetycki - to chyba najlepsze określenie. Być może takie odczucie wynika ze spokojnego tempa akcji, dyktowanego rytmem pracy Shai i wizytami jej nadzorców. Dodatkowo autor zawarł w Duszy cesarza zaskakująco dużo filozofii i pytań tak o sztukę, jak i o rolę i naturę artysty. Czy Fałszerz jest artystą? Jeśli nie, to gdzie kończy się sztuka...? Sanderson zgrabnie lawiruje między dwiema stronami konfliktu i zostawia sporo niedomówień i otwartych furtek dla czytelnika, który musi podjąć ostatecznie własną decyzję. Przypuszczam, że właśnie to „drugie dno” - nieprzesadzone, niepretensjonalne, idealnie wpisujące się w opowiadaną historię - zdobyło Sandersonowi przychylność jury i Nagrodę Hugo. W pełni zasłużoną nagrodę, dodajmy.

Sanderson to klasa sama w sobie - mam do jego stylu pewne zastrzeżenia, ale nie zmienia to faktu, że jako autor ma u mnie spory kredyt zaufania, który właśnie powiększył Duszą cesarza. Miłośnikom talentu twórcy Elantris nie trzeba pewnie rekomendować historii Fałszerki Shai, więc zachęcam głównie tych, którzy z Sandersonem jeszcze styczności nie mieli. Dostaną wysokiej próby pomysł, rozmach zaskakujący przy tak niewielkiej objętości książki i fascynujący, klimatyczny świat - czyli dokładnie wszystko to co w opasłych tomiszczach tego autora, ale... w pigułce.



Tytuł: Dusza cesarza 
Autor: Brandon Sanderson 
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch 
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 128

17 komentarzy:

  1. Jakbyś mi z głowy wyjęła myśli o tej opowiastce! Dla mnie wschodnie klimaty to akurat to, w czym czuję się dobrze i bardzo mnie ucieszyło, że Sanderson dobrze oddał spokój i zamyślenie tamtych kultur, wymyślonych czy nie.
    Miłego wkacjonowania w Wenecji! Na zdjęcia antykwariatu czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się też wydawało, że nastrój i styl powieści mocno pasował do Wschodu. To w sumie kolejny plus Sandersona, że spod jego pióra nawet taka "Japonia" mnie mocniej przekonuje ;)

      Zdjęcia niby już są, trzeba je tylko ogarnąć (ale na razie ogarniam zaległości okołoblogowe...). Przygotuję jakiś wpis w ciągu tygodnia, bo jeszcze mam troszkę wolnego :)

      Usuń
  2. A ja nadal mam tego autora przed sobą :/ Muszę w końcu sięgnąć po jego książki :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ma to swoje plusy... wielka przygoda jeszcze przed Tobą :D

      Usuń
  3. Wiele dobrego słyszałam o tym autorze i jego książkach. Od dawna planuję po jakąś sięgnąć, ale niestety brak mi czasu. Ale skoro to opowiadanie ma tak niewiele stron, to może od niego zacznę swoją przygodę z pisarzem ;)

    Pozdrawiam
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to właśnie taka idealna próbka Sandersona. Jak się spodoba (a mam taką nadzieję!), to bez obaw sięgniesz po kolejne tytuły :)

      Usuń
  4. Uwielbiam Sandersona, więc przeczytam na 100% :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż tego się spodziewałam, a książka już czeka u mnie w kolejce. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że Sanderson zaskakuje, jego recenzje już mniej ;)

      Usuń
  6. Jakoś totalnie pominęłam u Ciebie ten wpis, hah.

    Rzecz jasna książkę z entuzjazmem przeczytam, jak wszystko od Sandersona. <3 Tym bardziej, że tutaj przemawia do mnie ten klimat, bo interesuję się Japonią. Fajnie, że tak Ci się spodobało. :) Z krótkich książek Sandersona jest jeszcze Idealny Stan (to już spoza Cosmere). Też było bardzo fajne, polecam zajrzeć, ciekawa jestem co byś powiedziała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A muszę powiedzieć, że nawet trochę mnie dziwiła Twoja nieobecność. Sanderson i nie ma Kirimy?! Podejrzane :D

      Przeczytaj koniecznie, ja - jak zawsze podkreślam - z Japonią jestem wybitnie na bakier, totalnie nie rozumiem fenomenu, a i tak mi się ogromnie podobało. Mogę sobie tylko wyobrażać, jakie wrażenie może ta historia wywrzeć na kimś, kto interesuje się Dalekim Wschodem :)

      Idealny Stan - chętnie sięgnę. Na razie mam Rozjemcę na tapecie, zobaczymy, co z tego wyniknie...

      Usuń
    2. Pfff! :P

      Przeczytam, ale odwlekam czytanie jak tylko mogę, bo od Sandersona został mi już tylko Bezkres Magii, w którym to zbiorze jest Dusza Cesarza. No i Alcatraz. :) Smutno mi, że zaraz skończą mi się jego książki.

      Rozjemca był fajny! Będę czekać na wrażenia. :D

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś tego nie widzę, Sanderson pisze o swoim Archiwum Burzowego światła tysiące stron, a i tak świat jest pełen niedomówień i dziur. Skończę czytać nową książkę Kossakowskiej to się zajmę tą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No - tu może nie ma zadzwiających szczegółów, ale obraz swiata jest niezwykle kompletny, ta atmosfera, magia - wszystko! Dlatego Sanderson dobrym pisarzem jest ;) A jak tam nowa Kossakowska?

      Usuń
  9. Na książki tego autora szykuję się od bardzo dawna :)

    OdpowiedzUsuń