niedziela, 17 grudnia 2017

Turysta w Rzymie - recenzja gry

Turysta w Rzymie - gra

Rzym to dla mnie wyjątkowe miasto - spędziłam w nim tydzień, podczas którego przemierzyłam je wzdłuż i wszerz wyłącznie piechotą, pokonując potworne ilości kilometrów (do dziś hasło „Rzym” wywołuje u mnie ból stóp). Nic dziwnego, że wycieczka zapadła mi w pamięć, a do Wiecznego Miasta mamy oboje z mężem niezły sentyment. Gdy dowiedziałam się, że polska autorka i polski wydawca przygotowali grę, która pozwoli nam przemierzyć Rzym jeszcze raz, ale teraz po planszy... musieliśmy w nią zagrać!


Niezbędnik turysty

Turysta w Rzymie - gra
Komponenty gry
Gra wykonana jest bardzo porządnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z pierwszym produktem nowo powstałego wydawnictwa. Po pierwsze - pudełko. Najlepsze, pancerne pudełko, jakie widziałam w grach planszowych, absolutny wzór do naśladowania dla innych wydawców. W środku nie ma niestety wypraski, ale elementy są posegregowane w woreczki strunowe, co pozwala na szybkie rozłożenie gry. Podoba mi się też grafika na pudełku, którą niestety psuje turystka, kompletnie niepasująca do klimatycznej, realistycznej ilustracji w tle (moje pierwsze skojarzenie to cliparty ze starego worda...).

Turysta w Rzymie - gra
Oba rodzaje kart na ręce - nie widać wartości kart czasu
Karty są specyficzne - cienkie, jakby lakierowane (laminowane?): wbrew moim początkowym obawom, wydają się jednak naprawdę trwałe i nie wymagają nawet koszulkowania. I całe szczęście, bo formaty kart mamy tu mocno nietypowe - oprócz standardowych, prostokątnych z wizerunkami miejsc, które odwiedziliśmy, w grze występują też okrągłe karty czasu (zegary) i wąskie, prostokątne bilety na różne środki transportu. Ta różnorodność kart jest bardzo i w pierwszej chwili mnie zachwyciła. Niestety, w praktyce rozwiązanie to okazało się nie do końca funkcjonalne - tak różne kształty kart ciężko wygodnie ułożyć na ręce, a ponieważ okrągłe zegary mają wartość minutową podaną tylko na środku, nie widzimy na bieżąco, ile czasu mamy w swoich zasobach.

Turysta w Rzymie - gra
Fragment planszy z Koloseum
Wiele osób zarzuca Turyście w Rzymie szarość i ponury nastrój planszy. Jestem w mniejszości - mnie plansza bardzo się podoba. Lekko zamglone grafiki miejsc bardzo mi odpowiadają i nie uważam, żeby były mało atrakcyjne. Nie grałam w Turystę w Rzymie z małymi dziećmi, więc nie wiem, czy taka kolorystyka by je zniechęcała, ale dzieci 10+ nie mają z nią żadnych problemów. 


Turysta w Rzymie - gra
Trasa piesza i autostop obok siebie...
Problem miałam za to z czytelnością planszy. Kolor żółty i pomarańczowy (trasy autostopowe i piesze) są dla mnie absolutnie nierozróżnialne. Co prawda każde pole ma zapisaną wartość czasową (10 minut dla samochodu, 25 dla trasy pieszej), więc można się rozeznać, ale nie jest to najwygodniejsze. Poza tym oznaczenia miejsc są niewielkie i tam, gdzie od jednej atrakcji odchodzi wiele ścieżek z różnych stron, ciężko się połapać - pytania „a stąd mogę jechać do tego?” były normą, po której zapadała cisza i wszyscy analizowali planszę z różnych perspektyw...


Przebieg i cel gry

Turysta w Rzymie - gra
Gra przygotowana dla 4 osób
Na początku gry każdy z graczy dostaje zestaw znaczników w wybranym kolorze i drewnianego turystę, który będzie nam służył do liczenia punktów. Rozdajemy też punkty startowe - każdy gracz zaczyna rozgrywkę w innym miejscu mapy Rzymu, a jego celem będzie odwiedzenie jak największej liczby miejsc, z których każde daje nam kartę o określonej wartości punktów. 

Wybór odwiedzanych miejsc zależy od nas, jednak każdy z graczy musi odwiedzić Watykan - nieodwiedzenie najważniejszego miejsca w Rzymie skutkuje karą -30 punktów, co ma poważny wpływ na ostateczny wynik. Rozgrywka toczy się do momentu, gdy któremuś z graczy zostaną tylko 1 lub 0 drewnianych znaczników podróży, co sprawia, że Turysta w Rzymie ma wyraźnie wyczuwalny charakter wyścigu.

Zasady są banalnie proste i bardzo przejrzyście wyjaśnione w instrukcji. W każdej turze możemy wykonać jedną z dwóch akcji:
- dobrać karty (2 karty biletów, 2 karty czasu lub po 1 z każdego stosu);
- zająć trasę.

Turysta w Rzymie - gra
Bilety i karty na różne środki transportu...
...i nieszczęsne roboty drogowe po prawej stronie.
Do dyspozycji mamy różne środki transportu: metro (1 odcinek trasy metrem zajmuje 5 minut), autostop (samochodem pokonamy taki odcinek w 10 minut), rower (15 minut) i autobus (20 minut na 1 odcinek).

Wśród kart biletów kryje się też pułapka - możemy wpakować się na roboty drogowe, które pozbawią nas kolejki w następnym ruchu. A jeśli pechowo dociągniemy dwie karty robót drogowych w jednej turze, to możemy iść zrobić sobie herbatę, bo do gry wrócimy 3 tury później.


Turysta w Rzymie - gra
Aby zająć zieloną trasę, Niebieski Gracz potrzebuje
1 karty rowerowej + kart czasu równych 80 minutom
Zajmując daną drogę, gracz zagrywa odpowiednią liczbę kart: 1 bilet na odpowiedni środek transportu, a do tego karty czasu, których suma musi wystarczyć na pokonanie całej trasy. W przypadku braku biletów (lub braku dostępnych połączeń) możemy po niektórych trasach przemieścić się pieszo, jednak każdy odcinek zajmie nam wtedy aż 25 minut. Każda zajmowana trasa musi jakoś łączyć się z tymi, które nasz turysta przebył już wcześniej (co jest bardzo logiczne, w końcu teleportacja nie jest jednym z dostępnych nam środków transportu). 


Turysta w Rzymie - gra
Do liczenia punktów na torze punktacji
używamy pionków Turystów
Wyniki końcowe stanowią sumę:
- punktów ze wszystkich zdobytych kart odwiedzonych miejsc i zabytków;
- po 2 punkty za każdy postawiony na planszy drewniany znacznik podróży w naszym kolorze (teoretycznie powinno się je liczyć na bieżąco);
- 6 punktów za każde pole bonusowe (oznaczone gwiazdką), które zajęliśmy na naszej trasie.




Skalowalność

Turysta w Rzymie - gra
Koniec gry 4-osobowej
Gry dla 2-5 osób to bardzo problematyczna grupa - najbardziej pożądana w mojej kolekcji, jednak w praktyce prawie zawsze okazuje się, że któryś wariant został dopakowany na siłę (albo 5 osób to zdecydowanie więcej, niż mieści plansza, albo że dany tytuł jest niegrywalny w 2 osoby). W tym przypadku moim zdaniem problemu nie ma i gra śmiga bez zarzutu w każdym zestawie osób, oferując te same wrażenia. Oczywiście, grając w parze mamy więcej luzu na planszy, jednak w praktyce każdy i tak dąży do odwiedzenia wyżej punktowanych atrakcji, więc chodzi tu raczej o optymalne wykorzystanie tego, co mamy na ręce, niż celowe blokowanie danych tras. Przy 5 graczach jest ciaśniej i możemy zostać odcięci od danej atrakcji - nie jest to jednak problem, bo nie ma za to karnych punktów, a na planszy jest  zawsze mnóstwo innych opcji do wyboru. 


Wrażenia

Gra porównywana jest wszędzie do serii Wsiąść do pociągu i w trakcie rozgrywki faktycznie trudno jest ustrzec się przed porównaniami. Okazało się jednak, że Turysta w Rzymie charakteryzuje się nieco bardziej dynamiczną i znacznie szybszą rozrywką - nie ma tu w zasadzie miejsca dla klasycznych „pociągowych myślicieli”, z którymi spotkał się chyba każdy, kto grywa we Wsiąść do pociągu

Turysta w Rzymie - gra
Karty miejsc odwiedzone przez gracza
Niestety, choć ta dynamika i tempo gry są niewątpliwymi plusami, wynikają one w dużej mierze ze znacznie mniejszej niż w „pociągach” głębi strategicznej.  Brak tu konkretnego celu, do którego musimy dotrzeć; owszem, każdy musi zahaczyć o Watykan, ale mając tę świadomość gracze na ogół lecą do Kaplicy Sykstyńskiej na początku gry, a potem snują się to tu, to tam - zależnie od tego, na co pozwala im dociąg kart. Opcji jest dużo, a fakt, że nasze ścieżki muszą się łączyć z dotychczas prowadzoną trasą, nie stanowi tak naprawdę ograniczenia. W efekcie również emocje są mniejsze, bo ma się wrażenie, że to, co  robimy, tak naprawdę nie ma za dużego znaczenia. Rozgrywka nie jest banalna, ale na rozwinięcie większej strategii nie pozwala nam losowy dociąg kart...

Turysta w Rzymie - gra
Karty czasu - główny powód losowości w grze,
ale jakże pięknie zaprojektowany
...których w grze mamy aż dwa rodzaje i wszystkie dociągamy z zakrytych stosów. Jest to nie bez znaczenia, bo nie są to karty mniej więcej równej wartości: bilet na metro pozwala podróżować cztery razy szybciej niż autobusowy, a karty czasu mają kolosalny rozrzut, od 5 minut do aż 30. Biorąc pod uwagę, że wykorzystując taką 30-minutową kartę możemy sobie wybrać resztę, różnica jest mocno odczuwalna i nieźle frustrująca dla gracza, który (jak ja w pierwszej grze) przez pół gry dociąga same „piątki” i rusza się jak ślimak, podczas gdy inni hulają sobie radośnie po Wiecznym Mieście. Niestety, nie znalazłam sposobu na redukcję tej losowości.

Turysta w Rzymie - graProblemem są też wspomniane „roboty drogowe” - są to karty ukryte między kartami biletów, po dociągnięciu których... tracimy kolejkę. Albo dwie. A potem może jeszcze więcej, jak już wrócimy do gry i trafimy na nie znowu. Karta ta jest niesprawiedliwa, dodatkowo wzmaga losowość i wydaje się nie pasować do epoki nowoczesnych gier bez prądu (kto poszedł do więzienia za niefortunny rzut kośćmi w Monopoly, wie, o czym mówię). Z tym elementem można sobie łatwo poradzić - karty zaraz po pierwszej rozgrywce wypadły u nas z rozgrywki i na szczęście udało nam się o nich szybko zapomnieć.

Nie ma też miejsca na negatywną interakcję - znaczniki są na wagę złota a dwukrotne odwiedzenie tego samego miejsca nie daje nam punktów, więc każdy szuka najlepszej (najszybszej) trasy dla siebie i nie patrzy, jak zaszkodzić innym graczom. O dziwo, choć lubimy negatywne zagrania, w tej grze ich brak mi nie przeszkadzał, prawdopodobnie dlatego, że rozgrywka jest tak szybka i angażująca - wrażenie wyścigu jest tu faktycznie wyczuwalne, więc gra nie przypomina równoległego pasjansa.


Gra familijna - nauka przez zabawę

Turysta w Rzymie - gra
Przykładowy zabytek - awers i rewers
Myślę, że ten brak interakcji i zwiększona losowość czynią tę grę tytułem bardzo „rodzinnym” - w końcu losowość to kolejny element wyrównujący szansę między dziećmi i dorosłymi. Ponadto sądzę, że aspekt edukacyjny jest tu nie bez znaczenia: po pierwsze, każda z kart zabytków ma na rewersie bardzo sensowny i ładnie zredagowany opis, co pozwala na zdobycie lub odświeżenie wiedzy o jednym z najpiękniejszych  miast Europy. Po drugie, gra jest w pewien sposób matematyczna i może stanowić nieocenioną pomoc w nauce dodawania i mnożenia w zakresie do (+/-) 100: przez cały czas musimy kalkulować to, co mamy na ręce, i przeliczać wartości tras na planszy. Myślę, że czyni to z niej bardzo fajne narzędzie dla rodziców z dziećmi - odrobina historii i trochę matematyki, wchłaniane przez zabawę.


Podsumowując...

Turysta w Rzymie - gra
Wszystkie drogi prowadzą... na Zatybrze
Gra ma potencjał, który jednak wymaga dopracowania: mapa mogłaby być odrobinę bardziej czytelna, elementy - wygodniejsze w użyciu, a losowość jednak nieco mniejsza (lub łatwiejsza do kontrolowania). Wtedy gra nadawałaby się dla szerszego grona odbiorców. Z drugiej strony, tematyka i mechanika otwierają drogę dodatkom: nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy z czasem mogli wybrać się turystycznie do innych stolic Europy i świata, z dodatkowymi mechanikami wzbogacającymi rozrywkę (tak, jak ma to miejsce w kolejnych odsłonach serii Wsiąść do pociągu). Jeśli takie dodatki się pokażą - na pewno będę miała na nie oko.


Zdecydowanie nie jest to jednak tytuł dla zapamiętałych strategów i wielbicieli eurogier, w których wszystko możemy wyliczyć - wystrzegajcie się, jeśli macie alergię na losowość. Jednocześnie polecam Turystę w Rzymie każdemu, kto szuka lekkiej gry familijnej, pozbawionej agresywnych zachowań i nie wymagającej głębokich umiejętności strategicznych, a do tego z przyjemną tematyką (dla wielbicieli Rzymu pozycja obowiązkowa!) i niezaprzeczalnymi wartościami edukacyjnymi. 



Plusy:
Turysta w Rzymie - gra+ proste, intuicyjne zasady;
+ dynamiczna rozgrywka;
+ solidne wykonanie komponentów i pudełka;
+ familijny charakter rozgrywki;
+ ciekawy projekt graficzny;
+ dobra skalowalność od 2 do 5 graczy;
+ wyraźny aspekt edukacyjny (matematyka + historia).

Minusy:
- mało funkcjonalne karty;
- w wielu miejscach mało czytelna mapa;
- często frustrująca losowość;
- gra raczej taktyczna niż strategiczna (patrz: losowość);
- brak interakcji.




Tytuł: Turysta w Rzymie
Autor: Monika Baron
Wydawnictwo: Haraka Paka
Czas gry: do 60 minut
Liczba graczy: 2-5





Za możliwość spaceru po Rzymie
dziękuję wydawnictwu Haraka Paka:
 Haraka Paka


5 komentarzy:

  1. Czy 8-latek sobie poradzi? O córkę 12 lat się nie martwię. Bardzo lubimy z mężem Rzym, to może być fajny prezent na święta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bez problemu. Zakładam, że jakieś proste dodawanie problemem nie jest, umiejętność czytania tutaj w ogóle nie jest potrzebna do samej rozgrywki, a zasady są naprawdę proste. Na świąteczne rodzinne granie super :)

      Usuń
  2. Podobają mi się te zamglone grafiki, ale rzeczywiście turystka pasuje jak pięść do oka. Roboty drogowe mogą być denerwujące, ale powiedzmy szczerze, w prawdziwym Rzymie też ich nie brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobają mi się te zamglone grafiki, ale rzeczywiście turystka pasuje jak pięść do oka. Roboty drogowe mogą być denerwujące, ale powiedzmy szczerze, w prawdziwym Rzymie też ich nie brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też podpasowały :) Nie każda gra musi mieć cukierkowe grafiki komputerowe, tutaj jest oryginalnie. No i tak, roboty drogowe to coś, co też z Rzymem będzie mi się kojarzyć ;)

      Usuń