wtorek, 19 grudnia 2017

Santiago - recenzja gry



W planszówki gramy najczęściej w dwóch wariantach - sami we dwójkę, albo w grupie pięcioosobowej. Szczególnie w pełnym gronie cenimy sobie gry z interakcją - samotna optymalizacja w swoim kąciku planszy sprawdza się wtedy, niestety, bardzo rzadko. Im więcej drobnych złośliwości i możliwości na przeszkadzanie innym (ale w połączeniu z dawką strategii!), tym więcej śmiechu nad planszą i pozytywniejszy odbiór gry. Wypatrzyłam Santiago, bo wydawał mi się grą idealnie spełniającą nasze wymagania - ładnie wykonaną, z odpowiednią głębią strategiczną i sporą dawką interakcji. I muszę powiedzieć, że w tym przypadku intuicja mnie nie zawiodła.


Wyposażenie plantatora

Pudełko wraz z zawartością
W stosunkowo niedużym pudełku znajdziemy planszę w stonowanych kolorach - przedstawia 48 pól, na których będziemy rozwijać nasze plantacje, oraz część z „wioską”, na którą będziemy wykładać żetony do licytacji. W praktyce okazało się, że „wioska” jest absolutnie zbędnym elementem planszy, ale ilustracja wygląda bardzo ładnie, więc oczywiście możemy przymknąć na ten fakt oko ;) Oprócz planszy w pudle czekają na nas trzy drewniane palmy, znacznik źródła, drewniane znaczniki plantatorów (22 na gracza) oraz kanały nawadniające (15 + po jednym w kolorach graczy). Wykonanie stoi na bardzo wysokim poziomie i gra prezentuje się naprawdę przyjemnie dla oka, szczególnie pod względem kolorystycznym.


Jak to działa?

Gra gotowa do rozgrywki
Celem gry jest, oczywiście, zdobycie jak największej liczby punktów. Wcielamy się w plantatorów uprawiających swoje poletka; chcemy więc, żeby nasze plantacje były jak największe, a ze względu na niesprzyjający klimat musimy dbać przede wszystkim o nawodnienie upraw. W przeciwnym przypadku uschną i nie przyniosą nam żadnych plonów... ani punktów. 


"Wioska" i stosy kafelków, które będziemy licytować
Zasady gry są niezwykle proste (instrukcja jest logiczna i wyjaśnia wszystko bez zbędnych udziwnień), podobnie jak jej przygotowanie. Na planszy ustawiamy znacznik studni (źródło, od którego będziemy prowadzić kanały - im bliżej krawędzi, tym trudniejsze będzie nawodnienie całego terenu) oraz 3 drewniane palmy w losowych miejscach. Każdy z graczy otrzymuje zestaw znaczników rolników w wybranym kolorze, odpowiadający im znacznik kanału oraz jeden znacznik nawodnienia. Kafelki plantacji - przedstawiające uprawy bananów, winogron, kokosów, papryczek i arbuzów - należy pomieszać i ułożyć w stosach. Liczba stosów różni się w zależności od liczby graczy: na 3 i 4 graczy mamy 4 stosy (po 11 płytek każdy, co przekłada się na 11 rund w grze), na 5 - 5 stosów (po 9 płytek, czyli 9 tur). 


W tym momencie jesteśmy gotowi do rozpoczęcia gry, która będzie odtąd przebiegać następująco: 
Uprawy do licytacji w tej turze
- odsłonięcie kafelków upraw na daną rundę;
- licytacja - każdy deklaruje kwotę, jaką jest gotowy zapłacić za pierwszeństwo w wyborze kafelków (deklaracja jest ostateczna i nie można jej później przebijać; można za to spasować);
- wybór i umieszczenie kafelków na planszy - gracze wpłacają kolejno zadeklarowane kwoty i wybierają kafelki, które następnie umieszczają na planszy (wraz z robotnikami - 1 lub 2, zgodnie z grafiką na kafelku; jeśli gracz spasował w licytacji, kładzie 1 robotnika mniej);
- nawadnianie - gracz, który spasował jako pierwszy lub zadeklarował najniższą kwotę, zostaje budowniczym kanału (w naszej wersji: kopaczem rowów); pozostali gracze przedstawiają mu swoje propozycje poprowadzenia kanału i oferują łapówki, z których kopacz może wybrać najbardziej korzystną dla siebie (niekoniecznie najwyższą); może też położyć kanał gdzie indziej (wtedy jednak musi zapłacić do banku kwotę równą najwyższej ofercie + 1 escudo);
- umieszczenie dodatkowego kanału - każdy z graczy ma 1 kanał, który może wykorzystać w trakcie rozgrywki do nawodnienia swoich upraw, gdy nie powiedzie mu się przekupienie kopacza (tylko jeden gracz w danej turze może położyć takie nawodnienie);
- rozpatrzenie suszy - nienawodnione plantacje wysychają (jeśli jest na nich 1 lub 0 robotników), lub dają słabsze plony (gdy są na nich 2 robotnicy, 1 z nich wraca do puli gracza);
- wypłata 3 escudos dla każdego gracza.



Punkty otrzymujemy na koniec gry za wszystkie pozostałe nam pieniądze + każdą plantację, na której mamy swoich robotników. Wyniki za plantacje oblicza się następująco: liczba kafelków plantacji danego rodzaju (stykających się ściankami i nierozdzielonych wyschniętymi polami) x liczba robotników danego gracza na całej tej plantacji. Jeśli gracz zajmuje kafelek z palmą, to mnożnik podnosi się o 1. W sytuacji jak na zdjęciu po lewej stronie: gracz zielony zdobędzie za plantację winogron 30 punktów (6 pól plantacji x 5, bo ma 4 robotników i 1 palmę na swoich kafelkach), żółty - 18 punktów (6 pól x 3 robotników), zaś czerwony - 6 punktów (6 pól x 1 robotnik). W grze dążymy więc do posiadania jak największych, nieprzerwanych plantacji jednej rośliny, obstawionych własnymi pracownikami... a także do utrudnienia osiągnięcia takiego stanu innym graczom. 


Skalowanie i interakcja

Spotkałam się z opinią, że nie ma sensu zasiadać do Santiago w 3 osoby. Nie zgadzam się - gra działa równie sprawnie w każdym wariancie liczbowym, natomiast całkowicie zmienia się charakter gry, co już nie każdemu może odpowiadać. Na 3 osoby gra jest stosunkowo łagodna - owszem, pod koniec gry, gdy plantacje się rozrosną, często walka o nawodnienie naszych poletek jest dość zacięta, jednak susza dotyka nas stosunkowo rzadko, a cała rozgrywka sprowadza się do optymalnego wykorzystania naszych zasobów finansowych przy licytacji. Na 4 osoby potrzeba korupcji jest już bardziej nagląca - tury spokoju przeplatają się z tymi, w których zaniedbanie nawodnienia przyniesie nam poważne straty na koniec gry. W pełnym komplecie graczy gra jest już zwyczajnie zacięta; w każdej turze dochodzi tyle pól, że nie ma w zasadzie szansy, żeby susza nie dotknęła któregoś z graczy. Odpowiednie dysponowanie swoją gotówką jest wtedy kluczowe, bo musimy dać radę skorumpować nawadniającego.

Solidny konflikt interesów...
(patyczki w kolorach graczy pokazują, za co są skłonni zapłacić)
Właśnie mechanika korupcji wprowadza główną interakcję w Santiago - każde wyschnięte pole to strata punktów na koniec gry. Negocjacje nad stołem mogą być zacięte, normą jest też przekonywanie, dlaczego lepiej zaszkodzić innemu graczowi, niż nam. Z tego względu uważam, że Santiago to gra dla fanów interakcji, i to tej negatywnej: fochy i przenoszenie urazy znad planszy do realnego życia przy tym tytule może zakończyć się fatalnie. Jeśli jednak wzajemne drobne (i całkiem spore też) złośliwości Wam nie przeszkadzają, to Santiago jest rewelacyjnym, lekkim tytułem ekonomicznym, który koniecznie musicie wypróbować.


Podsumowując...

Wyniki końcowe - widoczny spory rozrzut punktowy
Proste zasady, bardzo emocjonująca rozgrywka i głębia strategiczna Santiago sprawiają, że ten tytuł na pewno często trafi u nas na stół (i to w każdym składzie liczbowym) - ale, jak zawsze zaznaczam, bardzo cenimy sobie mocno interakcyjne gry, tu zaś interakcja jest nieunikniona. Myślę też, że w przypadku rodzin z dziećmi dodatkowy atut może stanowić fakt, że gra świetnie sprawdzi się jako narzędzie edukacyjne na etapie nauki mnożenia i matematycznego myślenia (choć absolutnie nie jest to tytuł wyłącznie familijny). 

Plansza pod koniec gry
Spodziewałam się dobrej gry, ale i tak zostałam zaskoczona tym, co zaoferował nam Santiago. Gra awansowało natychmiast do mojego „top 5” najbardziej niedocenianych gier w historii planszówkowego świata. Sprzedawana za grosze, mało znana i rzadko rekomendowana osobom szukającym nowych gier - kompletnie nie znajduję uzasadnienia dla tej sytuacji.  Osobiście nigdy nie odmówię partyjki i polecam gorąco każdemu, kto lubi proste, ale otwierające pole do kombinowania gry z nutką ekonomii... i kto nie boi się negatywnej interakcji.


Tytuł: Santiago
Autor: Claudia Hely, Roman Pelek 
Grafiki: Tomasz Larek (polska edycja) 
Wydawnictwo: Trefl 
Czas gry: 35-75 minut (zależnie od liczby graczy - moim zdaniem w komplecie jednak szybciej niż 75 minut) 
Liczba graczy: 3-5



Za Santiago 
dziękuję wydawnictwu Trefl:

 Wydawnictwo TREFL

6 komentarzy:

  1. Muszę o niej wspomnieć narzeczonemu, bo ostatnio zastanawialiśmy się jaką grę kupić sobie w ramach prezentu świątecznego ;) Święta tuż tuż, a my na razie nie kupiliśmy żadnej, ale plany nadal aktualne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co, padło na Santiago? ;) Tylko pamiętajcie, że to na 2 osoby nie działa ;)

      Usuń
  2. Mój mąż z pewnością byłby zachwycony tą grą! Kocha gdy trzeba coś sadzić itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, na spokojne uprawianie poletka rodem z Agricoli raczej nie ma tu co liczyć ;)

      Usuń