środa, 27 grudnia 2017

Afgańska perła - Nadia Hashimi


Są tacy autorzy, których książki kupuję w ciemno, gdy tylko ukaże się coś nowego, opatrzonego ich nazwiskiem. Po raz pierwszy jednak zdarzyło mi się sięgnąć po powieść tylko dlatego, że na okładce umieszczono pochlebną zajawkę jednego z takich autorów, Khaleda Hosseiniego (ten od Tysiąca wspaniałych słońc). Kto jak kto, ale Hosseini to moje literackie guru w sprawach Bliskiego Wschodu i Afganistanu – skoro docenił Afgańską Perłę Nadii Hashimi, to i ja musiałam sprawdzić, co w niej takiego niezwykłego.


Wyobraźcie sobie świat, w którym córka jest dopustem bożym. A już pięć córek to bez wątpienia jedenasta plaga egipska. Świat, w którym lepiej przebrać za chłopca jedną z narodzonych w rodzinie dziewczynek, niż nie móc się poszczycić męskim potomkiem. Fakt, po jakimś czasie trzeba będzie upchnąć ją znowu w spódnicę i dać chustę na głowę, ale póki ta chwila nie nastąpi, prestiż całej rodziny wzrośnie, a każdy przyjmie naszą mistyfikację za dobrą monetę. Brzmi niewiarygodnie? Gdybym nie czytała parę lat wcześniej świetnego reportażu o „przerabianych na synów” dziewczynkach bacza posz (recenzja reportażu u Wiedźmy), nie uwierzyłabym w istnienie społeczeństwa tak uwielbiającego męskość, że jest gotowe podtrzymywać podobną farsę. Jednak podobne sytuacje mają miejsce w Afganistanie do dziś i właśnie o takim przypadku opowiada nam Hashimi w swojej niezwykłej, prowadzonej dwutorowo narracji.

Z jednej strony mamy Rahimę – narratorkę, wybraną przez rodziców na „syna”, która przez lata korzysta z przywilejów chłopca, a potem nagle zostaje wydana za mąż i odkrywa, że nawet podniesienie oczu na byłego kolegę może być zbrodnią. Z drugiej – Szekibę, pra(pra?)babkę Rahimy, oszpeconą kobietę, która zostaje stróżem haremu sułtana (wszak kobieta przebrana za mężczyznę to jednak mniejsze ryzyko dla kochanek władcy, niż prawdziwy, męski strażnik). I choć życia obu kobiet dzieli stulecie, a ich historie są na pozór całkowicie różne, to Hashimi przeplata je w misterny sposób, dzięki czemu fantastyczną całość i angażują czytelnika w równym stopniu.

Najbardziej niezwykłym elementem Afgańskiej perły jest jednak sama wizja Afganistanu – za czasów Szekiby na tron trafia królowa Soraja, od której w Afganistanie rozpoczął się proces równouprawnienia kobiet (lata 20. ubiegłego stulecia). Jak to możliwe, że po „rewolucji” Talibów jej praprawnuczka pozbawiona jest jakichkolwiek praw? Równoległe prowadzenie wątków podkreśla jeszcze mocniej kontrast między pięknym, rozwijającym się Afganistanem początku XX wieku a krajem, którym stał się zaledwie kilkadziesiąt lat później. Jednocześnie ze stron powieści przebija niesamowite piękno i głęboka miłość do tego zagubionego wśród pustyń miejsca.

Afgańska perła to opowieść o walce o własne prawa, o absurdach patriarchalnego, zamkniętego środowiska, w którym nawet mur między sąsiednimi domami jest granicą nie do przebycia dla kobiety, której nie asystuje męski opiekun. Jednocześnie, co ciekawe, nie znajdziemy tu ani odrobiny agresywnego feminizmu ani propagandowych tekstów, którymi tak szczodrze epatują podobne książki, a całokształt jest zaskakująco obiektywny i pozbawiony przesadzonych „filtrów kulturowych”. Mieszanka wybuchowa i poruszająca – i... tak, niemalże na miarę Hosseiniego. Polecam z czystym sumieniem jako naprawdę mocną, dobrze napisaną obyczajówkę w afgańskich klimatach.



Tytuł: Afgańska perła
Autor: Nadia Hashimi
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 480



Za Afgańską perłę
dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu:

 Wydawnictwo Kobiece

6 komentarzy:

  1. Opowieść brzmi niezwykle ciekawie już choćby dlatego, że nie jest pisana feministycznie. Nie żebym miała wielkie problemy z feministyczną literaturą, ale mam wrażenie, że zwłaszcza zachodnie, białe feministki wszystko chcą przyłożyć do podobnej miary, znanej im z ich życia, z ich rzeczywistości. A przecież warto oddać głos Afgance, żeby opowiadała o życiu afgańskich kobiet, z perspektywy afgańskiej kobiety, nawet takiej urodzonej i wychowanej na Zachodzie.

    Swoją drogą, patrząc na zdjęcia Afganistanu sprzed Talibów aż trudno uwierzyć, jak religia posunięta do fanatyzmu potrafi zmienić kraj><

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię, gdy mi się coś podkreśla czerwoną kredką, bo przecież sama nie zrozumiem. To jest częsty problem z literaturą dotykającą problemów kobiet na Bliskim Wschodzie (większości nie jestem w stanie czytać, lubię tylko Hosseiniego - i tutaj potencjalnie Hashimi teraz dołącza) - opisywanie trudów i problemów nie wystarcza, trzeba jeszcze traktat feministyczny napisać między wierszami.

      Tak, Afganistan to jest w ogóle taki negatywny fenomen. Aż się nie chce wierzyć :(

      Usuń
  2. To bardzo trudne tematy i bardzo dobrze, że takie książki powstają i zwracają naszą uwagę na tego typu problemy, o które cały czas trzeba walczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym zaznaczyła, że dobrze, że powstają DOBRE książki na takie tematy. Bo ogółem wychodzi ogromna ilość (nawet nie liczba ;)) takich pozycji, rozdmuchanych, pełnych uprzedzeń i agresji. Znalezienie perełki graniczy z cudem, a tu się udało! :)

      Usuń
  3. Brzmi bardziej niż zachęcająco, mam nadzieję, ze brak w ksiązce drastycznych scen ( Po "Kwiecie Pustyni" miałam problemy z zaśnięciem przez kilka dni)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... to zupełnie coś innego niż "Kwiat pustyni". "Afgańska perła" jest dużo mniej dosłowna, nie ma tu opisów drastycznych scen, ale jednocześnie jest równie emocjonalnie nacechowana, bo wydarzenia nie zostawiają czytelnika obojętnym. Wydaje mi się, że jest to dobrze wyważone i zachęcam do spróbowania :)

      Usuń