wtorek, 7 listopada 2017

Jak zwierzę. Intymne zbliżenie z naturą - Charles Foster


Jak zwierzę. Intymne zbliżenie z naturą to jedna z wielu wydanych ostatnio publikacji przyrodniczych. Jest to też zdecydowanie najbardziej szokująca z nich. Co może być szokującego w książce opowiadającej o życiu borsuków, wydr, lisów czy jeleni? Cóż, tak długo, jak badacz analizuje życie tych gatunków z komfortowego stanowiska obserwacyjnego czy nawet własnej pracowni - pewnie nic. Autor książki, Charles Foster, zdecydował się jednak na zupełnie niekonwencjonalne podejście: aby lepiej zrozumieć świat borsuka - pierwszego z wybranych przez siebie gatunków - zabrał ośmioletniego syna i przez kilka tygodni mieszkał z nim w wykopanej przez siebie norze, latając po okolicy na czworaka i jedząc to, co... no cóż, głównie to, co jadłby sam borsuk.

"Kiedy włożycie robaka do ust, ich ciepłota go przeraża. Mogłoby się wydawać, że w poszukiwaniu wolności ruszy w dół, ku waszemu przełykowi, w jeszcze głębszy mrok stanowiący dla niego zazwyczaj bezpieczne schronienie. Ale tym razem będzie inaczej. Robak rzuci się ku przerwom między zębami. Rozciągnie się w cienką nitkę i wwierci w szczelinę. Jeżeli jego wysiłki okażą się bezskuteczne (...), wpadnie w panikę: zacznie się spazmatycznie skręcać, wywijając połową ciała jak lassem i chłoszcząc nim wasze dziąsła."

Po borsuku przyszła jeszcze kolej na wydrę, lisa, jelenia i jerzyka. Oprócz zmiany upodobań kulinarnych i miejsca życia, autor nie wahał się też przed wykorzystaniem innych zwierzęcych metod ustalania porządku świata, cały czas angażując w to swoje dzieci. Mam pełen szacunek dla żony Fostera, która, jak przyznaje autor w podziękowaniach, "cierpiała w milczeniu" i czytała kolorowe magazyny w domku letniskowym, podczas gdy jej małżonek przez całe wakacje zabierał potomstwo na brzeg rzeki w celu, na przykład, wyznaczenia terytoriów za pomocą odchodów. Skoro robią tak wydry, to i kilkulatki sobie poradzą, prawda? A potem będziemy codziennie chodzić i obwąchiwać wszystko i zobaczymy, czy system działa... Następnie, dla rozrywki, możemy ocenić przynależność gatunkową bezskorupowych ślimaków na podstawie smaku.

Podobne szokujące, naturalistyczno-fizjologiczne elementy to na szczęście tylko część książki. Autor okrasza wszystko swoimi przemyśleniami - jest tu nutka nauki, ale też filozofii, oferującej bardzo inteligentne, dojrzałe spojrzenie na świat zwierząt. Foster wie, że nigdy nie uda mu się postrzegać świata dokładnie tak, jak robią to zwierzęta, ale nie ustaje w próbach i dochodzi do tego wniosku z zachwytem. Wydaje mi się, że właśnie tu tkwi główne przesłanie książki: wołanie o to, by dać sobie czas na wyciszenie i zachwycenie się otaczającym nas światem, szlachetnością jelenia, drapieżnością wydry czy powietrznymi akrobacjami jerzyka. Jak zwierzę to głównie opowieść o bezgranicznej fascynacji i zachwycie dzikimi zwierzętami.

"Wieść  życie wydry, to jak być na amfie. Gdybym jako mieszkaniec przedmieść chciał się wprowadzić w podobny stan, musiałbym nie spać przez dwie noce z rzędu, wypijać co dwie godziny podwójne espresso, zaraz potem brać zimną kąpiel, po niej pochłaniać potężne śniadanie z poruszającego się w przedśmiertnych drgawkach sushi, a następnie zapadać w drzemkę - i tak bez końca aż do śmierci, którą w imię realizmu mógłbym ponieść, wbiegając pod samochód."


Niestety, mój stosunek do autora jest dość trudny do określenia. Z jednej strony budzi sporą sympatię - nie sposób nie docenić jego pomysłowości, dystansu do samego siebie i gromadki dzieci, ani nie zachwycić się pasją, z jaką snuje swoje opowiadanie. Jednocześnie jednak Foster jest myśliwym i nie potrafi zaprzeczyć płynącej z zabijania zwierząt radości nawet wtedy, gdy bada objawy własnego ciała w czasie ucieczki przez las przed psami gończymi (to tak w ramach identyfikacji z jeleniem, oczywiście). Do tego żywi ogromną, nieuzasadnioną nienawiść do kotów, co rzuca się w oczy już w rozdziale o wydrach - ewidentnie widać, że im bardziej niezależne i odległe od prostolinijnych psowatych jest zwierzę, tym bardziej odpycha naszego badacza-maniaka. W moim odczuciu te całkiem niezwierzolubne zachowania wpływają na wiarygodność jego opinii (jak przyrodnik może mieć takie kolosalne uprzedzenia?).

Główną zaletą pozostaje fakt, że Foster odmawia typowego dla autorów tego typu książek przyznania, że pewne granice między światem ludzi i zwierząt są nie do pokonania - gdzie nie da się przekroczyć ich legalnie, tam pcha się na przełaj przez las, oferując bardzo świeżą perspektywę. Niestety, mam wrażenie, że naukowe dywagacje były tu jedynie pretekstem do dobrej zabawy: troszkę brak mi w tekstach Fostera czegoś, co faktycznie zwiększyłoby moją przyrodniczą świadomość lub wiedzę o świecie zwierząt, jakiegoś drugiego dna. Autor analizuje zachowanie swojego ciała, snuje rozważania na temat różnych zwierzęcych mechanizmów, ale troszkę szkoda, że niewiele poza prowokacyjnymi metodami "badań" może zaskoczyć czytelnika.


"- Czy mogę zapytać, dlaczego musi pan spać akurat w tym miejscu? 
- Oczywiście, że może pan zapytać, choć wątpię, czy spodoba się panu moja odpowiedź. Próbuje być lisem i - zacząłem mówić szybciej, starając się uchylić przed tryskającym naturalną życzliwością wzrokiem policjanta -  chcę sprawdzić, jak to jest przysłuchiwać się przez cały dzień samochodom i przyglądać kostkom czy łydkom ludzi, a nie całym sylwetkom. 
Ostatnia uwaga okazała się poważnym błędem. Zdałem sobie z tego sprawę, jak tylko ją wypowiedziałem. Łydki, kostki i ukrywanie się w zaroślach kojarzyły się policjantowi z perwersją tak straszliwą, że powinno się ją mierzyć latami w kiciu."


Jak widać, Jak zwierzę to festiwal sprzeczności: z jednej strony książka śmiertelnie poważna, z drugiej - skrząca się humorem i dużą dawką autoironii. Pełna zachwytu nad otaczającym nas światem i obrzydliwie naturalistyczna. Fascynująca i absurdalna. Połączenie konwencji pamiętnika z mieszanką neurobiologii, psychologii i nauk przyrodniczych. Co najlepsze, każda z tych odsłon wypada dobrze, co sprawia, że Jak zwierzę to inteligentna książka dla tych fanów literatury przyrodniczej... choć raczej dla tych, którzy szukają raczej inteligentnej narracji i powiewu świeżości, a nie naukowych przełomów.




Tytuł: Jak zwierzę. Intymne zbliżenie z naturą
Autor: Charles Foster
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 350




Za książkę do recenzji dziękuję 
wydawnictwu Czwarta Strona:


15 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej książce, ale też nie czytałam tego typu pozycji! To może być coś ciekawego, więc będę miała ją na uwadze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy idealna na początek (poleciłabym raczej Wohllebena jako pierwszą przyrodniczą), ale jedna z ciekawszych, jakie miałam w rękach :) Ostatnio wydają je masowo, więc trzeb uważać przy wyborze ;)

      Usuń
  2. Cóż, autor brzmi dosyć maniakalnie, a jego nienawiść do kotów to stanowcze nie-nie dla mnie (jak można nie lubić kotów, no jak?!?!?). Podziwiam jednak za wytrwałość w kontynuacji swoich założeń, bo mieszkanie w norce może i jest fajne na jeden dzień, ale udawanie zwierzaków przez całe wakacje? Tego moja wyobraźnia już nie ogarnia;)

    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jego pasja i zachwyt otaczającym światem sprawiają, że ta książka jest godna uwagi - ja czytałam z lekko chorobliwą fascynacją.
      Tym bardziej szokuje jego nienawiść do kotów, o której mówi wprost i nie potrafi jej do końca uzasadnić. Dlatego moim zdaniem pokonała go wydra - pozostałe zwierzęta są dużo mniej tajemnicze i abstrakcyjne. I tak, dla mnie to też był problem przy lekturze, zwłaszcza że nieco rzutował na jej odbiór.

      Usuń
  3. O Boże o.O Po pierwszym cytacie zaczęłam zastanawiać się, czy autor ma wszystko okey z głową. Ale podziwiam jego pasję :D Co do książki, jeszcze nie wiem czy się odważę xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę odwagi fakt, wymaga (i nie, moim zdaniem do konca wszystkiego poukładanego nie ma, ale to nic) :D Moją pewność siebie też na początku ten cytat o robalach podkopał. Potem było tylko ciekawiej :D

      Usuń
  4. bardzo czekałam na tę premierę, bo książka mnie zainteresowała od samego początku. bardzo chętnie przeczytam, nie potrzeba mi naukowej wiedzy :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak tylko zobaczyłam zapowiedzi, to widziałam, że ojej, muszę :D Mam nadzieję, że Ci się spodoba i też się będziesz dobrze bawić :)

      Usuń
  5. Takie klimaty niestety mnie nie przekonują, bardzo bardzo rzadko sięgam po książki w tym typie :) Nie rozumiem myśliwych, dlatego, że sama jestem przeciwna zabijaniu zwierząt i kieruję się przekonaniem, że moglibyśmy się bez tego obejść- chyba przemawia przeze mnie wegetarianizm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten fragment o myślistwie mnie rozbroił. Jak można naprawdę wczuc się w cierpienie ściganej istoty, jeśli jednoczesnie człowiek cieszy się na myśl polowania? Taki lekki fałsz, który mnie tu ukłuł w oczy trochę. No, ale ja też mam alergię na myślistwo (właśnie wrzuciłam recenzję Prowadź swój pług przez kości umarłych, tak tematycznie ;))

      Usuń
  6. Trzeba przyznać autorowi oryginalność pomysłu. Chyba nie odważyłabym się żyć jak borsuk ;D ciekawa książka, z chęcią sprawdzę, chociaż kocia antypatia mnie nieco zniechęca ;)
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym się nie odważyła. Powygłupiać się przez 1-2 dni - czemu nie, taki survival, ale to, co autor odstawiał, jeszcze angażując w to dzieciaki... no, podziwiam jego żonę ;)

      Usuń
  7. Chyba najbardziej oryginalne podejście do tematu, jakie dotąd spotkałam w literaturze przyrodniczej :) Zachęciłaś mnie - czytałam już z tej serii/tego wydawnictwa "Sekretne życie łąki" i nawet mi się podobało, myślę, że temu też dam szansę teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a mnie "Sekretne życie łaki" się nie spodobało (mam gdzieś nawet przygotowaną recenzję), to tutaj jest napisane zdecydowanie lepiej. Więc polecam :)

      Usuń
  8. Dosyć oryginalna książka (albo raczej pomysły autora). Póki co raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń