czwartek, 23 listopada 2017

Był sobie pies - W. Bruce Cameron


Jaka jest sens życia psa? Gdzie jest jego miejsce w społeczeństwie? Jak widzi on świat, co ma dla niego znaczenie? W swojej powieści Był sobie pies (dawniej, przed ekranizacją: Misja na czterech łapach) W. Bruce Cameron postanowił oddać narrację w łapy pewnego czworonoga i odpowiedzieć na te i wiele innych pytań. Zastanawiałam się, czy sięgać po tę książkę, skoro znałam już film - w końcu stwierdziłam: co mi szkodzi? I całe szczęście, bo okazało się, że książka bije amerykańską produkcję na głowę, odsłaniając luki i kiczowate rozwiązania ekranizacji. Jest piękna!


...i to dosłownie. Wydawnictwu Kobiecemu należą się oklaski za to wydanie. Nie jestem szczególną fanką okładek filmowych, ale ta jest po prostu nieziemska - ma fantastyczną fakturę, a psi nos jest dodatkowo lakierowany i lekko wypukły. Niesamowite wrażenie, zapowiadające ciekawą, literacką przygodę. Co najważniejsze, wnętrze z nawiązką spełnia obietnicę złożoną przez ten uroczy okładkowy nos.

Był sobie pies to, jak sam tytuł wskazuje, historia psa - w pewnym sensie nawet więcej niż jednego, bo mamy tu do czynienia z kolejnymi wcieleniami głównego bohatera, poszukującego sensu swojego psiego losu w kontekście wspólnego życia z kolejnymi ludźmi. Gdy jako retriever Bailey trafia do ośmioletniego Ethana i jego rodziny, powoli dochodzi do wniosku, że obdarzenie chłopca miłością to jego najważniejsze zadanie. Kolejne wcielenia umacniają go w tym przeświadczeniu, a czytelnik ma okazję przyjrzeć się różnym więziom, jakie potrafią wytworzyć się między człowiekiem a jego przysłowiowym już „najlepszym przyjacielem”.

Moja pierwsza psia Miłość...
Nietrudno się domyślić, że w tej historii śmiech przeplata się z łzami, jest niesamowicie emocjonalna. Każdy, kto miał psa lub innego czworonożnego towarzysza, wie, jakie emocje takim relacjom... zwłaszcza gdy nadchodzi czas pożegnania (który, swoją drogą, jest w tej książce pięknie pokazany). Jednocześnie jest to również zaskakująco mądra opowieść: psia perspektywa nie jest, o dziwo, ani pretensjonalna, ani infantylna, a niektóre uwagi Baileya są wprost rozbrajające. Cameron świetnie obrazuje sposób funkcjonowania psa i jego procesy myślowe, a tym samym uwydatnia błędy popełniane przez ludzi, którzy nieświadomie wysyłają psu niezrozumiałe lub sprzeczne komunikaty. To powinna być lektura obowiązkowa dla każdego, kto próbuje ogarnąć swojego pierwszego szczeniaka - można z niej wyciągnąć naprawdę mądre informacje.

„Jestem grzecznym pieskiem, ale widocznie niewystarczająco grzecznym, żeby zasłużyć na przysługujące mi ciastko, nawet mimo tego, że jakąś minutę później trąciłem koszyk nosem dla przypomnienia dziewczynce, po co przyszła.”

Książkę czyta się błyskawicznie i z dużą przyjemnością - jedyny mój zarzut odnośnie stylu to potwornie irytujące, wszechobecne zdrobnienia. Mam w życiu drugiego już wielkiego psa i gwarantuję Wam, że żadnemu z nich nie przeszłoby nawet przez myśl, żeby użyć, na przykład, słowa „pysio” ;) To po prostu kompletnie nie pasuje do dorosłego, dużego psa, a przecież Bailey w żadnym swoim wcieleniu nie był jazgaczem noszonym w torebce. To nie jest książka typowo dla dzieci, takie uproszczenia nie są w żaden sposób uzasadnione i poważnie działały mi na nerwy i niepotrzebnie infantylizują tę powieść.

...i ta obecna.
I teraz małe, prywatne marudzenie: osobiście obawiam się, że przy całym tym uwielbieniu dla czworonogów Był sobie pies maluje... zły wizerunek psiarzy. Pewnie dramatyzuję, ale wśród opiekunów psiego narratora mamy same indywidua: walniętą kolekcjonerkę psów, która myśli, że jak wpuści nabuzowanego pitbulla do zagródki z kilkudziesięcioma psami, to nie będzie masakry, bo przecież psy nie są złe; mamy ludzi, którzy kompletnie nie potrafią swojego psa wychować; mamy wreszcie patologię, kupującą psa dla kaprysu. Jeśli ktoś psów nie lubi, to utwierdzi się w przekonaniu, że psiarze to jakiś pozbawiony logicznego myślenia podgatunek człowieka, a rację bytu mają tylko psy pracujące: jedyny normalny duet, jaki pojawia się w książce, to policjant z psim partnerem. Może perypetie tych wszystkich nieogarniętych ludzi miały być urocze, ale podtrzymuję, że jest to wizerunek „społecznie niebezpieczny”. Przyjmijmy jednak, że żaden anty-fan psów nie sięgnie po ten tytuł - oby!

Jeśli jednak kochacie psy - to jest to historia właśnie dla Was. Pięknie pokazuje powstawanie i tworzenie więzi między czworonogiem a jego człowiekiem i pozostawia takie miłe uczucie ciepła w sercu. Pozwala też jeszcze bardziej docenić chwile, które dane jest nam spędzić w towarzystwie naszych czworonożnych towarzyszy. Uwaga: lektura Był sobie pies grozi też wzruszeniami, i to konkretnymi (a zawsze powtarzam, że ja łatwo się nie rozklejam na książkach). Ale i to jest czasem potrzebne... 



Tytuł: Był sobie pies 
Autor: W. Bruce Cameron 
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece 
Liczba stron: 392

19 komentarzy:

  1. Mam tę pozycję na swojej liście. To książka dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie wahaj się i czytaj jak najszybciej :D

      Usuń
  2. Uwielbiam tę książkę ♥♥ Teraz mam nadzieję, że wkrótce uda mi się przeczytać nową powieść autora :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie skończyłam "Psiego najlepszego" ;) Niby zupełnie co innego, ale też bardzo ciepłe i pozytywne, więc polecam :D

      Usuń
  3. Kocham psy, czytałam książkę i czekam na kolejne pozycje autora z psiakami w roli głównej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Psiego najlepszego" to bardziej romans, ale całkiem psi, jak się tak zastanowić. Właśnie skończyłam czytać :) Też będę miała na oku jego twórczość :)

      Usuń
  4. Ja jestem w stanie wyobrazić sobie dużego psa mówiącego "pysio" :) Nawet bardziej mi to pasuje, bo zwykle moje psy i psy znajomych były ostro walnięte. Książkę czytałam, dostarczyła mi mnóstwo ciepłych emocji i jeszcze większych wzruszeń. Niby nic specjalnego, ale bardzo przyjemna i fajna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój pies to miłość w czystej postaci, ale kurna nijak nie mogę sobie wyobrazić, że zdrabnia słowa do tego stopnia ;) "Pyszczek" bym jeszcze przełknęła, ale co za dużo, to niezdrowo :)
      Tak, to jedna z tych książek, które czyta się właśnie dla tego wewnętrznego ciepełka, nie uważasz? :)

      Usuń
  5. Bardzo lubię tę książkę. Film też niczego sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, obie wersje wypadły całkiiem przyzwoicie, choć jednak filmowa jest znacznie bardziej kiczowata.

      Usuń
  6. Czytałam tą książkę i nie za bardzo mnie zachwyciła ale mam ogromną nadzieję, że kiedyś przeczytam jeszcze raz i będę miała inne zdanie.
    Super post!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :D
    https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/11/jest-poranek-bozego-narodzenia-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, może nie trafiłaś na odpowiedni moment...

      Usuń
  7. Znam taką jedną "psią mamę", więc myślę, że to może być idealny prezent!

    OdpowiedzUsuń
  8. bez chusteczek ani rusz. Przepiękna książka, zwłaszcza dla psiarzy!
    Filmu nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film mi się podobał (zryczałam się jak głupia, a jakże), ale rozwiązania w książce są dużo mniej tendencyjne i hollywoodzkie, więc generalnie lektura wypada dużo lepiej. Jakbyś miała okazję obejrzeć film, to i tak polecam - ale z uwzględnieniem, że sporo pozmieniali.

      Usuń
  9. Mnie raczej w tej książce bolała naiwność całego świata przedstawionego, zwłaszcza opis charakteru psa. Zwłaszcza, że... takie przypadki, jakie są w tej książce, to niestety nic nie zwykłego. Nawet przy hodowli rasowych (a więc drogich) zwierząt takie kwiatki się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszkadzało mi to, że tu nie dano dla przeciwwagi nikogo normalnego. Albo przypadki specyficzne, albo "kwiatki" ;)
      Charakter psa akurat tu mi pasował, w każdym razie do Baileya - retrievery właśnie tak mi się kojarzą. Aczkolwiek przyznaję, że potworne uproszczenia zostały zastosowane.

      Usuń
  10. Najnowsza część o szczeniaku Ellie jest wspaniała! :)

    OdpowiedzUsuń