piątek, 6 października 2017

Zdrajca tronu - Alwyn Hamilton


Dziś będzie króciutko: jakiś czas temu recenzowałam pierwszy tom serii, czyli poprzedzającą Zdrajcę Tronu książkę Buntowniczka z pustyni. Była to, jak pokazałam w recenzji, powieść mocno nierówna, szalenie frustrująca i irytująca przez pierwszą połowę („tę większą”), ale za to z widocznym potencjałem. Ujęła mnie ciekawa magia dżinów, ich natura i ograniczenia, a nade wszystko niesamowity klimat powieści. Elementy te jakoś ratowały historię, w której główna bohaterka była (wbrew temu, w co sama chciała wierzyć) nie tyle odważną, świadomą siebie kobietą, co raczej sfochowaną i co chwilę tupiącą nóżką, rozwydrzoną małolatą, która miotała się bez celu w mało składnej fabule. Czy Zdrajcy tronu udało się naprawić te błędy?

Odpowiedź brzmi: tak i jeszcze raz tak. Autorka zdradziła trochę więcej tajemnic dotyczących mocy pustyni i przeniosła akcję do orientalnych pałaców, co jeszcze wzmocniło świetny klimat powieści rodem z opowieści Szeherezady, który od początku był dla mnie atutem tej książki. To, co było fajne w pierwszym tomie, jest więc na miejscu i ma się całkiem nieźle.

Główna bohaterka też jakby mniej irytująca. Nie sądzę co prawda, że Amani szczególnie dojrzała po ciężkich przeżyciach pierwszego tomu, ale w drugim trafia w niewolę do haremu Sułtana, niezdolna sprzeciwić się jego woli i pozbawiona swej (przegiętej) mocy półdżina. Otoczona atmosferą wojny, spisków wokół tronu oraz całkiem niezależnymi od nich intrygami żon i nałożnic sułtana, po prostu musiała zacząć inaczej się zachowywać. W epicentrum reżimu tupanie nóżką na nikim nie zrobiłoby wrażenia, podobnie jak fochy i głupie teksty, więc Amani siłą rzeczy przybiera bardziej odpowiedni ton i potrafi nawet bez zbędnej egzaltacji pokazać pazury. Podobał mi się również rozwój jej relacji z Sułtanem. 

Osoby, które czytały wcześniej moją recenzję Buntowniczki z pustyni, mogą pamiętać mój zarzut, że Amani spędzała stanowczo za dużo czasu patrząc na napinające się mięśnie dowolnej części ciała Jina. Brzmiało to tak absurdalnie, że potem z perspektywy czasu sama zastanawiałam się, czy troszeczkę nie przesadziłam. W drugiej części tego nie ma, choć ewidentnie dlatego, że Jin znika z horyzontu. Co jednak dzieje się, gdy Amani i nasz drogi książę po raz pierwszy mają chwilę wytchnienia, gdy znowu są razem? Tak, zgadliście!

„Stojąc za nim, widziałam, jak napinają mu się mięśnie na gołych ramionach, jak porusza się wytatuowany kompas po drugiej stronie serca.”

No niewiarygodne, prawda? Całe szczęście, że to zjednoczenie kochanków nastąpiło dopiero na 91% książki, więc przez zdecydowaną większość powieści niesłabnący fetysz Amani został mi oszczędzony. Prawdopodobnie jest to jeden z powodów, dla których tak bardzo Zdrajca tronu mi się podobał.

Główna bohaterka to jedno, ale także sama fabuła rozwinęła skrzydła. Mniej tu szlajania się wte i we wte po pustyni, a więcej wrażenia celowości, faktycznej gry o tron i przygotowań do wojny. Lubię intrygujących książąt od czasu Kronik Amberu Zelazny’ego, więc rozwinięcie wątku w kierunku ukazania rebelii zdecydowanie przypadło mi do gustu. W połączeniu ze wspomnianą już ewolucją postaci głównej bohaterki czyni to ze Zdrajcy tronu bardzo zgrabnie napisaną i znacznie lepszą od pierwszego tomu młodzieżówkę, w której (co lubię) nie wszystko jest do końca takie, jak się wydaje.  Jeśli nadal wahacie się, czy rozpocząć przygodę z odtrąconymi książętami i rozkapryszoną półdżinką, to myślę, że warto zaryzykować: po drugi tom sięgnęłam na zasadzie „dam tej serii szansę” – teraz nawet z niecierpliwością czekam na tom trzeci. Choć odrobinę obawiam się, że po powrocie do obozu rebeliantów znów będzie w nim za dużo... mięśni.




Tytuł: Zdrajca tronu
Autor: Alwyn Hamilton
Tłumaczenie (j. angielski): Agnieszka Kalus
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 560

12 komentarzy:

  1. Hehe, to Ci te prężące się mięśnie dopiekły XD
    Nadal nie zachęca mnie pustynia, ciepło i cała reszta, ale może jak seria dobiegnie końca siądę i spróbuję się przekonać, że jednak nie taka pustynia straszna, jak ją malują:)

    Pozdrawiam,
    Ania z ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No weź, ile można, co za dużo to niezdrowo! :P
      To ciepło i pustynia to wybitnie moje klimaty, zwłaszcza teraz, bo od dwóch tygodni chronicznie marznę niezależnie od tego, ile warstw ubrań na siebie włożę ;) Ale fakt, poczekanie na zakończenie serii nie jest głupie, przynajmniej oszczędzisz sobie czekania. Jestem ciekawa, czy autorka utrzyma poziom drugiego tomu i czy nie wpadnie we wcześniejsze słabe nawyki.

      Usuń
  2. O i takiej recenzji potrzebowałam, żeby zmotywować mnie do przeczytania drugiego tomu:) Do pierwszego też miałam kilka zarzutów i nie byłam pewna czy sięgać po 2, bo mimo wszystko mam ochotę mu dać szansę i wychodzi na to, że chyba warto :) Choćby dla napinających się mięśni Jina... ok żartuję ;) Myślę, że przeczytam "Zdrajcę tronu" i sama sprawdzę jak potoczyła się ta pustynna przygoda :)

    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uwielbiam tę serię, mnie po prostu kupił ten pustynny klimat <3
    Ale zgadzam się co do tych napinających się mięśni... xDD W pierwszej części było tego za dużo xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nawet nie zwróciłam uwagi na to obserwowanie przez Amani mięśni Jina ;P Ale w sumie mnie to cieszy ;P Dla mnie drugi tom był porównywalny z pierwszym, czyli dobry, ale bez fajerwerków. W każdym razie z chęcią sięgnę po trzecia część.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się twoja recenzja. Niestety nie miałam okazji czytać tej książki ale wątpię czy po nią sięgnę bo nie jest to moja tematyka. Pozdrawiam :)
    http://take-a-pencil-and-draw-world-of-race.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedługo zabieram się za tom pierwszym, mam nadzieję, że twórczość autorki pochłonie mnie i będzie to ciekawa książka, bo ostatnio trafiam na słabe fantasy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potraktuj tom 1 jako preludium do 2, to będzie większa szansa, że Ci się spodoba całość ;)

      Usuń
  7. Sama okładka kusi swoim wyglądem do tego, żeby zakupić tę książkę i poczytać. Może w końcu zakupię swój egzemplarz i zerknę, czy nadaje się do poczytania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Być może zerknę przy okazji, ale oczywiście zacznę od tomu 1!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam jeszcze "Buntowniczki z pustyni" ale mam zamiar wkrótce po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Buntowniczka z pustyni strasznie mi się podobała, ale niestety tej części jeszcze nie miałam okazji przeczytać :( Musze ją w końcu kupić! :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń