środa, 4 października 2017

Animal fantasy - fantastyka z innej perspektywy


Szeroko pojęta fantastyka obfituje w najprzeróżniejsze stworzenia, gatunki, rasy i mutacje - w końcu jedyne ograniczenia to te dotyczące możliwości wyobraźni autora. Czasem jednak autorzy wpadają na inny pomysł: zamiast tworzyć nowe gatunki, pozwalają nam spojrzeć na wydarzenia oczyma tych dobrze nam znanych. Choć niektórzy wierzą pewnie, że książka, której bohaterami jest kot, pies czy... kret, musi znaleźć się na półce z literaturą dziecięcą, to nie ukrywajmy: powieści animal fantasy, bo to o nich mowa, to pełnoprawne, mocne dzieła, w których zwierzęta tworzą zorganizowane społeczności, mają swoją kulturę, system wierzeń... a jednocześnie nie tracą swojej zwierzęcości. Zapraszam na zestawienie z okazji Światowego Dnia Zwierząt!


Z perspektywy gryzonia...


KRÓLIKI 

Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
Króliki wyjątkowo na pierwszym miejscu, bo pierwsza książka, jaka przychodzi mi do głowy na hasło „animal fantasy”, to właśnie cudowne Wodnikowe Wzgórze Adamsa. Królicza epopeja zaczyna się, gdy Piątek i Leszczynek wyruszają w poszukiwaniu nowego domu: po drodze będą musieli stawić czoła wielu przygodom i niebezpiecznym sytuacjom, a nawet królikom z innych klanów. Bo króliki Adamsa mają nie tylko imiona, ale też zorganizowaną społeczność, a nawet własny system mitów i poezję. Powieść wydano ostatnio w pięknym, dużym formacie i z ilustracjami, które każą ludziom wierzyć, że jest to książka dla dzieci. A nie jest – krew się leje, samiczki stanowią własność samców i są niemalże towarem handlowym, a króliczy świat jest co najmniej równie brutalny, jak nasz.

MYSZY

Dom obiecany – Garry Kilworth
Jak koty, to i myszy, prawda? Dom obiecany to pierwsze pełnowymiarowe animal fantasy mojego życia, przeczytane jeszcze w czasach, gdy nie miałam prawa go docenić, bo oczekiwałam, że będzie to po prostu bajka o myszkach. Myszki, owszem, są, ale do bajki to temu daleko. Mysz imieniem Handlarz słyszy głos przodków, każący mu opuścić znany Żywopłot i udać się do odległej krainy, zwanej Domem, gdzie musi opanować anarchistyczne zapędy mysiej społeczności. A myszy Kilwortha są tak mysie, że czasem ma się wrażenie, że sam autor musiał kiedyś być gryzoniem. Może w jakimś wcześniejszym wcieleniu...?


...albo najlepszych przyjaciół człowieka:


KOTY

Pieśń Łowcy – Tad Williams 
A tak naprawdę Tailchaser’s Song, czyli „Pieśń Goniogona”, bo tłumacz zmarnował piękne imię głównego bohatera, a przy okazji pewnie dużą część stylu autora (właśnie robię „powrót po latach”, tym razem w oryginale). Taki koci odpowiednik Wodnikowego Wzgórza, czyli animal fantasy w najczystszej formie: rudy Łowca jest członkiem społeczności, która ma własne wierzenia (z panteonem bóstw włącznie), kulturę i Imiona, na które muszą sobie zasłużyć. I tajemnicę do rozwikłania...

Felidae – Akif Pirinçci 
To w zasadzie nie jest fantasy, tylko kryminał czystej wody i to naprawdę dobrze napisany. Kocur Francis, główny bohater, musi odkryć tajemnicę, kryjącą się za zwłokami kociego pobratymca, które znalazł w ogrodzie. Co ciekawe, jest to prawdopodobnie najbardziej niepokojący kryminał, jaki czytałam w życiu, ale żaden ze mnie znawca gatunku: są tajemnice, morderstwa, fałszywe tropy i konfrontacja z tajemniczym geniuszem-psychopatą na końcu. A że to wszystko w kocich klimatach? Cóż, dla mnie było to miłym zaskoczeniem, a dla miłośników kryminalnych zagadek może okazać się miłą odmianą :)

Wojownicy – Erin Hunter 
Cała seria o kocich klanach, pisana przez różne autorki pod pseudonimem Erin Hunter. Przyznam, że jako nastolatka przeczytałam jeden tom i odpuściłam, bo jako dość mocno uświadomioną w temacie osobę (schronisko,  wolontariat, koci dom tymczasowy) uznałam pewne elementy tej książki za społecznie niebezpieczne (na przykład otwarte nawoływanie do niesterylizowania zwierząt, niech się mnożą, albo szczycenie się w posłowiu, że wychodzące koty autorki ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach – no ej!). Ale prawda jest taka, że dla młodszego odbiorcy Wojownicy mogą okazać się świetną przygodą, bo jest to całkiem przyzwoicie i z rozmachem napisane kocie fantasy.

PSY 

The Plague Dogs – Richard Adams
W fantasy o kotach, jak widać powyżej, można przebierać. A psy? Pustka! Po długich poszukiwaniach znalazłam w końcu The Plague Dogs, serię popełnioną przez Richarda Adamsa (tego od Wodnikowego Wzgórza), a więc potencjalnie bardzo porządną, ale oczywiście niewydaną po polsku. Czyżby jednak koty, ze swoim indywidualizmem i tajemniczością, były bardziej chwytliwym tematem...?  Historia The Plague Dogs opowiada o dwóch psach, które uciekają z laboratorium prowadzącego testy na zwierzętach. Za zwierzętami rusza pościg w obawie, że stanowią swoistą broń biologiczną i przenoszą zarazki dżumy. Rowf i Snitter walczą o przetrwanie na nieznanych im ulicach miasta, w czym pomaga im lis Tod.


Na łące...


OWCE

Sprawiedliwość owiec – Leonie Swann 
Był już koci kryminał, ale z jakiej racji tylko koty mają brać sprawy w swoje łapy? U Leonie Swann (Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna i Triumf owiec. Thriller a zarazem komedia filozoficzna) śledztwo prowadzą owce, chcące znaleźć mordercę swego pasterza i opiekuna, George'a. Podejrzanych jest dużo, motywów - niewiele, a śledztwo toczy się ze sporą dawką humoru i chwilami zaskakującą głębią. Jest to dość nierówna powieść (akcja lubi się wlec, by potem nagle wystrzelić jak z procy), ale oferuje zdecydowanie ciekawą perspektywę i rozważania.


PSZCZOŁY

Rój – Laline Paull (pszczoły)
Bez pszczół nie przetrwa ludzkość, więc i w tym zestawieniu nie mogło ich zabraknąć ;) Jak można się spodziewać, wewnętrzne zasady roju opierają się na stuprocentowym, totalitarnym podporządkowaniu jednostki. Można sobie wyobrazić, co się stanie, gdy taka jednostka (i to z najniższej warstwy społecznej) postanowi pogwałcić jedno ze świętych praw roju. Na przykład takie, że tylko Królowa może być Matką... Wraz ze zbuntowaną Florą 717 poznajemy tajemnice ula, z czystkami religijnymi, drapieżnikami na zewnątrz i wrogami w jego wnętrzu włącznie. 

...i w lesie:


SOWY

Guardians of Ga’Hoole (Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole) – Kathryn Lasky
Seria o Strażnikach Ga’Hoole nie doczekała się polskiego przekładu z bliżej nieznanych mi powodów, ale za to wielu z Was może kojarzyć film animowany na podstawie pierwszych trzech części (jeśli nie, to nadróbcie koniecznie, historia może nie powala, ale za to to jedna z najpiękniejszych animacji w historii wszechświata, koniecznie do obejrzenia na większym ekranie i w dobrej jakości – widać każde sowie piórko!). Bohaterem pierwszych tomów jest młoda płomykówka, Soren, który wraz z bratem wypada z gniazda i trafia w szpony (dosłownie) wrogów – ich jedyną nadzieją jest odnalezienie Wielkiego Drzewa i zamieszkujących go legendarnych Strażników Ga’Hoole.


JELENIE

The Fire Bringer – David Clement-Davies (jelenie)
Kolejna książka, która dowodzi, że animal fantasy jest na polskim rynku wydawniczym traktowane jakoś tak po macoszemu. Mocna, ambitna powieść, w której bohaterami są jelenie, tworzące wewnątrz społeczności mocno zhierarchizowaną, niemalże militarną strukturę. Szkocki jeleń Rannoch, naznaczony białym znamieniem, o którym mówi przepowiednia, musi pomścić morderstwo swego ojca i uwolnić matkę spod władzy tyrana. Jestem w trakcie lektury i na pewno podzielę się z Wami wrażeniami :)


KRETY

Kroniki Duncton – William Horwood (krety)
Widzieliście kiedyś krety pod ziemią? Pobyt w berlińskim ZOO w słabo oświetlonej piwnicy z przeszklonymi ścianami, ukazującymi te pracowite bestie w ich naturalnym środowisku to było jedno z moich najbardziej niesamowitych przeżyć około zwierzęcych. Bo tak naprawdę o kretach wiemy na ogół niewiele ponad to, że potrafią narobić niezłych szkód w ogrodzie. Horwood sięga dalej i przedstawia nam krecią społeczność od wewnątrz: poznajemy losy Brackena, Rebeki, tyrana Mandraka, skryby Boswella i innych krecików z lasu Duncton, a to wszystko okraszone zakorzenionym w buddyzmie przesłaniem filozoficzno-religijnym.

...a nawet na innej planecie: 


MECHATE PASKUDZTWA

Dzieci czasu - Adrian Tchaikovsky
Na deser zostały pająki. Wszystkich z arachnofobią uprasza się o pominięcie tego fragmentu, ponieważ to nie są zwykłe przemykające po podłodze i ścianach ośmionogi, tylko ponad metrowe inteligentne bestie, które łączą się w grupy społeczne. Pod wpływem nanowirusa (i dzięki przypadkowi) ewolucja pająków na terraformowanej planecie została przyspieszona, pozwalając im nie tylko na wytworzenie relacji między osobnikami, ale również na naukę obróbki drewna i jedwabiu, tworzenie hodowli mszyc i myszy, a także na rozwój duchowości czy sztuki wojennej – ze szczególnym uwzględnieniem broni chemicznej. To ostatnie jest o tyle potrzebne, że na horyzoncie pojawiła się armia mrówek, a w perspektywie jest jeszcze inwazja ludzi z kosmosu… (Ten pajęczy opis zawdzięczacie Wiedźmie i jej Głowologii. Ja nie czytam o niczym, co ma tyle nóg i jest włochate, choć akurat ta książka kusi...)


~~~

Lubicie czytać książki, w których bohaterami są zwierzęta? Macie ochotę na którąś z przedstawionych powieści? A może dodalibyście jakieś tytuły do powyższego zestawienia? Podpowiedzcie, bo chętnie nadrobię zaległości. Może być nawet o pająkach ;)

34 komentarze:

  1. Ostatnio sprezentowałam przyjaciółce pierwszy tom Wojowników - sama nigdy nie czytałam, ale słyszałam, że jest świetne. Teraz przyszła pora, żeby pożyczyć od niej tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najbardziej młodzieżowa seria z tych tu przedstawionych... oczywiście nie jest to zarzut :) Nowe wydanie jest piękne z tymi kocimi paszczami na okładkach, ja miałam pierwsze, pamiętam, że nie zachwycało :)

      Usuń
  2. Ooo, ale fajne zestawienie. Znam i uwielbiam "Wodnikowe wzgórze", reszta to dla mnie nowość, chociaż o Wojownikach słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro lubisz "Wodnikowe Wzgórze", to szczególnie polecam "Pieśń Łowcy". Jakieś podobne odczucia we mnie budzą te książki (głównie przez sposób przedstawienia społeczności zwierząt), a jednocześnie są mocno różne :)

      Usuń
  3. Rewelacyjne zestawienie;) Dopisałam trochę do mojej listy - dzięki;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł na wpis, bardzo podoba mi się obrazek otwierający :) Wiesz, że nigdy nie spotkałam się z takim sformułowaniem jak "animal fantasy"? :) Z zestawienia najbardziej zainteresował mnie Dom Obiecany. Tada Williamsa mam w dalszych planach, te Wodnikowe Wzgórza też przydałoby się nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom Obiecany był fajny, choć czytałam go parę lat temu. Pamiętam, że myszy uwielbiały podżerać książki w bibliotece i robiły się od tego filozoficzne ;) Gdzieś chyba mam jeszcze tę książkę...
      Łowca Williamsa i Wodnikowe Wzgórze to taka "klasyka gatunku": WW bardziej "animal", a Łowca bardziej "fantasy" ;) Generalnie do zestawienia powinno trafić kilka innych serii, ale starałam się ograniczyć udział tych anglojęzycznych, a niestety mamy dużo braków w polskich wydaniach.

      Usuń
  5. Wszystkie poza Wojownikami trafiają na moją listę :) świetne zestawienie, czytałam kiedyś coś o szczurach, ale niestety nie pamiętam tytułu. Za to pamiętam, że bardzo mi się podobało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ci się to szczurze fantasy przypomni, to wróć i daj znać :) ja chyba na coś takiego nie trafiłam. Cieszę się, że ten zestaw przypadł Ci do gustu!

      Usuń
    2. Ale teraz jak o tym myślę, to nie wiem, czy to jednak nie był ten "Dom obiecany", a mi się coś w głowie pokiełbasiło...

      Usuń
    3. O myszach jest jeszcze cykl Redwall, ale tego nie czytałam... Generalnie myszy są zaskakująco popularne :) W razie jakby Ci się cokolwiek zwierzęcego przypomniało, to daj znać, może zrobimy drugą edycję zestawienia animal fantasy, u mnie jeszcze lezy parę propozycji ;)

      Usuń
  6. Przyznam się szczerze, że tego rodzaju książek mało przeczytałem, ale wymienione powyżej albo tak świetnie przedstawiłaś, albo naprawdę są dla mnie interesujące. Dzięki wielkie, super zestawienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zaintrygowały. Starałam się zrobić taki dość uniwersalny przekrój przez ten gatunek :)

      Usuń
  7. Niestety jako, że zbytnio nie mam czasu na książki to niestety żadnej z nich nie czytałam. Muszę przyznać, że świetne zestawienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak to jest, jak brakuje czasu na czytanie... Udało mi się na szczęście mnóstwo rzeczy zorganizować tak, żeby jednak wygospodarować trochę czasu, bo nie wyobrażam sobie życia bez książek :) Ale cieszę się, że zestawienie Ci się podoba - może z czasem uda Ci się po którąś sięgnąć :)

      Usuń
  8. O rany, chyba nie znam żadnej z tych książek, jak to się stało? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spójrzmy na to tak: ile fajnych rzeczy masz do nadrobienia! :D Jeśli się na coś skusisz, oczywiście ;) Jakiekolwiek animal fantasy czytałaś, czy nie wpadło Ci nic w ręce?

      Usuń
  9. jejku, ale mam nadrabiania! Chyba najbardziej zaintrygowało mnie „The Fire Bringer”, ale innym tytułom też się chętnie przyjrzę :)
    I na pewno sięgnę też po „Wodnikowe Wzgórze”, bo uwielbiam króliki i jako szczęśliwa posiadaczka (na razie) jednego z nich muszę zaznaczyć, że tak gwoli ścisłości króliki absolutnie nie są gryzoniami, to zajęczaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Fire Bringer" właśnie u mnie na czytniku. Jest niesamowity! Na pewno zrecenzuję, jak już się z nim uporam :)

      Ech, wiedziałam, że gdzieś wtopię ;) U mnie całe życie tylko koty i psy, więc wszystko, co ma stale rosnące siekacze, to dla mnie potencjalny gryzoń ;) Przepraszam i mizianki dla uszatego :D

      Usuń
    2. W takim razie będę wyczekiwać Twojej recenzji ;)
      A tam, zdarza się ;) Sama długo o tym nie wiedziałam, dowiedziałam się dopiero wtedy, kiedy zainteresowałam się królikami :D Nie ma za co przepraszać, a mizianki przekażę młodemu ♥

      Usuń
  10. Muszę się przyznać - kocham zwierzęta, ale równocześnie mnie trochę przerażają (żadnego "trochę" w przypadku robaków i innych pająków, brrr) i im dalej się od siebie trzymamy, tym lepiej (za wyjątkiem kota mojej współlokatorki, którego kocham całym sercem). Dlatego być może nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy sięgnąć po książkę opowiadaną z ich perspektywy. Chyba pora to zmienić... ale pozwolisz, że zacznę od jeleni i sów, a nie mechatych paskudztw XD

    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  11. Chętnie bym o pająkach poczytałam - kiedy byłam jakieś dziesięć lat młodsza byłam totalnie zafiksowana na ich punkcie, nawet sobie chciałam jednego kupić (za to, dla odmiany, panicznie boję się ciem i motyli), ale chyba by mnie z domu wyrzucili :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Kupiłam chyba koleżance na urodziny "Triumf owiec" pod koniec podstawówki XD Nie wiedziałam, co to w sumie.... Bralam losowo.
    Ja po takie rzeczy po prostu raczej nie sięgam. Jakoś nie kręci mnie bycie zwierzakiem obecnie, ALE co się nagrałam na zwierzęcych PBFach to moje :D

    OdpowiedzUsuń
  13. To i ja dorzucę coś od siebie do tej listy - powieść "Kot alchemika" Waltera Moersa. Wspaniała, mądra, pięknie napisana (i wydana) powieść, której bohaterem jest Echo - kot, który mówi. Kto nie czytał - polecam gorąco! :D

    Kasia z Herbacianych myśli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzowałam Kota Alchemika tutaj
      i faktycznie bardzo mi się podobał, natomiast nie jest to raczej takie prawdziwe animal fantasy: na potrzeby tego tekstu założyłam, że będę pisać o książkach, gdzie w centrum znajduje się dominująca społeczność zwierzęca, a nie pojedyncze egzemplarze gadających k(r)otków ;) Inna sprawa, że "Kota Alchemika" polecam zawsze i wszędzie :D

      Usuń
  14. Ja tylko w kwestii formalnej: króliki to nie gryzonie.;)

    Za to o gryzoniach (szczurach konkretnie) jest jeszcze "Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie" Pratchetta.;) No i w "Ciemnej nocy październikowej" Zelaznego narracja jest prowadzona z perspektywy zwierząt, choć klasyczne animal fantasy to nie jest (ale polecam, bo cudowna rzecz i akurat na tę porę roku ;) ). Nawet smoki mają swoją serie animal fantasy - "Skrzydła Ognia" się nazywa, fajna rzecz.

    I dzięki za przypomnienie o "Wojownikach" i podsunięcie Fire Bringera - zostanie kolejną książką, którą chciałabym przeczytać, ale nikt mi jej nie wyda :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, już mi się wyżej w komentarzach dostało i składałam przeprosiny króliczemu rodowi. Jako właścicielka wyłącznie zwierząt drapieżnych założyłam błędnie, że wszystko, co ma stale rosnące siekacze, to będzie gryzoń ;)

      Uwielbiam Maurycego, jeśli będę robić powtórkę tego zestawienia, to na pewno tam trafi ;) Nie wiedziałam, że ta powieść Zelazny'ego doczekała się polskiego przekładu! Niedawno skończyłam ją w oryginale, była cudownie absurdalna, ale ja Zelazny'ego bardzo lubię :)

      Ja mam sporo książek, co to "nikt ich nie wyda" :( Jak uda się dostać, to podczytuję po angielsku. Trzeba sobie radzić ;)

      Usuń
    2. Kiedyś króliki były uważane za gryzonie, ale to było ładnych kilkadziesiąt lat temu. Potem naukowcy doszli do wniosku, że jak na gryzonie to za dużo siekaczy mają.;)

      Tak, "Ciemna noc..." ma polski przekład. Ale nigdy nie była u nas wydawana jako osobna książka, tylko jako tekst w czasopiśmie (chyba "Czasie fantastyki"). Tak więc jest w zasadzie nie do zdobycia (chyba że na chomiku).

      Napisz o tych książkach notkę! :D

      Usuń
    3. Do dzisiaj taką książką, której nikt mi nie chciał wydać, była właśnie "A night in the lonesome October" Zelazny'ego :P Poszukałam sobie z ciekawości przekładu i na pewno się z nim zapoznam, choć nie żałuję, że czytałam to w oryginale. Dzięki za pomysł, pewnie coś ułożę takiego :)

      W ogóle cieszę się, że do mnie trafiłaś - zajrzałam na Twojego bloga i mamy nawet dość pokrewny gust. Będę odwiedzać :)

      Usuń
  15. O żadnej z tych książek nie słyszałam, ale jeśli chodzi o zwierzęta, to uwielbiam "Klątwę Tygrysa" :D

    https://sunreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Fenomenalny wpis!! Zapisuję sobie je do przeczytania!

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkoda, że "Legendy sowiego krolestwa" nie przetlumaczono na polski... Jednak film znam i jest świetny!
    A "Piesnia Lowcy" bardzo mnie zaciekawilas :)

    OdpowiedzUsuń