niedziela, 15 października 2017

Amber na sto sposobów, czyli testujemy fotoksiążkę od Saal Digital Polska


Do fotoksiążek podchodziłam zawsze dość nieufnie - jakoś miałam zakodowane, że nie ma to jak porządny album z fotografiami w klasycznym rozmiarze. Ostatnio zrobiłam jednak kilka fotoksiążek (twarda oprawa, papier kredowy) w ramach prezentów i powoli przekonuję się do tej formy. Gdy pojawiła się okazja zrecenzowania bardziej luksusowej wersji od Saal Digital Polska, zdecydowałam się spróbować. Bohaterką testowej fotoksiążki została moja ukochana psia modelka, Amber, która niniejszym ma swój debiut na blogu - album pokazuje naszą już ponad dziewięcioletnią, wspólną historię i będzie niesamowitą pamiątką na całe życie.


Zdecydowałam się na wariant w formacie zbliżonym do A4 (ok. 21 x 27 cm), z matową okładką i watowaniem - za tę opcję należy dodatkowo dopłacić, ale taka okładka jest niesamowicie przyjemna w dotyku (kojarzycie takie miłe w dotyku okładki książek...? no, to jest właśnie coś takiego) i nadaje fotoksiążce wrażenie ekskluzywności. Moim zdaniem prezentuje się to dużo lepiej od  zwykłej, twardej okładki z połyskiem.


Plusy

Zacznijmy od pozytywów, bo ogółem z produktu jestem zadowolona. Oprócz wspomnianej już rewelacyjnej oprawy, fotoksiążka ma świetne, sztywne, błyszczące strony. Obawiałam się trochę, że będą na nich zostawać odciski palców (jak na błyszczących zdjęciach), jednak na szczęście problem jest minimalny, więc książkę można bez przeglądać bez obaw.

Ładnie odwzorowane detale

Szczególnie podoba mi się fakt, że książka rozkłada się "na płasko" - nauczona doświadczeniem z fotoksiążek na zwykłym papierze (a więc szytych), uważałam, żeby nie umieszczać żadnego strategicznego elementu na styku dwóch stron. Okazało się jednak, że w tym przypadku była to zbędna ostrożność: papier fotograficzny nie jest szyty, a więc strony nie schodzą się do środka. Zdjęcie rozkłada się idealnie, dzięki czemu nie tracimy nic nawet przy zdjęciach na rozkładówce.

Nie tracimy elementów zdjęcia "na szwie" :)

Ze względu na temat - bardziej sentymentalny niż artystyczny w tym przypadku - do albumu trafiły zdjęcia różnej jakości. Ogółem jestem mile zaskoczona tym, jak wszystko zostało odwzorowane: widać, że można zaufać dostarczanego przez Saal Digital programowi, który ocenia, w jakiej wielkości dane zdjęcie ma wystarczającą jakość.

A właśnie, program. Zmontowanie fotoksiążki zajęło mi może 20% czasu, który musiałam poświęcić na ułożenie podobnego albumu w dedykowanej aplikacji EmpikFoto, która przez cały czas użytkowania doprowadzała mnie do szału. Tutaj wszystko było logiczne, łatwo się wyrównywało, nie uciekało po kątach i przesyłało dane w akceptowalnym tempie. Same plusy, choć przyznaję, że po fatalnych doświadczeniach z "prostym i intuicyjnym" programem empikowym (który pokazywał, że projekt jest okay, a potem zamówienie trzykrotnie anulowano przez błędy) pewnie spodobałaby mi się każda działająca alternatywa.



Minusy

Nie obędzie się jednak bez minusów. Głównym i najważniejszym jest fakt, że fotoksiążka Saal Digital... nie posiada wyklejki. Gdy otwieramy książkę, pierwsze zdjęcia pojawiają się już po wewnętrznej stronie okładki. Spotkałam się z takim czymś po raz pierwszy i muszę przyznać, że mnie rozczarowało, ponieważ sprawia to wrażenie mocno "budżetowego" rozwiązania i oszczędności na materiale. Gdybym robiła taką książkę na prezent, na pewno wolałabym, żeby wyklejka się pojawiła, ponieważ wygląda bardziej elegancko.

Tak wygląda wewnętrzna strona okładki - od razu mamy zdjęcia...

Drugie zastrzeżenie jest już minimalne - umieszczenie kodu QR dwukrotnie, z tyłu okładki oraz po wewnętrznej jej stronie. O ile całkowicie rozumiem kod na czwartej stronie okładki - zwłaszcza że taki malutki symbol nadal jest mniej irytujący niż wielkie kody kreskowe umieszczane na przykład przez Empik - o tyle powtórzenie go po stronie wewnętrznej uważam już za zbędne, zwłaszcza że, jak już wspomniałam, w ramach "oszczędności" umieszczono tam już fotografię.

Kod QR po wewnętrznej stronie okładki

Podsumowując...

Za taki album, jaki odebrałam od Saal Digital, powinnam teoretycznie zapłacić 247 zł. Ponieważ jest to pierwsza moja fotoksiążka na papierze fotograficznym (wcześniejsze robiłam na znacznie tańszym kredowym), ciężko mi stwierdzić, na ile jest to opcja konkurencyjna cenowo - z pewnością można znaleźć oferty nawet połowę tańsze, nie wiem jednak, czy jakość jest porównywalna. Na pewno taka fotoksiążka stanowi atrakcyjną alternatywę dla tradycyjnego albumu, więc jeśli lubicie robić zdjęcia oraz je wywołujecie (do czego zawsze zachęcam, bo jednak wersje elektroniczne są podatne na, hmm, tragiczne w skutkach awarie sprzętu), to z produktu Saal Digital na pewno będziecie zadowoleni.

Ostateczny test jakości... ;)


Za możliwość zrecenzowania

fotoksiążki dziękuję firmie



17 komentarzy:

  1. Jak ja kocham wszystko, co jest związane z fotografią! Ale ta książka prezentuje się cudnie!

    Pozdrawiam :)
    https://sunreads.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka rzeczywiście cudowna! Trochę drogo, ale na prezent nadaje się idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, cena jest spora... ale na szczególne okazje taki prezent będzie wyglądał imponująco :)

      Usuń
  3. Przede wszystkim witam serdecznie Amber, jest prześliczną i bardzo profesjonalną modelką<3

    EmpikFoto to koszmar, a nie program do robienia fotoksiążki. Co prawda u mnie efekt był zadowalający, ale czas, jaki trzeba temu poświęcić (zwłaszcza, gdy program nagle siada i trzeba zaczynać wszystko od nowa) jest zbyt długi i wypełniony zbyt dużą ilością przekleństw. Dlatego następnym razem spróbuję Saala.

    Brak wkładki to rzeczywiście dziwne rozwiązanie, w końcu to książka było nie było, a nie wyobrażam sobie takowej bez np. strony tytułowej. Ale coś za coś, rozkładanie na płasko trochę to rekompensuje.

    Pozdrawiam cieplutko Ciebie i Amber:)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też wszyscy byli zadowoleni z empikowych fotoksiążek, ale co się namęczyłam i nastresowałam, to moje - projekt zatwierdzony, program pokazuje, że jest ok, a zamówienie raz za razem anulowane z powodu błędów... prawie miesiąc trwało, zanim byli w stanie mi pomóc i ogarnąć, gdzie są te błędy-widmo.

      Usuń
  4. Mi się jakoś taki album nie podoba, wolę tradycyjne a najlepiej robione samemu. Za to muszę Ci powiedzieć, że masz bardzo uroczego psiaka. I to imię. No widać, że fanka Zelaznego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy pies miał na imię Mandor... więc coś w tym Zelaznym jest ;)
      Ja jestem obecnie rozdarta. W fotoksiążce podoba mi się to, że mogę wrzucać zdjęcia w różnych formatach, w albumie jestem bardziej ograniczona. Z drugiej strony jakość zdjęć klasycznych jest lepsza... ech :)

      Usuń
  5. to prawda, że program jest bardzo intuicyjny. co do tej wyklejki, teoretycznie można wybrać jakieś tło i nie dodawać zdjęcia na te strony - wtedy nie będzie tego problemu :D testowałam ich fotozeszyt i jestem bardzo zadowolona :D super pieseł :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie można, tylko trzeba wiedzieć, że tak będzie ;) Nie spodziewałam się. Program mnie zachwycił, w tym empikowym naprawdę myślałam, że dostanę szału, a jak jeszcze kilka razy po zatwierdzeniu projektu anulowało mi zamówienie z powodu błędów (których nie było widać), to już myślałam że pożegnam się z fotoksiążkami na zawsze ;)

      Usuń
  6. Osobiscie nie przepadam za fotoksiazkami. Zdecydowanie preferuje tradycyjne albumy z wklejanymi zdjeciami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uzywam wklejanych, muszę się przyznać... zbyt często zmienia mi się koncepcja i coś przekładam, albo poprawiam i wywołuję jeszcze raz. Kupuję zwykłe albumy z foliowymi kieszonkami - szukam takich, które mają wysoką przejrzystość, ale wiadomo, zawsze przez tę folię wygląda to trochę gorzej :(

      Usuń
  7. Uwielbiam foto książki i na pewno sobie sprawię takich kilka <3
    Zależy mi na wydruku zdjęć z bloga, bo niektóre wyszły w miarę, a to warto uwiecznić xD Bo często się to nie zdarza xD
    Pozdrawiam ciepło :)
    Kasia z niekulturalnie.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wywalałam początkowo zdjęcia z bloga po wykorzystaniu, ale tak sobie myślę, że faktycznie wyszłaby z tego całkiem fajna kronika za jakiś czas :)

      Usuń
  8. Też zamawiałam taką fotoksiążkę i byłam bardzo zadowolona <3
    Z chęcią dołączam do obserwatorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Tobie też przypadla do gustu :)

      Usuń
  9. Teoretycznie zawsze mozna na tych pierwszych stonach po prostu wrzucić jakies "tlo" - to juz jest w naszej kwestii, czy chcemy, by tam bylo zdjecie, czy nie. Mi osobiscie to nie przeszkadzalo, ale ja wspolpraowalam z nimi po to, by zrobic sobie portfolio - wiec naprawde nie robilo mi to roznicy.
    A watowanie to cudna sprawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to traktowalam jako test przed zamowieniem fotoksiazki ze slubu. Tez sie sprawdzilo ;) I juz wiem, ze jesli tylko sie da, to zawsze takie rzeczy tylko watowane. Te okladki sa nieziemskie :)

      Usuń