wtorek, 26 września 2017

Śmiejąc się w drodze do meczetu - Zarqa Nawaz



Zacznę od tego, że nienawidzę dwóch rodzajów opisów na okładkach: takich, które streszczają całą powieść oraz takich, które bredzą nie wiadomo o czym. Wydawnictwo Kobiece zachęca nas do Śmiejąc się w drodze do meczetu słowami: „Kiedy w wieku pięciu lat Zarqa przybywa z rodzicami do Liverpoolu, doświadcza swoistego szoku kulturowego. Dziewczynka bez trudu zauważa, że zasady, które rodzice wpajali jej od najwcześniejszego dzieciństwa, tutaj, w Wielkiej Brytanii, nie mają zastosowania.” 

Brzmiałoby nieźle, gdyby nie to, że autor tego blurba nie przeczytał nawet pierwszych kilku stron książki, bo wiedziałby, że Zarqa w wieku pięciu lat wyprowadza się, owszem, ale nie do Liverpoolu, a z Liverpoolu do Kanady. O szoku kulturowym mowy być nie może, bo Zarqa w Wielkiej Brytanii się urodziła, a Pakistan zna wyłącznie z opowieści. Drodzy wydawcy, tak się nie robi – czy ja mam rozumieć, że ta książka jest tak słaba, że nawet Wam nie chciało się jej przeczytać przed wydaniem…?

Na szczęście Śmiejąc się w drodze do meczetu wcale nie jest słabą powieścią. Co prawda zamiast tego medialnego „szoku kulturowego” jest zwykła wewnętrzna niezgodność, wynikająca z tarcia między sztywnymi zasadami islamu a na wskroś współczesnym światem Zachodu, ale i tak Zarqa ma o czym opowiadać – i potrafi to robić. Zakochałam się w jej humorystycznym stylu już od pierwszej strony, na której opisuje swoją wizytę w domu przyjaciela ze szkoły:


„Siedząc przy ich stole i pogryzając przekąski, zauważyłam, że kobieta przygląda mi się zmartwiona.
– Nie jedz tego – powiedziała. 
– Ale to pyszne. – Wepchnęłam sobie jeszcze więcej jedzenia do buzi. 
– To jest szynka – oznajmiła, marszcząc czoło. – A ty, zdaje się, jesteś muzułmanką. 
Zjadłam resztę tak szybko, jak mi pozwalało na to nieczyste sumienie. Niebo w gębie. (...) Kiedy przyszła po mnie mama, matka Davy’ego złożyła przeprosiny: 
– Sądziłam, że wie, co to szynka. 
Mama spojrzała na swoje żarłoczne muzułmańskie dziecko i westchnęła. 
– Posyłamy ją do meczetu, ale ma kłopoty z koncentracją.”


Żarłoczne dziecko z nieczystym sumieniem i kłopotami z koncentracją wkrótce podrasta i odkrywa, że życie w zgodzie z islamem nie dotyczy tylko wieprzowiny. Zwłaszcza że islam rodziców Zarqi obejmuje mnóstwo zasad pozbawionych związku z samą religią, tylko uwarunkowanych surowymi zasadami ojczystej pakistańskiej wsi. Zarqa nie może więc założyć sukienki, bo przez gołe nogi będzie „prawie naga” – w akcje desperacji biega więc w kiecce i… sztruksowych spodniach. Do tego dochodzą wątpliwości, czy muzułmance przystoi depilacja nóg, nawet jeśli wygląda „jak coś, co uciekło z zoo”, oraz mnóstwo innych dylematów, które człowiekowi Zachodu nawet nie przeszłyby przez myśl. A kiedy przyjdzie czas na wybór męża, to… Najlepiej sami się przekonajcie.


Zarqa Nawaz w swojej autobiografii tworzy uczciwy, szczery obraz islamu i wierności tej trudnej religii. Tchnie też życie w suche fakty, bo niby każdy wie, że muzułmanin powinien choć raz w życiu odbyć pielgrzymkę do Mekki, ale dopiero w narracji Zarqi pielgrzymka nabrała dla mnie koloru. Dowiadujemy się na przykład, że w tłumie kręcą się nie tylko pielgrzymi, z meczetu można wrócić bez butów, a znana turystom „zemsta faraona” złapie również kanadyjską muzułmankę, jeśli pokusi się o kebaba w ulicznym barze. Tak po prostu, po ludzku.


Bo Zarqa i jej rodzina to nie tylko muzułmanie, ale przede wszystkim zwykli ludzie. Mamy tu barwny obraz kobiety, która miała swobodę w wyborze męża, mogła studiować, do której nikt nie miał pretensji o urodzenie córek. Która próbuje pogodzić karierę filmową z życiem rodzinnym i chwilami nie ogarnia swojej gromadki dzieci, gdy nagle obok odmowy korzystania z butelki czy nocnika musi stawić też czoła kilkuletnim synom i ich... wnioskowi o rekompensatę finansową za obrzezanie (może być spłacana w żelkach). 

Jestem wdzięczna autorce, że w tych niesprzyjających czasach udało jej się stworzyć powieść, która ociepla medialny wizerunek muzułmanów. Jej muzułmanie – prawdziwi ludzie – żyją, kochają, przyjaźnią się i posyłają do szkoły dzieci w zachodnim społeczeństwie. I tak jak inni jego członkowie przeżywają zamachy terrorystyczne, nawet wtedy, gdy ktoś nasyła na nich policję tylko dlatego, że zapomnieli zabrać paczki z podjazdu własnego domu:


„– Mój teść urządza przyjęcie i chciałby pana zaprosić. 
– To bardzo ładnie z jego strony. 
– Prawda? – podchwyciłam. – Uważa, że po dzisiejszych straszliwych wydarzeniach powinniśmy się wszyscy lepiej poznać, żeby uniknąć wzajemnej podejrzliwości. 
– Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł być podejrzliwy wobec waszej rodziny – oznajmił Dave. 
– Otóż to. – Pokiwałam głową. – Niemniej ktoś z sąsiadów zadzwonił na policję. Nie wie pan  przypadkiem, kto to zrobił? 
Przyglądałam mu się bacznie, na wypadek gdyby przejawiał jakieś oznaki wyrzutów sumienia. Dave strzelał oczyma ponad moim ramieniem. Unikał patrzenia mi prosto w twarz. 
– Chce mi pan o czymś powiedzieć? Byłaby najwyższa pora. 
– W gruncie rzeczy tak – przyznał. – Pani syn przebiegł przez ulicę.”


Autorka jest niesamowitą, bardzo zakręconą osobą. Przedstawia samą siebie z dystansem, który zahacza o autoironię – chwilami czytelnik ma ochotę zawołać „kobieto, przecież ty jesteś nienormalna!”, ale ostatecznie jedynie wybucha śmiechem, wiedząc, że Zarqa doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dzięki swojemu dystansowi stworzyła niezwykle pozytywną, lekką powieść autobiograficzną, której nie da się czytać bez uśmiechu na ustach. 

Chciałam napisać, że Śmiejąc się w drodze do meczetu to książka idealna na lato, ale byłaby to generalizacja – tak naprawdę to książka idealna na każdą okazję, gdy chcecie przeczytać coś lekkiego, a jednocześnie bardzo interesującego i odsłaniającego nieznane strony kultury, która wchodzi ostatnio na nasze podwórko. Gdy chcecie przeczytać o całkiem normalnej, muzułmańskiej rodzinie. Tak dla odmiany.



Tytuł: Śmiejąc się w drodze do meczetu
Autor: Zarqa Nawaz
Tłumaczenie: Urszula Gardner 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece 
Liczba stron: 264

35 komentarzy:

  1. ciekawie wyszedł im ten opis :D nie moja tematyka, pasuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa, fascynująco wręcz ;) Nie wiem jak można takie coś przepuścić na okładce :)

      Usuń
  2. Zaciekawiłaś mnie ! Lubię lekkie książki i...koteeeeczek ! Ale słodziak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasem lubię sięgnąć po coś lżejszego, a to jest przy okazji inteligentne i porusza ciekawe kwestie.
      Koteczek dziękuje ;)

      Usuń
  3. Bardzo mnie zaciekawiła ta książka

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja siostra to ostatnio czytała i podsuwała mi co lepsze kawałki :) Muszę sama też przeczytać. Uwielbiam taki styl (no, co za dużo to niezdrowo, ale to fajna odskocznia od powążniejszych książek!)! Pozdrawiam, Gaja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czytałam fragmenty wszystkim wkoło ;) ba, do koleżanki nawet dzwoniłam, żeby jej przeczytać przez telefon, bo nie mogło czekać :D

      Usuń
  5. Ksiązka wydaje się bardzo ciekawa ale ta wtopa wydawnictwa.. wstydziliby się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, słabizna :) W ogóle naprawdę nie wiem, jak ktoś mógł takie coś popełnić - to nawet nie są zakamuflowane informacje, które można było pomylić, tylko fakty, które padają na pierwszych 3-4 stronach książki...

      Usuń
  6. To niestety nie moja bajka. Nie jestem w stanie zrozumieć tej kultury... Ale aż nie wierzę, że wydawnictwo zaliczyło taką wpadkę z tym opisem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, może właśnie ta książka pomogłaby w jej zrozumieniu? To zupełnie inna perspektywa, bez "filtru", który się pojawia, gdy o islamie/muzulmanach pisze człowiek z innego kręgu kulturowego - zawsze to inna perspektywa. A w najgorszym razie po prostu można się pośmiać, indoktrynacji tu nie ma ;)

      Wpadka wydawcy mnie zaskoczyła i zniesmaczyła. Czegoś takiego jeszcze nie spotkałam w żadnej książce :)

      Usuń
  7. Taki "trafiony" opis od razu skojarzył mi się z "Błękitnym chłopcem" Satyala. Na okładce krzyczy napis, że to historia hinduskiego chłopca, który myślał, że jest bogiem. A wyszło, że to historia porażająco irytującego dzieciaka, który odkrywa pornografię, ma ciągoty homoseksualne i zjada łyżkami masło. Wątek boga i jego ewentualnego wcielenia był mikroskopijny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, przynajmniej... był ;) Ale faktycznie, wydawca też pięknie popłynął. Zastanawiam się, skąd oni biorą takie kreatywne opisy :) Tutaj przynajmniej sama książka okazała się bardzo pozytywna i fajna, a w przypadku "Błękitnego chłopca" to, co dostałaś, nie brzmi zbyt zachęcająco.

      Oprócz opisów z kosmosu, hitem jest, gdy wydawca opisuje całą fabułę. Nieopatrznie dałam mojej mamie "Chłopca z latawcem" Hosseiniego i nie zapoznałam się z "zapowiedzią" na okładce, więc nie uprzedziłam, by jej nie czytała: na jednym skrzydełku okładki zdołali streścić całą książkę, do ostatniego rozdziału...

      Usuń
    2. O matko... ja nie wiem, co siedzi w głowach osób odpowiedzialnych za blurby...

      Usuń
  8. Wierzyć mi się nie chce, że ktoś mógł wypuścić książkę z tak nietrafionym opisem. Już nie wspominając o tym, że w ogóle czytając takiego blurba raczej bym po książkę nie sięgnęła, brzmi strasznie, hm, stereotypowo? I nudno przede wszystkim.
    Ale za to mnie zaintrygowałaś. W zasadzie niewiele wiem o kulturze, tyle co z jakichś filmów, ale to i tak w większości pewnie nie ma pokrycia z rzeczywistością. Jak będę mieć okazję, to spróbuję, zwłaszcza że książka jest króciutka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wydaje mi się, że książki w tym temacie są właśnie tak strasznie sztampowe, że autor blurba nie załapał, że ta może nie być ;)

      Książeczka króciutka - serio, takie dwa wieczory maksymalnie, zwłaszcza że autorka ma bardzo lekkie pióro i "płynie" z tym swoim opowiadaniem, a że dodatkowo człowiek się cieszy z każdą kolejną "scenką rodzajową", to dodatkowy napęd jest ;) Osobiście bardzo mi przypadł do gustu fakt, że to własnie prawdziwe opowiadanie tej kobiety - bez nadęcia religijnego, bez podręcznikowego "piątym filarem wiary jest hadżdż, czyli pielgrzymka do Mekki" - po prostu, pisze tak naturalnie i prawdziwie, że jakoś łatwiej zrozumieć te różnice... i je przyjąć :)

      Usuń
  9. Ale wtopili z tym opisem.. Ja nie znoszę kiedy opis książki zdradza fabułę na tyle, że odbiera przyjemność czytania i możemy się domyślić tego co będzie się działo.. Eh..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tu nie tyle zdradził, co przekłamał, ale wyżej wspominałam w komentarzach, że jakiś czas temu odkryłam, że w "Chłopcu z latawcem" (wyd. Albatros) na skrzydełku książki streszczono ją całą, do ostatniego rozdziału. To dopiero rozmach :D

      Usuń
  10. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać, jeśli chodzi o ten opis, ale sama Twoja recenzja zachęciła mnie do tej książki, czasami coś "lżejszego" jest potrzebne naszemu umysłowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest lekkie, a przy okazji niegłupie - więc połączenie idealne :)

      Usuń
  11. Ojej, książka chyba nie dla mnie. Niemniej jednak jestem zaskoczona tak ogromną wpadką... Ciekawa recenzja :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Sara z Niesamowity Świat Ksiażek

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem bardzo ciekawa tego humorystycznego stylu, niezbyt często mam z nim do czynienia w książkach. A i temat jak najbardziej dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że temat komuś podpasował :) Ja się na tej książce naprawdę usmiałam, zamęczałam rodziców czytaniem fragmentów, wydzwaniałam do koleżanki z co lepszymi kawałkami... Do chwili obecnej książki nie przeczytał tylko mój mąż, ale to też naprawię ;) Podobało mi się, że jest humor, ale nie taki prymitywny. Mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  13. uwielbiam taki humor, na pewno przeczytam tą ksiązke!:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z chęcią przeczytam tą książkę. Twoja recenzja tylko zachęca do przeczytania.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię zachęcić, taki był cel ;)

      Usuń
  15. bzmi ciekawe

    https://hyggelifestyle.wordpress.com/2017/09/27/moje-szczescie/

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo chętnie sięgnę po tą pozycję! Miałam okazję się przekonać, że książki o muzułmankach są bardzo ciekawe, dlatego ta też wędruje na listę do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem na jakie trafiłaś, ale ja mam wrażenie, ze większość opowiada o tym, jak to muzułmanki mają przerąbane przez męża psychopatę ;) Ta się ładnie wyróżnia, mamy fajną, prawdziwą, NORMALNĄ rodzinę. I dlatego między innymi tak mi się podobała :)

      Usuń
  17. Wow wreszcie coś innego niż uciekanie z haremu i oparzenia kwasem. Oryginalne. Muszę mieć! I bardzo przyjemna recenzja :)
    Zapraszam też do siebie www.ruda-i-ksiazki.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że recenzja przypadła Ci do gustu :) Generalnie w moim odczuciu te wszystkie "spalone", "sprzedane" i "okaleczone" to większością pisane na jedno kopyto, tendencyjne gnioty, po prostu zła literatura. A tutaj mamy fajnie, obiektywnie napisany tekst :) bardzo polecam!

      Usuń
  18. Można chyba założyć, że autor opisu okładkowego książki nie czytał, bo stwierdził, że jak o muzułmanach to nie warto, ale coś napisać musiał, więc wkleił taką oto bzdurę><

    Czuję, że "Śmiejąc się..." jest książką bardzo w obecnych czasach potrzebną. Obraz muzułmanów w mediach jest tak niesamowicie przekłamany (ze strony prawicowej mnie to specjalnie nie dziwi, ale i ludzie tzw.lewicy potrafią przegiąć w drugą stronę), że warto poznać świat wyznawców Allaha właśnie od środka, od strony zwykłych, przeciętnych ludzi, którzy tak jak wyznawcy każdej innej religii kochają, nienawidzą, borykają się z codziennymi problemami, mają rodziny i są mniej lub bardziej szczęśliwi. Sięgnę po tę książkę z przyjemnością i mam nadzieję, że zrobi to wiele osób ciekawych, jak to rzeczywiście jest z tym islamem.

    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Na jednej z grup facebookowych ktoś skomentował mi tę recenzję słowami, że "promuję obcą religię" i "islamizuję Europę". To pokazuje, jacy ludzie są zacietrzewieni. Przeraża mnie to o tyle, że znam osobiście kilka rodzin muzułmańskich, miejszkających w Polsce już kilkadziesiąt lat, które wychowały tu dzieci, pracują (lekarze)... i teraz boją się wyjść na ulicę albo puścić wnuki do szkoły :( To jednostronne pokazywanie faktów budzi straszne zacietrzewienie i lęk. Może ta książka pomoże na jedno i drugie...

      Usuń