piątek, 1 września 2017

Podsumowanie sierpnia

podsumowanie

Zapraszam na tradycyjne, kulturalne podsumowanie sierpnia. A jest co podsumowywać: 11 powieści, 8 filmów i 2 nowe gry. A do tego zmiany w kwestiach blogowych :)


Na blogu:


W tym miesiącu w moim blogowaniu zaszło kilka zmian. Po pierwsze, założyłam konto na instagramie, na które gorąco Was zapraszam :) Dalej nie umiem się tam odnaleźć, nie mogę znaleźć tego, co chcę, ale powoli się uczę - jeśli macie instagrama, na którego nie trafiłam, to podajcie linki, chętnie to nadrobię. Motyw przewodni do prezentowania książek i gier to oczywiście kot Muszu, który ostatnio jest bardzo współpracującym modelem.

Po drugie, na górze prawego panelu widzicie dwa małe przyciski. Służą one do wyfiltrowania sobie postów "tylko książkowych" lub "tylko planszówkowych". Zdaję sobie sprawę, że niektórzy z Was przychodzą tutaj szukając tekstów tylko na jeden z tych tematów - mam nadzieję, że będzie to dla Was ułatwienie. Choć i tak zachęcam gorąco do zaglądania do tej drugiej kategorii od czasu do czasu, może coś Was zachwyci :)

Po trzecie, nawiązałam moją pierwszą współpracę - zaufaniem obdarzył mnie planszówkowy Trefl (odpowiedzialny  między innymi za zrecenzowany wcześniej Steam Park) oraz Fabryka Kart Trefl: Kraków. Dziękuję bardzo :)


~~~


Przeczytane:


Owocny miesiąc, 11 książek i tylko jedno rozczarowanie - i to nawet nie bardzo duże, więc do przeżycia. 3 udane powroty, 7 książek dotąd mi nieznanych i 1 komiks (a to rzadkość u mnie). Tym razem, niestety, wszystko po polsku:


1. Dom Kalifa - Tahir Shah
Co najmniej piąty powrót do rewelacyjnej książki, którą w swoim życiu zdążyłam już nawet osobiście nagrać jako audiobook. Tak zabawna i niesamowita, że aż ciężko uwierzyć, że na faktach. Ale nie będę się powtarzać, wszystko jest w recenzji - jeśli ktoś nie czytał, to zachęcam :)



2. Pax - Sara Pennypacker
Miała być recenzja, ale nie wiem, czy kiedykolwiek ją ukończę. Miałam chyba zbyt duże oczekiwania wobec tej książki - wszechobecne recenzje sprawiły, że spodziewałam się czegoś genialnego i przełomowego, a dostałam książkę "tylko" mądrą i dobrze napisaną. I z trochę rozczarowującym zakończeniem... a może wcale nie rozczarowującym...?

3. Kot Alchemika - Walter Moers
Jak pisałam w recenzji - książka, z której humor i absurd po prostu się wylewają. I to taki burtonowski humor i absurd. Chwilami nie wierzyłam w to, co czytam, ale bawiłam się bardzo dobrze. To moja druga (po Mieście Śniących Książek) wyprawa do Camonii Moersa - pewnie nie ostatnia, choć nie jest to autor, którego książki dałabym radę czytać jedna po drugiej.



4. Śmiejąc się w drodze do meczetu - Zarqa Nawaz
Jedni śmieją się w drodze do meczetu, a inni śmieją się w czasie czytania tej autobiografii. Ja się w każdym razie uśmiałam. Ukłony dla autorki za ocieplanie wizerunku przeciętnego muzułmanina, który przypadkiem nie jest terrorystą. Świetna książka, recenzja już czeka :)


5. Fantastyczny pan Lis - Roald Dahl
No dobra, mimo świetnego wydania w nowej edycji, jest to tak naprawdę króciutkie opowiadanie okraszone licznymi ilustracjami. Na recenzję przygody pana Lisa okazały się trochę za małe. Jest tu to, co lubię w Dahlu, w szczególności przerysowany (rozkopmy cały las w poszukiwaniu lisiej nory!), całkowicie niewychowawczy świat (pijane lisy śpiewające przyśpiewki o mocy cydru). Choć do Matyldy czy Charliego Lisowi daleko, i tak polecam jako odskocznię od dorosłości.

6. Ostatni Jednorożec - Peter S. Beagle
Obiecałam sobie powrót do tej książki po przeczytaniu "baśni dla dorosłych", jaką był Gwiezdny Pył Gaimana, bo wydawało mi się, że to podobne klimaty. Nie są podobne - Ostatni Jednorożec jest tak baśniowy, mroczny i smutny, że przy nim Gwiezdny Pył wydaje się klasyczną fantastyką, ale na pewno nie baśnią. Świetna sprawa i cieszę się, że czekała na mnie cierpliwie na półce.


7. Buntowniczka z pustyni - Alwyn Hamilton
Niby nie mój styl, niby nie zachęcało, a jednak ciągle się przede mną pojawiała i uznałam, że dam jej szansę. Jestem obecnie w połowie drugiego tomu, a to oznacza, że pierwszy jednak "dał radę", choć początki były bardzo ciężkie. Recenzja na początku sierpnia, już gotowa i obfotografowana :)



8. Nie kończąca się historia - Michael Ende
Kiedyś już próbowałam czytać tę książkę - patrząc na rok wydania mojej wersji, prawdopodobnie 17 lat temu. Nie jestem pewna, czy udało mi się ją skończyć, chyba nie, więc leżała sobie na kupce wstydu i czekała na lepsze czasy, które właśnie nadeszły. Mocno filozoficzna fantastyka dla najmłodszych, ale do docenienia raczej tylko przez tych znacznie starszych. Wiedzieliście, że film objął tylko pierwsze 40% stron?

9. Maus. Opowieść ocalałego - Art Spiegelman
Uwaga, proszę państwa, przeczytałam komiks. Ale nie byle jaki, bo jednak rzadko robi się komiksy o mysich Żydach, ginących w obozach zagłady. Okazał się mocniejszy i cięższy, niż się spodziewałam. I to nie tylko pod względem opisów Auschwitz i innych obozów - raczej tego, jak wpłynęły na dalsze życie tych ludzi. Brr. Jak się odważę, to zrecenzuję, na razie tej odwagi brak. Ale polecam!


10. Autostopem przez życie - Przemysław Skokowski
...czyli "jak przejechać stopem przez całą Rosję, Kazachstan, Kirgistan, Chiny, Laos, Tajlandię i Birmę i sprawić, że czytelnik zapamięta tylko opisy tego, w którym kraju ile minut czekało się na podwózkę i jak drogie było jedzenie". Ok, trochę dramatyzuję, ale jednak jest to jedna ze słabszych książek podróżniczych, jakie kiedykolwiek czytałam. Niedługo wrzucę recenzję.

11. Prowadź swój pług przez kości umarłych
    - Olga Tokarczuk
Niestety wcześniej nawinął się filmowy Pokot. Niestety, bo filmowe zakończenie, choć dosypało parę łyżeczek cukru do tego książkowego, jednak podobało mi się bardziej. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo, bardzo dobrze napisana książka (a nie przepadam za twórczością Tokarczuk, więc to naprawdę komplement), poruszająca kwestie, o których powinno się mówić głośno i otwarcie. Dopiero zamknęłam ebooka, ale z pewnością zrecenzuję.


~~~


Ograne:


Planszówkowo ten miesiąc był wyjątkowo słaby - jakoś ciągle brakowało czasu, a jak był czas, to brakowało sił. Na stół kilkakrotnie wrócił Patchwork (gra o szyciu kocyka - muszę to w końcu zrecenzować), Lotus (najpiękniejsza karcianka świata, którą zresztą ostatnio zrecenzowałam). Do tego doszły dwie nowości:


Splendor (wyd. Rebel)
Tak, dopiero się zapoznałam z tym tytułem. Hype zdążył już opaść, ale dzięki temu nie nastawiałam się jakoś specjalnie. Dostałam bardzo zgrabną mechanicznie grę bez choćby cienia tematu, ale za to świetnie wykonaną (ciężkie, pokerowe żetony ozdobione kamieniami szlachetnymi i piękne grafiki na kartach, godne lepszej sprawy, a na pewno bardziej wyczuwalnego tematu). Ograłam już w każdym wariancie liczbowym i nawet jeśli nie było jakiegoś "wow", to na pewno tytuł zostanie u nas w kolekcji. Aż szkoda, że to takie "suche" :)

Przebiegłe wielbłądy: Wszystko na jedną kartę (wyd. Lucrum Games)
Karciana wersja planszówkowego hitu, opowiadającego o obstawianiu wyników na wielbłądzich wyścigach. Nie znając w ogóle żadnych "Wielbłądów", wybrałam wersję karcianą, ponieważ jest zdecydowanie mniejsza, a do tego rzekomo ma lepiej chodzić na dwoje. I chodzi! Całkiem fajna gra ze sporą losowością, którą jednak można trochę kontrolować. Jeszcze parę gier w różnych składach i z pewnością napiszę recenzję, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona :)


~~~


Obejrzane:


Jak widać, w każdym miesiącu coś u nas dominuje. W sierpniu były to filmy - obejrzeliśmy ich aż 8 i jest to niekwestionowany rekord od początku roku, który pewnie będzie ciężko pobić. Nie mamy telewizora, więc rzadko oglądamy coś "z przypadku", czy "bo leciało", więc na ogół oglądamy po prostu mało - a i zrobiliśmy się chyba wybredni na starość, bo rzadko który opis filmu nas zainteresuje na tyle, żeby po niego sięgnąć.

 
Dziewczyna z portretu - reż. Tom Hooper
Bardzo, bardzo dobra produkcja, która dowodzi, ze Eddie Redmayne, którego rozwój kariery bardzo uważnie śledzę od czasu serialowych Filarów Ziemi (polecam!), jest aktorem genialnym. Temat trudny, na faktach, nie każdemu podejdzie (mój mąż się wynudził...), ale moim zdaniem warto spróbować.



Kieł - reż. Yorgos Lanthimos
Nie wiem, kto montował trailer, ale zapowiadał on produkcję niemalże zabawną w swej absurdalności. Dostaliśmy za to film sprawiający wrażenie bardzo... brudnego, z powolną, przytłaczającą narracją, z depresyjnymi kolorami i kadrami, które doprowadzały mnie do załamania nerwowego (notoryczne pokazywanie ludzi bez głów, bo kadr się kończył gdzieś w okolicy szyi). Do tego potwornie dużo seksu, potraktowanego w sposób bardzo, hmm, fizyczny i dosłowny. Rozumiem metafory totalitaryzmu, w ogóle w  kinematografii jestem tolerancyjna, ale tu odpadłam. Kieł w ogóle nie powinien znaleźć się w tym zestawieniu, bo nie dałam rady obejrzeć go do końca.

47 roninów - reż. Carl Rinsch
Mąż włączył mi 47 roninów na pocieszenie po Kle. Film nawet mi się podobał, ale biorąc pod uwagę, że oglądaliśmy go po takiej traumie, mogę nie być zbyt obiektywna (wszystko by było dobre). Całkiem przyjemny, niekoniecznie ambitny filmik, który jednak nie zapadnie w pamięć na dłużej. Nie przepadam za klimatami japońskimi (w ogóle dalekowschodnimi), wymieszanie ich z fantastyką nie zawsze pomaga (tu nie pomogło), ale przyjemnie spędziliśmy czas.

 
Pokot - reż. Agnieszka Holland
Świetny, mocny film, bardzo dobrze zagrany i wreszcie poruszający pewne kwestie, o których u nas w społeczeństwie się milczy i problemy, których lepiej nie dostrzegać. W zasadzie najlepszy film, jaki obejrzałam w tym miesiącu. Od razu sięgnęłam po książkę.



Ramię za milion dolarów - reż. Craig Gillespie
Bardzo pozytywne zdziwienie. Generalnie nie lubię filmów o sporcie i nie przepadam za tematami okołoindyjskimi, ale tutaj mamy naprawdę dobrą, pozytywnie nastrajającą i momentami bardzo zabawną historię: yuppie-nieudacznik rusza do Indii, żeby znaleźć wśród krykiecistów przyszłe gwiazdy amerykańskiego futbolu. I to na faktach!



Smak curry - reż. Ritesh Batra
Znowu Indie, tym razem w dużo trudniejszej odsłonie. Z jednej strony zaczyna się lekko - dziewczyna odkrywa, że dania, które przygotowuje dla swojego męża, trafiają do innego mężczyzny. Rozpoczyna się między nimi korespondencja, przemycana na dnie menażki, która otwiera im oczy na wiele kwestii. Piękny, mądry film, pokazujący przy okazji paskudne dla kobiet realia Indii (nie wiem dlaczego wszyscy uczepili się tych kobiet arabskich - w Indiach to jest problem podniesiony do potęgi). Bardzo się cieszę, że go obejrzeliśmy, głównie dlatego, że był zupełnie inny od tego, co oferuje nam hollywoodzka masówka.

Młodość - reż. Paolo Sorrentino
Tutaj się rozczarowałam, choć mojemu mężowi się podobało. Miażdząca obsada: Harvey Keitel (lubię), Michael Caine (bardzo lubię), Rachel Weisz (bardzo bardzo lubię), film genialnie zagrany, ale jednak sami aktorzy nie pociągną czegoś, co jest niekompletne. A tu ewidentnie czegoś mi zabrakło. Może jakiegoś głębszego sensu (zastąpionego trochę... sztampą)? Ale generalnie narracja płynie i jest poprowadzona bardzo dobrze, więc oglądało się bardzo przyjemnie. 

Moja kuzynka Rachela - reż. Roger Michell
Ach, cóż to był za film :) Uwielbiam książkową Rebekę, więc do czegokolwiek na podstawie Daphne du Maurier podchodzę pozytywnie - stworzyła galerię tak genialnie negatywnych postaci kobiecych, że aż brak słów. Tu dodatkowo znowu mamy Rachel Weisz, nadal w rewelacyjnej formie aktorskiej, i cudownie otwarte zakończenie, po którym i tak nikt nic nie wie. Do tego piękne kostiumy, piękny sposób filmowania i piękna Anglia. Podobało mi się. Szukam książki :)


~~~


A jak Wam minął ten miesiąc? Jakieś przełomowe odkrycia książkowe, filmowe, planszówkowe? Coś, czym chcielibyście się podzielić? :)

23 komentarze:

  1. Mój sierpień jest bardzo kiepski :( W ogóle nie chciało mi się czytać, ale normę wyrobiłam i mam 5 książek na koncie. Z tego co sama przeczytałaś chcę się zapoznać z Tokarczuk i Kotem Alchemika (przez Ciebie!), kiedyś pewnie sięgnę też po Jednorożca :) Reszty nie znam. Chociaż nie, kiedyś oglądałam 47 Roninów ale nie obejrzałam tego do końca...
    Gratuluję wyniku i współpracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) ja mam po prostu jakąś dobrą passę. Nie mam dylematów "co czytać", trafiam też na same przyzwoite powieści (od czerwca nie trafiłam na żadnego prawdziwego gniota), w miarę dobrze gospodaruję czasem (pewnie dlatego, że unormowały nam się sprawy zawodowe). To i wynik satysfakcjonujący :)

      Gdybym miała wskazać dwie najciekawsze nowości tego miesiąca, to z pewnością byłaby to właśnie książka Tokarczuk i "Kot Alchemika". Mam więc nadzieję, że będziesz zadowolona :)

      Usuń
  2. Uwielbiam "Gwiezdny pył", więc jeśli "Ostatni jednorożec" ma być jeszcze lepszy, to MUSZĘ go mieć! Od razu trafia na mój TBR.
    I jeszcze "Nie kończąca się historia"! Pamiętam moje zdziwienie, gdy sięgnęłam po nią w formie książkowej po raz pierwszy i również nie mogłam wyjść z podziwu dla faktu, że film to dopiero początek. :)
    "Maus" mam zamiar kupić na Krakowskich Targach Książki - ten komiks "chodzi za mną" już od dłuższego czasu.
    Pozdrawiam!
    Zapraszam na mój książkowy kanał na YouTube

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ostatni jednorożec" i "Gwiezdny pył" są na tyle różne, że nie mogę powiedzieć, że któryś jest lepszy :) Porównanie nasunęło się dlatego, że jedno i drugie określane bywa mianem "baśni dla dorosłych" - i w tym zestawieniu w "Ostatnim jednorożcu" jest 200% baśni w baśni, a w "Gwiezdnym pyle" tylko 95% ;)


      "Maus" chodził za mną równo 15 lat - chciałam go przeczytać będąc w gimnazjum, ale niestety nie udało mi się go zdobyć. Potem jakoś zapomniałam i spadł dalej na liście "do przeczytania", aż w końcu wpadł mi w ręce ostatnio, zupełnie niespodziewanie. Nie wiem jednak, czy te 15 lat temu też bym go tak doceniła, więc może i dobrze, że trafiłam na niego teraz...

      Usuń
  3. Ja ledwie co ogarniam Facebooka i zdecydowanie nie mam ochoty na Instagrama ;) Nie znoszę portali społecznościowych.
    Zaciekawiłaś mnie dwoma filmami. "Smakiem curry", bo wydaje mi się, że będzie to coś innego od filmów bollywoodzkich, które dotychczas oglądałam, a chętnie spróbowałabym czegoś innego. A drugim filmem jest "Moja kuzynka Rachela". Też lubię Weisz, a poza tym gra tam Sam Claflin ;)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie znoszę portali społecznościowych! Facebooka założyłam dopiero przy okazji otwarcia bloga, żeby docierać jakoś do ludzi, wcześniej nie miałam w ogóle. Ale instagram jest póki co o tyle fajny, że nie jest szczególnie czasożerny :)
      "Smak curry" nie ma nic wspólnego z bollywoodzkimi produkcjami (jeśli dobrze rozumiem, bo widziałam tylko kilka takich filmów, chodzi o te, gdzie w 90% filmów gra Shah Rukh Khan i gdzie śpiewają podłożonymi przez innych aktorów głosami ;)) - ciężko mi porównać ten film do czegokolwiek, więc na pewno mogłoby to być to "coś innego" czego szukasz.
      Claflin jest przeuroczy w "...Racheli" - widziałam go dotąd w zasadzie tylko w "Filarach Ziemi", gdzie był jeszcze takim dzieciakiem ;) a tu ma też całkiem fajną rolę, więc polecam równiez.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Mnie bardzo ciekawi "Buntowniczka z pustyni" :)
    Gratuluję współpracy!
    Mój instagram to : @bookwithhottea
    Pozdrawiam, Ola
    bookwithhottea.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w połowie drugiego tomu "Buntowniczki..." i jest zdecydowanie lepszy od pierwszego, więc polecam ogółem serię :)

      Usuń
  5. Gratuluję wyników i nawiązanej współpracy :)
    Osobiście uwielbiam planszówki a Przebiegłe wielbłądy to jedna z tych gier, których zakup rozważam :)
    Pozdrawiam :)
    https://czytanie-i-inne-przygody.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam, myślałam nad tymi Wielbładami i padło własnie na wersję karcianą. Planszowej nie znam, ale dla mnie argumentem było to, że karciane skalują się lepiej (działają nawet na 2 osoby, potwierdzam) i mają malutkie pudełko, które mogę wszędzie zabrac :) Ale z tego co wiem mechanika się zbytnio nie zmienia, więc polecam jak najbardziej dowolną wersję!

      Usuń
  6. Niestety, żadnych odkryć filmowych, oprócz "Piły 7", którą obejrzałam z ogromną satysfakcją i żądzą czegoś, co będzie mocne i obudzi mój otępiały umysł. Niestety, nie obudził. Ale i tak przyjemnie się oglądało. Za to, obejrzałam film Bollywood "Nazywam się Khan" i byłam pod ogromnym wrażeniem, może i trochę przesadzony, ale jednocześnie poruszający bardzo ważne kwestie. Cudownie się go oglądało. Co do książek, to przeczytałam ledwo 4 więc jestem załamana tak słabym wynikiem. No niestety, brakło mi czasu. Mam nadzieję, że wrzesień będzie lepszy i pod względem filmowym i książkowym :) Pozdrawiam Książkowa Dusza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety "Pił" nie trawię, ta estetyka ;) mnie przytłacza i odrzuca. Swoją drogą nie wiedziałam, że tyle już tego powstało, zatrzymałam się gdzieś chyba na 4 :)
      Do Bollywood podchodzę ostrożnie, ale o "Nazywam się Khan" usłyszałam już sporo dobrego z różnych źródeł, więc pewnie z czasem po niego sięgnę.
      4 książki w miesiącu to nadal 1 powieść na tydzień, to wcale nie jest źle :)

      Usuń
  7. Gratuluję nawiązanej współpracy :)
    Widzę, że za Tobą bardzo udany miesiąc. Z przeczytanych przez Ciebie książek popełniłam tylko "Kota alchemika", pozostałych nie znam i na razie nie zanosi się na to, żebym się z nimi zaprzyjaźniła. ;)

    Ja swój miesiąc również uważam za udany. Spraw, delegacji i innych wariacji na głowie w tym miesiącu było aż nadto, a jednak udało mi się przeczytać 12 książek, z których żadna mnie nie zawiodła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególna satysfakcja, gdy mamy masę rzeczy na głowie, a i tak uda nam się sporo przeczytać, prawda? Chociaż czasem mam wrażenie, że takie szybkie tempo życia i duża presja sprzyjają czytaniu, jakoś tak dodatkowo motywują. Mój życiowy rekord czytelniczy padł w zeszłym roku w czerwcu, gdy broniłam magisterkę, brałam ślub, zmieniałam pracę i przeprowadzałam się do innego miasta ;)

      Usuń
    2. Mam dokładnie tak samo, im więcej się dzieje, im więcej obowiązków tym jestem w stanie ogarnąć (sama nie wiem jak) dwa razy więcej rzeczy niż normalnie. Mój mąż się śmieje, że uruchamia się mój wewnętrzny "speedy gonzales" 😂

      Usuń
  8. Nic nie przychodzi powoli. Odnajdziesz się jeżeli będziesz się interesowała i pracowała nad tym co kochasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za poradę, niestety nie kocham blogowania póki co, to tylko dobra zabawa i jedno z (zbyt wielu) hobby ;) zobaczymy jak się to rozwinie.

      Usuń
  9. Gratuluję wyników! Oby tak dalej! Ja właśnie czytam "Paxa" i na razie mi się podoba, choć nie wiedziałam, że książka jest tak smutna... I wreszcie sięgnęłam po "Miasto śniących książek" i też zaczyna mi się podobać (na razie jedyny minus tej książki to tak wielki format).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, "Miasto śniących książek" (i inne Moersa) wyglądaja super, ale nie ma szansy, żeby wrzucić to sobie w torebkę i gdzieś zabrać :) "Kot Alchemika" podobał mi się nawet bardziej niż "Miasto...", ale generalnie czuć tu rękę Moersa i klimat jest zachowany. A "Pax"... smutny i cięższy niż sie spodziewałam, to prawda :(

      Usuń
  10. O, Splendor! Właśnie wczoraj koleżanka uczyła mnie w to grać i się zakochałam, świetna planszówka, chyba sobie sprawię! ♥
    Co do Paxa to miałam podobnie - spodziewałam się naprawdę czystego geniuszu, a dostałam istotnie, bardzo mądrą książkę, ale gdzie te obiecane fajerwerki...?
    Tak samo jak z Młodością, również się zawiodłam. Przez cały seans czekałam na to COŚ, co się nie pojawiło aż do końca. Szkoda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Splendor nas również bardzo pozytywnie zaskoczył, zwłaszcza tym, jak dynamiczna jest rozgrywka :) Jedna z naszych obecnie najpopularniejszych karcianek.
      Trochę mi lepiej, że nie jestem jedyną osobą, niezdolną do pełnego docenienia "Młodości" i "Paxa". Obie rzeczy tak wychwalane, a ja do ostatniej strony/klatki czekałam na efekt "wow", którego zabrakło...

      Usuń
    2. Myśmy co prawda grały tylko we dwójkę, więc chyba nie miałyśmy okazji doświadczyć pełni Splendoru. ;)
      Prawda? Może po prostu nasz umysł nie obejmuje tego całego geniuszu, który gdzieś tam niby jest wpakowany. :P

      Usuń
    3. Szczerze mówiąc, Splendor najbardziej mi się podobał na 2 osoby. Skaluje się w zasadzie idealnie, bo rozgrywka jest taka sama na 3 i 4, ale przy większej liczbie graczy nie ma już tej cudownej szybkości. W 2 osoby udaje mi się zamknąć partię w 15-20 minut i to z rozłożeniem - w 4 to już blisko godzina, bo każdy jednak trochę musi pomyśleć. Także dużo nie straciłyście, choć polecam też przetestowanie na więcej osób :)

      Usuń