czwartek, 28 września 2017

Pax - Sara Pennypacker

książka, literatura, Pax, Sara Pennypacker

Od pewnego czasu obserwuję pewne niepokojące zjawisko: są książki, które stają się ofiarą własnej popularności. Wydawca tworzy przegięty opis, twierdząc, że dana książka to cud nad cudy, a kolejni czytelnicy bezrefleksyjnie powtarzają tę opinię, nakręcając otoczkę fenomenu wokół danego tytułu. Idealnym przykładem takiej powieści jest właśnie Pax. Czytając kolejne pełne zachwytów recenzje, określające książkę Pennypacker jako „następcę Małego Księcia”, „nową klasykę”, „głęboką, metaforyczną lekturę”, spodziewałam się naprawdę jakiegoś literackiego fenomenu. Już po lekturze myślę, że ktoś zrobił tej książce krzywdę: przez cały ten zgiełk wokół tego tytułu ktoś może się nim rozczarować, bo Pax to nie żaden fenomen. To „tylko” bardzo dobra książka.


Pax to historia lisa i jego chłopca Petera, nierozłącznych odkąd Peter ocalił lisie szczenię przed śmiercią. Choć imię Paxa oznacza „pokój”, to przyjaciół rozdziela w końcu wojna: ojciec Petera rusza na front, a chłopiec trafia do niezbyt mu przychylnego dziadka, który nie zgadza się na zatrzymanie czworonożnego przyjaciela. Pax trafia do lasu, gdzie musi sprostać wyzwaniom, przed którymi nigdy nie stanął wśród ludzi. Peter poniewczasie orientuje się, że porzucenie lisa było najgorszą możliwą decyzją i rusza w podróż przez setki kilometrów, aby odnaleźć swojego podopiecznego. Zanim jednak dojdzie do ich spotkania, obaj znajdują na swojej drodze istoty, które zmienią ich spojrzenie na życie – Pax poznaje pewne lisie rodzeństwo, zaś Peter – Volę, żyjącą na odludziu weterankę wcześniejszej wojny. I wszyscy muszą pomóc sobie nawzajem.

„Jest taka choroba, która czasem dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba tylko u ludzi. (…) Tam, gdzie żyłem z ludźmi, kiedyś przyszła wojna. Wszystko zostało zniszczone. Wszędzie był ogień. Śmierć dosięgła nie tylko zarażonych wojną dorosłych samców, ale też dzieci, matki, stare osobniki ich własnego gatunku. Wszystkie zwierzęta. Ludzie zarażeni tą chorobą niszczą wszystko na swojej drodze.”

książka, literatura, Pax, Sara PennypackerHistoria opowiadana jest z dwóch perspektyw – rozdziały opowiadające o Peterze przeplatają się z tymi, w których towarzyszymy zagubionemu w lesie Paxowi, któremu po ukochanym chłopcu został tylko ołowiany żołnierzyk. Podobała mi się przyjęta przez autorkę forma opisywania lisiej komunikacji i zachowań, uczłowieczająca lisy tylko na tyle, na ile było to fabularnie konieczne – dzięki surowej formie wyglądało to wszystko bardzo wiarygodnie, a i widać było, że Pennypacker faktycznie poświęciła dużo czasu na zbadanie lisich społeczności. Na uwagę zasługują też ilustracje Klassena: nie ukrywam, że okładka była jednym z elementów, przez które w końcu sięgnęłam po Paxa, ma w sobie coś pięknego i smutnego jednocześnie, zwłaszcza w tej jesiennej kolorystyce.

Ale… Nie ma tu żadnego wielkiego przełomu, czegoś, co zmieni literaturę dziecięcą. Żadnej konkurencji dla książki de Saint-Exupéry’ego – oprócz tego, że tu też mamy lisa i kwestię odpowiedzialności za to, co się oswoiło. Żadnej metaforyki – wręcz przeciwnie, Pax jest książką dosłowną, dobitną, nie stroniącą od opisów okrucieństw wojny (zaskakująco mocnych jak na literaturę dziecięcą) i w prostych słowach przekazującą bardzo trudne, trafne spostrzeżenia. Pennypacker domaga się uczciwości, nieprzekłamywania rzeczywistości i nazywania rzeczy po imieniu, bez ozdobników, które tak lubią dorośli – a przede wszystkim pokazuje, że również dzieci zasługują na to, żeby mówić im prawdę, nawet brutalną, bo ewentualne zderzenie z rzeczywistością będzie dla nich później jeszcze trudniejsze.

„Peter przypomniał sobie, jak Vola zapytała go, po której stronie walczy jego ojciec. Chłopiec odpowiedział natychmiast, zdumiony, że ona w ogóle o to pyta.
- Po słusznej – dodał zaraz z oburzeniem. 
- Chłopcze… – Vola westchnęła i powtórzyła głośniej, żeby przyciągnąć jego uwagę: – Chłopcze! Myślisz, że ktokolwiek w całej historii świata wyruszył na wojnę po niesłusznej stronie?”

 książka, literatura, Pax, Sara Pennypacker
Ciężko opowiadać o Paxie bez spoilerów, a stwierdzenie, że książka opowiada o miłości, o tęsknocie, o uczciwości i odpowiedzialności brzmi strasznie sztampowo… Jednak ta książka mówi właśnie o tych wartościach, jednocześnie całkowicie unikając tendencyjnych rozwiązań. Nie żaden „nowy Mały Książę”, nie „nowa klasyka”, tylko po prostu naprawdę solidna, dobrze napisana książka, która zyskała sobie rozgłos nie z tych powodów, z których powinna. Smutna, mądra opowieść, którą pod wieloma względami prędzej doceni dorosły niż dziecko. Czy to lektura obowiązkowa? Niekoniecznie, ale na pewno bardzo, bardzo godna Waszej uwagi.



Tytuł: Pax
Autor: Sara Pennypacker
Ilustracje: Jon Klassen
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Iuvi
Liczba stron: 296


24 komentarze:

  1. Mam ją w planach, pewnie przez to, że była ona dosłownie wszędzie w mediach społecznościowych ;)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że reklamowali ją frazesami, które nijak do niej nie pasują... Jestem ciekawa ile osób faktycznie jej nie doceniło z tego powodu :(

      Usuń
  2. Ja nie zwracałam na nią szczególnej uwagi, chyba właśnie przez to, że była bardzo rozreklamowana. Sama nie wiem, zobaczę, czy po nią sięgnę. Na pewno nie będę jej szukać na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to była spontaniczna decyzja. Przynajmniej po moim tekście - jeśli kiedyś trafisz na tę pozycję - będziesz wiedziała, czego się po niej NIE spodziewać ;)

      Usuń
  3. Tak właśnie myślałam, że ludzie przesadzają reklamując to jako nowego Małego Księcia :) Sama raczej nie sięgnę, niespecjalnie mam na to ochotę. Jakby mi wpadło w ręce to pewnie bym przeczytała, ale tak to... nie :) Okładka faktycznie jest prześliczna. Bardzo jesienna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle zastanawiam się, skąd to porównanie się wzięło. Jak dla mnie sam fakt, że w powieści występuje lis i chłopiec, to trochę za mało, żeby znaleźć wspólny mianownik... ale co ja tam wiem ;)
      Jak gdzieś trafisz przypadkiem, to to jest lekturka na dwa wieczory i oferuje całkiem sporo jak na taką niepozorną książeczkę. Ale tak jak piszę, żaden must-read, choć pozycja dość zaskakująca w literaturze dziecięcej :)

      Usuń
    2. Mnie porównanie do Małego Księcia tylko odstraszało, bo nie znoszę tej książki. Dopiero po tej recenzji zaczęłam myśleć nad przeczytaniem Paxa.

      Usuń
    3. Poza tym, że w obu pojawia się lis, więcej podobieństw nie odnotowano ;)

      Usuń
  4. nie lubię Małego księcia, albo nie rozumiałam go czytając z 7 lat temu, dlatego porównanie trochę mnie odstraszało. sam Pax mnie zachwycił, uwielbiam takie książki o zwierzętach... i nie tylko. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z chęcią sięgam po książki "zwierzątkowe". Ta zresztą była, przyznasz, dość nietypowa - ze względu na to chłodne, brutalne przedstawienie tematyki wojennej.

      Usuń
  5. Ja przede wszystkim byłam zaskoczona, tym, że tą książkę reklamowano jako książkę dla dzieci. Ja poleciłabym ją jednak młodzieży, bo dla np 6-7 latka raczej nie. A co do porównań do "Małego księcia" - nie lubię takich porównań, bo później człowiek się nastawia na nie wiadomo co... Ja książeczkę przeczytałam, bardzo mi się podobała, uczy przede wszystkim odpowiedzialności za zwierzaka, którego bierzemy do domu i chcemy się nim opiekować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio czytałam na fejsbuku, że ktoś czytał tę książkę 5-latkowi. Też się zdziwiłam :) moim zdaniem to również książka dla młodzieży - raz, że tematyka wojenna przedstawiona jest dość... jednoznacznie, a dwa, że pewnych rozwiązań psychologicznych (lalki Voli, spektakl Petera) raczej pozostana totalnie niezrozumiane dla kilkulatka.

      Usuń
  6. Przykre jest, gdy dobra książka nie ma dostatecznej promocji, ale chyba jeszcze gorzej, gdy napędza czytelników tak, że mamy kosmiczne wymagania względem tej konkretnej pozycji. W takich przypadkach zawsze, ale to zawsze czeka nas rozczarowanie :/ MIałam podobnie w stosunku do "Buntowniczki z pustyni" :<
    Pozdrawiam ciepło :)
    Kasia z niekulturalnie.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do "Buntowniczki z pustyni" szczęśliwie podchodziłam bez większych oczekiwań (przebrnęłam z trudem przez pierwszą część, druga już mi się podobała). W ogóle taki "hype" jest niezdrowy w każdej dziedzinie sztuki, od książek, przez filmy, aż po gry planszowe - człowiek kupuje daną rzecz z ogromnymi oczekiwaniami i potem czuje się rozczarowany nie przez to, że była zła, tylko dlatego, że nie sprostała jego oczekiwaniom "z kosmosu"...

      Usuń
  7. Nie lubię, gdy wydawcy na siłę porównują nowe książki do klasyki głosząc, że są jeszcze lepsze, jeszcze bardziej prawdziwe, jeszcze straszniejsze/smutniejsze, itd. Po co? Dobra książka obroni się sama, a takie porównanie zazwyczaj jej bardziej szkodzi niż pomaga.

    "Pax" brzmi uroczo, smutno i przejmująco zarazem, jeśli wpadnie mi w oko na półce sklepowej, na pewno po nią sięgnę.
    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj wydawcy to jedno, ale ja naprawdę trafiałam na to porównanie w 80% recenzji. Wygląda to tak, jakby porównanie do Małego Księcia zadziałało na blogerów w taki sposób, że "o rany, nie mogę napisać inaczej, bo wyjdzie, że się nie znam i nie doceniam klasyki". Frazes powtarzany po stokroć...

      Pax się właśnie świetnie obronił, nie mając nawet cienia podobieństwa do książek, do których jest porównywany. Nie stanie się raczej "klasyką", ale mam nadzieję, że nie pójdzie w niepamięć.

      Usuń
  8. brzmi ciekawie

    https://hyggelifestyle.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam i ryczałam jak bóbr. Też zbieram się do napisania recenzji. Rewelacyjna książka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj. Mam podobne podejście do porównań tego typu. A Mały Książę, moim zdaniem również jest przereklamowany. Pax bije go na głowę właśnie prostotą i brakiem nadętych metafor. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią o Paxie na blogu "Połamane pióra". Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zajrzę :) Ja lubię i "Małego Księcia" i "Paxa", uważam, że ten drugi porusza bardziej aktualne dziś kwestie. Nie lubię tylko takich porównań ;) w ogóle nie powinno tu być mowy o tym, że któraś książka jest lepsza od drugiej.

      Usuń
  11. Nie czytałam...ale może być fajna. Muszę ogarnąć...

    kasiaiksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam i uważam podobnie jak Ty, że książkę tę bardziej zrozumieją dorośli niż dzieci. Owszem dla dziecka może być to ładna bajka, ale tylko bajka. Natomiast dorosły doceni jej mądrość i przesłanie.
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń