niedziela, 17 września 2017

Hanafuda - recenzja polskiego wydania japońskiej talii kart


Jakiś czas temu poruszyłam na blogu temat klasycznych gier karcianych. Jednak, jak można się domyślić, popularna u nas talia z królami, damami, waletami i asami nie jest jedyną uniwersalną talią do gier na świecie - dotąd była za to jedyną, jaką znałam. Gdy nadarzyła się okazja do zapoznania się z Hanafudą, czyli klasycznymi japońskimi kartami, których korzenie sięgają XVI wieku, nie wahałam się. Zwłaszcza że dodatkowego smaku dodawał fakt, że gra zyskała sobie znaczną popularność dzięki japońskiej mafii Yakuza, która, wykorzystując tę talię w hazardzie, doprowadziła nawet do jej zakazania...


Jaka jest Hanafuda? 

Piękne, na wskroś japońskie grafiki
Przede wszystkim piękna, szczególnie w najnowszym polskim wydaniu Trefla, w którym za ilustracje odpowiedziała Małgorzata Flis. Jej grafiki są przesycone klimatem Kraju Kwitnącej Wiśni – są po prostu niesamowite i stanowiły dla mnie główny powód do wyboru tego wydania. Nie wiedziałam, czy będą odpowiadały mi gry, jakie można rozegrać za pomocą tej talii, jednak zwyczajnie chciałam mieć coś tak pięknego w kolekcji.

Zresztą całe wydanie zasługuje na uznanie – pudełko ma miłą, matową powłokę z błyszczącymi wstawkami, a w środku wyścieła je miękki, udający welur materiał z wgłębieniem, w którym bezpiecznie siedzą karty. Oczywiście gdyby ktoś uparł się na zakoszulkowanie kart, to już się w tymże wgłębieniu nie zmieszczą – ale z drugiej strony, czy ktoś koszulkuje zwykłe talie do gier...? Zresztą Hanafuda Trefla wydana jest bardzo przyzwoicie  bałam się trochę o ciemne krawędzie kart, ale na razie nie zauważyłam na nich otarć.

Tak wygląda początkowe rozłożenie kart
Oprócz niezaprzeczalnego piękna, Hanafuda jest też... trudna. Nie pod względem zasad, które są zaskakująco proste, ale ze względu na swoją stylistykę. Na pierwszy rzut oka dziwi fakt, że brak tu konkretnych symboli czy liczb. Zamiast tego każda z 48 kart ma unikalną grafikę z motywami kultury i przyrody japońskiej, które ze względu na wspólne symbole roślinne pozwalają podzielić talię na 12 miesięcy. W każdym miesiącu występują cztery różne karty z odpowiednią liczbą punktów – standardowo są to dwie karty z rysunkiem rośliny (za 1 punkt), jedna karta z motywem zwoju (5 punktów) oraz jedna karta z motywem zwierzęcym lub symbolem (10 do 20 punktów).

Goko, czyli zestaw 5 kart Światła.
Najwyżej punktowany (100 pkt) układ "Łączenia kwiatów".
Brzmi prosto, ale ilość możliwych kombinacji, za które możemy zdobyć punkty, jest bardzo duża i moim zdaniem potrzeba co najmniej kilkunastu rozgrywek, żeby w świecie Hanafudy poczuć się zupełnie swobodnie. Oznacza to również, że początkowe rozgrywki wymagają nieustannego zaglądania do instrukcji w celu identyfikacji i upewniania się, czy wzór, do którego dążymy, ma  w ogóle sens. Ponadto czasem przynależność karty do danego miesiąca jest łatwo określić, ale często grafiki nie są aż tak intuicyjne. Wydaje mi się, że z tego względu gry karciane z wykorzystaniem Hanafudy są dużo trudniejsze od klasycznych, choć na pewno jest to kwestia przyzwyczajenia.

Przykładowe miesiące - u góry kwiecień, niżej listopad
(czyli odpowiednio sekwens Wisterii i sekwens Deszczu)
Na początku z pewnością przydadzą się więc jakieś „pomoce gracza”, które usprawnią rozgrywkę. W pudełku najnowszego wydania znajdziemy dwie instrukcje – jedną po polsku, drugą po angielsku, więc każdy z graczy może trzymać jedną przed sobą i mieć stały wgląd w możliwe kombinacje (angielski nie powinien być tu barierą, ponieważ każdy układ jest nie tylko opisany, ale też w pełni zilustrowany).


W co zagramy Hanafudą?

Polski wydawca Hanafudy, czyli Fabryka Kart Trefl, w dołączonej do gry książeczce opisał historię talii oraz zasady trzech gier karcianych - „Łączenie kwiatów” dla osób poznających dopiero talię, „Koi-koi”, czyli jedna z najpopularniejszych wersji, oraz „Mushi” - dla graczy bardziej zaawansowanych. Każda z gier opisana jest bardzo intuicyjnie i opatrzona pomocnymi tabelami z przykładowymi układami. Jest to jednak dopiero przedsmak możliwości, które ta talia stawia przed graczami – używając Hanafudy można zagrać w różne gry, zwłaszcza że obecnie talia wykorzystywana jest także w Korei i na Hawajach, co zaowocowało różnymi lokalnymi odmianami gier. Kiedy więc ogramy trzy podstawowe wersje podane przez wydawcę, możemy poszukać instrukcji do innych wariantów, na przykład podobnej do pokera hachi-hachi czy tensho. 

Większość gier, w jakie zagramy Hanafudą, przeznaczona jest dla 2 graczy. Liczbę uczestników można zwiększyć przez dokupienie drugiej talii (zupełnie jak w przypadku „naszych” talii europejskich) lub zmniejszenie liczby kart rozdawanych graczom (na przykład 6 zamiast 8 kart w „Łączeniu kwiatów”). Przyznam jednak, że poznałam dotąd tę grę wyłącznie w wariantach dwuosobowych, tak, jak przedstawiono je w zasadach, nie wiem więc, czy takie sztuczne zwiększanie liczby graczy przekłada się jakoś na przyjemność z rozgrywki (ale też nie spotkałam się nigdzie z takimi zarzutami).


Więc...

Choć bardzo podoba mi się ilość kombinowania, jakiej wymagają gry rozgrywane tą talią, Hanafuda raczej nie zastąpi dla mnie klasycznej talii kart. Ma jednak niezaprzeczalne zalety: jest piękna, klimatyczna, orientalna i bardzo satysfakcjonująca w rozgrywkach, co skłania do dalszego poznawania kolejnych wariantów i zgłębiania możliwości danej gry. Cieszę się, że talia – szczególnie w tak pięknym wydaniu, stanowiącym małe dzieło sztuki – trafiła do mojej kolekcji i choć jesteśmy na razie na początku naszej przygody, wiem, że na pewno długo jej nie opuści. Polecam każdemu, kto lubi gry karciane oparte o klasyczną, europejską talię i szuka czegoś nowego... oraz, oczywiście, wszystkim wielbicielom japońskich klimatów.


Za karty do recenzji dziękuję wydawnictwu
Fabryka Kart Trefl-Kraków!

17 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Bardzo :) i zasługuje, żeby było o niej ciut głośniej :) Fajna alternatywa dla klasycznych kart.

      Usuń
  2. Jakież to piękne! Jestem mocno zaintrygowana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Musisz kiedyś przywieźć, chętnie sprawdzę, jak to działa w praktyce. Bo wygląda cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kiedyś" przywiozę :) To jest zupełnie coś innego od ogólnie znanych gier karcianych, i fakt, cudne jest :)

      Usuń
  4. Wygląda pięknie. Ciekawa jestem czy wciągnęłaby mnie gra nimi... ciekawe...bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najładniejsze wydanie tej gry, jakie widziałam :) Ciężko gdybać, czy rozgrywki przypadłyby Ci do gustu. Trzeba chyba spróbować samemu :)

      Usuń
  5. O matko, jakie te karty są piękne! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne karty! Co za kolory, piekne rysunki, po prostu miodzio.
    Trudno mi sobie wyobrazić rozgrywkę, bo nie mam wiele doświadczenia w grze nawet w nasze karty, ale spróbować bardzo bym chciała.

    Bardzo podoba mi się Twój kącik o grach, czekam na następne wpisy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w "nasze" karty też grałam raptem w 4-5 gier, regularnie tylko w remika, który ma jakies szczególne uznanie w mojej rodzinie. Z drugiej strony nie wiem, czy obycie ze standardową kartą bardzo pomogłoby w rozgrywkach Hanafudą - wydaje mi się, że jest to na tyle inne doznanie, że niekoniecznie :)
      Mam nadzieję, że będziesz miała okazję kiedys spróbować :)

      Kącik z grami ma trochę stagnację ostatnio, ale mam nadzieję, że wkrótce odżyje :)

      Usuń
  7. Mam te karty! :) Ale nie umiemy w nie grać. Ten mus rozpoznawania co do czego pasuje za pomocą obrazków zniechęcił nas, bo ciągle trzeba było grzebać właśnie w instrukcji, i teraz te karty tak leżą sobie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idzie to rozpracować (nie żebym była ekspertem ;), ale na początku faktycznie wymaga to samozaparcia. Ja sobie układałam miesiące i szukałam cech wspólnych, żeby znaleźć jakiś klucz :)

      Usuń
    2. Też tak próbowałyśmy robić, ale o ile niektóre miesiące są łatwe do rozpoznania, tak inne bez szans :( Po jakimś czasie na pewno się zacznie to łapać, ale na początku niestety jest ciężko :)

      Usuń
  8. Ja też odpadłam na tej grze :) Kupiłam bo uwielbiam wszystko związane z Japonią, ale to jest totalnie nieintuicyjne i chyba nam zabrakło zacięcia. Ale nie pozbędę się tych kart, bo są nieziemsko piękne, mam to samo wydanie :)))

    OdpowiedzUsuń