poniedziałek, 4 września 2017

Buntowniczka z pustyni - Alwyn Hamilton


Uwielbiam świat arabski, serce bije mi szybciej na myśl o Oriencie, kocham upał, pustynie i historie, które się na nich zrodziły. Bardzo. Świat rodem z Tysiąca i Jednej Nocy z jednej strony oszałamia swoim bogactwem, a z drugiej zostawia ogromne pole do popisu do własnej wyobraźni. Dlatego zawsze zaskakuje mnie fakt, że twórcy literatury fantastycznej tak rzadko sięgają po podobne motywy, tchnące zapachem orientalnych przypraw i słońcem cieplejszym niż to, które świeci nad naszą szerokością geograficzną. Nic więc dziwnego, że ucieszyłam się, gdy wpadła mi w ręce Buntowniczka z pustyni.

Tytułowa buntowniczka, niebieskooka Amani, wychowuje się w pustynnym miasteczku Dustwalk, zdana na łaskę rodziny po tym, jak jej matkę powieszono za zabicie ojczyma. Jak zwykle w takich sytuacjach bywa, rodzinka zachwycona nie jest, a stary wuj wpada na pomysł, że najwięcej pożytku z nastolatki będzie miał wówczas, gdy weźmie ją za swoją kolejną żonę. Ciężko więc nie kibicować młodej kobiecie, która pragnie wyrwać się ze schematu, w którym jej los został przypieczętowany z chwilą, gdy miała pecha urodzić się dziewczynką. Zwłaszcza że wszystko poznajemy z jej perspektywy – Buntowniczka z pustyni napisana jest w narracji pierwszoosobowej. Amani nie siedzi z założonymi rękami i bierze los w swoje ręce, aktywnie gromadząc pieniądze na ucieczkę i rozpoczęcie nowego życia w Izmanie, który zna wyłącznie z opowieści matki. Plany nieco się zmieniają, gdy na scenę wchodzi Jin – przystojny, uroczy rebeliant z zepsutym kompasem, za którym Amani podąża teraz ku swojemu losowi.

Kiedyś uwielbiałam książki pisane w narracji pierwszoosobowej, ale szybko zrobiłam się wybredna i zauważyłam, że taki styl wymaga od autora jeszcze większych umiejętności. Łatwo stworzyć drama queen albo po prostu niewiarygodną, pretensjonalną postać, która za wiele duma nad własnym, trudnym losem. Z jakiegoś powodu w przypadku, gdy narrator okazuje się do tego kobietą, to ryzyko wzrasta w tempie astronomicznym. Zwłaszcza w młodzieżówce. I jeśli na horyzoncie pojawia się jakiś przystojniak. W Buntowniczce z pustyni wystąpiły wszystkie te problemy. Z jednej strony Amani mogła być naprawdę ciekawą postacią – naznaczona przez śmierć matki, niepokorna dusza w patriarchalnym społeczeństwie, dziewczynka-strzelec zawodowy. Niestety, jest przede wszystkim irytująca, dramatyzuje, a na dodatek – gdy akurat nie ucieka przed kimś – spędza pierwszą połowę książki przyglądając się, jak mięśnie na karku/klatce piersiowej/ramionach/brzuchu (niepotrzebne skreślić) Jina ekscytująco się napinają. Sic!

Sam Jin (który wbrew swemu imieniu dżinem nie jest, ale nic straconego, bo dżinopodobnych istot na pustyni nie brakuje) przez pierwszą połowę książki sprawia wrażenie postaci, która ma się tylko uśmiechać i drapieżnie nazywać Amani „niebieskooką bandytką”. Druga połowa trochę naprawia sytuację i okazuje się, że w Jinie jest coś więcej niż same mięśnie pod opaloną skórą. Jin ma historię, rodzinę (i to jaką...), uprzedzenia i zasady. Zaczyna być całkiem interesujący.

Świat Buntowniczki z pustyni jest bardzo ciekawy, zwłaszcza dla osób, które jak ja uwielbiają pustynne klimaty i magiczny świat Orientu. Co prawda rodzinny Dustwalk Amani kojarzy mi się nieodparcie z Dzikim Zachodem, a nie arabską pustynią, jednak gdy dziewczyna opuszcza miasteczko, klimat staje się bardzo wyczuwalny i fascynujący. Pod prażącym słońcem pojawiają się demony, pustynne Koszmary, buraqi – potężne konie zrodzone z piasku i dżiny, a także ukryte miasta rodem z Tysiąca i Jednej Nocy. Wszystko nabiera smaku, zapachu i koloru.

Tylko czemu nie może tak być od początku?!  Może taki był cel autorki, bo w gruncie rzeczy sama Amani bardzo długo nie wie, czego chce (mimo że uważa inaczej) i wskoczenie na konkretne tory trochę jej zajęło, ale tak naprawdę dopiero druga połowa książki ratuje tę historię. Wcześniej Amani miota się wte i wewte po pustyni, tu ją porwą, tu aresztują, tu do niej strzelają (choć częściej ona do „nich”), więc niby dzieje się dużo, ale jakieś to bezładne, mało angażujące. Nie chcę spoilerować, ale mniej więcej w 65% książki następuje przełom: łup, świat głównej bohaterki wywraca się do góry nogami, ja otwieram szerzej oczy i… nie odkładam czytnika, póki nie skończę. Nagle poczułam atmosferę tego świata. Wsiąkłam w historię, która wcześniej nie potrafiła mnie prawdziwie zainteresować. Poznałam bohaterów, którzy są naprawdę ciekawi.

Trudno mi więc podsumować tę książkę. Druga połowa to świetna młodzieżówka, z ciekawym wątkiem rebelii i poświęcenia własnych celów, do tego osadzona w dosyć niespotykanych i bardzo oryginalnych realiach – super. Ale pierwsza połowa? To raczej przeciętne czytadło z bohaterką, która jest egzaltowana nawet wtedy, gdy przebiera się za faceta. Ja wiem, że z racji narracji poznajemy ten świat razem z Amani, a jej podróż przez pustynię wymaga od niej przyśpieszonego dojrzewania. Pierwotnie interesuje ją tylko własna osoba, a nagle otwiera się przednią świat rebeliantów, dżinów i odtrąconych książąt. Mimo to szkoda jednak, że zabrakło tu jakiegoś balansu. Na pewno sięgnę po kontynuację, żeby poznać losy buntowniczych książąt i „niebieskookiej bandytki” o niewyparzonym języku. Ale mało brakowało, a odłożyłabym tę książkę już tydzień temu…



Tytuł: Buntowniczka z pustyni 
Autor: Alwyn Hamilton 
Tłumaczenie (j. angielski): Agnieszka Kalus 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 365

33 komentarze:

  1. już sama okładka przyciąga wzrok. Co do treści to nie wiem sama..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia zdecydowanie rozwija skrzydła - druga połowa książki jest już znacznie lepsza niż początek, a jestem obecnie w trakcie drugiego tomu, który jest już po prostu bardzo dobry. Ale zdaję sobie sprawę, że to specyficzna historia i nie każdemu może się podobać.

      Usuń
  2. Eh, szkoda, że nie mam teraz praktycznie w ogóle czasu na czytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tez się tak wydawało, ale koniec końców zawsze coś wygospodaruję. Brak telewizora pomaga ;)

      Usuń
  3. Szkoda, że książka jest nierówna, skoro sama historia i klimat zdają się mieć potencjał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę już powiedzieć, że drugi tom rozwija tak skrzydła, że moim zdaniem warto przemęczyć się przez tę połowę pierwszego tomu :)

      Usuń
  4. Ostatnio bardzo często wybieram powieści pisane przez kobiety. Mimo tego, że po Twojej recenzji nie jestem w 100% zdecydowana, czy warto, to chyba jednak sięgnę w najbliższej przyszłości po tę książkę. Uwielbiam orientalne klimaty, a arabskie to już w ogóle. W dodatku okładka zachęca. Dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj :) drugi tom jest zresztą znacznie lepszy (i bardziej klimatyczny), więc uważam, że warto zaryzykować :)

      Usuń
  5. Kontynuacja wypada lepiej, ale dla mnie to nadal taka lekka opowiastka.

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to takie czytadełko, ale z klimatem i paroma fajnymi pomysłami. Uważam, że mimo wszystko wyróżnia się na plus na tle młodzieżówek fantasy, szczegolnie tych z dziewczetami w roli głównej (albo ja dotąd trafiałam tylko na gnioty).

      Usuń
  6. Musze przyznać, że mnie ta książka w ogóle nie interesowała i nie interesuję nadal, pomimo licznych zachęcających recenzji jakie przeczytałam. Twoja natomiast pokazuję mi, że moje obawy były po części słuszne i chyba całkiem ją sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ksiązka zaczynała się od 2 tomu, to bym ją bardzo mocno polecała. Ale ponieważ jest tom pierwszy, to obiektywnie muszę przyznać, że ksiązka ma znaczne mankamenty i trzeba je brac pod uwage, więc faktycznie czasem lepiej nie ryzykować :)

      Usuń
  7. A ja ją pokochałam od pierwszych stron <3 Dla mnie obydwie połowy są jak najbardziej równe, a Amani bardzo polubiłam. Ale wiadomo - gusta są różne :) Cieszę się jednak, że koniec końców w miarę Ci się spodobała :)

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kończę drugi tom i dopiero teraz mogę powiedzieć, że polubiłam Amani. W pierwszym tomie głównie mnie denerwowała. I drugi tom ogółem podoba mi się bardziej :)

      Usuń
  8. Szkoda, że książka rozkręca się dopiero w drugiej połowie. ja nie wiem czy bym dotrwała, jeśli bohaterka by mnie irytowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie rzucać książek w połowie ;) ale w tym przypadku wyjątkowo wytrwałośc się opłaciła. Drugi tom jest dobry od samego poczatku, chociaz tyle :)

      Usuń
  9. Sporo ostatnimi czasy o tej książce w internecie, więc i mnie ciężko było ją przeoczyć, zwłaszcza z taką obłędną okładką. Ale jak tylko dowiedziałam się, że to literatura młodzieżowa, od razu mój entuzjazm osłabł. Co prawda, mogłabym to jeszcze przeżyć, jednak jako że nie jest pozbawiona wad (o matko, chyba bym nie przebolała tej pierwszej połowy!), to nawet się za nią nie będę oglądać. Szkoda, bo zapowiadała się całkiem nieźle. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, okładkę ma obłędną :)
      Ja czasem lubię młodzieżówki - ba, w ostatnich latach trafiłam nawet na kilka perełek nie tyle młodzieżowych, co wręcz dziecięcych (w końcu książka dla dzieci, która podoba się tylko dzieciom, nie jest dobra - to chyba C.S. Lewis) - ale fakt, większość książek wydawanych obecnie w tym "nurcie" jest pisana "na jedno kopyto" i to mocno przeciętnie. Było ciężko z tą pierwszą połową...

      Usuń
    2. Ale to też inaczej - wiadomo, taki Mały Książę jest ponadczasowy, ale współczesne młodzieżówki pewnie nie przetrwają próby czasu. Bo tak jak mówisz, wszystkie są na jedno kopyto. ;)

      Usuń
  10. No i widzisz, dla mnie pustynia jest be, dajcie mi więcej śniegu i mrozu!:P

    Warto niekiedy się pomęczyć, by przez ostatni fragment książki nie móc się od niej oderwać. Staram się nie odkładać rozpoczętej książki, ale bardzo irytuje mnie, gdy autor nagle odkrywa w sobie dar dobrego pisania w dwóch trzecich opowieści. Dobrze, że w tym przypadku Twoja wytrwałość dała pozytywne rezultaty:P

    A Kicia na trzecim zdjęciu ma wyraz pyszczka, jakby to właśnie ona zadała pytanie z początku akapitu :D

    Pozdrawiam,
    Ania z ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A weź, ja już umieram z zimna, a tu dopiero jesień nadchodzi ;)
      Też się nad tym zastanawiałam, jak ktoś może wypłodzić coś tak nierównego. Gdzies ten potencjał musiał być od początku, prawda? Ale w tym przypadku było warto :) Na szczęście drugi tom trzyma poziom od początku.

      Usuń
  11. nie czytałam, ale chyba warto :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja niestety nie jestem fanką fantastycznych opowieści, stąd książka nie jest dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie faktycznie lepiej sięgnąć po coś innego :) Ja staram się nie ograniczać do jednego gatunku.

      Usuń
  13. Chętnie sięgnęłabym po tę książkę, zapowiada się ciekawie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto zaryzykować w tym przypadku. Skończyłam tom 2 i ten juz trzymał poziom na całej długości :)

      Usuń
  14. Myślę, że po takiej recenzji postawiłaś wysoko poprzeczkę autorce ;) Mimo wad (I połowy) zachęciłaś mnie swoim opisem, więc mam nadzieję, że się nie rozczaruję ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Podobno książka powala na kolana.. więc z całą pewnością w przyszłości po nią sięgnę :)
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy powala? Nie wiem, trochę mocne słowo, arcydzieło to nie jest. Ale całkiem niezła zabawa :)

      Usuń
  16. Tę książkę wszyscy zachwalają (do tej pory widziałam same pozytywne recenzje). Ludzie zachwycają się okładką, treścią, główną bohaterką i pustynią. Ja sobie natomiast pomyślałam: Aladyn? No nie, my się zbytnio nie lubimy. I z racji tego, że ta książka mi się właśnie z Aladynem kojarzy, to zdecydowanie nie stoi na szczycie mojej czytelniczej listy. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest zła. Może kiedyś przekonam się o tym na własnej skórze – kiedy skończą się stosy do czytania :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie. Ostatnio na Nałogowym Książkoholiku pojawiła się Parszywa Trzynastka. Zachęcam do zapoznania się na czym polega ta akcja promocyjna. Może będziesz chciała wziąć udział ;)
    www.nalogowyksiazkoholik.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, trochę klimatu z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy się tu dostało, nie ma co ukrywać. Z chęcią Cię odwiedzę, właśnie nadrabiam zaległości blogowe :)

      Usuń