poniedziałek, 11 września 2017

Autostopem przez życie - Przemysław Skokowski

Autostopem przez życie - Przemysław Skokowski, literatura podróżnicza, literatura faktu


Uwielbiam książki podróżnicze niemal tak samo jak podróżowanie, więc gdy trafiłam na Autostopem przez życie Przemysława „Pashy” Skokowskiego o tym, jak przemierzył stopem Rosję, Kazachstan, Kirgistan, Ciny, Laos, Tajlandię i Birmę, to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Zwłaszcza że sam autor wydawał się ciekawym człowiekiem z sercem po właściwej stronie, bo w czasie swojej podróży planował zrealizować projekt wymiany pocztówek między dziećmi z azjatyckich ulic oraz sierocińców i ich rówieśnikami z Europy. Zapowiadało się dobrze.

Niestety, o ile książka udowodniła, że autor faktycznie jest interesującym i dobrym człowiekiem, o tyle o samej powieści nie da się tego powiedzieć. Na samym początku książki Skokowski wyznaje, że odtwarzał swoje wspomnienia na podstawie sporządzanych co wieczór notatek. W efekcie przeważająca część treści, jakie trafiły do książki, to informacje dotyczące tego, że złapał stopa po 1/5/55 minutach, że kierowca był/nie był miły, że przejechał z nim 10/50/500 kilometrów. Do tego jeszcze informacje na temat tego, gdzie Pasha jadł (i czemu tak drogo) i gdzie kupił piwo za równowartość 5 złotych (i czemu tak drogo). Ewentualnie jeszcze jak przemókł mu namiot. Jakby autor zapomniał o rozbudowaniu tych swoich roboczych notatek w coś strawnego dla czytelnika. Wszystko albo w telegraficznym skrócie i bez emocji, albo z detalami sprawiającymi wrażenie przepisanych z przewodnika („strategiczne dane” typu co znajduje się na którym piętrze muzeum – serio?).

Aż żałuję, że autor był tak skrupulatny w tych swoich codziennych zapiskach – książka nie ucierpiałaby, gdyby udało mu się zapamiętać tylko wyróżniających się czymś kierowców. Na przykład co dziesiątego. Ja rozumiem, że gdy polski student pakuje plecak i rusza stopem na podbój Azji, to interesuje go głównie to, czy ktoś go zabierze z pobocza i czy starczy mu środków na realizację marzeń, ale książkę pisze się jednak dla czytelnika. Nieco lepiej zrobiło się, gdy autor opuścił już Rosję, ale generalnie przez całą książkę tkwimy w kieracie autostop – tanie śniadanie – autostop – kabanosy – autostop – nocleg – mokry namiot. Pod tym względem Autostopem przez życie niebezpiecznie przypominało mi książkę Człowiek, który objechał świat na rowerze Marka Beaumonta (która trafiła ostatnio na moją listę największych rozczarowań) – tylko że tam autor opisuje na przemian stan dróg, roweru i swojego obtartego siedzenia.

W zasadzie naprawdę dobre i poruszające sceny były… aż trzy. Pierwsza to wizyta u rodziny żyjącej w skrajnej nędzy. Pasha wzrusza się (i widać, że to szczere!), ja też mam jakieś bardziej błyszczące oczy niż zwykle. Tak samo jak wtedy, gdy na krótki czas zatrzymuje się w „sierocińcu”, aby uczyć dzieci angielskiego… No, ale potem limit emocji się wyczerpuje aż do Laosu, gdzie Pashę próbują naciągnąć, a potem ganiają z kijami i karabinami. Te trzy historie wyróżniają się zaskakująco rozbudowanym opisem (jest nawet namiastka dialogów!) i być może dlatego są w stanie zaangażować czytelnika. To sugeruje, że autor gdzieś ten potencjał ma (ale nadal ma też za dużo notatek...).

Najlepszym elementem książki jest sam fakt podróżowania stopem. Z opisów autora przebija prawdziwa pasja, miłość do tego, co robi, a także szokujące w dzisiejszych czasach zaufanie do ludzi. (Przyznać się, ilu z Was wsiądzie do pojazdu pierwszego napotkanego kierowcy tu, w Polsce? A kto zrobi to samo za granicą, bez znajomości języka i kultury danego kraju? Właśnie…) Jest to obraz bardzo pozytywny, zwłaszcza że Pasha faktycznie spotyka na swojej drodze naprawdę przyzwoitych ludzi z otwartymi sercami i gościnnością, przy której nasza słynna „polska gościnność” może się schować. Taka lektura na przywrócenie wiary w ludzi.

Inna sprawa, że jeśli Pasha przeżył wystarczająco długo, żeby wydać swoje wspomnienia, to zawdzięcza to raczej szczęściu niż rozumowi. Imprezuje w podejrzanym towarzystwie, a potem błąka się po nocy po podejrzanej okolicy, bo nie ma jak dostać się na nocleg; po kilku piwach odkrywa, że nie zna adresu swojego lokum, więc błąka się po różnych klatkach, sprawdzając, czy to może nie tu; wyrusza w podróż przez pół Azji bez sprawdzenia, czy jego karta bankomatowa jest ważna (nie, nie jest). I tak można w nieskończoność. A wszystko kwituje słowami, że jest, jaki jest i tego nie zmieni. Cieszy mnie jego samoakceptacja, ale zachowywał się tak niefrasobliwie, że absolutnie nie dziwię się jego matce, która rzekomo umiera z nerwów przy każdym jego wyjeździe.


I nagle się okazuje, że jedyna mapa Azji w domu
pochodzi z planszówki Wsiąść do Pociągu... ;)
Podsumowując, dostajemy książkę stanowiącą szczegółowy zapis podróży i tu i ówdzie przemycającą ciekawe spostrzeżenia i obserwacje. Niestety, towarzyszy temu mało atrakcyjna otoczka, która nuży i sprawia, że podróż, która powinna być przygodą również dla czytelnika, jest chwilami drogą przez mękę. Aspekt kulturowy jest ciekawy i jeśli będziecie w stanie przymknąć oko na ogromne natężenie absolutnie nieistotnych szczegółów, to prawdopodobnie Autostopem przez życie może Wam się podobać. W przeciwnym razie – nie wiem, czy polecam. Chyba nie bardzo.



Tytuł: Autostopem przez życie
Autor: Przemysław Skokowski
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 432




35 komentarzy:

  1. Szkoda zmarnowanego potencjału, bo choć coraz więcej osób podróżuje po świecie, a i możliwości podzielenia się swoimi przeżyciami są coraz liczniejsze, to jednak nie każdy ma to coś, co pozwala na porwanie czytelnika czy słuchacza. To tak jak wtedy, gdy znajomi zapraszają cię na oglądanie ich zdjęć z podróży - niektórzy opowiadając przenoszą nas do dalekich krajów i nieznanych kultur, podczas gdy inni na zdjęciach siedzą na plaży i piją drinki ze słomką, a ich opowieści skupiają się na tym, jak okropny był hotel, mimo że pięciogwiazdkowy, i jak wielki mieli problem w kontaktach z tubylcami, bo nikt nie mówił w ludzkim (czytaj: polskim) języku.

    Może gdyby autor przedstawił swoją podróż w postaci blogu byłoby lepiej? Forma krótkich notatek, podpieranych zdjęciami, pewnie bardziej byłaby w stanie zainteresować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog też jest http://www.autostopem-przez-zycie.pl/ :) I faktycznie może w takiej wersji jest to bardziej strawne. Niestety, ja najpierw trafiłam na książkę i spodziewałam się czegoś więcej, niż telegraficznego skrótu, pełnego zbędnych szczegółów, w końcu literatura rządzi się innymi prawami niż blogosfera...

      Właśnie spodziewałam się, że tutaj zostanę przeniesiona do tych odległych, nieznanych krain i kultur, ale... Niby nie ma plaży i drinków ze słomką, dzieje się niby dużo, ale jakoś... no, emocji tutaj nie ma. Poza tymi dwiema, trzema scenami, gdzie nagle autor odkrywa swój potencjał opowiadacza i nieźle sobie radzi. Strasznie szkoda!

      Usuń
    2. No proszę, czyli z tym blogiem trafiłam;) Zajrzę na niego po powrocie z kina ("To" wystraszy czy nie?), tym sposobem poczuję się, jakbym książkę też miała za sobą 😊

      Usuń
  2. No nie czytałabym raczej, ale... cóż, każdy autor musi od czegoś zacząć. Może kolejna książka tego pana będzie lepsza? :D Jeśli taką oczywiście wyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka możliwość. Czasem daję autorom taką szansę, ale tutaj nie będę już sprawdzać :)

      Usuń
  3. Tak skrupulatne i drobiazgowe opisy faktycznie nie są konieczne :) Temat ciekawy, szkoda jednak, że nie został zrealizowany ciut inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczyło ograniczyć te detale, o których wspomniałam, na rzecz rozszerzenia faktycznie ważnych wydarzeń. Też żałuję, że tak się nie stało :) Tam się sporo działo, ale w zasadzie na koniec pamięta się tylko te 3 sceny - bo reszta została opisana niemal hasłowo.

      Usuń
  4. Zawsze chciałam spróbować podróżowania autostopem, ale na razie chyba za bardzo się boję - może gdybym urodziła się facetem... Co do książki, chyba gdzieś nawet obił mi się o uszy ten tytuł, ale widzę, że w zasadzie nie ma co tracić czasu. Szkoda, bo na pewno pasji tu nie brakuje. Chociaż z drugiej strony, faktycznie ma więcej szczęścia niż rozumu; takie historie "po kilku piwach" są zabawne, ale mnie by na przykład tym bardziej odrzuciły od pomysłu jeżdżenia autostopem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeździłam jako dzieciak z nieco starszą kuzynką do stadniny za miasto. Jakby moi rodzice o tym wiedzieli, to pewnie moja pasja do jazdy konnej nigdy by się nie rozwinęła ;) Teraz, z większą świadomością świata, nie ryzykowałabym. Tchórzem jestem ;)

      Usuń
  5. Szkoda, że tak to wyszło. Mogłaby byc z tego dobra książka, ale niestety raczej jej nie przeczytam, bo nie mam ochoty na czytanie ciagle o tym samym :P

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No te powtarzające się motywy trochę dają w kość przy lekturze. Może naprawdę autor rozbuduje warsztat przy okazji kolejnych podróży i trochę bardziej spojrzy na swoje teksty z perspektywy czytelnika.

      Usuń
  6. Rzadko sięgam po takie książki, gdyż wolałabym raczej sama przeżyć tą przygodę niż o niej czytać. Niestety takie pozycję zbyt szybko mnie nudzą i bezmyślnie przerzucam każdą stronę, co nie powinno mieć miejsca. Powyższą publikacją nie jestem zainteresowana, gdyż widzę, że byłaby dla mnie dwukrotnie nużąca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre są świetne - np. książki Tomka Michniewicza czyta się wręcz z zapartym tchem, tak obrazowo pisze - ale tutaj faktycznie łatwo o znużenie :(

      Usuń
  7. No szkoda, że kilka minusów się nazbierało... Temat ciekawy, a jeśli ktoś nie może podróżować sam, to takie lektury są ciekawym rozwiązaniem. Jeśli są dobrze przedstawione...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego lubię książki podróżnicze - wyjeżdżam gdzieś dalej raz, dwa razy do roku, poza tym w niektóre miejsca raczej nie pojadę, więc fajnie poznać je chociaż przez książkę. Ale niech mi autor da je poznać, a nie tylko opowiada o tym, jak się przemieszcza z miejsca do miejsca ;)

      Usuń
  8. Szkoda, że książka okazała się hmmm... rozczarowaniem. Ale ważne, że ma potencjał i nie była tak do końca strata czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nie czuję, żebym zmarnowała czas, ale też nie jest to coś, co bym z czystym sumieniem poleciła dalej. No szkoda :(

      Usuń
  9. Szkoda, że lektura nie okazała się wciągającą przygodą.
    Raczej się na nią nie skuszę, bo ani nie zachęca do tego Twoja opinia, ani tematyka - po prostu nie sięgam po tego typu literaturę ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem sięgam, mam kilka książek podróżniczych i konkretnych autorów, których bardzo lubię - ale tutaj niestety się nie udało :(

      Usuń
  10. Książka nie dla mnie, ale kota masz boskiego *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem ;) Teraz to wszyscy się zachwycają, ale jak szukał domu, bo go ktoś chcial utopić, to jakoś nie było chętnych do przygarniania :( (może i dobrze, bo w pewnym momencie mało się staraliśmy znaleźć ;))

      Usuń
  11. nieistotne szczegóły mogą mnie znudzić, dlatego odpuszczę taką książkę. szkoda, że zamiast opowieści, pisał o nieistotnych szczegółach. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda! Bo i było o czym opowiadać, naprawdę :)

      Usuń
  12. Bardzo lubię tego typu książki, dzięki za fajne polecenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja wolę jak są dobrze napisane jednak ;)

      Usuń
  13. Mnie kiedyś ta książka mignęła w sieci, ale nie miałam okazji jej przeczytać. Podejrzewam, że dla osób kochających autostop byłaby bardziej ciekawa, ale jeśli takich historii w drodze jest tak mało, to dość kiepsko. Po Twojej recenzji raczej nie kupiłabym książki, też wolę jak jest zaplecionych więcej historii z trasy i nieco wskazówek. Cóż...kto, co lubi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, samo przesiadanie się z auta do auta nie jest w stanie obronić 400-stronicowej książki. Zabrakło tu... trudno powiedziec czego, bo pasja jest, ale może jeszcze trochę doszlifowania warsztatu.

      Usuń
  14. Zaciekawiłaś mnie, nie powiem...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niedobrze, miałam na celu raczej przestrzeżenie ;)

      Usuń
  15. Ponad 400 stron notatek? Oj, to chyba nie dla mnie jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie, jak się okazało, tez nie bardzo ;) ale dałam radę do końca ;)

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Niedoszły topielec, tylko udaje księcia z bajki ;)

      Usuń
  17. Lubię bardzo książki podróżnicze i zawsze czytam je z zapartym tchem, ale ta do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię ten gatunek, ale zawsze można się naciąć na coś, co nie będzie tak fajne, jak mogłoby się wydawać...

      Usuń