poniedziałek, 21 sierpnia 2017

TBR... Again: 5 książek, które koniecznie muszę przeczytać ponownie


Zdarza Wam się czytać książki po kilka razy, czy raczej w pogoni za nowościami nie macie na to czasu? Ja wielokrotnie staję przed dylematem: sięgnąć po coś, co już znam, czy po jedną z wielu książek, które dopiero na mnie czekają? Życie jest takie krótkie, a (potencjalnie) dobrych powieści tak dużo!

Muszę jednak przyznać, że uwielbiam wracać do znanych mi powieści, odkrywać w nich nowe szczegóły. Niektóre książki pewnie pochłaniałam po kilka/naście/ razy (zwłaszcza w dzieciństwie bezkrytycznie czytałam w kółko to samo). 

Ostatnio udało mi się odświeżyć sobie Hrabiego Monte Christo i Grę Endera (cóż za zestaw) – i były to udane powroty, bo obie nadal tak samo zachwycają, choć oczywiście z różnych względów. Jednak te dwa tytuły to zaledwie kropla w morzu: lista „muszę przeczytać ponownie” jest niemal tak długa jak ta „muszę przeczytać, bo nie znam”… 

...a zaczyna się następująco:

1. Amber – Roger Zelazny
Majstersztyk pod wszystkimi względami, od kreacji świata, przez bohaterów, po dialogi. To, że znam niektóre sceny na pamięć w dwóch językach (serio…) i zdążyłam napisać na temat tej książki licencjat, nie umniejsza w żaden sposób ani mojej miłości do całej serii, ze szczególnych naciskiem na Pięcioksiąg Corwina, ani głębokiego przekonania, że muszę jak najszybciej przeczytać ją jeszcze raz.


2. Imię Róży – Umberto Eco
Czytałam tylko raz i zakończyło się to wielką miłością… a także postawiło tak wysoko poprzeczkę oczekiwań względem autora, że już żadna powieść Eco nie spodobała mi się równie bardzo. Niestety, wiele już zapomniałam, i chyba muszę znowu wybrać się do średniowiecznego klasztoru, podsłuchać dysputy o doktrynach w tym niesamowitym, niezrównanym stylu Eco.

3. Pieśń Łowcy (czy raczej Tailchaser's Song) – Tad Williams
Kocie fantasy na miarę Wodnikowego Wzgórza Adamsa (a moim zdaniem nawet lepsze, o ile nie zawodzi mnie pamięć). Mam nadzieję, że powrót da mi nawet lepsze wrażenia z lektury: tym razem wyszukałam sobie wersję oryginalną, bo polską zmasakrowano tłumaczeniowo (nawet samo imię głównego kociego bohatera – Tailchaser – jak można zmarnować tak piękny przydomek i nazwać kota „Łowcą”?).


4. Nie kończąca się historia – Michael Ende
Któż z nas nie zna niezwykłej historii chłopca, który stał się bohaterem czytanej książki...? Cóż, w praktyce nikt, kto nie przeczytał "Nie kończącej sie historii", bo film nie ujął w ogole drugiej połowy książki. Mam przeświadczenie, że teraz doceniłabym ją o wiele bardziej, niż te kilkanaście lat temu: muszę sprawdzić, czy moje skojarzenia z Atramentową Trylogią Funke są słuszne!

5. Ania z Zielonego Wzgórza – L.M. Montgomery
Nie czytałam od jakichś 15 lat, co samo w sobie oznacza, że czas na powtórkę. Nie wiem, czy będzie mi się podobało równie bardzo, ale jestem gotowa zaryzykować. Szukam też okazji do zapoznania się z serialem, o którym wszyscy wkoło piszą w zachwytach – to dodatkowo sprawia, że gdy zastanawiam się „co przeczytać”, jakiś głosik w głowie mówi: „a może Anię?” Na razie go uciszam, ale już niedługo…


A Wy? Czaicie się na powrót do czegoś konkretnego? Stęskniliście się za czymś? :) Czy raczej szkoda Wam czasu na czytanie książek po raz kolejny, gdy tyle nowości pojawia się na rynku?


55 komentarzy:

  1. Oj, ja czasem lubię wracać do powieści już kiedyś przeczytanych, nawet kiedyś machnęłam posta na ten temat, ale to dawno było :) Ja sobie przede wszystkim chcę kiedyś Władcę Pierścieni odświeżyć. I całą Jane Austen :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CAŁĄ Jane Austen to już wyzwanie ;) Ale skoro już wspomniałaś, to chyba przynajmniej "Duma i uprzedzenie" powinna się znaleźć na powyższej liście, hmmm... :)

      Powrotu do Władcy się boję - już przy ostatniej lekturze okazało się, że nie jest to dla mnie ta sama książka, którą była 10 lat wcześniej. Została zdeklasowana przez Silmarillion, który wcześniej mnie nudził. To jest to ryzyko związane z powrotami...

      Usuń
  2. Chętnie wracam do książek przeczytanych bardzo, bardzo dawno - na zupełnie innym etapie życia. Jestem ciekawa, czy ich odbiór zmienia się z wiekiem. Ostatnio wracam do literatury dziecięcej - czytałam "Wodne dzieci" Charlesa Kingsleya, a teraz relaksuję się przy "Dzieciach z Bullerbyn".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dzieci z Bullerbyn" to bezapelacyjnie książka nr 1 mojego dzieciństwa. I "Ronja, córka zbójnika". Ronję czytam teraz po niemiecku, skończę pewnie za rok ;) Ale zrobiłaś mi teraz ochotę na powrót do Bullerbyn...

      Usuń
  3. Ze wszystkich pozycji, które wymieniłaś (aż wstyd się przyznać) czytałam tylko "Anię z zielonego wzgórza". Chyba pora nadrobić i poszerzyć horyzonty czytelnicze. Najbardziej jednak przyciąga mnie "Amber" wymieniony na początku. Licencjat mówisz? Może rzeczywiście warto po nią sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Licencjat :) na 120 stron :) I to tylko zahaczając o pierwszy pięcioksiąg (a są dwa!). Polecam bardzo, bardzo gorąco :)

      Usuń
  4. Ja nie za często wracam do przeczytanych już pozycji, bo po prostu jak dla mnie lepiej jest przeczytać coś nowego. Chociaż do Ani z Zielonego Wzgórza też bym sobie wróciła <3 Reszty książek z tego zestawienia niestety nie znam, ale skoro tak dobre, to może poznam? :D

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto spróbować :) wracam tylko do tych bardzo wyjątkowych ;) (albo, jak w przypadku Pieśni Łowcy - do tych, w których wierzę, że tkwi coś jeszcze, czego nie dostrzegłam od razu).

      Usuń
  5. Czytałam "Kroniki Amberu" i nie do końca przypadły mi do gustu, obiektywnie świetna seria, aczkolwiek raczej nie dla mnie :/
    Ja chciałabym w końcu przeczytać ponownie cykl o Sookie Stackhouse, ale jak tylko o tym wspominam mojemu chłopakowi, to krzyczy, że jestem nienormalna xD
    W końcu jeszcze ponad 200 nieprzeczytanych w domu, ale co zrobić no?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że dla niektórych Amber jest po prostu zbyt klasyczny. Nowoczesna fantastyka przyzwyczaja nas do czegoś innego. Ale akurat ta seria trafiła idealnie w mój gust i nie zmienia się to od wielu lat.

      Usuń
  6. Ania z zielonego wzgórza wspomnienie z dzieciństwa, cudownie by było ją przeczytać jeszcze raz ale niestety nie wiem kiedy. Chciałabym kiedyś wrócić do czasów dzieciństwa.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
    https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/08/przedpremierowa-recenzja-dan-sha-ri.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takie powroty do książek z dzieciństwa są ryzykowne, kilka razy boleśnie się rozczarowałam ("W pustyni i w puszczy" przeczytane w wieku lat 6 i 26 to nie tak sama książka, na przykład)

      Usuń
  7. Czytałam tylko Anię i w sumie nic z niej nie pamiętam. Wiem, wstyd.
    Z wymienionych przez Ciebie książek na pewno przeczytam "Kroniki Amberu", bo zdecydowanie lubię taką fantastykę i sądzę, że te książki Zelaznego mogą przypaść mi do gustu.
    Ja jeszcze nigdy nie sięgnęłam dwukrotnie po tę samą książkę, ale niedługo zrobię wyjątek, bo muszę ponownie przeczytać "Drogę królów" i "Słowa światłości" Sandersona, aby przypomnieć sobie trochę te powieści, zanim zostanie wydany trzeci tom :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby Zelazny Ci się spodobał. 'Amber' to już staroć, ale chciałabym, żeby ta seria była bardziej popularna...

      Usuń
  8. Ja bardzo często wracam do przeczytanych już książek, bo za każdym razem odkrywam w nich coś innego. Rudą Ankę czytałam już chyba z pięć razy, Solaris trzy. Obecnie odświeżam sobie Pratchetta (nie czytałam wszystkich pozycji, ale ich znaczną część). Mam również ochotę ponownie przeczytać "Buszującego w zbożu" no i ABW Sandersona. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ponownie przeczytałam tylko Harry'ego Pottera. Jakoś tak już mam, że przede mną zawsze tyle książek, że nie mam czasu na powroty ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super wpis!♥ Zapraszam na mojego bloga --> dayllie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uwielbiam serię o Ani z Zielonego Wzgórza, serię "Dwór cierni i róż" o raz "Klątwę przeznaczenia". Do tych wszystkich na pewno wrócę ponownie. A! I jeszcze "Zabić drozda". :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam książek przedstawionych przez Ciebie :D
    Lubię wracać do przeczytanych książek - zawsze chętnie ponownie czytam wszystkie tomy Harry'ego Pottera :D A czasem coś wybieram z biblioteczki do przeczytania kolejny raz ;0

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja faktycznie czasami sięgam po lektury, które już wcześniej czytałam - ale za każdym razem wyciągam z nich coś zupełnie innego i mam inne wrażenia jako czytelnik.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z książkami tak nie mam, ale za to z filmami, czy serialami owszem.
    Chociaz Anie z zielonego wzgorza moglabym czytac codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do filmów też lubię wracać, ale tych takich naprawdę ważnych dla mnie (np. Prestiż - oglądałam już tyle razy, że stracilam rachubę)...

      Usuń
  15. Ania <3 po zobaczeniu serialu Netflixa, obiecałam sobie przeczytać ją ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie ruszyłam serialu, ale bardzo bym chciała. Ta książka zasługuje na porządną ekranizację :)

      Usuń
  16. Chyba nie zdażyło mi się, bym wróciła do książki. Dlaczego? Bo jesli zauroczyła mnie za pierwszym razem - nie chcę tego psuć (będąc juz w innym momencie mogę odebrać ją inaczej, przez co straci swoj urok), a jesli nie zrobiła na mnie wrażenia - szkoda mi czasu na powrórkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, a ja szczerze mówiąc myślałam, że wszyscy miłośnicy książek mają takie tytuły, które maglują po parę razy :)

      Usuń
  17. Ja tam mam z serią "Dwór Cierni i Róż", cały czas kusi mnie, żeby przed 3 tomem jeszcze raz przeczytać pozostałe. I często wracam do "Milion małych kawałków". Oraz oczywiście Harry Potter! I Igrzyska Śmierci czytałam po kilka razy :)
    O, i przypomniało mi się - seria Alexandry Bracken "Mroczne Umysły" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam żadnej serii poza Harrym - którego czytałam kilkakrotnie jeszcze jako dzieciak :)

      Usuń
  18. A ja nie znoszę wracać do książek. Znam historię, znam bohaterów, poznałam uczucia... nie przekonacie mnie do przeczytania kilka razy tych samych pozycji. Oczywiście są wyjątki, gdzie bardziej zależy mi na poczuciu tych emocji płynących z książek, ale mam takich tylko kilka m.in "Upadli", "Siedem minut po północy", "Więzień labiryntu".
    Ale przy okazji tego posta przypomniały mi się dwie rzeczy.
    1. Cała saga "Zmierzch" była jedynym takim przypadkiem w mojej historii, że przeczytałam każdą część dwa razy pod rząd... Do dzisiaj nie wiem po co :D
    2. W całej swojej szkolnej karierze była tylko jedna lektura, do której wracałam z przyjemnością: "Pan Tadeusz" :D Mimo że nie uważam go za jakieś super ekstra dzieło to zawsze, kiedy go przerabialiśmy, czytałam go od deski do deski, bo chciałam a nie bo musiałam. Żeby nie było, miałam kilka lektur, które mi się podobały (i do dzisiaj się podobają) , ale tylko do Tadka wracałam chętnie. Nie wiem co mnie w nim tak interesowało :D

    Zapraszam też do mnie: czyczytamtam.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubiłam "Pana Tadeusza", ze "Zmierzchem" sobie nie poradziłam... ale ja uwielbiam wracac do książek :)

      Usuń
  19. Zazwyczaj nie czytam książek więcej niż raz, ale przyznam, że chciałabym odświeżyć takie serie jak Dwory, Szeptem, czy Harry Potter :)

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pottera też bym sobie przypomniała, zwłaszcza ostatnie tomy, bo niewiele pamiętam.

      Usuń
  20. Zawsze miło jest wracać do ulubionych książek :) Mi się to zdarza, zwłaszcza przy Harrym Potterze i książkach Colleen Hoover :)
    Pozdrawiam :)
    http://tworze-czytam-fotografuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, już myślałam, że nikt nie czyta książek po parę razy... :)

      Usuń
  21. Jeszcze nigdy nie przeczytałam jednej z moich ulubionych książek jeszcze raz. Ale mam nadzieję, że kiedyś to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, to jest zupełnie inne doświadczenie. Nie słuchaj, że zawsze kończy się rozczarowaniem, przeważnie odkrywa się kolejne poziomy i jest tylko większy zachwyt! :)

      Usuń
  22. Wstyd się przyznać, ale przeczytałam tylko jedną z książek, które wymieniłaś.
    Pozdrawiam, ann-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pewnie czytałaś dziesiątki innych, o których nie słyszałam ;)

      Usuń
  23. Dwa tytuły się "zgadzają". "Imię Róży" i "Ania z Zielonego Wzgórza" to książki, które po prostu muszę sobie odświeżyć.
    Pozdrawiam,
    Kania Frania
    www.kaniafrania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Chętnie wracam jak ciekawa

    OdpowiedzUsuń
  25. Też mi się wydawało, że szkoda czasu na czytanie drugi raz tej samej książki, ale zmieniłam zdanie, kiedy drugi raz przeczytałam "Nieznośną lekkość bytu" Kundery. Miałam wrażenie, że czytam zupełnie inną książkę i byłam zdumiona, jak może się zmienić sposób odbioru książki. Wróciłam do "Szelmostw niegrzecznej dziewczynki" Llosy, na pewno jeszcze raz przeczytam "Shantaram", "Księgę Diny", "Cień wiatru", książki Murakamiego. A propos Umberto Eco - "Imię róży" też najbardziej podobało mi się z jego książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasem ma się wrażenie, że odkrywa się kolejne warstwy historii, która wydawała się doskonale znana. Ja bardzo lubię to uczucie :)
      Eco to dla mnie właśnie "Imię Róży", potem jego "Zapiski na pudełku od zapałek" (felietony), a potem długo, długo nic :)

      Usuń
  26. aż głupio się przyznać ale znam tylko ekranizację Niekończącej się historii :( bardzo rzadko mam ochotę wrócić do książek, jeśli już to robię to dla moich ukochanych powieści takich jak Harry Potter, Ania z Zielonego Wzgórza ale w oryginale, żeby łączyć przyjemne z pożytecznym. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zapraszam Cię za parę dni na bloga - napisałam już recenzję Nie Kończącej Się Historii. To jest zupełnie co innego - sprawdziłam i wersja filmowa obejmuje ok. 40% książki... pomijając jej najistotniejszą, dość filozoficzną część :)

      Też raczej wracam tylko do tych ukochanych książek. Ja w oryginale czytam młodzieżówki - też mam wtedy wrażenie, że łączę przyjemne z pożytecznym :) Pozdrawiam również :)

      Usuń
  27. O matko, Ania z Zielonego Wzgórza! Jak ja to uwielbiałam ♥ Też muszę sobie ją odświeżyć, zarówno książki jak i filmy :D

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja filmow właśnie nie lubiłam - zawsze albo strasznie zmieniały historię, albo aktorzy jacyś "nie tego" ;) Ale ogromnie kusi mnie ten nowy serial, o którym jest tak głośno. Miałaś okazję oglądać?

      Usuń
  28. Moja współlokatorka i ja, obie jesteśmy zapalonymi czytelniczkami, ale w tym właśnie punkcie różnimy się bardziej niż w jakimkolwiek innym. Ona uważa, że książka raz przeczytana może być niejako wyrzucona z myśli, że szkoda czasu na powracanie do świata, który już się zna. Ja natomiast kocham wracać do książek, które zajmują specjalne miejsce w moim sercu. "Władcę pierścieni" przeczytałam prawdopodobnie z dziesięć razy, podobnie "Dzieci z Bullerbyn" czy "Zaczarowany ogród". Książki z cyklu o szlachetnym wodzu Apaczów, Winnetou, mogę czytać co pół roku i tak, wiem, literatura to niezbyt wysokich lotów, ale to właśnie te książki zaszczepiły we mnie miłość do czytania!

    Akurat tego Tada Williamsa nie czytałam, ale do np, "Wieży zielonego anioła" to wracam raz na pare lat i nadal podoba mi się tak samo, jak za pierwszym razem. Nawet Anię przeczytałam dwa razy, mimo że nie należy do moich ulubionych książek.

    Przy wyborze pozycji do czytania kieruję się więc zasadą: jeżeli nie zdążę w życiu przeczytać wszystkich książek, które chcę poznać, będzie mi źle; jeżeli nie sięgnę po książkę, którą znam i kocham, będę tego żałowała do końca życia. Przesada? Może, ale pozwala mi nie wahać się, gdy mam ochotę po raz miliardy wrócić na Pern i polecieć z ulubionymi bohaterami na smoku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam "Wieży zielonego anioła"... chyba muszę coś nadrobić :)

      Bardzo mi się podobają Twoje wnioski :) Mam dokładnie takie podejście jak Ty. Szczerze mówiąc myślałam, że więcej książkoholików je podziela, ale wygląda na to, ze u większości zwycięża pęd za nowością :) Miło jednak wiedzieć, że są osoby, które jak ja czują potrzebę powrotów do tych najważniejszych powieści...

      "Dzieci z Bullerbyn" też maglowałam w kółko, moi rodzice wspominają do dziś, jak pojechałam na wakacje tylko z tą książką i przeczytałam ją trzy razy. Raz za razem. Inne nie były potrzebne ;)

      Usuń
  29. Wszystko, byle nie Ania... No nie cierpię tej książki pasjami!

    OdpowiedzUsuń
  30. Lubie od czasu do czasu wracać do książek, które dawniej czytałam. Zwłaszcza do klasyki - nagle zaczynam ją lepiej rozumieć niż było w czasach, gdy czytałam ją pierwszy raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle nagle można odkryć coś, czego wcześniej tam nie było, prawda? :)

      Usuń
  31. Och, "Grę Endera" czytałam już kilka razy, ale z chęcią znów bym do niej wróciła. Tak samo jak do "Zagubionych chłopców" tego autora :). Rzadko wracam do książek, które już znam, chyba że je uwielbiam. Ale do kilku chciałabym zajrzeć znów - to "Nieznośna lekkość bytu", "Król szczurów" czy chociażby "Droga".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi o "Królu szczurów"... ogromnie mi się podobała ta ksiażka, znacznie bardziej niż bardziej znany "Shogun" tego samego autora. Też musiałabym sobie wrócić :) A "Zagubionych chłopców" nie znam. Do nadrobienia! :)

      Usuń