niedziela, 13 sierpnia 2017

Survive: Escape from Atlantis! - recenzja gry


Wulkan, kryjący się gdzieś w sercu wyspy, budzi się. Atlantyda rozpada się powoli, grożąc zagładą całej populacji. Gracze spróbują uratować jak najwięcej przedstawicieli swojego rodu, zanim dopadnie ich niechybna zguba...

Brzmi poważnie? Błąd! To lekka, pełna śmiechu rozgrywka, bazująca całkowicie na negatywnej interakcji. Będziemy ewakuować swoich ludzi z wyspy, jednocześnie dbając o to, czyhające w otchłani morza potwory dokuczały raczej naszym przeciwnikom niż nam. W czasie ewakuacji z Atlantydy nie ma miejsca na litość!


Wersja kosmiczna
Survive: Escape from Atlantis! to żadna nowość – pierwsza wersja gry została wydana w 1982 roku, a recenzowane przeze mnie nowe wydanie uświetniło 30-lecie pierwszej publikacji. Co ciekawe, mechanicznie gra nadal się nie zestarzała i zapewnia znakomitą, lekką i pełną śmiechu rozgrywkę. Jakiś czas temu gra doczekała się również re-implementacji w klimatach kosmicznych pod tytułem Survive: Space Attack!, jednak moim zdaniem klasyczna wersja jest dużo bardziej atrakcyjna, również wizualnie.


Malownicza katastrofa

Wydanie jubileuszowe jest po prostu przepiękne. Wszystkie elementy są bardzo solidne – szczególne wrażenie robią płytki terenu, z których budujemy wyspę, wydrukowane na pancernej tekturze o różnej grubości, odpowiednio dla pól plaży, lasu i gór. Plansza jest ogromna i ma miłą w dotyku, matową powłokę, a drewniane pionki potworów (węży morskich, rekinów i wielorybów) są duże i efektowne. Nieco gorzej prezentują się plastikowe pionki Atlantów, których będziemy próbować uratować, jednak na szczęście mniejsza staranność wykonania w ich przypadku nie wpływa na jakość rozgrywki.

Wypraska jest bardzo pomysłowo wykonana i mieści wszystkie elementy (nieco gorzej będzie, gdy zechcemy upchnąć w środku dodatki do gry). Muszę jednak przyczepić się do rozmiaru pudełka – choć na pierwszy rzut oka jest to standardowy kwadrat 30x30, okazuje się, że jeden bok jest dłuższy od 2,5 cm, przez co nie ma szansy na ułożenie gry w równym rządku z innymi.


Sposoby na przeżycie

Celem gracza jest doprowadzenie naszych rozbitków do bezpiecznych wysp, znajdujących się w narożnikach planszy, zanim nastąpi wybuch wulkanu zwiastujący natychmiastowy koniec gry. I zanim współgracze naślą na nich potwory.

Atlanci z widocznymi numerkami (w czasie gry są ukryte)
Przygotowanie gry jest błyskawiczne – budujemy wyspę z losowo dobieranych płytek terenu, na których gracze kładą następnie swoich wyspiarzy. Ponieważ każdy z pionków ma pod spodem liczbę od 1 do 6, oznaczającą jego wartość na końcu gry, trzeba sobie dobrze przemyśleć, skąd mamy lepsze szanse na ucieczkę, a także zapamiętać, gdzie umieściliśmy najcenniejsze pionki. Następnie umieszczamy na planszy węże morskie – rekiny i wieloryby wejdą do gry później.

Pod względem mechaniki w zasadzie trudno o prostszą grę, niż Survive: Escape from Atlantis! Instrukcja jest krótka, dobrze napisana i rozwiewa wszystkie wątpliwości. Każdy z graczy wykonuje w swojej turze następujące akcje (w stałej kolejności):

zagranie płytki terenu z ręki – wyłącznie w przypadku, gdy w poprzednich turach zachował którąś z płytek;

poruszenie rozbitka lub łodzi 
Co teraz...?
– poruszać można się w sumie o 3 pola, przy czym wartość tę można traktować rozdzielnie i na przykład przemieścić jednego rozbitka o dwa pola, a drugiego o jedno. Jednocześnie należy pamiętać, że wejście na łódź lub jej opuszczenie również liczy się jako ruch, zaś pływacy (czyli pionki umieszczone bezpośrednio na polu morza) mogą poruszyć się tylko o 1 pole w danej turze. Łodzie są w ogóle świetnym elementem gry, ponieważ na naszą deskę ratunku mogą wepchnąć się też ludziki innego gracza. Stoimy wtedy przed dylematem, czy na pewno warto nam ratować swoich rozbitków, bo tym samym ewakuujemy też Atlantę przeciwnika. A jeśli jest wysoko punktowany...?

usunięcie płytki terenu 
Przykładowe heksy
– w każdej turze Atlantyda rozpada się coraz bardziej: gracz wybiera jedno z pól wyspy, które przylega przynajmniej jedną ścianką do obszaru morskiego i zabiera je (przy okazji wrzucając do morza rozbitków przeciwników, którzy mieli nieszczęście je zajmować), a następnie rozpatruje jego rewers. Każda z płytek ma ramkę w określonym kolorze – zielone zagrywane są natychmiast (pozwalają np. na natychmiastowe przywołanie rekina, wieloryba czy łodzi w miejsce tejże płytki), czerwone zachowujemy na ręce i możemy wykorzystać na początku kolejnej tury (pozwalają na dodatkowy ruch pływaka lub łodzi, a także na przemieszczenie potworów), zaś płytki obronne (czerwone, z symbolem przekreślenia) są szczególnie cenne, gdyż mogą zostać użyte w czasie tury innego gracza i pozwalają obronić się przed działaniem nasłanego na nas rekina lub wieloryba;

rzut kością i przemieszczenie potwora 
Wąż morski i jego odpowiednik na kości
– kostka wskazuje, które monstrum możemy przesunąć. Węże poruszają się o jedno pole, rekiny maksymalnie o 2 pola, wieloryby – do 3 pól morskich (przypomnienie o tej zasadzie umieszczono również na planszy, w formie czytelnej grafiki). Potwory to serce negatywnej interakcji – rekiny zabijają pływaka, który znajduje się na tym samym polu, ale nie zagrażają tym na łodzi. W tej sytuacji, żeby zrzucić przeciwnika do wody, musimy wysłać na niego wieloryba, który przewraca łódź, ale nie zabija rozbitków. Wąż morski jest najbardziej złośliwą istotą i niszczy zarówno łodzie, jak i wszystkich ich pasażerów oraz pływaków na swojej drodze.

Game over

Pod jedną z płytek ukrywa się rysunek wulkanu. W momencie gdy taka płytka zostaje zdjęta z planszy, wybuch wulkanu niszczy pozostałości wyspy i uśmierca wszystkich rozbitków, którzy jeszcze przebywają na niej lub dryfują gdzieś po okolicznych morzach, a gra kończy się. Nigdy nie mamy więc pewności, ile czasu do działania jeszcze nam pozostało. 

Wybuch wulkanu, czyli koniec gry
Po odsłonięciu płytki wulkanu gracze odwracają wszystkich Atlantów, których zdołali uratować, w celu sprawdzenia wartości na spodzie pionków. Wygrywa gracz z największą liczbą punktów (co nie musi oznaczać jednocześnie największej liczby ocalonych rozbitków!).

Instrukcja sugeruje też kilka innych wariantów - jeden pozwala na ignorowanie wartości punktowych pod pionkami rozbitków, a dwa wprowadzają inne warunki zakończenia gry. W pierwszym z nich, ignorując płytkę wulkanu, gramy do ostatniego Atlanty usuniętego z planszy (czy to w wyniku ocalenia, czy śmierci); w drugim gra kończy się po zdjęciu z planszy ostatniego kafelka terenu.


Wrażenia
(z grupowego wbijania noży w plecy)

Cóż - czerwony ma dziś pecha...
Survive: Escape from Atlantis! to klasyka negatywnej interakcji. Ze względu na pokłady radości, jakie niesie ze sobą każdorazowo pożarcie pionków przeciwnika rekinem, oraz na szansę wzięcia odwetu w następnym ruchu, nie jest to jednak moim zdaniem gra, która mogłaby wywoływać konflikty: charakter rozgrywki sprawia, że nawet gdy przeciwnik znowu naśle na nas rekina, prawdopodobnie przegramy grę ze śmiechem (i chęcią wzięcia odwetu, oczywiście). Ten lekki charakter, w połączeniu z odrobiną blefu (wynikającą z ukrytych wartości poszczególnych rozbitków) i stosunkowo krótkim czasem gry, tworzy świetną grę imprezową.

Oczywiście, nie jest to tytuł dla wybitnie obrażalskich graczy i może okazać się zbyt trudny dla dzieci – nie ze względu na zasady, które są bardzo proste, ale właśnie ze względu na drapieżny charakter rozgrywki. Jeśli więc nie lubicie, gdy ktoś na każdym kroku krzyżuje Wam plany, a potem jeszcze wbija nóż w plecy, to nie jest to gra dla Was.

Jeden niebieski uratowany!
Imprezowy charakter gry przekłada się na możliwości wykorzystania strategii – a raczej jej brak. Owszem, możemy sobie planować, warto też umiejętnie blefować w kwestii ratowanych rozbitków, ale mimo wszystko jest to gra o dużej losowości. W tym przypadku nie jest to jednak zarzut, jedynie element przekładający się na sporą regrywalność tego tytułu.

Głównym problemem najnowszego, jubileuszowego wydania jest okrojenie gry do 4 osób. Moim zdaniem powinna od razu być sprzedawana w komplecie z dodatkiem dla 5. i 6. gracza, tak jak było to w wersjach wcześniejszych. Jak każda gra imprezowa, tak i Survive! tak naprawdę rozwija skrzydła od 4 graczy w górę – nie jest to zbyt dobrze skalujący się tytuł i takie zmniejszenie liczby graczy w podstawce nie działa na jego korzyść. Owszem, już rozgrywka w trzy osoby jest całkiem przyjemna, ale mimo wszystko na planszy występuje za duży luz.  W przypadku gry dwuosobowej jest to jeszcze bardziej widoczne, nawet w zawartym w instrukcji pomyśle, aby każdy z graczy kontrolował dwie drużyny rozbitków.

Podsumowując, polecam Survive! wszystkim graczom, szukającym gry imprezowej bazującej w całości na negatywnych zagraniach, a jednocześnie sprawiającej wrażenie „dużej” gry o nieco dłuższym czasie rozgrywki niż w przypadku typowych imprezówek. Sprawdzi się jako „danie główne”, gdy potrzeba czegoś lżejszego, a także jako filler przed bardziej wymagającymi tytułami.


Plusy:
+ proste zasady;
+ dobrze napisana instrukcja;
+ piękne wykonanie;
+ dynamiczna rozgrywka;
+ ciekawa negatywna interakcja (ponieważ to serce Survive!, punkt ten nie jest minusem, jednak przeciwnicy tego typu rozgrywek powinni mieć to na uwadze).

Minusy:
- nieforemne pudełko;
- słaba skalowalność na mniejszą liczbę graczy;
- konieczność dokupienia dodatku dla pełnych możliwości gry.



Autor: Julian Courtland-Smith
Ilustracje: David Ausloos
Wydawca: Stronghold Games
Czas gry: 30-60 minut
Liczba graczy: 2-4
    (lub 2-6 po zakupie dodatku)

13 komentarzy:

  1. Mamy :) I o dziwo sprawdza się nawet do grania w rodzinie, mały się szybko nauczył, że ta gra "tak ma" i drżący podbródek go nie uratuje. Co prawda ostatecznie przerąbane mam ja, bo koniec końców większość rozgrywek sprowadza się do "wszyscy na tatę" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nikt nie mówił, że ojcostwo to łatwa sprawa :) Gratuluję syna, który potrafi przegrywać i przełknąć negatywne zagrania w grze!

      Usuń
  2. A gdzie kot? Oo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma urlop :) Ale postaram się namówić go do współpracy przy następnej recenzji ;)

      Usuń
    2. Ok, przestraszyłam się :)
      A taka gra by się nie sprawdziła u nas - jakoś nie mogę z mężem takiej interakcji uskuteczniać. Potem chodzimy wściekli na siebie przez resztę dnia xD

      Usuń
    3. Zdarza się :) My na szczęście jakoś potrafimy to rozgraniczyć :)

      Usuń
  3. Świetna jest ta łódeczka z rozbitkami! A gra wydaje się bardzo ciekawa ;)
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gra jest lekka, szybka i bardzo angażująca :) Elementy, jak już pisałam, są fantastycznie wykonane i faktycznie cieszą oko, jak choćby ta łódeczka :)

      Usuń
  4. Wstyd, ale nie znam tej gry, a wydaje się super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest niestety bardzo popularna, ale zasługuje na uwagę...

      Usuń
  5. Świetnie się zapowiada po recenzji. Lubię tego typu gry gdzie trzeba coś po swojemu budować. Z chęcią bym zagrała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj budujemy tylko na początku i to dość losowo, potem raczej niszczymy wyspę po kawałku :)

      Usuń
  6. Genialna gra nie tylko na imprezę, Ale także na rodzinne popołudnie ☺

    OdpowiedzUsuń