wtorek, 15 sierpnia 2017

Madame - Antoni Libera


Madame to opowieść o niespełnionej miłości licealisty do nauczycielki francuskiego, która, niby wycięta z francuskiego żurnala, pojawia się nagle jak barwny motyl na tle szarości polskich lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Nastoletni amant i jednocześnie narrator, obdarzony licznymi talentami erudyta (i to taki potwornie bezczelny, choć – muszę przyznać – w dość uroczy sposób), w desperacji zaczyna prowadzić pokrętne śledztwo, aby poznać bliżej swą Muzę.

Brzmi fascynująco? Nie bardzo, prawda? Na szczęście sięgając po Madame nie znałam takiego opisu, bo pewnie poczułabym się zniechęcona i straciłabym szansę na poznanie tej magicznej niemalże historii. Sposób narracji – nie, opowiadania – zachwycił mnie praktycznie od pierwszej strony i sprawił, że dosłownie pochłonęłam tę książkę. 

Zresztą, tak naprawdę temat ten jest tylko pretekstem do opowiedzenia kilku historii, stanowiących swoiste rozliczenie z wydarzeniami społeczno-politycznymi, oraz przeprowadzoną z przymrużeniem oka analizę psychologiczną młodzieńczych zauroczeń. Jest to też – może przede wszystkim – opowieść o pięknie słowa, języka i literatury i o tym, jak ważne mogą stać się w świecie, w którym trudno o inne źródła pocieszenia i rozrywki. Na kanwie „romansu” (dość jednostronnego, dodajmy) Autor tka mozaikę pełną odniesień literackich, teatralnych, mitologicznych, przeplatających się z szarością codziennego życia w PRL-u.


„Trzeba próbować szczęścia. Jak? Wskazanie jest proste: uczyć się obcych języków, w ogóle  sztuki słowa! Jeśli będziecie mówić – płynnie, inteligentnie – wasz szary, ubogi świat stanie się barwny... barwniejszy. Bo wszystko pochodzi z języka. Bo wszystko od niego zależy. Bo, jak powiada Pismo, na początku jest Słowo.”
- Antoni Libera, Madame


Styl i język zachwycają swoją błyskotliwością, jakiej chyba nigdy wcześniej nie znalazłam w żadnej książce. Narracja skrzy się od humoru, a pokrętne działania, mające na celu zdobycie jak najwięcej informacji o obiekcie westchnień, w które narrator angażuje wszelkie swoje aktorskie, detektywistyczne i erudycyjne talenty, wywołują często uśmiech podczas lektury. Chwilowe spowolnienia, wywołane czasem nadmiernie wydumanymi rozważaniami narratora, wbrew pozorom dają chwilę wytchnienia – choć przyznaję, że kilkakrotnie straciłam na nich rozpęd. Odkładałam wtedy książkę i wracałam do niej po chwili, by znów dać się oczarować stylowi Libery.

Historia opowiedziana jest z punktu widzenia dorosłego człowieka, którego poznajemy dopiero w „Postscriptum”. Ta perspektywa powoduje, że narracja staje się chwilami odrobinę niewiarygodna: nie tylko obfituje w szczegóły i dialogi niemożliwe do odtworzenia w takiej ilości z perspektywy lat, ale też tworzy specyficzny filtr świadomości przemian społecznych, które dopiero miały nastąpić. Z drugiej jednak strony ten dystans pozwala na nieco ironiczne spojrzenie, co z kolei jest dużym atutem historii, więc bez wyrzutów akceptuję taką wizję Libery.

Dowodem na to, jakie wrażenie wywarł na mnie Libera swoją Madame, jest fakt, że nie zraziły mnie nawet liczne francuskie wstawki. Po francusku jestem w stanie powiedzieć maksymalnie trzy zdania, popełniając pewnie wszystkie możliwe błędy w wymowie, a nadmierne stężenie francuskojęzycznych cytatów sprawiło, że kilka lat temu rzuciłam w kąt Wojnę i Pokój Tołstoja i nie przeprosiłam się z nią do dzisiaj. Tutaj – jakoś to wszystko pasuje, komponuje się. I nie kłuje w oczy.

Chwilami liryczna jak poezja, chwilami szorstka i ironiczna, Madame jest wyrafinowana i dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Mimo początkowo niezachęcającej fabuły czułam zaangażowanie w opowiadaną historię. Nie jest to powieść łatwa, wymaga skupienia, aby delektować się tym co ma nam do pokazania Autor, który nie spuszcza z tonu do ostatniej strony: finał jest satysfakcjonujący i elegancki. Cieszę się, że ta cudowna zabawa słowem nie umknęła mi w zalewie nowości i że odnalazłam ją blisko 20 lat po premierze. Polecam każdemu, kto lubi czasem zachwycić się i dać się porwać samej narracji.



Tytuł: Madame
Autor: Antoni Libera 
Wydawnictwo: Znak 
Liczba stron: 396


21 komentarzy:

  1. Moja ukochana książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jedno z moich największych odkryć roku. Byłam wręcz oszołomiona tym, co ten człowiek wyczyniał ze słowem pisanym :)

      Usuń
  2. Ten początkowy opis tej książki dla mnie brzmiał interesująco i z pewnością by mnie to nie zniechęciło, a raczej zaciekawiło. Czytalam kiedys ksiazke o podobnym wątku, ale nie pamietam juz tytułu, wiem tylko ze uczeń był zakochany w swojej nauczycielke. Z checia poznalabym i tę historię. Chociaz nigdy o niej nie slyszalam.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wydał się osobiście dość pretensjonalny, ale książka absolutnie taka nie jest. Nie czytałam nic podobnego - ani pod względem stylu, ani tematyki. Polecam gorąco :)

      Usuń
  3. Słyszałam o książce i pewnie kiedyś sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybitna literatura! Przeczytałam "Madame" jako nastolatka, ale coś mi się wydaje, że dziś zachwyciła by mnie jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natrafiłam na nią dopiero teraz. Myślę, że to ten typ literatury, który zyska z każdą kolejną lekturą, bo dostrzeże się więcej smaczków, więc pewnie teraz "Madame" podobałaby Ci się co najmniej równie mocno.

      Usuń
  5. Od 15 lat siedzie wyłącznie w fantastyce, ale może czas wybrać i taką literaturę? Przejdę się do biblioteki i zobaczę czy nie mają. :) Recenzja bardzo ciekawa. Dzięki, że miałam możliwość przeczytania jej. Pozdrawiam Aleksandra z bukku-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój tekst Ci się podobał. Myślę, że przeskok z fantastyki może być duży (sama czytam w dużej mierze fantastykę, powiedzmy w 60%), ale warto spróbować :)

      Usuń
  6. Nie czytałam, raczej wybieram thrillery ale czasem lubię sięgnąć po taki właśnie gatunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie przepadam za thrillerami (denerwuje się za bardzo), ale też staram się nie zamykać na żadne gatunki i czasem sięgać po coś innego :)

      Usuń
  7. Ostatnio właśnie gdzieś zetknęłam się z tą pozycją w zestawieniu 5 powieści czyjegoś życia, teraz u Ciebie trafiam na recenzję! Ta książka chyba prosi się o to, by ją przeczytać! :)
    Pozdrawiam! włóczykijka z imponderabiliów literackich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, bo ja po napisaniu tej recenzji też trafilam na tę książkę w innym miejscu :) Wygląda na to, że nie jest aż tak mało znana, jak mi sie wydawało. Może to faktycznie znak dla Ciebie ;)

      Usuń
  8. Twój opis zachęca do przeczytania. zapisuję

    OdpowiedzUsuń
  9. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną, z zainteresowaniem ją odbędę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście, po Twojej recenzji widać, że treść jest dużo bogatsza od tej zapowiadanej w opisie. No i piękny cytat przytoczyłaś. W Elblągu jest festiwal Sztuki Słowa, do którego mam ogromny sentyment ;)
    Rozejrzę się za tą książką.
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest wiele takich cytatów, miałam problem z wyborem. Cała powieść tchnie głęboką miłością do słowa, do literatury, do języka. Piekna jest :)

      Usuń
  11. Tematyka bardzo ciekawa, więc myślę, że się skuszę :)
    kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń