wtorek, 4 lipca 2017

Walka Kotów - Eduardo Mendoza


Uwielbiam literaturę hiszpańską i iberoamerykańską. Bardzo lubię styl i nastrój tych opowieści, stanowiące zwykle pewien wspólny mianownik nawet dla książek różnych autorów. Może dlatego, że – jak tłumaczy głównemu bohaterowi Walki Kotów przypadkowo napotkany pasażer pociągu: 


„Hiszpania słońce, byki, gitary, wino. Everibodi olé.” 

W każdym razie do książki Eduardo Mendozy zasiadłam pełna oczekiwań – i nie żałuję ani jednej spędzonej nad nią minuty.

Najpierw muszę ponarzekać na to, co rzuca się w oczy jeszcze przed otwarciem książki. Okładka Walki Kotów wykonana jest w stylu, który za sprawą książek Zafóna kojarzy mi się właśnie z literaturą hiszpańskojęzyczną – klimatyczna, stara ilustracja, zapowiadająca wspaniałą historię. Niestety, wydawca uparł się, żeby uświetnić ją szerokim, czerwonym paskiem z napisem informującym, że ta powieść zdobyła Mendozie zaszczytną nagrodę Premio Planeta. Cieszę się szczęściem autora, ale czy naprawdę nie można umieszczać takich reklam z tyłu, albo – na przykład – na papierowej opasce, którą mogłabym potem zdjąć z okładki i bez żalu wyrzucić? Nawet na wydaniu oryginalnym ograniczono się do niewielkiej informacji.

Główny bohater, Anthony Whitelands, jest Anglikiem, historykiem sztuki i obsesyjnym miłośnikiem Velázqueza. Do międzywojennego Madrytu, rozdartego przez wewnętrzne konflikty i przytłoczonego widmem wojny domowej, trafia w celu wycenienia obrazu, należącego do lokalnego arystokraty, który pragnie spieniężyć część kolekcji, żeby pozyskać środki na ewakuację rodziny za granicę. I choć Whitelands ma jedynie pobieżną wiedzę na temat tego, co dzieje się w politycznym półświatku Madrytu i chętnie ignorowałby wszystkie strony konfliktu, to jednak zaangażowani w nie działacze nie są już tacy chętni do pozostawienia go w spokoju. Sytuacji nie ułatwia też fakt, że obrazem do wyceny okazuje się nieznane dotąd dzieło Velázqueza, którego ujawnienie mogłoby unieśmiertelnić samego Whitelandsa…

Niestety, Madryt 1936 roku to nie tylko sztuka rodzimych twórców i arcydzieła architektoniczne. To spalone kościoły, wiece, bolszewiccy szpiedzy i aktywne bojówki faszystowskie. Nie mam niemal żadnej wiedzy na temat Hiszpanii okresu międzywojennego, więc czułam się trochę jak sam nieszczęsny Whitelands, wrzucony nagle w sam środek potencjalnie zabójczych wydarzeń. Wybór takiego głównego bohatera to świetne zagranie ze strony autora – skoro jest obcokrajowcem, wyjaśnienia udzielane mu przez służby bezpieczeństwa i działaczy politycznych nie brzmiały sztucznie i nie wydawały się wstawione na siłę. Kolejne elementy układanki politycznej wskakiwały na swoje miejsce z każdą kolejną stroną, malując ponury i fascynujący obraz życia ludzi z różnych klas w przededniu wybuchu konfliktu – a to wszystko opisane z lekkością i delikatną ironią, typową dla Mendozy.

Podczas gdy w miarę lektury obraz Hiszpanii stawał się coraz bardziej kompletny, w snutej przez Mendozę intrydze pojawiały się kolejne luki i fałszywe tropy. Żeby uniknąć spoilerów powiem tylko, że w Walce Kotów nikt nie jest tym, kim się wydaje, a intencje poszczególnych bohaterów niekoniecznie są takie, jak oni sami próbują to przedstawić. Umiejętnie budowane napięcie i równe tempo narracji sprawiają, że z przyjemnością przewraca się kolejne strony, by poznać zakończenie.

Niestety, właśnie to zakończenie poniekąd mnie rozczarowało – spodziewałam się spektakularnego rozwiązania kwestii tejemniczego obrazu, a dostałam „jedynie” świetne rozstrzygnięcie politycznych intryg i spisków. Też dobrze, choć szkoda, że sztuka okazała się dla autora zaledwie pretekstem dla paru opisów dzieł hiszpańskiego renesansu (swoją drogą, ubolewam, że wydawcy nie zdecydowali się na umieszczenie choćby czarno-białych reprodukcji opisywanych dzieł – musiałam szukać ich w innych źródłach, co jednak gorąco polecam, bo ładnie uzupełniają opisywaną historię).

O ile bardzo podoba mi się na wskroś hiszpański styl Mendozy, to mam spore zastrzeżenia co do tłumaczenia. Z jednej strony tłumacz sili się na jakąś absurdalną stylizację, co kilkanaście stron używając ni z tego ni z owego szyku przestawnego typu „Płonęły wesoło polana w kominku” czy „Powstał książę i rzekł”, by potem nagle wyskoczyć z potworkiem językowym typu „mityng”. Nie wydaje mi się, żeby było to szczególnie pasujące słowo – wręcz przeciwnie, wprowadza niepotrzebny dysonans i wrażenie sztuczności. Do tego niezwykłe kolokacje typu „chevrolet ruszył z kopyta” (i nie, „chevrolet” nie jest tu imieniem wierzchowca). Tłumacz to jedno, ale gdzie była redakcja, gdy te potworki oddawano do druku?

Czwarta strona okładki polskiego wydania głosi, że Walka Kotów to najwybitniejsza z książek Mendozy. Trudno mi odnieść się do zasadności tego stwierdzenia, ponieważ nie znam wszystkich dzieł tego autora – ale np. jego Miasto Cudów zapamiętałam jako powieść bardziej ambitną. Tymczasem tę konkretną książkę polecam każdemu, kto lubi literaturę krajów hiszpańskojęzycznych i szuka dobrze napisanej, lekkiej i niebanalnej powieści, albo ma ochotę poznać mniej znane karty historii XX-wiecznej Hiszpanii.


Tytuł: Walka kotów 
Autor: Eduardo Mendoza 
Wydawnictwo: Znak Literanova 
Liczba stron: 424

12 komentarzy:

  1. Hiszpania? Nie musisz mi mówić więcej <3

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie jestem odosobniona w mojej sympatii do Hiszpanii, również pod względem literackim ;)

      Usuń
  2. Z chęcią sięgnę ;) czytałam jedna książkę tego autora i wpasował sie w mój gust, zreszta podobie jest z wszystkimi hiszpańskojęzycznymi pisarzam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że mają coś takiego... podobnego? Niby każdy pisze inaczej, ale jednak pozostaje jakiś taki element, który sprawia, że po kolejną książkę z krajów hiszpańskojęzycznych sięga się jakoś pewniej :)

      Usuń
  3. Czytałam jedną z książek Mendozy. Była dość specyficzna, ale podobała mi się. Dlatego nie wykluczam, że i po "Walkę kotów" sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co czytałaś? To jest chyba typowo hiszpańskie - książki są specyficzne i albo odrzucają czytelników, albo się podobają. Ja jestem w tej drugiej grupie. "Walka kotów" nie powaliła mnie może na kolana, ale była bardzo, bardzo przyjemną lekturą.

      Usuń
  4. Od lektury "Cmentarza zapomnianych książek" po prostu zakochałam się w literaturze hiszpańskiej :) Nawet mimo nie do końca satysfakcjonującego zakończenia "Walka kotów" bardzo mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też przygoda z literaturą hiszpańską i iberoamerykańską zaczęła się of Zafóna ;) niedługo ma chyba ukazać się coś nowego, prawda? :)

      Usuń
  5. Posiadam jedną książkę Mendozy "Niewinność zagubiona w deszczu". Przyznam, że po Twojej opinii z chęcią sięgnę po "Walkę Kotów".
    Jeśli chodzi o literaturę hiszpańską to moje serce niepodzielnie należy do Carlosa Ruiza Zafóna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Niewinności..." akurat nie znam. Jak wypadła?
      U mnie też Zafón chyba na pierwszym miejscu. Na drugim Gabriel Garcia Marquez...

      Usuń
  6. jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z hiszpańską literaturą, ale kiedy nadejdzie ta wiekopomna chwila postaram się pamiętać o Walce kotów :D Zastanawia mnie czym jest mityng... Chyba bym nie zdzierżyła takiego tłumaczenia, a zwłaszcza szyku przestawnego. Czasami jest to dobre, ale przeważnie działa mi na nerwy :/ Jeśli zaś chodzi o czerwony pasek na okładce - to powinno być karalne! Okładka naprawdę jest śliczna, też kojarzy mi się z Zafonem, ale pokrzywdzono ją tym elementem.
    Muszę Ci powiedzieć, że świetnie piszesz!
    Pozdrawiam ;)
    Q.

    Otwórz Drzwi do Innego Wymiaru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do "mityngu" - tam perfekcyjnie pasowało słowo "wiec", o ile pamiętam. Albo choćby spotkanie. Tłumaczenie było najsłabszą cechą powieści - niestety, mój hiszpański nie pozwala na swobodną lekturę powieści w oryginale (po kilku latach nieużywania nie pozwala w zasadzie na nic ;)), więc nie miałam wyjścia.

      Dziękuję za pochwałę :) miło, że komuś podoba się to, co piszę. Zapraszam zatem częściej!

      Pozdrawiam,
      Ewelina

      Usuń