piątek, 14 lipca 2017

Steam Park, czyli jazda bez trzymanki - recenzja gry


Steam Park od 2 do 4 graczy sprawdza swoje możliwości w zakresie prowadzenia lunaparku dla robotów. Celem jest zbudowanie jak najbardziej atrakcyjnego wesołego miasteczka – i to zgodnie z lokalnymi wymogami ekologii. Jeśli ten wstęp nie brzmi dość ekscytująco, to pomyślcie, że jest to zakręcona gra o turlaniu kośćmi… na czas!

Witamy w Robotowie

Czarny rollercoaster z gośćmi w odpowiadającym kolorze
Wszystkie komponenty są dobrej jakości, choć przed pierwszą rozgrywką nieco bałam się o drobne elementy kolejek, które trzeba było wypchnąć z wyprasek, które w moim egzemplarzu nie były dokładnie wycięte. Instrukcja (napisana z humorem i dystansem, więc pokuszę się o kilka cytatów) ostrzega zresztą, że jest to normalna sytuacja:

„Nie bierzemy odpowiedzialności za rany spowodowane ostrymi krawędziami tektury,  zniecierpliwienie wywołane chęcią zachowania komponentów w całości ani podniecenie narastające z każdym wybitym żetonem.”

Przykładowe kolejki
Po kilku rozgrywkach zdecydowaliśmy się na sklejenie modeli na stałe – zyskały dzięki temu przyjemną sztywność i przestały rozpadać się przy przenoszeniu. Grafiki są specyficzne – daleko im od cukierkowatości wielu gier rodzinnych, kolorystyka jest dość ponura, jednak wszystko jest tu spójne i „klimatyczne”. Oprócz tekturowych elementów w pudełku znajdziemy również drewniane kostki (po 6 na gracza) i kolorowe figurki przyszłych gości naszego parku, a także woreczek do ich przechowywania.


Faza pierwsza: turlamy!

Wykorzystywanie kości z planszetki świnki
Rozgrywka trwa pół godziny w pełnym, czteroosobowym składzie (we parze można uwinąć się szybciej). Wynika to z faktu, że część tury rozgrywana jest równolegle: gracze desperacko rzucają kośćmi, próbując wyturlać na nich akurat takie wyniki, jakie są im potrzebne (a kości to są zasadniczo złośliwe bestie). Kości, na których udało nam się wyrzucić odpowiednie wyniki, odkładamy na planszetkę naszej świnki-skarbonki i nie możemy ich już przekładać (a jeśli zrobimy to niechcący, to nie możemy już wrócić do pierwotnego wyniku):

„Jeśli całkiem celowo zmienisz „niechcący” i „zupełnie przypadkowo” wynik na kości, wiedz proszę, że jesteś osobą z gruntu złą. Żal nam Ciebie, wredny, psujący wszystkim kulturalną zabawę oszuście!”
Fioletowy ośmiornicowy rollercoaster
Ale nie możemy turlać w nieskończoność – kto pierwszy skończy, zabiera kartę pierwszego gracza, kolejny – drugiego, itd. Nie służy to jedynie ustalenia kolejności: pierwszy i drugi gracz mogą za darmo uprzątnąć część brudu w swoim parku, a najbardziej ślamazarny przeciwnik zostaje ukarany śmieciami. A śmieci są złe, bo mnożą się na potęgę – produkują je goście, a także część podejmowanych przez nas działań.

Faza druga: co zrobić z tym, co wyturlaliśmy?

Po tej wariackiej turlance przychodzi czas na przydzielenie śmieci (za wybrane akcje i obecnych już u nas gości) oraz wykorzystanie kości. Poszczególne ścianki pozwalają na rozbudowę rollercoasterów, postawienie budki (np. ułatwiającej sprzątanie lub zwoływanie gości), sprzątanie brudów, rekrutację gości oraz wykorzystanie akcji specjalnej z posiadanych na ręce kart. Szósta ścianka kości jest pusta i nie przyda nam się do niczego.
Wszystkie rodzaje budek dostępnych w Steam Parku

Każdy symbol na kości można też wykorzystać do rozbudowy lunaparku, ponieważ startujemy z malutką działką o wielkości zaledwie ośmiu pól, które szybko się zapełniają (zwłaszcza że budki i kolejki różnego rodzaju nie mogą się z sobą w żaden sposób stykać). Trzeba umiejętnie planować przestrzeń, bo raz postawionego rollercoastera nie wolno już przesuwać:

„To dlatego, że atrakcje w lunaparkach są otwarte całą dobę. Czy widzieliście kiedyś kolejkę górską przemieszczającą się po wesołym miasteczku w godzinach otwarcia?”

Roboty w woreczku
Głównym celem jest budowanie kolejek, które pozwalają nam zarabiać na gościach. Goście występują w sześciu kolorach odpowiadających rollercoasterom, które pokazują, jaki gust ma dany robot i na jaką kolejkę można go wysłać. Nie jest to jednak takie proste – rekrutując gości wrzucamy do woreczka tyle drewnianych robotów wybranego koloru, ile mamy kostek z symbolem rekrutacji, po czym wyciągamy dokładnie taką samą ich liczbę. Sęk w tym, że już na początku gry w woreczku jest sześciu różnych gości, więc nasze szanse na wyciągnięcie konkretnego koloru wcale nie są takie duże. Kiedy nam się to uda, to za każdego gościa na naszym rollercoasterze dostaniemy na koniec tury 3 denary. 


Karta akcji/celu z niebieskimi gośćmi
Goście stanowią główne źródło dochodu; dorobić można sobie również realizując karty akcji specjalnych (każdy gracz startuje z 3 takimi kartami na ręce), pozwalające na przykład na punktowanie za gości w określonym kolorze czy dany rodzaj kolejek.


Koniec gry

Przestrzeń "gracza"...
O ile pomiędzy poszczególnymi turami nagromadzone śmieci nie stanowią wielkiej przeszkody, to na koniec gry musimy zapłacić za usunięcie wszystkich nieuprzątniętych zawczasu nieczystości, co jest bardzo kosztowne (a jeśli mamy więcej niż 30 żetonów brudu, to automatycznie przegrywamy grę).


„W razie remisu zwycięża ten z remisujących, który ma w swoim lunaparku najwięcej gości. Jeśli wciąż jest remis, wygrywa osoba, która jako pierwsza dotknie logo Trefla na pudełku (wiemy, wiemy, to kompletnie bez sensu).”

I jak…?

Nie spodziewałam się, że Steam Park tak się u nas przyjmie. Choć losowość jest spora (kości, kości i jeszcze raz kości, a do tego dociąganie ludzików z woreczka i losowo przydzielane karty celów), to jednak mechanika sprytnie łączy reagowanie na bieżącą sytuację z bardziej długofalowym planowaniem, a desperackie turlanie na początku każdej tury to generator ogromnych emocji. I choć nie ma tu wielkiej interakcji, to ciężko mówić o pasjansowatości, gdy przeciwnik po raz kolejny sprzątnie nam sprzed nosa kartę pierwszeństwa, zostawiając nas z niczym (czy raczej „z brudem”).

Przede wszystkim jednak Steam Park jest prosty, intuicyjny, dynamiczny i ma w sobie coś, co sprawia, że sprawdza się jako „większa gra imprezowa”: wywołuje mnóstwo śmiechu i lekkiej frustracji, która jednak raczej nie zniechęca do gry – wręcz przeciwnie, prowokuje raczej do rozegrania kolejnej partii „w rewanżu”, czemu sprzyja krótki czas gry. 

Nie wiem, dlaczego ta gra cieszy się w Polsce tak małą popularnością – uważam, że warto ją wypróbować, jako przyjemny, średnio-lekki tytułu. Ja się cieszę, że ta gra trafiła do naszej kolekcji.

Plusy:
+ dynamiczna rozgrywka;
+ proste zasady;
+ ładne wykonanie;
+ akceptowalna losowość (spora kontrola nad kostkami).

Minusy:
- nieznaczna interakcja między graczami;
- losowość (dla niepoprawnych strategów).

Autorzy: Aureliano Buonfino, Lorenzo Silva, Lorenzo Tucci Sorrentino
Logo TREFLA na wypadek remisu :)
Ilustracje: Marie Cardouat
Wydawca: Trefl
Czas gry: ~30 minut
Liczba graczy: 2-4
(z dodatkiem – niedostępnym w Polsce – do 5 graczy)



6 komentarzy:

  1. Ja początkowo byłam niezdecydowana bo gra wydawała się bardzo losowa. Ale chyba trafiła w złym momencie, bo potem znajomi się uparli, by wypróbować, i zdjęłam nieprzekonana z półki... i od tego czasu wraca na stół całkiem często :) Jest mnóstwo śmiechu z tego kulania, raczej kości nam nie psują humoru, bardziej boli draft ludzików.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest losowa pod względem kości, fakt, ale jeśli człowiek dobrze sobie zaplanuje i określi, co mu potrzebne, to potem nie kula bez ładu i składu, tylko dąży do konkretnego celu i i tak jest w stanie zyskać przewagę nad kimś, kto tylko rzuca kośćmi "byle szybko". No i ta losowość się u nas również przekłada na dużą dawkę humoru, ale też nie mam obrażalskich graczy w grupie ;) Draft ludzików - oj tak, czasem daje w kość!

      Usuń
  2. Dobry na pół imprezowy filler w fajnym klimacie. Trochę losowy, ale przynajmniej nie udaje że jest poważną grą, więc można wybaczyć. Polecam sięgnięcie po dodatek bo dobrze rozbudowuje tą grę i jest jeszcze bardziej regrywalna bo jest większe zróżnicowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatek właśnie niestety niedostępny - zastanawiam się, czy ktoś (Trefl?) będzie go wydawał. W ogóle mało jest opinii w sieci na jego temat, aż ciężko wyrobić sobie zdanie. Przejrzałam jedynie pobieżnie instrukcję angielską, na pewno fajne jest dodanie 5 gracza, bo ta gra się bardzo dobrze skaluje, a dodatkowy gracz jest zawsze na wagę złota. Dlaczego konkretnie polecasz dodatek?

      Usuń
    2. W dodatku masz dodatkowe budki (w sumie do każdej gry losujesz inny zestaw 5), więc jest większa regrywalność i zróżnicowanie. Jest dodatkowa kość z płatnym użyciem, nowe kolejki które działają trochę jak jokery i rozszerzają istniejące, i moje ulubione czyli dyrektorzy parku. Losujesz jednego i wprwadza on zmiany w zasadach na daną grę, na przykład taki który utrudnia sprzątanie. Za każdym razem masz całiem inną grę. I do tego 5 gracz oczywiście dochodzi. Fajna sprawa choć cena jest zdecydowanie przegięta, zwłaszcza w Polsce, właśnie się rozglądałem i faktycznie nigdzie nie ma, a jak było, to za cenę wyższą niż podstawka. Zaczynam doceniać ze przywiozłem sobie z Essen.

      Usuń
    3. Nowe budki moga być fajne, też mnie zainteresowały, do dyrektorów mam wątpliwości - po zapoznaniu się z ich "mocami specjalnymi" zastanawiam się, czy nie jest to przypadkiem nadmierne kombinatorstwo, przez które gra straci swoją płynność? Nie mówiąc już o tym, że dodatkowe ograniczenie możliwości sprzątania nie brzmi szczególnie zachęcająco ;)

      Usuń