sobota, 1 lipca 2017

Kulturalne podsumowanie czerwca


Podsumowanie czerwca będzie dość nędzne – to był bardzo specyficzny miesiąc. Oczywiście, jest to pierwszy miesiąc na tym blogu - przetrwałam i nawet mi się podoba, więc nie można uznać, że jest to jakiś nieudany czas.

Gorzej jest "literacko". Przeczytałam zaledwie trzy powieści… i nawet ciężko szukać winnych, ale w pierwszej kolejności muszę poskarżyć się na brak czasu (niestety, w pracy nie mogę go poświęcać na czytanie książek) i na mało sprzyjające problemy zdrowotne, przez które czytałam głównie internetowe portale medyczne (nie róbcie tego nigdy, chyba, że chcecie zdiagnozować u siebie wszystkie choroby świata, niczym narrator „Trzech panów w łódce”). 

Nie mogę więc skupić się na samych książkach – żeby było mi mniej smutno, będą więc książki, gry i filmy.  Takie zbiorcze podsumowanie kulturalne ;) A zatem...



Przeczytałam:


Całe trzy powieści! Cóż za osiągnięcie :) Słabszy miałam tylko styczeń i luty, kiedy to nie przeczytałam nic, poza książką,  którą tłumaczyłam (jeszcze się nie ukazała).

Nie będę wiele opowiadać, bo recenzja jest już w zasadzie gotowa. Przyjemna, nieco kaprawo przetłumaczona powieść. Ponieważ lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę hiszpańskojęzyczną, którą uważam za dość charakterystyczną, to był to poniekąd pewniak – i nie rozczarowałam się, choć akurat "Walce Kotów" do arcydzieła sporo brakuje.


Madame – Antoni Libera
Fascynująca książka. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc też nie nastawiałam się na nic konkretnego: jednak już od pierwszych stron porwała mnie narracja, zakochałam się w tym stylu, pełnym dygresji, dysput literackich i przerzucania się cytatami. Patrząc na opis książki, nigdy bym po nią nie sięgnęła; cieszę się więc, że została mi polecona i pożyczona. Pominięcie jej na mojej drodze czytelniczej byłoby nieodżałowaną stratą! Do pisania recenzji podchodzę dość nieśmiało, ale mam nadzieję, że uda mi się sklecić parę sensownych słów, żeby Wam o niej opowiedzieć.


Alcatraz Versus the Evil Librarians, czyli Alcatraz kontra Bibliotekarze: Piasek Raszida – B. Sanderson
Ojj, to było ciekawe doświadczenie! Taki wcale-nie-Sanderson. Narracja z jednej strony śmieszyła, z drugiej chwilami doprowadzała do szału – więcej tu pseudo-pisarskich rozważań niż samej akcji. Na pewno pokuszę się o małą recenzję, jak poukładam sobie w głowie, co w zasadzie sądzę o tej małej książeczce.



Mam nadzieję, że lipiec będzie lepszy. W planach między innymi:
- Gra Endera – O.S. Card (powtórka, wymuszona traumą po obejrzeniu ekranizacji – patrz niżej)
- Mistrz i Małgorzata – M. Bułhakow (powtórka)
- Ulica rajskich dziewic – B. Wood
- Bóg Nilu – W. Smith

Zagrałam:


Nienawidzę czytać instrukcji! Co gorsza, nie znosi ich również mój mąż, więc wsparcie mam niewielkie. Tam, gdzie się da, szukam nagrań filmowych z tłumaczeniem zasad albo „gameplayem”. Mimo to częściej siadamy do znanych tytułów, bo wiecznie brak czasu albo sił na rozpracowywanie czegoś nowego. Dlatego 5 nowych tytułów w ciągu  miesiąca, ogranych po kilka razy, to swoisty fenomen:

Steam Park – budowanie wesołego miasteczka dla robotów z turlaniem kostkami na czas. Gra okazała się czymś w rodzaju dużej imprezówki. Specyficzne ilustracje całkiem mi odpowiadają, no i jest to coś „zupełnie innego” od reszty naszych gier. Aha, instrukcja jest jasna i… kosmiczna – normą są wstawki typu: nie wolno ruszać kostek odłożonych na planszę świnki, a jeśli zrobisz to celowo, „to wiedz, że jesteś osobą z gruntu złą. Żal nam ciebie, wredny, psujący wszystkim kulturalną zabawę oszuście.” :)

Lotus – re-we-la-cyj-na mała karcianka, polegająca na układaniu kwiatów, z pionkami w kształcie owadów (moja mama zmusiła mnie do namalowania biedronce kropek, bo wyglądała blado). Wizualnie chyba jedna z najładniejszych gier w mojej kolekcji. Zaskakująco zacięta rozgrywka. Piękna sprawa, szkoda że nie ma polskiego wydania (choć gra jest niezależna językowo);

Elfenroads – czy też Elfenland, wcześniejsza gra autora Wsiąść do Pociągu. Widać w niej przedsmak tego, co potem dostaliśmy w „pociągach” – planowanie tras, odrobina negatywnej interakcji. Jako młode elfiki mamy zwiedzić jak najwięcej miast elfiego królestwa. Muszę jeszcze wypróbować kilka innych wariantów, w tym fanowski, inspirowany pociągami, ale gra ma pewien potencjał (i – w moim nowym wydaniu – jest śliczna!);

- Patchwork – czy gra o szyciu kocyka może być fajna? Co to w ogóle za temat? Okazało się, że kombinowania jest sporo, a gra, choć nie trafi na razie do żadnej „topki”, jest całkiem przyjemna. Pierwsza rozgrywka: moja mama miała -1 punkt. I wygrała, bo ja miałam -26 :), więc mimo że gra jest prościutka, to trzeba się w nią nauczyć grać;

Simurgh – wielka euro-gra, która miała opowiadać o przewodzeniu rodami i hodowli smoków. Nie dajcie się zwieść pięknej oprawie wizualnej, w grze nie czuć żadnego klimatu, ani nawet celu, do którego można dążyć – ot, ciułamy punkty, z mniejszym lub większym trudem. Rozgrywka jest całkiem przyjemna, ale jestem daleka od jakichkolwiek zachwytów.



Obejrzałam:


Gra Endera – powiedziałam potem Wiedźmie, że oglądałam. Napisała: „po co to zrobiłaś? o.O” Odpowiedź brzmi: nie wiem. Kulturalna pomroczność jasna, czy coś takiego. Wiedziałam, że to nie jest dobry film. Wiedziałam, że to nie jest dobra ekranizacja. Mam za swoje, ale za to nabrałam ochoty na powtórkę „prawdziwego”, książkowego Endera, więc nie ma tego złego.

Ex Machina – bardzo specyficzny film. Jestem daleka od zachwytów, które wywołuje. Zdjęcia i muzyka – piękne, aktorsko bez zarzutu, ale jednak nie do końca do mnie przemówił; przede wszystkim nie całkiem odpowiadał mi sposób prowadzenia narracji. Za to historia zapada w pamięć i daje do myślenia (a w tym przypadku im dłużej myślę, tym lepsze mam wrażenia). Duży plus za zakończenie, które wymknęło się hollywoodzkim schematom.

Hercules (z 2014) – a to pomińmy milczeniem. Nawet Joseph Fiennes, którego bardzo lubię, był koszmarnie słaby. Czekam na jakiś dobry film w realiach mitologii greckiej, ale chyba nie starczy mi życia :)


Co Wy czytaliście lub widzieliście ciekawego w ostatnim czasie? Może macie jakieś rekomendacje? :)

8 komentarzy:

  1. Nadal nie ogarniam, jakim cudem obejrzałaś Grę Endera... Ja nawet przed trailerami uciekałam z krzykiem, a gdy jakiś czas temu leciało w telewizji, to szybko uciekłam do pokoju, żeby mnie nie kusiło. Co prawda za mną też łazi myśl, żeby przeczytać po raz kolejny (czwarty?) Grę Endera i wszystkie kolejne części. Jest to ta sama myśl, która kieruje moje spojrzenie w stronę Diuny i Kronik Amberu (postanowiłam, że nie przeczytam opowiadań z Nowej Fantastyki, dopóki nie przypomnę sobie Amberu), ale jest tyle książek, które chcę przeczytać, a których jeszcze nie czytałam, że te wiecznie spadają na niższe pozycje. Ale może w końcu się uda :)

    A skoro już znasz i ogarniasz zasady, to ja poczekam ze Steam Parkiem, Simurgiem i Elfenlandem aż mi wszystko wyjaśnisz :D I dalej fascynują mnie wyniki z Patchworka. Normalnie teraz aż mnie skręca, żeby sobie kupić tę grę (nie to, żebym miała za dużo nierozegranych gier... Skąd :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to obejrzałam ;) ja się uczę na własnych błędach niestety, nie cudzych ;) I naprawdę nie bylo AŻ TAK złe, jak się spodziewałam. Było po prostu złe :) U mnie będzie to chyba również czwarta przygoda z "Grą Endera". I za każdym razem jest równie świetna. Niewiele książek się tak pięknie starzeje w fantastyce.

      Kolejne wyniki w Patchworku już na plus ;) ale póki człowiek nie ogarnie, jak należy grać, i jak bardzo boli każda luka w kocyku, to bywa zabawnie. Na pewno tę partię zapamiętamy na długo ;) Poza Simurghiem wszystkie wymienione przez Ciebie gry są proste, ale chętnie zagram z wyjaśnieniem zasad ;)

      Usuń
  2. Alcatraz faktycznie nietypowa książka jak na Sandersona, ale mi się podobała i w sumie nie narzekałam na brak akcji. Wkrótce zabieram się za "Kości skryby" :)
    A "Ex machina" to na pewno oryginalny film, ale dla mnie był nudny.
    Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia w lipcu!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, trochę mi lepiej, że kogoś znudziło Ex Machina. Ja wiem, że to miało budować napięcie i niepokój, ale... no nie.
      Ja nie narzekam na brak akcji w "Alcatrazie" :) ale nie spodziewałam się, że cała książka będzie w zasadzie dotyczyć tylko jednego dnia. No i połowa to właśnie dywagacje narratora - czasem obłędne, czasem trochę w za dużym natężeniu. Ale sięgnę po kolejne części :) Pozdrawiam również!

      Usuń
  3. O tak, nie można szukać porad zdrowotnych w internecie. Też popełniłam ten błąd i sklasyfikowałam u siebie wszelkie poważniejsze choroby, na raku skończywszy :D Moja mama po wyrostku robaczkowym, który jej się zapaskudził i w ranę wdało się zakażenie, naczytała się w internecie takich głupot, że nie dało się z nią wytrzymać.

    Grę Endera i ja oglądałam. Co to był za potworek, oczy mnie bolą xD Ale ja nie czytałam książki :P Może kiedyś to nadrobię. Też chciałabym przeczytać Mistrza i Małgorzatę, ale u mnie to akurat kupka wstydu jest :)

    Z czytanych książek znam tylko Sandersona (cóż za zaskoczenie) i czekam na opinię :) Mi się całkiem podobało, a te wstawki narratora... właśnie, czasem były genialne, a czasem miałam wrażenie, że na siłę stara się być śmieszny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Sandersonie już nawet napisałam, więc w najbliższym czasie pewnie trafi na bloga... choc już kilka rzeczy jest w kolejce ;)

      Ja zdaję sobie sprawę, że mam taki problem, że czytam o wszystkich problemach zdrowotnych i potem diagnozuję straszne rzeczy u wszystkich wkoło. Na szczęście raczej kończy się na masie nerwów i paru nieprzespanych nocach. Internetowa hipochondria.

      A Grę Endera przeczytaj koniecznie! Zaczęłam ją wczoraj późnym wieczorem i pochłonęłam od razu kilkadziesiąt stron. Jest tak samo dobra jak wtedy, gdy czytałam ją po raz pierwszy (pewnie z 10 lat temu). Taka naprawdę dobra fantastyka.

      Usuń
  4. Kusi mnie niesamowicie zakup tej gry Lotus.
    No i koniecznie muszę przeczytać Madame!
    A co do książek niedawno czytanych to za mną już seria o Hannibalu Lecterze :) A teraz biorę się za Życie Pi. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.
    Pozdrawiam
    https://bakerstreetlibrary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lotus niestety praktycznie niedostępny w Polsce... mam nadzieję niedługo napisać szczegółową recenzję ze zdjęciami. Wizualnie gra jest obłędna, a pod względem rozgrywki - szybka i sprytna. Świetna sprawa.
      "Życie Pi" mam na kindle'u od... no nie od zawsze, ale od dawna. Wiecznie mnie coś odciąga od tej książki...

      Pozdrawiam :)

      Usuń