poniedziałek, 24 lipca 2017

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów - Aneta Jadowska


Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była dla mnie lekturą podwójnie przełomową. Po pierwsze, ostrożnie podchodzę do urban fantasy - jakoś fantasy jako gatunek nie bardzo wpisuje mi się w krajobrazy aglomeracji miejskich, więc po kilku powieściach z tego nurtu przez długi czas omijałam go szerokim łukiem. Po drugie, choć autorka, podobnie jak ja, pochodzi z Torunia, to nawet lokalny patriotyzm nie skłonił mnie dotąd do zapoznania się z jej prozą - kiedyś ktoś mnie skutecznie zniechęcił i tak jakoś się mijałyśmy. I pewnie ten stan nie zmieniłby się szybko, gdyby Dziewczyna z Dzielnicy Cudów nie zwróciła mojej uwagi okładką (ten witraż!) i optymistycznymi recenzjami. Siadłam więc do lektury bez konkretnych oczekiwań, ale i bez poprzeczki, ustawionej wcześniejszą serią o Dorze Wilk. Oto co z tego wynikło…

„Całe miasto cierpiało. Krew spływała ulicami, ludzie głodowali, płakali, umierali, tracili bliskich. Za dużo zła i nieszczęścia, by równowaga mogła zostać zachowana. Wszystko to odbijało się na alternatywnym mieście, choć po jego ulicach nie maszerowali hitlerowcy, a przy krawężnikach nie leżały ciała zmarłych. Linie magiczne są wspólne dla realnego i alternatywnego miasta. Nasiąkały tym koszmarem i nie było ratunku.”

W Dziewczynie z Dzielnicy Cudów ujął mnie przede wszystkim wykreowany przez autorkę świat: wizja Warsa i Sawy, dwóch alternatywnych odbić Warszawy, przedzielonych nitką Wisły. I choć nazwy Wars i Sawa kojarzą się ze znaną każdemu dziecku legendą o założycielach naszej obecnej stolicy, to w powieści Jadowskiej nie mają z nią nic wspólnego. W świecie Dziewczyny z Dzielnicy Cudów potworne wydarzenia II wojny światowej odcisnęły swoje piętno na obu częściach miasta, wobec czego w  jednej magia wzbiera niebezpiecznie, a potem uwalnia się w wyładowaniach, które mogą zmienić mieszkańców w parodię potworów; żeby nie było zbyt nudno, w drugiej panuje nieskrępowana dzicz i moce, na których terytorium lepiej nie wkraczać w ogóle. 

Świat stworzony przez autorkę zapada w pamięć, a opisywane miejsca są tajemnicze i klimatyczne, szczególnie w przypadku tytułowej Dzielnicy Cudów – trójkąta wytyczonego między cerkwią, synagogą i kościołem, w którym czas zatrzymał się w spokojnych i bezpiecznych latach przedwojennych. Klimat Dzielnicy Cudów, z jej kabaretami, dorożkami i restauracyjkami, to chyba najmocniejszy element powieści, pięknie splatający się ze znacznie mroczniejszym światem, który ją otacza. Wyraźnie odczuwałam różnice w nastroju poszczególnych miejsc, niczym w filmie, w którym niektóre sceny ukazane są w sepii, dla podkreślenia przeskoków w czasie. Mniam.

Istoty zamieszkujące tę magiczną wersję Warszawy są naznaczone różnymi magicznymi mocami. Autorka nie poświęca zbyt wiele czasu konkretnym dziedzinom magii, ale widać, że obecna jest absolutnie wszędzie, dając ludziom moce od zmiennokształtności do umiejętności pracy z urządzeniami mechanicznymi. A jeśli ma się pecha, to można – jak główna bohaterka – odziedziczyć geny berserka i w wyniku nadmiernych wyrzutów adrenaliny zaliczać od czasu do czasu przemianę w monstrum. Magiczne istoty i zjawiska rodem z różnych mitologii splatają się z nowoczesnymi technologiami i, co ciekawe, nie budzą przy tym dysonansu.

Przykładowa ilustracja za: empik.com
Na tym dopracowanym, pomysłowym tle występuje Nikita, główna bohaterka i narratorka, rzucająca swoje mroczne spojrzenia i nieszczędząca całemu światu gorzkiej ironii. Nieufna, nieprzeciętnie silna, perfekcyjna płatna morderczyni, wychowana przez wyrachowaną matkę w grozie cienia ojca-psychopaty. Brzmi to potencjalnie ciekawie, ale niestety ani przez chwilę nie udało mi się jej polubić. Widzę w tej postaci zbyt wiele pozerstwa – nieustannych rozważań nad tym, „jaka to ja jestem zimna i pozbawiona uczuć” – przez które robi się pretensjonalna i mało wiarygodna. Opisy jej dzieciństwa są poruszające i mają chyba uzasadniać jej ciężki charakter, ale chwilami widziałam w niej nie bezwzględną agentkę po przejściach, a egzaltowaną panienkę, która koniecznie chce pokazać wszystkim wokół swoje ja. Do tego zastanawiam się nad zasadnością wplatania co chwilę aluzji do orientacji seksualnej głównej bohaterki – wydawało mi się to bardzo wymuszone.

Z Nikitą raczej się więc nie polubiłyśmy, ale przydzielony jej na siłę partner, Robin, to już inna sprawa. Początkowo rozbrajająco uśmiechnięty przystojniak ze wzrokiem spaniela irytował mnie równie bardzo jak główną bohaterkę:

„Uśmiechnął się tak szczerze i radośnie, że po prostu mu przywaliłam. Odruch bezwarunkowy, nic na to nie poradzę.”

Ostatecznie jednak Robin, dzielący ze swoim angielskim, zakapturzonym imiennikiem umiłowanie do strzałów z łuku, okazał się postacią znacznie ciekawszą od Nikity. Ciężko mówić o tej postaci bez ujawniania istotnych fabularnie elementów, zaznaczę więc tylko, że jeśli sięgnę po kolejny tom, to raczej po to, żeby wypełnić luki i niewiadome w jego historii i by zrozumieć, kim (a może czym?) tak naprawdę jest, niż żeby pomóc głównej bohaterce uporać się z demonami przeszłości.

Największym problemem Dziewczyny z Dzielnicy Cudów nie są jednak dziwni bohaterowie, ale brak konsekwencji. Z jednej strony autorka podkreśla, że krew jest tak cennym źródłem informacji i mocy, że Nikita musi unieszkodliwiać nawet własne zużyte tampony, żeby czasem nie wpadły w ręce wroga. Z drugiej zaś bohaterka co chwilę wyrzuca swoje zakrwawione ciuchy, bo przecież i tak się nie dopiorą; i robi to również zupełnie beztrosko w siedzibie Zakonu, gdzie przecież roi się od jej potencjalnych wrogów (o czym autorka też nas informuje)... Widzę dwie opcje: nieprzemyślenie powieści albo zaniki pamięci. Biorąc pod uwagę, jak często autorka przywoływała te same fakty i informacje w taki sposób, jakby podawała je po raz pierwszy, jestem w stanie uwierzyć w ten drugi wariant.

Fabularnie Dziewczyna z Dzielnicy Cudów jest książką nawet udaną – chwilami czyta się ją jak dobry kryminał, czasem jak lekkie fantasy, a chwilami widać smaczki rodem z obyczajówki. Wydanie jest ładne, choć niestety styl ilustracji wybitnie nie przypadł mi do gustu w całej swojej komiksowatości. Całkiem przyjemny okazał się za to sposób pisania autorki, co mile mnie zaskoczyło. Powieść napisana jest w narracji pierwszoosobowej; w recenzji Ostrza zdrajcy żaliłam się, jak ciężko znaleźć dobrze napisaną powieść w takim stylu. W tej kategorii Jadowska wypada całkiem przyzwoicie – do De Castella i Zelazny’ego trochę jej brakuje, ale całość czyta się przyjemnie i szybko, a między akcją i rozważaniami bohaterki zachowany jest swoisty balans, zaburzany jedynie wspomnianymi już powtórzeniami.

Podobno Aneta Jadowska pisze książki, które sama chciałaby przeczytać. Cóż, najwyraźniej nasz gust trochę się różni, bo Dziewczyna z Dzielnicy Cudów to nie do końca powieść, którą chciałam przeczytać ja. Myślę jednak, że warto po nią sięgnąć choćby po to, by przejść się na chwilę po Dzielnicy Cudów i wzdłuż mostu między Warsem i Sawą.



Tytuł: Dziewczyna z Dzielnicy Cudów
Autor: Aneta Jadowska
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 320

22 komentarze:

  1. Od początku wiedziałam, że nie jest to książka dla każdego. Dla mnie była świetnym oddechem, wkręcającą podróżą :) Drugi tom tej historii napisany jest lepiej, ale nadal można znaleźć pewne mankamenty. Myślę, że Jadowska ma duży potencjał i jeszcze nie rozwinęła skrzydeł, wydaje się jakby cały czas badała grunt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie uważasz, że po napisaniu kilku książek i kilkunastu opublikowanych oficjalnie opowiadań wypadałoby już przestać badać grunt? Kiedy uzna samą siebie za ukształtowaną pisarkę i wyleci z gniazda? Jasne, dalej powinna szukać inspiracji i się rozwijać, ale etap badania gruntu powinna mieć już za sobą. Pomijam fakt, że wszystkie jej książki kręcą się wokół Dory Wilk, bo nawet Nikita nie jest od niej wolna. Ba, miałam wrażenie (nie wiem, czy słuszne), że autorka założyła, że znam serię o Dorze i powinnam wyciągnąć z tych strzępków informacji sprzedawanych przez Nikitę znacznie więcej niż faktycznie wyciągnęłam.

      Usuń
    2. Właśnie aż sprawdziłam, ale debiutantką to ona nie jest ;) Jak wspominałam w recenzji, nie znam jej wczesniejszych książek, nie wiem więc, czy rozwinęła jakoś skrzydła od początku (choć mam nadzieję, że dużo gorzej nie było...). Bardzo spodobał mi się przedstawiony świat, tak jak mówiłam - gorzej z resztą. Może sięgnę po drugi tom szukając "zmiany klimatu", ale to na pewno nie teraz :)

      Usuń
    3. Taaak, też miałam wrażenie, że by zrozumieć w pełni "Dziewczynę..." powinnam znać poprzednie tomy. A to zbyt fajne nie było: fajnie jest stworzyć jedno, duże uniwersum. Niefajnie: krążyć w kółko wokół tego samego. A Jadowska to wyraźnie robi ;/
      Dla mnie to taka trochę neutralna pozycja. Zbyt młodzieżowa (dla mnie), z niekoniecznie dopracowanym stylem, ale nie mająca w sobie nic, co by mnie specjalnie od niej odrzuciło.

      Usuń
    4. Jedna aluzja do Dory by mnie nie ruszyła, potraktowałabym to jak takie puszczenie oka do wiernych fanów. Ale jak "aluzje" pojawiają się co rusz (i to tylko te, które byłam w stanie rozpoznać), to już jest dziwnie.
      To wrażenie "neutralności" w moim przypadku to właśnie wypadkowa świetnego pomysłu na świat i przeciętnej reszty - jakoś się równoważą.

      Usuń
    5. Właśnie ni to uniwersum też niekoniecznie podchodzi...

      Usuń
    6. Hmm... gdyby nie podobał mi się świat, to ta recenzja byłaby całkowicie negatywna ;)

      Usuń
  2. Ja jakoś nie jestem do tej książki przekonana. Niby bym przeczytała, ale obawiam się, że mi się nie spodoba, plus mam w tej chwili tyle książek do czytania, że ciężko mi to wepchnąć w grafik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sięgnęłam po nią trochę na zasadzie "w sumie nie mam co czytać, a to jest już pod ręką". Nie żałuję (ten świat mi siedzi w pamięci, bardzo klimatyczny jest), ale też nie będę zbyt nachalnie polecać innym ;) zwłaszcza że, tak jak mówisz, książek do czytania zawsze jest ZA DUŻO.

      Usuń
  3. Generalnie... Zgadzam się z recenzją :D Dzielnica Cudów robi wrażenie, tak samo jak cały magiczny świat, Robin jest intrygujący, Nikita wkurzająca, autorka niekonsekwentna - kolejność dowolna. Ale najfajniejszy i tak był Fotograf :)
    Mam tylko wrażenie, że ta cała magia jest zbyt nieokreślona. Nikita rzuca zaklęcia na prawo i lewo (w sumie jak to robi, bo Jadowska nigdy nie napisała, na czym to polega?), zupełnie bez zaangażowania i zastanowienia. Jakoś miałam wrażenie, że ma za duże możliwości i umiejętności jak na kogoś, kto teoretycznie z czarami nie ma nic wspólnego. No chyba że po kochającej mamusi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Fotografa nie wcisnęłam w recenzję, ale to zdecydowanie najlepsza "moc" w Warsie ;) Kwestia potraktowania magii "po macoszemu" z jednej strony mi pasowała - potęgowała wrażenie, że magia jest wszędzie i występuje tak naturalnie, że nie trzeba się nad nią zbytnio rozwodzić. Z drugiej jednak, tak jak mówisz, fajnie byłoby, żeby choć podstawy funkcjonowania systemu zostały jakoś nakreslone. Chyba że zostały gdzies tam w cyklu o Dorze, i po prostu nasza wina, że nie jesteśmy na bieżąco ;)

      Usuń
  4. Nie czytałam, nie słyszałam zbyt wiele opinii. Warto się zainteresować? :) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie: bcholic13.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mam nadzieję, że na to pytanie odpowiedziałam właśnie w powyższej recenzji :]

      Usuń
  5. Czytałam tę książkę pod koniec poprzedniego roku i pamiętam że nawet mi się podobała :) Mnie również ujął wtedy świat wykreowany przez autorkę.
    pozdraiwam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to mocna strona książki :) myślę, że z perspektywy czasu też powiem, że "nawet mi się podobała" ;)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  6. Generalnie, nie słyszałam o tej książce zbyt wiele. Jako, że cierpię na chorobę zwaną "niechęć do polskich autorów", to jakoś nie czułam się zachęcona widząc ją w internecie czy księgarniach. Ale po twojej recenzji bardzo chętnie po nią sięgnę! Na koniec chcę dodać, że jestem zaskoczona sposobem w jakim piszesz. Skomentowałam dziś kilka blogów i szczerze mówiąc, była załamana ich poziomem. W twoim przypadku jest przeciwnie! Uwielbiam długie, dokładne recenzje! Dodaję do obserwowanych! Pozdrawiam Książkowa Dusza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pamiętaj, że otwarcie ostrzegałam przed mankamentami tej konkretnej książki :) Nie jest to niestety arcydzieło. Jeśli miałabym polecić naprawdę dobrego polskiego autora, to stawiałabym raczej na Kossakowską (cykl o aniołach) lub Grzędowicza z jego "Panem Lodowego Ogrodu". Niestety Jadowskiej sporo brakuje względem nich pod względem stylu czy fabuły.
      Cieszę się, że moja pisanina Ci się podoba - staram się! To, o czym wspominasz, dostrzegam często sama: niestety, z blogowaniem jest jak ze śpiewaniem, każdy może, ale nie każdemu wychodzi...
      Dziękuję za wizytę i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Fascynuje mnie wykreowany przez autorkę świat, gdyż uwielbiam wpraszać się w coraz to nowsze światy nierzeczywiste. Ta plejada bohaterów również działa na mnie kusząco. Pomimo tego, że Tobie nie przypadła zbytnio do gustu, to ja jednak dam tej autorce szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj i daj znać, jak wyszło :) Jeśli szukasz ciekawych swiatów, to powinno Ci przypaść do gustu, pomysł jest naprawdę świetny i całkiem dobrze autorka wykorzystała potencjał. Nie żałuję lektury.

      Usuń
  8. Powtarzanie się autorki też mnie denerwowało, bo ile można perorować o tym samym? Zrozumiałam za pierwszym razem.
    Jeśli chodzi o Robina to również mnie intryguje, ale trochę Cię zmartwię, bo niestety autorka nie ujawniła nic z tego życia w drugim tomie :/ Trochę mnie to zdeprymowało, bo miałam nadzieję, że uchyli co nieco rąbka tajemnicy, ale niestety. Liczę, że Jadowska nie będzie tego przeciągać w nieskończoność i zdradzi coś w trzecim tomie.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... no to mnie nie zachęciłaś zbytnio tą informacją, że drugi tom niewiele odkrywa ;) To była jedna z niewielu motywacji, jakie skłaniały mnie jeszcze do sięgnięcia po kontynuację.
      Natomiast cieszę się, że nie tylko ja widzę tę powtarzalność, która stanowi główny mankament stylu w przypadku "Dziewczyny..."
      Pozdrawiam!
      Ewelina

      Usuń
  9. Książka raczej nie w moich klimatach, ale widziałam, że moja ciocia ma ją na półce. Wobec tego może kiedyś pożyczę i przeczytam.

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń