czwartek, 6 lipca 2017

Alcatraz kontra Bibliotekarze: #1 Piasek Raszida - Brandon Sanderson


Sandersona znałam dotąd wyłącznie z jego trylogii o Ostatnim Imperium. Gdy dowiedziałam się, że w trakcie pisania tej serii w ramach „odstresowania” popełnił też kilka książek dla dzieci, uznałam, że dobrze byłoby się z nimi zapoznać – lubię czasem sięgać po literaturę dziecięco-młodzieżową, a to konkretne nazwisko stanowiło potencjalną zapowiedź udanej historii. I tak doszło do mojego pierwszego spotkania z Alcatrazem Smedrym.


Brandon Sanderson to pseudonim literacki Alcatraza Smedry’ego. Wydawca zmusił go do używania pseudonimu i wydania wspomnień jako fikcji literackiej. Alcatraz zna jednak człowieka, który nazywa się Brandon Sanderson. Lecz ten mężczyzna jest autorem fantasy, ma zatem skłonność do urojeń pod postacią literatury. Alcatraz wie z pewnych źródeł, że Brandon Sanderson jest tak naprawdę analfabetą i dyktuje swoje ciężkie, przydługie tomiszcza fantasy swojej roślinie doniczkowej, zwanej Hrabią Duku.

Na początku historii poznajemy Alcatraza jako trzynastolatka… A nie, przepraszam. W pierwszym akapicie widzimy go przywiązanego do ołtarza z przestarzałych encyklopedii, o włos od bycia złożonym w ofierze przez Bibliotekarzy. Ale to po prostu, jak przyznaje sam narrator, paskudny, złośliwy zabieg, po którym powinniśmy odłożyć książkę, bo w przeciwnym razie będziemy musieli doczytać ją do końca, bo dopiero on doprowadzi nas do wyjaśnienia tej sytuacji.

Tymczasem jednak poznajemy nastolatka obdarzonego niezwykłym talentem do psucia wszystkiego, czego dotknie – od klamek, przez alarmy przeciwpożarowe, po żywego kurczaczka (który po zepsuciu gubi pióra i je tylko kocią karmę). Te niezwykłe umiejętności sprawiają, że jako sierota przewinął się już przez dwadzieścia siedem rodzin zastępczych, bo żadna nie jest w stanie wytrzymać z nim zbyt długo. Sam przyznaje, że nie jest dobrym dzieckiem, choć nie ma się czemu dziwić, skoro z jego rodzicami też ewidentnie było coś nie tak – w spadku i prezencie przesyłają mu na trzynaste urodziny worek piasku. Prezent marzeń! Dzień po urodzinach przybywa do niego starszy pan, przedstawiający się jako jego dziadek. Spóźnia się co prawda (jest to jego Talent – przybywanie wszędzie po fakcie), bo piasek (niezwykle cenny, jak się okazuje) został już skradziony, ale zabiera wnuka do… prawdziwego świata.

Bo ten, który znamy – ten z sześcioma kontynentami, bronią palną i windami – jest oszustwem, narzucanym nam przez, uwaga uwaga, sektę złych Bibliotekarzy, którzy kontrolują dostęp do informacji, a tym samym całą rzeczywistość. Prawdziwy świat jest bardziej zaawansowany: dominują w nim magiczne okulary (dające niesamowite moce specjalne), nie ma wind (wszędzie są schody, bo skoro schody wymagają większej ilości materiału, są trudne do zbudowania i lepsze dla zdrowia, to muszą być bardziej zaawansowane technicznie, prawda?), ludzie biegają z mieczami (to Bibliotekarze każą Wam myśleć, że miecze to przeżytek, żebyście ich nie używali!), a biblioteki to tak naprawdę tajne bazy morderczego kultu, które tylko z zewnątrz wyglądają tak spokojnie.

Na szczęście możemy liczyć na rodzinę Alcatraza, która próbuje ocalić zniewoloną ludzkość, wykorzystując do tego swoje liczne Talenty. Oprócz psucia wszystkiego (cenny Talent, rzadko występujący) i notorycznych spóźnień mamy też dar do mówienia niewłaściwych rzeczy w nieodpowiednich momentach, umiejętność potykania się, a nawet rozlewania niesłychanych ilości wody na podłogę w czasie mycia naczyń (całkiem użyteczne w razie suszy). Po początkowym szoku (jak te ofiary losu mają cokolwiek zdziałać?!) odkrywamy, że nic nie dzieje się bez powodu… 

Narracja jest bardzo specyficzna i długo nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie, czy mi się podoba. Nadal jest mi trudno jednoznacznie to określić: mniej więcej 40% tekstu to pseudo-pisarskie dywagacje w stylu „ta paskudna wstawka, którą właśnie przerwałem tę wartką akcję, to typowe zagranie pokazujące, że pisarze to paskudne typy”. Niektóre są genialne:

The third reason you think you are smarter than the characters is because you have me to explain things to you. Obviously, you don’t fully appreciate this advantage. Suffice it to say that without me you would be far more confused about this story than you are. In fact, without me, you’d probably be very confused as you tried to read this book.

After all, it would be filled with blank pages.

No tak, same puste strony na pewno sprawiłyby, że bylibyśmy jako czytelnicy znacznie bardziej zagubieni… Niestety, chwilami tych wstawek było nieco za dużo, miewałam też wrażenie, że autor silił się na humor, co oczywiście wcale się nie sprawdzało. Przez ten styl narracji mam wątpliwości, dla jakiej grupy wiekowej przeznaczona jest ta seria: z jednej strony historia sprawdziłaby się u dzieci 7- czy 9-letnich, ale czy one docenią taki natłok wstawek, niepowiązanych w żaden sposób z akcją?

Niedługa powieść to tak naprawdę szalony rollercoaster kosmicznych pomysłów, na który zabiera nas autor. Stężenie absurdu jest ogromne: w samym pomyśle, w wydarzeniach i w sposobie opowiadania historii. Przywodziło mi na myśl połączenie stylu Mulla, z jego pomysłami łamiącymi wszelkie konwencje fantastyczne, z opowieściami Roalda Dahla, który jak nikt potrafi bawić się negowaniem i wykpiwaniem ogólnie znanych „prawd”. 

Niestety, nie jest to arcydzieło na miarę książek żadnego z tych autorów, jednak wszystko splata się w bardzo zgrabną, wyłamującą się z głównego nurtu, szaloną opowieść, którą czytałam szybko, z uśmiechem i prawdziwą przyjemnością. No i nie da się ukryć, kiedy ostatnio trafiliście na równie uroczy pomysł, jak uczynienie bibliotek siedliskiem zła, a Bibliotekarzy mrocznymi tyranami? Ja to kupuję. I na pewno sięgnę po dalsze części historii Alcatraza.

21 komentarzy:

  1. Osobiście uważam, jako matka, że takie książki nie są do końca dobre. Współcześni twórcy idą w humor, żarty, dziką akcję - a gdzie tu miejsce na refleksję, na morał, na walory edukacyjne? Wydaje mi się, że przy kształtowaniu charakteru to jest ważniejsze niż zabawa.
    Przeglądałam tę książkę w księgarni i nie zdecydowałam się kupić jej synowi.
    Pozdrawiam, Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Anno :) chyba dokonała Pani w księgarni dość pochopnej decyzji. Akurat w "Alcatrazie" morał jest, przemyślenia (zaskakująco głębokie) również - dotyczące troski o innych, krzywdzenia ich, a także mechanizmów obronnych, z których nie zdajemy sobie sprawę - zwłaszcza dzieci. Myślę, że oprócz "humoru, żartów i dzikiej akcji" ma do zaoferowania całkiem sporo - szkoda, że Pani dzieci się o tym nie przekonają :(

      Wydaje mi się zresztą, że właśnie takie połączenie jest dobre, bo nie zanudzimy dziecka, tylko pobudzimy jego wyobraźnię i sprawimy, że to "przesłanie" zostanie zapamiętane niemalże mimochodem. Dzieci też nie lubią perfidnego moralizatorstwa i potrafią je wyłapać.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. I tym komentarzem zachęciłaś mnie do kupna tej książki dla córki :) akurat kończymy Anię z Avonlea i szukałam następnej pozycjonowanie wieczornego czytania :)

      Usuń
    3. To będzie niezły przeskok, po spokojnym, klasycznym stylu "Ani" :) Ale może się sprawdzić jako odmiana i zapewnić Wam rozrywkę - mam taką nadzieję!

      Usuń
  2. Nie przepadam za książkami dla dzieci... ale ta wydaje się być całkiem ciekawa, i ta pierwsza scena! ;) Nie mam dziecka, jednak myślę, że młodszemu bratu mogłaby się spodobać. ;)

    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, pierwsza scena przekonala mnie, żeby wybrać właśnie tę książkę. Chciałam czegoś lekkiego, ale miałam do wyboru jeszcze dwie inne. Padło na Sandersona ;) Myślę, że jeśli brat lubi zakręcone powieści, to powinien mile spędzić czas ;)

      Usuń
  3. Mi narracja spodobała się od pierwszego rozdziału. Dla mnie na szczęście nie było to wymuszone i świetnie pasowało do powieści, ale każdy ma inne upodobania :) Ja na pewno wkrótce zabiorę się za drugi tom, bo już na mnie czeka.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było tak źle, mam nadzieję, że tak to nie zabrzmiało :) Generalnie bez tych wstawek byłaby to pewnie zaledwie przeciętna książeczka dla dzieciaków. A tak - dostaliśmy całkiem sprawną grę z czytelnikiem. Wrażenie przesytu pojawiało się na szczęście jedynie co jakiś czas :)
      Ja drugi tom właśnie czytam. Jestem w 20%, ale niestety zrobiłam ten błąd, że zabrałam się w sumie łącznie za 4 książki, czego nie robiłam od paru lat, więc nie wiem, jak szybko się z nim uporam ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ja nie mam nic więcej do dodania, bo zgadzam się z Tobą w pełni. Nawet jeśli to Sanderson, którego większość książek uwielbiam, to też miałam wrażenie, że tych wstawek od narratora było za dużo i autor na siłę starał się być śmieszny. Chyba już to nawet u Ciebie pisałam pod postem z podsumowaniem :) Z drugiej strony bez tej narracji to nie byłoby to samo i sporo jednak fragmentów było cudownych. Ja za drugi tom wezmę się... nie wiem kiedy, bo jeszcze go nie kupiłam i nie wiem, kiedy mi się to uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominałaś :) ale nie sposób było się z Tobą nie zgodzić. Myślę, że bez tych wstawek to byłoby średnie czytadełko dla dzieciaków. A tak - było to coś trochę innego. Tylko chwilami... no, było tego za dużo. Chwilami.

      Mam wersję angielską dwóch peirwszych tomów i jestem w trakcie czytania 2. Jeśli nic mnie nie zaskoczy po drodze, to na tym chyba zakończę - mimo wszystko po powiewie świeżości w pierwszym tomie, drugi to jest zaledwie więcej-tego-samego. Ale jestem zaledwie w 1/4 powieści, więc zmilczę na razie ;)

      Co kolejne Sandersona polecasz? Mam "Stop Prawa", ale chyba nie mam ochoty na razie ;)

      Usuń
    2. Przeczytałam Twoje komentarze niżej i widzę, że zbyt duża dawka Alcatraza na raz szkodzi :)

      Co polecam? Drogę Królów :D Serio, to zupełnie inny poziom pisania jest. Wielu osobom, którym się nie podoba Z mgły zrodzony, bardzo podoba się Archiwum Burzowego Światła. Wiem, że Tobie się podobało ale miałaś zastrzeżenia, więc może Droga usatysfakcjonuje Cię w pełni :) Ale to są cegły po 1000 stron... I w tym momencie może warto poczekać na premierę trzeciego tomu. Niestety dzielą go na dwa, pierwsza połowa w tym roku (listopad chyba?) a druga w przyszłym (styczeń? nie pamiętam :P). No a jak nie, to Rozjemca/Siewca wojny, o którym pisała Wiedźma, chociaż myślę że tutaj też będziesz miała zarzut odnośnie bohaterów :) Mi się ten tom bardzo podobał, i jest w tej chwili zamkniętą całością. Jest jeszcze Elantris, ale nie czytałam go, i zbiór opowiadań w tomie Bezkres Magii (ale to chyba najlepiej czytać na koniec). Jeśli chcesz się trzymać kolejności i odkrywać różne niespodzianki w sandersonowej twórczości, to polecam tę stronę http://drogakrolow.pl/w-jakiej-kolejnosci-czytac-ksiazki-brandona-sandersona/ :)

      Usuń
    3. Mam już "Rozjemcę" i pewnie się zapoznam za jakiś czas. Ale to za chwilę - na razie kończę "Ostrze zdrajcy" i chyba sięgnę po coś innego, może niefantastycznego, żeby nie zmęczyć materiału :) Na temat Drogi Krolow poczytam. Cegły po 1000 stron mi niestraszne, ale już niedokonczone cykle tak ;) Może postaram się zdobyć w oryginale, rozumiem, że już powstały (czekamy na premierę polskiej wersji?), przy okazji wyrobię sobie bardziej obiektywne zdanie na temat Sandersona, bez wpływu tłumacza.

      Usuń
    4. O, to bardzo ciekawa jestem, co powiesz o Ostrzu :D Jasne, też tak staram się robić i przetykać książki fantasy z czymś innym. Wiesz... ten cykl będzie skończony za... kilkadziesiąt lat? xD Sanderson zaplanował w sumie 10 tomów (każdy po jakiś 1000 stron), a po pierwszych 5 planuje zrobić sobie przerwę.

      Trzeci tom za granicą ma premierę 14 listopada i u nich wychodzi w całości. Jeśli chcesz mogę Ci podesłać Drogę po angielsku w mobi, rozdawali jakiś czas temu za darmo :)

      Usuń
  5. Jestem niemal pewna, że książka spodoba się moim dzieciom, chętnie podsunę im tę propozycję czytelniczą. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i mam nadzieję, że dzieciaki będą się dobrze bawić :)

      Usuń
  6. To w końcu historia dla dzieci, a nie dzieło sztuki :D Sięgnąć nie planuje, zwłaszcza, że "lekkiego" wydania Sandersona mam serdecznie dość, ale w swojej roli pewnie się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wytłumaczenie ;) Jest takie powiedzenie, że książki/filmy/cokolwiek innego dla dzieci ma być takie jak dla dorosłych, tylko lepsze. I książki powinny być właśnie dopracowane i na najwyższym poziomie, co by dobre wzorce wytyczać - z tym się zgadzam. Są dzieła sztuki w literaturze dziecięcej ("Baśniobór", "Wojny Cukierkowe" Mulla, "Atramentowe serce" Funke), więc do takich standardów powinno się dążyć.

      Ja sięgnęłam po drugi tom i to był błąd, bo wymiękłam. Dla dorosłego czytelnika to dobry przerywnik "raz kiedyś", ale czytanie tego na poważnie, tom po tomie - to już błąd. Nie wiem, kiedy skończę :)

      Usuń
  7. Książka raczej dla młodszych czytelników, ja nie mogę się w nią wciągnąć ( teraz jestem na 100 którejś stronie). Jakby wszystko z sobą połączyć to wychodzi bardzo dobra i ciekawa historia, ale jak czytam mam mieszane uczucia :) Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy tom pochłonęłam, ale potrzebowałam odskoczni po kilku cięższych tytułach - i pod tym względem się sprawdziło. Niestety, popełniłam błąd i od razu sięgnęłam po drugą część - i tak sobie tkwię w 5 rozdziale. Jednak czytanie tego jako pełnoprawnej książki to już "nie to", raczej jedynie jako przerywnik.

      Pomysł jest niesamowity, komu opowiadam, to jest niedowierzanie i zaciesz ;) Niestety wykonanie sprawia, że to jest takie Bóg wie co - i jednak raczej dla dzieciaków, niż dla dorosłych.

      Usuń
  8. Ratujesz mi skórę tym wpisem! Własnie poszukiwałam pomysłu na prezent dla kuzyna. Młody ma o tyle przekichane, że rodzice przeliczają mu czas spędzony z książką, na czas jaki może grać na komputerze. Pomysł mógłby się sprawdzić, gdyby nie fakt, ze teraz chłopina czuje się do czytania w pewien sposób przymuszona i z góry czytanie neguje, ale wiem, że jak podsunę mu coś ciekawszego od W pustyni i w puszczy, czy Ani z Zielonego Wzgórza (umówmy się - chłopiec kolekcjonujący miecze, łuki i inne pistolety nie ma prawa czerpać przyjemności z Ani xD), to przeczyta chętnie. Tak było m.in. z Mikołajkiem, a więc tym razem chyba pora postawić na jakimś widocznym miejscu w pokoju Alcatraz xD
    Dzięki!

    Pozdrawiam,
    Ula z Drzwi do Innego Wymiaru

    Otwórz Drzwi do Innego Wymiaru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, to sobie rodzice wynaleźli sposób... ale nie wiem, czy na zachęcanie, czy zniechęcanie do czytania :( Alcatraz może się nadać, pomyśl też ewentualnie nad Baśnioborem (nie wiem, jaki to wiek, ale jeśli Basniobór "za duży", to Wojny Cukierkowe tego samego autora mogłyby się sprawdzić - niedługa książeczka ze świetnymi pomysłami)

      Pozdrawiam również :)

      Usuń