piątek, 9 czerwca 2017

„Wsiąść do pociągu” - jaką podstawkę wybrać? + minirecenzja


Wsiąść do Pociągu to dla mnie gra-fenomen. Podoba się każdemu, niezależnie od wieku (testowałam na graczach od lat 10 do 60+) i doświadczenia planszówkowego. Gorąco polecam ją na początek przygody z nowoczesnymi planszówkami – w dalszej części tekstu postaram się pomóc w wyborze najlepszej dla Was wersji.



Myślę, że wpływ na atrakcyjność „Wsiąść do pociągu” ma jej wykonanie: w pudełku znajdziemy wielką planszę, zestaw biletów, kolorowe karty pociągów oraz po 45 plastikowych wagoników dla każdego gracza. Już na etapie podziwiania komponentów graczom błyszczą oczy. Później dochodzi przyjemność z rozbudowy własnej trasy – zasady są proste, a kolorowe wagoniki poukładane na planszy wyglądają naprawdę nieźle, zwłaszcza pod koniec rozgrywki, gdy na mapie panuje już tłok.

Zostać kolejarzem, czyli jak to działa


Przykład zrealizowanego biletu: trasa Sarajewo - Sewastopol
Każdy z graczy dostaje na początku kilka biletów, które będzie próbował zrealizować, łącząc wskazane miasta swoimi wagonikami. Punkty przyznaje się za zrealizowane bilety (uwaga, za niezrealizowane są punkty ujemne!) oraz za wszystkie zajęte na mapie fragmenty, zgodnie z ich długością. Na niektórych mapach punktuje się także za bonusy (np. najdłuższa nieprzerwana trasa czy najwięcej zrealizowanych biletów).

Bazowa mechanika opiera się na tak zwanym „set collection” – dociągamy karty i zbieramy je w zestawy w odpowiednich kolorach, które następnie zagrywamy, by zająć odpowiadające im fragmenty tras. Tym samym powoli realizujemy nasze bilety.

To ja biorę jokera...
Na wielu mapach pojawiają się dodatkowo tunele i trasy promowe. Promy to trasy przebiegające przez akweny wodne, wymagają zagrania jednej lub więcej lokomotyw (jokerów) i odpowiedniej liczby kart jednego koloru. Tunele są nieco bardziej problematyczne – wskazujemy tunel, który chcemy zająć, a następnie odsłaniamy trzy wierzchnie karty ze stosu kart wagonów; jesli wśród tych kart znalazły się jokery lub karty wybranego przez  nas koloru, musimy je „przebić”, zagrywając równowartość tych kart z naszej ręki. Przyjmijmy, że gramy o czerwony tunel długości 2: jeśli po odsłonięciu 3 kart odkryjemy 1 kartę czerwoną, 1 jokera i 1 kartę w innym kolorze, musimy zagrać aż 4 karty czerwone lub jokery (2 karty początkowej długości tunelu + 2 karty na „przebicie” odsłoniętego jokera i czerwonej karty). Jeśli mamy wystarczająco dużo kart, to zajmujemy tunel. Jeśli jednak nie byliśmy odpowiednio przygotowani, to nasza tura kończy się niepowodzeniem (ale możemy zatrzymać karty, którymi początkowo chcieliśmy zająć tunel).

I to w zasadzie już cała tajemnica – zasady są naprawdę proste, a jednocześnie gra nie jest „płytka”: wymaga planowania, oceny ryzyka i strategicznego myślenia.

Charakter rozgrywki w dużej mierze zależy od graczy – można grać spokojnie, realizując swoje trasy i nie wchodząc sobie zbytnio w paradę, ale można też przyjąć agresywną strategię i umyślnie blokować oponentów – my gramy na ogół właśnie tak… Czasem frajda z utrudnienia komuś ruchu jest większa niż pokusa ukończenia własnej trasy.

Wsiąść do Pociągu… ale jakiego?



„Wsiąść do pociągu” wydano w kilku wariantach, a do tego co jakiś czas ukazują się dodatki. To bogactwo czasem może przytłoczyć – ciągle pojawiają się pytania: Która wersja najlepsza na początek? Która dla dwóch graczy? Który dodatek kupić, jeśli Europa już się ograła? Choć zgodnie ze słowami piosenki można „wsiąść do pociągu byle jakiego”, to jednak warto podjąć przemyślaną decyzję.

W dalszej części skupię się na (dostępnych) wersjach podstawowych – opis dodatków pojawi się wkrótce, jednak aby móc po nie sięgnąć i tak musimy zaopatrzyć się w jakąś „podstawkę”. Rozszerzenia oferują zwykle tylko nową mapę i bilety, więc plastikowe wagoniki i talię pociągów musimy już posiadać.




Europa (2-5 graczy)


To najbardziej popularna w Polsce wersja podstawowa gry Wsiąść do Pociągu, wydana przez Rebel. Jest to kwintesencja serii – prosta, atrakcyjna wizualnie, z dynamiczną rozgrywką.

Unikalną cechą Europy sa dworce, które możemy postawić na zajętej przez przeciwnika trasie i potraktować ją jak własną. Minimalizuje to ryzyko całkowitego odcięcia od danego miasta – stawiamy dworzec i voila, nie dostajemy punktów ujemnych za niezrealizoway bilet! Przy dzieciach i osobach nietolerujących negatywnej interakcji może to mieć kluczowe znaczenie.

Bilety podzielone są na dwa rodzaje – długie (każdy gracz dostaje po jednym) i krótkie. Długich biletów jest jedynie 6, przez co z czasem łatwo się ich „nauczyć” i zgadywać, dokąd kierują się poszczególni gracze. Rozwiązaniem tego problemu może być mały dodatek „Europa 1912”, oferujący duży zestaw nowych biletów.

„Europa” to idealna gra na początek kolejowej przygody; niestety, choć świetnie działa na 4 i 5 osób, a w miarę dobrze na 3, w rozgrywkach dwuosobowych jest zaledwie przeciętna – jest wtedy zdecydowanie za luźno i gra zmienia się z wyścigu w równoległy pasjans. Niektórym graczom taka sytuacja może odpowiadać – jeśli jednak gracie głównie w 2 lub 3 osoby, zastanówcie się nad wersją Nordic Countries, lub od razu pomyślcie nad dokupieniem lepiej skalującego się dodatku.

Dla kogo: najlepiej do gier 4-5 osobowych. Na początek – dla każdego. Dla rodzin z dziećmi i osób nielubiących negatywnej interakcji.


Kraje Północy (2-3 graczy)


…czyli „zimowa mapa”. Pod względem mechaniki nie ma tu zbytnich odstępstw od mapy europejskiej – mamy tunele i promy, nie ma natomiast dworców, co dodatkowo wpływa na zaciętość rozgrywki.

Dodatkowym atutem jest oprawa wizualna – okraszona klimatycznymi szkicami plansza uzupełniona jest talią ośnieżonych pociągów, a same plastikowe wagoniki utrzymane są w bardziej surowej kolorystyce czerni, bieli i fioletu. Pod względem graficznym jest to zdecydowanie moja ulubiona mapa.

"Skandynawia" jest przeznaczona wyłącznie dla 2-3 graczy i jako taka sprawuje się znakomicie. Bardzo nieliczne połączenia na północy półwyspu sprawiają, że rozgrywka od samego początku jest bardzo zacięta, a każda decyzja może mieć strategiczne znaczenie. Takiej rywalizacji na 2 i 3 graczy na „większych” mapach nie da się niestety osiągnąć.

Dla kogo: obowiązkowy zakup dla każdego, kto grywa najczęściej w 2 lub 3 osoby.


Marklin (2-5 graczy)


Marklin jest edycją wyjątkową: wprowadza nie tylko nową mapę i zupełnie nową, świetną mechanikę, ale też nową talię: na każdej karcie znajduje się inny model wagonika. Jest to bez wątpienia wersja niesamowita wizualnie.

Główna zmiana mechaniczna w Marklin polega na dodaniu możliwości przewozu pasażerów. Każdy otrzymuje 3 pasażerów w swoim kolorze; gracz będzie mógł potem przewieźć swoich pasażerów po trasie przez kolejne miasta, zbierając z nich żetony z punktami (im wyższy żeton, tym więcej punktów). Każdego pasażera możemy wysłać w podróż tylko raz, konieczne jest więc bieżące analizowanie sytuacji na planszy - czy opłaca się nadal czekać, aż zbudujemy dłuższą nieprzerwaną trasę, ryzykując, że ktoś zbierze nam lepsze żetony?

Marklin ma w zasadzie tylko jedną wadę: jest niedostępny na rynku pierwotnym, a na rynku wtórnym osiąga zawrotne kwoty...

Dla kogo: ze względu na niemal zerową dostępność - dla zdeklarowanych fanów serii. Ze względu na mechanikę - dla każdego, kto chciałby dodać klasycznym pociągom więcej głębi strategicznej i podnieść trudność efektywnej rozgrywki.


Niemcy (2-5 graczy)


…„niemiecka” plansza, identyczna z wersją Marklin, również oferuje nam opcję przewozu pasażerów, jednak w żadnym razie nie jest ona podobna do tej marklinowej - rozmieszczani są oni losowo na miastach na całej planszy, po czym zbieramy je podczas rozmieszczania wagoników. Na koniec gry dostajemy dodatkowe punkty za kolory pasażerów, których mamy najwięcej. Zbieranie pasażerów odbywa się niejako mimochodem (choć dążąc do uzyskania przewagi w danym kolorze możemy być zmuszeni do zmiany planowanej trasy) i w żaden sposób nie utrudnia rozgrywki; nie jest też szczególnie odkrywcze. 

To, co dodatkowo zasługuje na uwagę, to odmienny podział na trasy długie (29) i krótkie (33). Graczowi nie przydziela się odgórnie jednej długiej trasy i kilku krótkich – od początku sam podejmuje decyzję, z którego stosu chce dobierać bilety. Można zaryzykować i sięgnąć po same długie połączenia albo próbować zrealizować jak najwięcej krótkich. Urozmaiceniem są też bilety prowadzące do państw sąsiednich, które mają po kilka punktów docelowych, dzięki czemu można je realizować na kilka sposobów.

Mapa jest bardzo ładna, zwłaszcza ze względu na klimatyczne grafiki wokół miast. Większe zastrzeżenia mam do talii wagonów, która moim zdaniem ma bardzo „jadowite” kolory i najbrzydsze grafiki w całej serii.

Dla kogo: Dla osób poszukujących wersji, która wprowadza nową mechanikę, ale nie komplikuje zasad. Jednak, jeśli ktoś ma już inną podstawkę, to moim zdaniem Niemcy można sobie odpuścić.

Szczegółowe porównanie edycji Marklin i Niemcy znajdziecie tutaj.


USA (2-5 graczy)


…pierwsza gra z serii. W tym zestawieniu pojawia się na końcu, bo nie jest to niestety żaden niedościgniony wzór. Kolejne wydania rozwijają pomysł w znacznie bardziej interesujący sposób.

W USA ominą nas takie atrakcje jak tunele czy przeprawy promowe. Rozgrywka sprowadza się więc do zbierania zestawów kart i wystawiania wagoników – brak urozmaiceń sprawia, że gra dość szybko może się znudzić, zwłaszcza że wiele odcinków tras jest długich (wymagają zagrania 5-6 kart), co przekłada się dodatkowo na długi czas „zbierania” zestawów i spowalnia rozgrywkę. Wyraźny jest za to element rywalizacji, gdyż łatwo jest odciąć przeciwnika od jego celu podróży.

Ze względu na monotonną rozgrywkę i niezbyt ciekawą oprawę graficzną, wersja ta nigdy nie trafi na stałe do mojej kolekcji. Poza tym wydaje mi się, że w naszym kręgu kulturowym mapa Europy jest bardziej przystępna i łatwiej się po niej poruszać, co w przypadku gry familijnej nie jest bez znaczenia.

Warto też zauważyć, że wersja USA ma o połowę mniejsze karty pociągów, co dla mnie stanowi wadę (niewykluczone jednak, że wpływ na to ma przywyczajenie do standardowego formatu kart z wersji europejskiej).

Dla kogo: dla grupy 3-5 osób, moim zdaniem wyłącznie dla kolekcjonerów (albo dla osób, które z jakiegoś powodu preferują mapę Stanów Zjednoczonych). Jeśli jednak mieliście już przyjemność grać w inną wersję „Wsiąść do pociągu”, to zakup mapy USA radzę dobrze przemyśleć – w zestawieniu z dowolnym innym tytułem wypada raczej blado.


Nowy Jork (2-4 graczy)


Najnowsze "dziecko" Wsiąść do pociągu. Tym razem wybieramy się na zwiedzanie Nowego Jorku i to... taksówką, a nie pociągiem. Cała rozgrywka trwa 15 minut - pomniejszona została mapa, a każdy z graczy ma do dyspozycji tylko 15 pojazdów w swoim kolorze. Jednocześnie gra zachowuje ogólny feeling "dużych" wersji.

Nie ma tu niestety żadnego novum w kwestii mechaniki - co prawda gracze dodatkowo zbierają punkty za odwiedzone zabytki (oznaczone cyfrą 1 na planszy), jednak dzieje się to niejako mimochodem. Pełna recenzja tej wersji znajduje się tutaj.

Dla kogo: Ta zmiana sprawia, że Nowy Jork będzie idealny jako:
- gateway do gatewaya - do wprowadzania do planszówek osób, które są nastawione bardzo sceptycznie i nie chcą siadać od razu do gry trwającej godzinę;
- gra do rozgrywek z dzieckiem - istnieje co prawda "wersja junior" pociągów, czyli Pierwsza Podróż, jednak jest ona przeznaczona dla zupełnych maluchów: Nowy Jork nada się dla dzieci, które mają już większe wymagania i przy Pierwszej Podróży by się nudziły, a jednocześnie nie są w stanie wysiedzieć zbyt długo przy planszy;
- mini-pociągi - Nowy Jork to sympatyczny filler, w który zagracie choćby w czasie przerwy w pracy czy szkole, 


Mój prywatny ranking:

1. Europa i Skandynawia (nie mogę wskazać tu lidera, jedynym kryterium wyboru jest liczba graczy)
2. Marklin
3. Niemcy
4. Nowy Jork
5. USA




Więcej o "pociągach" na Grach w Bibliotece:

jaką podstawkę wybrać? (+ ranking)
Niemcy

8 komentarzy:

  1. Myślałam nad USA, wlasnie dlatego, że to pierwsza wersja. Ale teraz mam dylemat i chyba zdecyduję się na Europę. A jaki dodatek polecasz do Europy właśnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobra decyzja, Europa jest zdecydowanie bardziej atrakcyjna, a małe dodatkowe zasady sprawiają, że gra jest jeszcze ciekawsza.
      Co do dodatków, mam swoich faworytów - zapraszam na bloga w niedzielę, będzie już tekst z dokładną analizą, mam nadzieję, że ułatwi Ci on podjęcie decyzji :)

      Usuń
  2. Kotek jaki wspaniały!! Ach zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze mnie odstraszają ceny od takich planszówek. Kupiłabym jakąś, tylko jest to ryzyko, że nie wiem, czy się u mnie sprawdzi. Grałam do tej pory w Warhammera i szybko nam się znudził. A jako że my byśmy grali raczej w dwie osoby, ewentualnie w trzy jeśli dałabym radę wytłumaczyć zasady dzieciakom, to obowiązkowo dla nas byłaby wersja ze Skandynawią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ceny odstraszają. Ja zaopatruję się na allegro lub na tematycznych stronach fejsbukowych w wersje używane - ostatnio kupiłam (już na prezent) WdP: Europa za 80 zł, co, jakby nie patrzeć, jest połową sugerowanej ceny detalicznej.

      Nie wiem w jakim wieku są dzieciaki, ale od 7 roku życia radzą sobie w "pociągi" świetnie :) Warhammer to zupełnie inna bajka, myślę, że do grania rodzinnego "Wsiąść do pociągu" ma perspektywy na znacznie dłuższe zycie ;) Generalnie bardzo zachęcam do grania, to fajna alternatywa na wspólne spędzanie czasu.
      Niedługo napiszę jeszcze o Takenoko - taka gra z pandą - obok Wsiąść do Pociągu to mój "typ" gier rodzinnych, a i sami z mężem często do nich wracamy (pociągi to w ogóle miłość planszówkowa mojego męża).

      Usuń
  4. Myślę nad zaczęciem grania w planszówki ale nie wiem, po co sięgnąć. Bo grałbym głównie w 3 osoby (żona i dziecko), ale jak czytam to Europa byłaby lepsza bo ma te dworce, a syn nie lubi przegrywać i nie wiem czy blokowanie by nie zepsuło gry. Jak myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś myśli nad dołączeniem do tego wspaniałego hobby :)

      Generalnie plusem Wsiąść do Pociągu jest elastyczność zasad. Myślę, że rozwiązaniem dla Was byłby zakup Europy, a potem jakiejś ciaśniejszej mapy, np. Szwajcaria+Indie, by potem grac na niej z dworcami zgodnie z "europejskimi" zasadami. W ten sposób bylibyście "obstawieni" pod wszystkimi względami: plansze dla 3, 4 i 5 osób, plus dworce. Zestaw na każdą okazję :)

      A może pomyślcie nad jakąś kooperacją, skoro dziecko ma problem z negatywną interakcją? Nie mam niestety recenzji, ale spójrz np. na "Ognisty Podmuch", w którym wcielicie się w role strażaków i będziecie walczyć razem przeciwko wyzwaniom, jakie postawi Wam gra. Przegrywacie - to razem, wygrywacie też. :)

      Usuń