niedziela, 4 czerwca 2017

Odwrócony Świat, Christopher Priest



Miasto przemierza zrujnowany świat po torach, które trzeba stale przed nim układać, a następnie usuwać. Jeżeli się zatrzyma, zostanie w tyle za „optimum” i wpadnie w miażdżące pole grawitacyjne. Brak postępu oznacza śmierć. Rządzący miastem starają się, żeby mieszkańcy nie zdawali sobie z tego sprawy. Jednak kurcząca się populacja staje się niespokojna. A przywódcy wiedzą, że miasto coraz bardziej zwalnia...
(wydawnictwo MAG)
Odwrócony Świat Christophera Priesta to książka problematyczna. Odnoszę wrażenie, że autor miał Pomysł na swoje Miasto Ziemię, przepychane z trudem po torach w drodze do Absolutu – i jest to pomysł naprawdę intrygujący i pobudzający wyobraźnię.  Bez wątpienia jest to coś, czego jeszcze nie było w literaturze fantastycznej. Niestety, na wizji się skończyło. Nie ma ciekawych bohaterów, a co gorsza zabrakło też pomysłu na ciekawą fabułę (o której ciężko w zasadzie coś powiedzieć, zwłaszcza bez krytycznych spoilerów). Narracja jest lakoniczna i oszczędna, akcja sunie powoli jak samo Miasto na swoich potężnych szynach, a postacie zaludniające książkę w żaden sposób nie budzą sympatii. Są całkowicie nijakie, a ich zachowania wydają się absurdalne.



Patent z uczynieniem głównym bohaterem chłopca, który dopiero wchodzi w dorosłe życie i od podstaw poznaje system cechów oraz prawa rządzące miastem i jego otoczeniem, wydaje się trafiony: czytelnik poznaje realia razem z Helwardem, stopniowo i w naturalny sposób. Razem z nim się dziwi i nie ma przewagi wszechwiedzącego narratora. Jednak Helward przyjmuje wszystko za pewnik, nawet jeśli pewne fakty dotyczące miasta są sprzeczne z rozumem. Jest to nieco dziwne, skoro prawdy te jawnie kolidują z tym, co przez całe lata wpajali mu nauczyciele, zamknięci wraz z nim w trzewiach Miasta – można w to jednak uwierzyć, skoro bohater jest bezpośrednim, naocznym świadkiem różnych anomalii, prawda?

Czytelnik ma trudniejsze zadanie, chcąc przejść do porządku dziennego nad ewidentnymi lukami. W miarę oddalania się od miasta występuje fenomen zakrzywiania rzeczywistości, jednak jeśli „rozpłaszczenie” kobiet było wyłącznie subiektywnym wrażeniem Helwarda, to dlaczego pękły na nich ubrania? Jest to już ewidentna zmiana fizyczna, obejmująca nie tylko wizję, ale elementy materialne. Można sobie tłumaczyć, że Helward wmówił to sobie, podświadomie racjonalizując to, czego był świadkiem – jest to jednak dość naciągana teoria. Ponadto, dlaczego po wyłączeniu generatora postrzeganie świata przez mieszkańców nie zmieniło się i nadal zależało od odległości od miasta? Znowu: można sobie tłumaczyć, że pole wpłynęło na ich percepcję w jakiś długofalowy sposób, jednak takie informacje nie pojawiają się w tekście. Wreszcie: jeśli mieszkańcy mijanych wiosek byli w stanie zobaczyć miasto, a nawet do niego wejść, jakim cudem nikt nigdy nie zainteresował się stalowym gigantem, sunącym przez Półwysep Iberyjski? Świat wydaje się już na tyle zorganizowany po odległym o kilka wieków kryzysie, że ktoś musiałby zwrócić na to uwagę. Oczywiście, ponownie „można sobie tłumaczyć”… ale czy o to chodzi przy tego typu powieściach? O nieustanne dopowiadanie sobie braków i wyjaśnianie ewidentnie nielogicznych kwestii, o które powinien raczej zadbać autor? Zwłaszcza że w „Odwróconym Świecie” takich luk jest za dużo.

Cała książka niespodziewanie przyspiesza, gdy pojawia się bohaterka spoza miasta. To najlepsze chwile lektury – po raz pierwszy zaangażowałam się w wydarzenia, chcąc poznać prawdę na temat Miasta. Niestety, w tym momencie autorowi ewidentnie skończyła się wena – przelał na papier całą wizję ruchomej osady, sunącej powoli w odwróconym świecie, więc uznał, że czas zakończyć książkę. I zrobił to typowym „deus ex machina” – rolę boga pełni tu co prawda młoda pani naukowiec, ale mechanizm pozostaje ten sam: ze strony na stronę czytelnikowi (jak i mieszkańcom Miasta) zostaje wyłożone wszystko: funkcjonowanie świata streszczone zostaje niemalże w kilku akapitach, bum, koniec książki. Może jest to jakaś metoda – „nie bardzo umiem sam to wszystko wyjaśnić, to może skończę tak szybko, że czytelnicy nie zdążą się zorientować, że to nie ma sensu”? Jednak przez to zakończenie sprawia wrażenie mocno niedopracowanego i pozostawia odbiorcę z jeszcze większą liczbą pytań. Szkoda, że tak zmarnowano potencjał tej historii.


Rozczarowuje też wydanie. Była to pierwsza z książek z serii Artefakty, po jaką sięgnęłam. Niestety, dobrze prezentuje się tylko z wierzchu – klimatyczna grafika na okładce o miłej w dotyku fakturze, ładnie stylizowane inicjały autora… a w środku? W środku mamy bezszeryfową czcionkę, która, jak powszechnie się przyjmuje, nadaje się do tekstów wyświetlanych na ekranach, publikacji internetowych czy banerów, ale na pewno nie do liczących kilkaset stron książek. Pismo wydaje się toporne, czytanie jest nieprzyjemne i dość męczące. Nie rozumiem skąd taka decyzja wydawnicza, ale niestety nie zachęciła mnie ona do sięgania po kolejne tomy. Na pewno przekłada się na „unikalność” całej serii: nie wiem jednak, czy jest to wyjątkowość, na której komukolwiek zależy.


Jednocześnie muszę przyznać, że nie żałuję czasu, jaki poświęciłam na lekturę. Wizja Miasta Ziemi jest czymś nowatorskim i unikalnym, a czytelnik przewraca kolejne strony, chcąc zrozumieć pełną sprzeczności logikę, która leży u podstaw tego imponującego świata. Niestety, sama książka sprawia wrażenie desperackiej próby ubrania tej wizji w słowa (bo przecież samym opisem miasta nikt się nie zainteresuje) – i to z marnym skutkiem. Jak widać, nawet najbardziej rewolucyjny pomysł w literaturze s-f nie zdoła zastąpić dobrej fabuły i ciekawie nakreślonych bohaterów…

  


Tytuł: Odwrócony świat
Autor: Christopher Priest
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 288

11 komentarzy:

  1. Sam nie jestem mistrzem w słowie pisanym, ale:
    1) "Odnoszę wrażenie, że autor miał pomysł..." eee... gdyby nie miał nie powstała by książka nie? Nikt nie stworzy czegoś jeśli nie będzie miał pomysłu więc to stwierdzenie wydaje się dość absurdalne.

    2) "Patent z uczynieniem głównym bohaterem chłopca, który dopiero wchodzi w dorosłe życie i dopiero poznaje system cechów oraz prawa rządzące miastem i jego otoczeniem, wydaje się trafiony:" - czy nie lepiej "Patent z uczynieniem chłopca głównym bohaterem, który..." ewentualnie "Patent z uczynieniem chłopca głównym bohaterem, chłopca który...", poza tym drugie "dopiero" jest zupełnie niepotrzebne, tak samo jak dwukropek na końcu.

    3) "Razem z nim się dziwi i nie ma przewagi wszechwiedzącego narratora." - "Dziwi się razem z nim i nie ma..." :)

    4) Akapit "Czytelnik ma trudniejsze zadanie..." wydaje mi się zupełnie niepotrzebny, ktoś kto nie miał styczności z książka i sięga po twoją recenzje by czegoś się o niej dowiedzieć nic z niego nie zrozumie bowiem rzucasz zbyt szczegółowymi przykładami.

    Co do czcionki to tak, jest dosyć hmm... można było dobrać lepszą, ta forma tekstu jest męcząca, ale nie aż tak by nie mieć przyjemności z lektury. Zdecydowanie są gorsze, choć w wypadku Artefaktów wypada to co najmniej średnio.

    Nie jest źle, pisz dalej a będzie coraz lepiej, powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagi :) Pozwól, że się trochę odniosę:

      1) Wiesz ile ja czytałam książek, za powstaniem których nie leżał żaden pomysł? ;)

      2) a. przyznaję się do niepotrzebnego "dopiero", skoryguję, kajam się! :)

      b. "Patent z uczynieniem chłopca głównym bohaterem, który..." - nie mogę się zgodzić; to "który poznaje..." jest zdaniem przydawkowym podrzędnym względem słowa "chłopiec", a nie względem "główny bohater", jak u Ciebie; w tym momencie nie możemy bezkarnie sobie zmienić szyku wyrazów, bo zmienia się sens (moim zdaniem w ogóle sens ginie, ale może to tylko moje odczucie);

      c. "Patent z uczynieniem chłopca głównym bohaterem, chłopca który..." - to jest niegramatyczne ;)

      3. Twoja wersja przesuwa całkowicie akcent, a tym samym zmienia sens wypowiedzi. Nie o to mi chodziło, a odwrócona konstrukcja jest celowa (i, zdaje się, dopuszczalna).

      4. Widzisz, mam nadzieję, że trafią tu też osoby chętne do dyskusji, które książkę znają. To są konkretne przykłady ostrych nielogiczności, których dopuścił się autor. Niestety, o tej książce "bez spoilerów się nie da", chyba że ma to być gadka o niczym :(

      Dzięki za wizytę, komentarz i - owszem, mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej :)

      Usuń
    2. 3) To może "Razem z nimi dziwi się"?

      4) W takim wypadku może warto zaznaczyć, że będzie się spoilerowało, żebyś potem nie była oskarżana o zniszczenie przyjemności z lektury ;)

      Kajam się, nawet w swoim komentarzu olałem przecinki, a Tobie zwracam uwagę na składnie ^^ Chyba za mało dziś snu zaliczyłem.

      Będzie lepiej, choć pewnie nie ominie Cię załamywanie rąk nad swoimi tekstami, jak zajrzysz do nich po kilku latach :)

      Usuń
    3. 4) Jest komentarz o spoilerach pod zdjęciem okładki :) Myślisz, że lepiej wstawiać gdzie indziej? Dopiero sobie to wszystko układam blogowo ;) 3) ma teraz więcej sensu ;)

      Usuń
  2. Cześć :) Nie jestem specem i sama pewnie nie piszę najlepiej, więc pewnie nie powinnam się wypowiadać, ale mam jedną uwagę po przeczytaniu Twojego tekstu. Zabrakło mi jakiegoś opisu fabuły, bo w sumie to nie wiem, o co w tej książce chodzi poza tym, że jest jakieś Miasto Ziemia, które sunie po torach :)

    Sama nic z Artefaktów jeszcze nie czytałam, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Zamierzałam zacząć z grubej rury i kupić "Hyperiona" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! :) Może faktycznie powinien być tu jakiś opis fabuły... ale bez ostrych spoilerów byłam w stanie napisać tylko, że jest sobie "Miasto Ziemia, przepychane z trudem po torach w drodze do Absolutu" ;) To jest naprawdę specyficzna książka.

      Hyperiona ogromnie polecam! Czytałam co prawda w innym wydaniu (a tym samym innym tłumaczeniu - teraz ciężko byłoby mi się przestawić na wersję Artefaktową), ale - to jest absolutne arcydzieło, nie powinnaś się rozczarować :)

      Usuń
    2. Rozumiem :) Być może sama w końcu sięgnę i po to, bo strasznie mnie ciągnie do tych Artefaktów.

      Właśnie wszyscy polecają i chwalą Hyperiona, dlatego zamierzałam zacząć od tej książki, tym bardziej, że absolutnie kupił mnie opis jej fabuły :)

      Usuń
    3. Może w takich sytuacjach wrzucaj po prostu opis z czwartej strony okładki? O ile nie jest jednym wielkim spoilerem albo nadużyciem, bo jak wiemy i takie się zdarzają.

      Tak, tak... Przeczytam Hyperiona. I obiecuję to wszystkim obecnym :D

      Usuń
    4. Właśnie jakby przyjrzeć się fabule "Hyperiona" to wydaje się ona kompletnie od czapy, jak próba gaszenia płonącego budynku spluwając na niego. Niemniej czytałem to tak dawno, że być może nie pamiętam dobrze jak się zawiązała fabuła, ale pomijając to, to jest po prostu mistrzostwo.

      Wiedźmo wszyscy to już wiedzą :)

      Oj tak tłumaczenie, to z Artefaktów jest chyba najbardziej wiernym oryginałowi, ale nie byłbym w stanie przestawić się z Chyżwara na Dzieżbę.

      Usuń
  3. Cześć!
    Czytałam jakiś czas temu "Odwrócony świat" i nawet mi się ta książka podobała, gdyż intrygowała samym pomysłem na miasto sunące po torach. Niestety, książka miała też wady. W sumie to mam trochę podobne spostrzeżenia do twoich - mało miejsca autor poświęcił bohaterom, a niektóre sceny były niezbyt logiczne. Ale i tak było ok. Z Artefaktów czytałam jeszcze "Na fali szoku" Brunnera, które gorąco polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Tak, to nie była jakaś zła lektura i zmarnowany czas - mam jedynie wrażenie, że autor nie zdołał wykorzystać potencjału. Zaraz obejrzę sobie tego Brunnera - nie spisuję jeszcze "Artefaktów" na straty :)

      Usuń