czwartek, 1 czerwca 2017

Pięć książek, które zrobiły ze mnie czytelnika


Korzystając z faktu, że mój blog powstał akurat w okolicy dnia dziecka, pomyślałam, że warto byłoby otworzyć go postem o książkach, od których wszystko się zaczęło. W końcu gdyby moi rodzice nie zaszczepili mi pasji czytelniczej już w najmłodszych latach, pewnie teraz ten blog w ogóle mi nie powstał…

Kolejność jest losowa, a niektóre pozycje potraktowane zbiorczo – takie małe oszustwo, bo pięć pojedynczych tytułów to stanowczo za mało!


Gry w Bibliotece | Ronja, córka zbójnika - Astrid Lindgren
1. dowolne powieści Astrid Lindgren

Akurat w moim osobistym rankingu prym wiodły „Dzieci z Bullerbyn” i „Ronja”, ale...
wśród dzieł Astrid można znaleźć wiele perełek (z mniej znanych polecam  przede wszystkim książkę „Rasmus, Pontus i pies Toker”). Co ciekawe, choć niektóre jej powieści skończyły już co najmniej 70 lat, nadal są zrozumiałe i atrakcyjne dla współczesnych dzieci, co wcale nie jest takie oczywiste w przypadku tak starych książek. Myślę, że ta „wieczna młodość” wynika z tematyki – bohaterami są zwykłe dzieci, które spędzają czas na zabawie i mają masę mniej lub bardziej głupich pomysłów: pod tym względem świat się wiele nie zmienił!


Gry w Bibliotece | Jeremiasz Kostka - Jenny Dale


2. seria Na ratunek – Jenny Dale

„Na ratunek” nie mogło nie sprawdzić się u wielbicielki psów, jaką byłam (i nadal jestem). Co ciekawe, choć po angielsku ukazało się ponad 40 części, u nas wydano tylko 7 – i to w losowej kolejności (dobrze że nie byłam tego świadoma mając jakieś 7 lat – czułabym się strasznie oszukana). Seria opowiadała o rodzinie prowadzącej schronisko i hotel dla psów; siłą tych niedużych książeczek był fakt, że naprawdę miały one fabułę (a z tego co widzę w wydawanych dziś książkach dla maluchów o psachi kotach często jej brakuje) – przewijały się wątki kryminalne, a czasem nawet ocierające się o zjawiska nadprzyrodzone (jak w przypadku mojego ulubionego „Jeremiasza Kostki” – widać moje skłonności do fantastyki pojawiały się już wtedy).



Gry w Bibliotece | Przygody młodych Bastablów

3. Przygody młodych Bastable’ów – Edith Nesbith

Tę serię pamiętam, jak się okazuje, najgorzej z opisywanych tu książek. Pamiętam do dziś imiona części rodzeństwa i pobieżny zarys fabuły, a także to, że czytelnik musiał sam zgadnąć, kto jest narratorem powieści (nie żeby było to bardzo ambitne zadanie). Mam jednak niejasne przeczucie, że mogła nie zestarzeć się tak ładnie, jak inne pozycje zebrane w tym zestawieniu. Mimo to nie mogło jej tu zabraknąć, bo w wieku 7–8 lat zaczytywałam się w przygodach rodzeństwa Bastable’ów co najmniej kilkanaście razy. Choć nieco obawiam się naszego „spotkania po latach”, to jednak myślę, że czas zafundować sobie powrót do dzieciństwa i zobaczyć, czy u Bastable’ów coś się zmieniło… może ten dzień dziecka będzie dobrą okazją?



Gry w Bibliotece | Sceny z życia smoków

4. Sceny z życia smoków – Beata Krupska

Konkretnie 15 scen, które tworzą świetnie ilustrowaną mikropowieść (miałam szczęscie posiadać wersję z ilustracjami Jacka Rupińskiego, które biją na głowę nową edycję i jej przesłodzone grafiki). Autorka stworzyła całą galerię absurdalnych postaci - mamy więc smoka bez imienia (bo nie miał na nie czasu), smoka z saksofonem (w którym mieszka łysy pies), żabę, której nikt nie lubi (bo kto lubiłby zielonego stwora z pryszczami na plecach i wyłupiastymi oczami), oraz krokodyla robiącego na drutach. Smoki noszą na szyi termosy z zupą ogórkową, jedzą muchomory, a do tego „są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi”. Piękne, nieprawdaż? Odnalazłam „Sceny z życia smoków” przy okazji przeprowadzki i odkryłam, że nagromadzenie absurdu i ironii nadal nie ma sobie równych. Polecam – nie tylko dzieciom.


Gry w Bibliotece | Martynka i jej mały świat - Gilbert Delahaye
5. Martynka i jej mały świat – Gilbert Delahaye
(il. Marcel Marlier)

Istnieją takie książki, w których treść jest drugorzędna – pierwsze skrzypce grają ilustracje. Seria książek o Martynce, z jej bogatymi, szczegółowymi grafikami bez wątpienia do takich należy. W dziecińswie wertowałam „Martynki” bezustannie, nawet wtedy, gdy opowiastki znałam już na pamięć. Same historie nie są zresztą szczególnie porywające, określiłabym je jako „przyjemne” – narracja jest spokojna, pełna ciepła, chwilami nieco dydaktyczna (ale z umiarem!). Za to na pewno oprawa wizualna zachwyca do dziś.







Jakie książki Waszego dzieciństwa wspominacie najczęściej? Udało im się przetrwać próbę czasu?
A może zdarza Wam się nadal podczytywać jakieś książki dla młodszej grupy docelowej? Ja czasem lubię sięgnąć po jakieś młodzieżowe czy dziecięce nowości wydawnicze. Zestawienie moich 5 największych odkryć możecie obejrzeć tutaj :)

8 komentarzy:

  1. Z książek, które sama czytałam, najbardziej wspominam Przygody Mikołajka, humor tej serii niesamowicie przypadł mi do gustu. Pamiętam też, że katowałam moją mamę czytaniem mi na dobranoc Plastusiowego Pamiętnika... :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mikołajek znalazł się w moim dzisiejszym zestawieniu - 5 książek, które powinnam przeczytać jako dziecko, ale mi się nie udało. Do dziś go bardzo lubię i kupowałam swego czasu wszystkim dzieciakom w rodzinie. :D
      I też lubiłam Plastusiowy Pamiętnik - a z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że to raczej dość przeciętna książka ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam powieści Astrid Lindgren. Najbardziej przypadły mi do gustu "Dzieci z Bullerbyn" i "Bracia Lwie Serce". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Braci Lwie Serce" przeczytałam dopiero jako nastolatka, wcześniej jakoś nie wpadła mi ta książka w ręce. Mimo to uważam, że jest jedną z lepszych powieści Lindgren - przepiękna :) A "Dzieci z Bullerbyn" katowałam swego czasu w kółko - kończyłam i zaczynałam od nowa... Jakieś 20 lat temu, oczywiście ;)

      Usuń
  3. Ja tak często pojawiałam się w bibliotece, że niestety nie zapamiętałam tytułów, które się przewijały. Definitywnie czytelnika zrobiła ze mnie moja mama.
    Pozdrawiam,
    Ola z pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też mama miała największy wpływ, choć generalnie zaczytana była cała rodzina, z tatą, starszym bratem i babcią włącznie. Jakieś predyspozycje genetyczne chyba ;)

      Usuń
  4. Zazdroszczę każdemu, kto może pochwalić się takimi książkami, jakie zaszczepiły w nim miłość do książek od najmłodszych lat. Chyba nigdy nie przestanę żałować, że w czasach szkolnych nie lubiłam czytać. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że najważniejsze, że w końcu odkryłaś świat literatury i znalazłaś w nim coś dla siebie. Zawsze mogłaś tkwić nadal w nieświadomości :) zyczę wielu wspaniałych lektur!

      Usuń