niedziela, 23 lipca 2017

„K2” - podbijamy ośmiotysięcznik!



Chrzęst raków wgryzających się w lód. Zmęczona ręka wbijająca czekan w śnieżną ścianę. Ciężki oddech, gdy z wysiłkiem podrywasz ciało, by znów przesunąć się o pół metra w górę. Jeszcze tylko 100... 50 metrów dzieli Cię od szczytu K2, jednego z najtrudniejszych ośmiotysięczników. Stojąc w oślepiającym słońcu patrzysz w dół, gdzie czeka na Ciebie namiot. Jednak by do niego dotrzeć musisz przejść przez szalejącą na najtrudniejszym odcinku śnieżycę. Czy dasz radę?
(wyd. Rebel)

Choć jestem raczej istotą ciepłolubną, to jednak tematyka wspinaczki w K2 wydawała mi się fascynująca, zwłaszcza że mechanika świetnie pasowała do tematu, co sobie cenię. Podobały mi się zmienne czynniki pogodowe i surowa oprawa wizualna. Do tego polski autor! W końcu udało się i w moje ręce wpadł kompletny zestaw – K2 wraz z Broad Peak i Lawiną. Jak najszybciej usiedliśmy do planszy.


Rozgrywka

Plansza letnia ze wszystkimi elementami
(Źródło: REBEL)
Od razu pojawił się pierwszy problem – instrukcja jest słaba (miałam wydanie pierwsze – być może potem coś się zmieniło?). Pomijając już błędy stylistyczne i językowe, po prostu wielu rzeczy nie wyjaśniała, lub robiła to w taki sposób, że czuliśmy się bodaj bardziej zagubieni. Przy tak prostej grze i tak krótkiej instrukcji jest to spory wyczyn. Dopiero po konsultacji z internetowymi FAQ uznaliśmy, że jesteśmy gotowi na pierwszą partię.

Mechanicznie gra jest bardzo prosta – każdy z graczy dysponuje identycznym zestawem kart, z których na początku dociąga sześć, a potem w każdej turze zagrywa trzy i uzupełnia „rękę” do sześciu. Karty mają na sobie punkty ruchu (zielone) lub aklimatyzacji, która potrzebna jest do przetrwania w zimowym piekle (niebieskie). Podjęcie decyzji o wyborze kart na dany ruch nie jest proste, zwłaszcza że gracz, który najszybciej ruszy w górę, będzie wystawiony na większe niebezpieczeństwo (losowo dociągane żetony ryzyka) – wiadomo, pośpiech w ekstremalnych warunkach nie popłaca.

Plansza zimowa
(Źródło: REBEL)
Następnie rozpatrujemy warunki pogodowe – zależnie od wysokości, na jakiej znajduje się nasz wspinacz, zła pogoda może mieć negatywny wpływ na jego aklimatyzację. I choć wydaje się to proste, to jednak kart jest wciąż za mało i trzeba nieźle kombinować, uwzględniając prognozy pogody na najbliższe dni. Dodatkowo może nam się trafić uszkodzona butla tlenowa (karta aklimatyzacji o wartości 0 – geniusz zła autora :)), która niepotrzebnie blokuje nam rękę…

W grze można skalować poziom trudności. Plansza jest dwustronna: mamy dwie pory roku (lato i zima), a także dwa zestawy kafelków pogody (letniej i zimowej), co w efekcie pozwala na stworzenie czterech poziomów trudności. Dzięki zmiennej pogodzie i losowości w dociągu kart gra oferuje sporą regrywalność i nie powinna się szybko znudzić. Jeśli dodać do tego dwa warianty zdobywania Broad Peak w dodatku, mamy tytuł nie do zdarcia przez wiele partii.

Wrażenia

Przykładowe karty
(Źródło: REBEL)
Sama rozgrywka w K2 jest bardzo klimatyczna, a przez to bardzo angażująca: satysfakcja z utrzymania obu alpinistów przy życiu do ostatniego dnia wyprawy jest ogromna! I właśnie dla tej satysfakcji gra wracała na stół: to, kto zwycięży, wydaje się w tym przypadku drugorzędne, zwłaszcza że w grze nie ma zbyt wiele interakcji – co najwyżej ktoś może nam zablokować pola pod szczytem, ale nie zdarzało nam się to zbyt często.

Po tym opisie można odnieść wrażenie, że K2 to równoległy pasjans. I nie będzie to dalekie od prawdy, ale jest to pasjans z wyczuwalnym klimatem, więc w grze nie brakuje emocji: mamy konkretnego alpinistę, który umiera. Tak, umiera – to już nie jest kwestia straty punktów, ale naszego dzielnego wspinacza! Zwłaszcza przy pierwszych partiach było mi absolutnie wszystko jedno, jak wysoko wspiął się mój oponent; najważniejsze, żeby moim alpinistom nic się nie stało.
Żetony ryzyka 
(Źródło: REBEL)

Wizualnie gra spełnia oczekiwania – grafiki są ładne i bardzo klimatyczne. Pomyślałabym jedynie nad innym rozwiązaniem graficznym na oznaczenie wysokości na kaflach pogody – w obecnej formie są nieco nieczytelne. Również karty mogłyby być nieco lepszej jakości – koszulki okazały się niezbędne.



Tryb solo

Ta niezależność poszczególnych graczy sprawia, że K2 ma bardzo sprawnie działający tryb solo, pozwalający rozegrać partię w krótkim czasie, gdy nie ma czasu na większe tytuły. Nie ciułamy punktów jak w większości solowych gier euro, tylko dążymy do podbicia szczytu i… przetrwania. Rozegrałam w K2 kilkanaście rozgrywek w tym trybie, w różnych wariantach, i zawsze były to satysfakcjonujące zmagania (również obsługa gry szła dużo sprawniej i niejako automatycznie, gdy nie trzeba było pomagać innym graczom - ale o tym za chwilę).

Powiało chłodem

Niestety, z każdą kolejną rozgrywką w K2 moje uczucia stawały się coraz chłodniejsze. Mam wątpliwości co do tego, dla kogo przeznaczona jest ta gra. Z jednej strony może służyć jako gateway, czyli idealny tytuł dla nowicjuszy – jeśli chcemy pokazać, że planszówka nie musi opierać się na mechanice typu „rzuć kostką i zobacz, czy tym razem też masz pecha”, to K2 się do tego nadaje.

Przykładowe kafle pogody  (tu: Lawina)
(Źródło: REBEL)
Jednak pomiędzy turami jest sporo rzeczy, o które trzeba zadbać, a z tym początkujący gracze mają już problem (albo ja trafiam wyłącznie na takich). Trzeba pamiętać o przesuwaniu znacznika dni, rozpatrywanie pogody wcale nie jest intuicyjne (zwłaszcza że kafle pogody są mało czytelne), do tego trzeba pilnować, czy na danym polu jest dopuszczalna liczba wspinaczy. Są to niewielkie działania, jednak naprawdę łatwo je pominąć, gdy nasza frustracja rośnie odwrotnie proporcjonalnie do poziomu aklimatyzacji naszych wspinaczy.

W związku z tym, grając z początkującymi zawsze musiałam sama pilnować wszystkich elementów: przesuwać znacznik dni i pogody, rozliczać wpływ warunków atmosferycznych na tory aklimatyzacji graczy, a czasem nawet pomagać w liczeniu punktów ruchu (zwłaszcza gdy w grę wchodziło też rozliczanie ryzyka).  Z dodatkami robiło się jeszcze gorzej, bo jak uzasadnić rozpatrywanie lawiny od dołu? Jak upilnować proces zasypywania się jam śnieżnych w czasie wspinaczki na Broad Peak, skoro nic nam o tym nie przypomina?

Dlatego uważam, że choć dzięki prostej mechanice w K2 zagra nawet początkujacy, to do poprawnej gry potrzebne jest czujne oko kogoś, kto już wie, na co należy „patrzeć”. Niestety, ta osoba może szybko zmęczyć się grą przy nieogarniętych nowicjuszach: im więcej nowych graczy mi towarzyszyło, tym bardziej frustrująca stawała się dla mnie gra. Pilnując i kalkulując dla czterech innych osób, przestawałam skupiać się na swoich alpinistach.

W efekcie, po wielu satysfakcjonujących rozgrywkach, K2 zostało zdetronizowane – najpierw jako gateway (przez bardziej intuicyjne Teby, Takenoko, a przede wszystkim Wsiąść do pociągu), a potem jako tytuł do gry solo (przez Lewisa i Clarka, grę oferującą podobne wrażenia wyścigu – i to bez wyrzutów sumienia z powodu uśmiercania alpinistów!). Ostatecznie gra opuściła moją kolekcję, wymieniona na inny tytuł. 

Wierzę jednak, że dla wielu graczy K2 może okazać się strzałem w dziesiątkę; warto jednak zdawać sobie sprawę z faktu, że ilość detali, o których należy pamiętać, czyni tę grę trudniejszą od wspomnianych wyżej tytułów familijnych i może wpłynąć na płynność rozgrywki, tak jak miało to miejsce w naszym przypadku.



Plusy:
Dodatkowe mapy w Broad Peak
(Źródło: REBEL)
+ prosta, bardzo elegancka mechanika;
+ możliwość skalowania trudności (mapa letnia/zimowa + kafle pogody);
+ dobre skalowanie pod względem liczby graczy (choć, uwaga: na 2/3 osoby polecam K2, na 4-5 bardziej planszę z Broad Peak);
+ dobry tryb solo;
+ ładna oprawa wizualna;
+ spora regrywalność.

Minusy:
- dużo drobnych elementów, o których trzeba pamiętać między turami (przytłaczają nowicjuszy);
- nieczytelne kafle pogody (oznaczenia wysokości);
- specyficzna grupa docelowa.




Autor: Adam Kałuża 
Ilustracje: Jarek Nocoń
Wydawca: Rebel
Czas gry: zależny od liczby graczy, 30-60 minut (solo ~20)
Liczba graczy: 1-5 


11 komentarzy:

  1. Muszę się zgodzić - za dużo pierdół jak na tak lekki tytuł ;) Gdyby to była nie wiadomo jaka wielka rozgrywka, to pewnie, by się wybaczyło nawet więcej, ale tutaj to zniechęca. Takie same wrażenia miałem po Jaskini tego samego autora. Najbardziej przystępny okazał się Mount Everest, ale koniec końców go nie kupiłem, tylko zagrałem na imprezie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie, bez jaj, to w co wy gracie jak dla was to jest za trudne? W Chinczyka? Przecież to jest banalna gierka.

      Usuń
    2. W co gram? Najchętniej w Dominant Species, ale jak towarzystwo nie jest w nastroju do walki to Great Western Trail też przeżyję :P A samemu najlepiej w Robinsona. A kolega?
      Generalnie rzadko gram w lekkie gry, ale lekkie gry powinny być lekkie jak samo określenie wskazuje, i nie mieć napakowanych drobiazgów, które przytłaczają newbies. Po wytłumaczeniu powinno się samo toczyć, a nie przytłaczać i wymagać pilnowania.

      Usuń
    3. Cóż, ja akurat w Dominant Species nie grywam (choć bym nie pogardziła), ale Lewis i Clark czy Tzolkin jakoś nas nie przerosły, podobnie jak inne tytuły z tej półki - a są dużo bardziej złożone od K2.

      Po prostu tu jest tego dużo jak na tak lekki familijny tytuł.

      Rozwiązaniem zawsze może być granie na BGA, tam system za nas wszystko policzy i też jest fajnie, nie trzeba nad nikim stać i wyjaśniać ;) ale jednak co plansza to plansza.

      Usuń
  2. A ja nie lubię tej gry, wynudziła mnie i nie czuliśmy tych emocji o których piszesz :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja emocje czułam od pierwszej do ostatniej rozgrywki :)

      Usuń
  3. To raczej nie jest gierka dla mnie. Wolę gry w stylu "5 sekund" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, czyli bardziej imprezowe ;) kiedyś poświęcę im również wpis na blogu. Ja stawiam na coś co działa na 2 osoby, bo tak bardzo często gramy - niestety imprezowki się raczej nie sprawdzają, choć mamy kilka ulubionych na spotkania w większym gronie. Ale 5 sekund akurat mnie stresowało tą klepsydrą :D

      Usuń
  4. Miałem podobnie, ale szybciej odpuscilem, sprzedałem chyba po 10 grach. Po pierwszej rozgrywce był zachwyt a potem zaczela mnie wkurzac obsluga rozgrywki, która zajmowala bodaj ze więcej niż same akcje graczy. Strasznie upierdliwe. I nie pomagal fakt tego campowania pod szczytem i blokowania, to nie jest uzasadnione tematycznie, a rodziło tylko frustracje. Nie probowalem dodatku ale widze, ze wiele to on nie zmienil w tych kwestiach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, dobrze, że nie tylko ja miałam takie wrazenie :)

      Dodatek rozwiązuje problem blokowania się pod szczytem i dlatego uważam go za lepsze rozwiązanie dla gier na 4-5 graczy. Pod tym względem się sprawdza. Natomiast to, co nazywasz "upierdliwością" obsługi gry, pozostaje niezmienione :)

      Usuń
  5. Dla mnie K2 okazało się bardzo nudnym tytułem. Za mało się dzieję. Po 2 rozgrywkach na 4 os miałem dość. Nuda bo przez całą grę wykonujesz praktycznie tą samą akcję wspinania się lub schodzenia (wiem wiem jest też stawianie namiotu). Jak dla mnie jest to zbyt mało, stąd uważam że regrywalnosc tego tytułu jest słaba z powodu monotonnej mechaniki. Jeśli chodzi o dodatek to nie grałem ale dla mnie ciasnota na podstawowej planszy była zaletą bo jedyne emocje w tej grze to właśnie uśmiercanie alpinistów, blokowanie innych.

    OdpowiedzUsuń