czwartek, 15 czerwca 2017

Hodujemy pandy w „Takenoko” - recenzja gry


Takenoko (jak głosi instrukcja, po japońsku jest to „pęd bambusa”) zabiera nas do ogrodów japońskiego cesarza, w którym utrudzony ogrodnik próbuje ochronić plantację bambusa przed żarłoczną pandą. Tematyka jest sympatyczna, a wykonanie bardzo klimatyczne – doceniam je nawet ja, choć nigdy nie byłam szczególną wielbicielką klimatów japońskich.

Zresztą Takenoko ma moc ujmowania za serce wszystkich, którzy siadają do planszy (zresztą słowo „plansza”, jak zaraz się okaże, wcale nie jest trafne w tym przypadku). Zachwycają nieskomplikowane zasady, urocze figurki i pnące się ku górze kolorowe bambusy. Wykonanie i tematyka przekonują zarówno osoby niegrające, jak i bardziej zaawansowanych graczy – nikt nigdy nie odmawia partyjki „w pandę”. A jak działa?

Trudny los ogrodnika

Planszetka gracza z dostępnymi akcjami,
kość pogody i żetony pandziątek z dodatku
Instrukcja do Takenoko została stworzona w formie komiksu. Ten pomysł, choć graficznie bez zarzutu, niekoniecznie przyczynia się do czytelności samych zasad. Na szczęście są one proste, a ewentualne wątpliwości rozwiewa jeszcze dobrze pomyślana planszetka gracza. Każdy może wykonać w turze dwie różne akcje (i tyle ma znaczników) – wziąć i dołożyć kafelek ogrodu, przestawić pandę i zjeść pęd bambusa, wysłać ogrodnika żeby pomógł bambusowi we wzroście, wziąć kanał nawadniający albo dobrać nową kartę celu. Oprócz tego dysponujemy kością pogody, która może pozwolić na dodatkowe działania.

Takenoko to prosta gra kafelkowa, w której sami tworzymy przestrzeń rozgrywki, w miarę postępu gry układając planszę z losowanych płytek z polami. Kluczowym elementem rozgrywki są ukryte cele gracza, należące do jednej z trzech kategorii: celów pól (konkretne kombinacje kolorystyczne kafli ogrodu, które musimy osiągnąć), pandy (pożarte fragmenty bambusów w różnych kolorach) oraz ogrodnika (określona liczba bambusów o danej wysokości). Karty te wyznaczają graczom zadania na daną rozgrywkę.

Ponieważ cele trzymamy w tajemnicy, to interakcja w grze jest raczej pośrednia, choć potrafi nieźle popsuć plany – zwłaszcza jeśli Twój ogrodnik ma wyhodować różowego (najrzadszego) bambusa o maksymalnej wysokości, a wszyscy wkoło jak na złość mają cele pandy wymagające różowych pędow i wysyłają szkodnika, żeby obżarł Twoją plantację.

Na celowe zagrania typu „ha, chyba potrzebujesz tego żółtego bambusa, więc wyślę tam pandę i Ci go zeżrę” raczej nie ma miejsca, bo Takenoko to także wyścig – pierwsza osoba, która wyłoży zrealizowany ostatni cel (9 w rozgrywce na 2 graczy, 8 na 3, 7 na czterech) dostaje 2 punkty bonusu od cesarza i rozpoczyna ostatnią rundę rozgrywki, więc gracze skupiają się raczej na realizowaniu własnych celów. Nie oznacza to jednak automatycznie wygranej: łatwe do zrealizowania cele są warte 2 punkty, a te najbardziej złożone – nawet 7, więc kilka mocnych celów może przebić całą kolekcję tych nisko punktowanych.


Zrealizowane przykładowe cele: ogrodnika, pandy i pól

Wykonanie

Figurki pana pandy i ogrodnika są ładne i wystarczająco szczegółowe (a jeśli kupimy dodatek, to dorobimy się jeszcze pani pandy – w różowej sukience, oraz pandziątek na żetonach), a karty raczej porządne (u mnie trafiły w koszulki tylko ze względu na różnice między podstawką a dodatkiem). Kafle są duże i ładne, ze zróżnicowanymi grafikami. Są one niestety dość cienkie, jednak mimo wielu rozgrywek nie widzę, aby działo się z nimi coś złego – może więc są bardziej solidne niż mogłoby się wydawać. Oprócz tego dostajemy też drewniane bambusy (żółte, zielone… i różowe), których człony nie zawsze chcą do siebie pasować, jednak nie stanowi to wielkiego problemu, gdyż na ogół wystarczy wymienić dany kawałek na inny.

W kwestii wykonania mam zastrzeżenia tylko do wypraski, która jest całkowicie nieprzemyślana. Niby mamy miejsce na wszystko, ale jeśli chcemy włożyć dodatek, to już nam się to nie uda. Zresztą bez dodatku też nie jest łatwo – jeśli zakoszulkujemy karty, to nie zmieszczą się w dedykowanej dla nich wnęce. Ze względu na brak planszy, która dociskałaby wszystkie elementy, odpada też trzymanie pudełka pionowo – ja tak robię, ale ze świadomością, że po otwarciu zastanę totalny bałagan.

Chibis

Pani i Pan Panda.
Do mojej kolekcji Takenoko trafiło razem z dodatkiem Chibis. Rozszerzenie wprowadza do gry Panią Pandę, która co prawda nie pomoże nam w konsumpcji bambusów, ale może sprowadzić na świat pandziątka (niestety, te już wyłącznie w formie żetonów), które dają 2 punkty na koniec gry lub mogą zostać wykorzystane do podjęcia dodatkowych akcji. Oprócz tego otrzymujemy 18 nowych kart celów (znacznie trudniejszych w realizacji, typu 7 żółtych bambusów o wysokości 2 lub wyższych) oraz 6 specjalnych kafli ogrodu (wprowadzających np. chatkę ogrodnika czy święte wzgórza).

W mojej opinii Chibis jest miłym urozmaiceniem, ale absolutnie nie jest niezbędny. Jest to dodatek typu „więcej tego samego”, więc nie ma co spodziewać się jakichś wielkich zmian w mechanice. Owszem, Pani Panda jest świetna, pandziątka słodkie, ale do wprowadzania nowych graczy wykorzystuję wyłącznie ten moduł; dodatkowe kafle ogrodu i cele wprowadzają chaos i zbyt wiele wyjątków jak na tak lekki tytuł.


Wrażenia ogólne

Takenoko jest grą bardzo sprawną mechanicznie – wszystko ładnie się tu zazębia, a działania są bardzo intuicyjne. Charakter rozgrywki bardzo zależy od podejścia graczy – gdy gram z mężem, przewagę dają zwykle cele ogrodu, a na koniec gry zbudowana przez nas „plansza” wykorzystuje niemal wszystkie kafle. Tymczasem w grze z przyjaciółką i jej mamą taka strategia to murowana przegrana, bo wszyscy idą w cele pandy czy hodowlę bambusów. Dzięki losowemu dobieraniu kart celów i tej zmienności dróg do wygranej Takenoko nie nudzi się szybko.

Ze względu na zmienną liczbę celów do zrealizowania, gra dobrze się skaluje, choć w każdym wariancie liczbowym oferuje inne wrażenia. Na dwie osoby jest bardziej strategicznie, a z każdym dodatkowym graczem wzrasta losowość: sytuacja w ogrodzie między naszymi turami zmienia się tak dynamicznie, że nie ma szansy na realizację jakichś długofalowych planów.

Polecam „pandy” jako grę dla wszystkich, którzy lubią lekką, taktyczną rozgrywkę. Myślę, że powinna sprawdzić się też w grze z dziećmi, choć osobiście nie miałam okazji tak jej testować.

Plusy:
+ łatwe do wytłumaczenia zasady;
+ wykonanie;
+ pandy!

Minusy:
- spora losowość przy dużej liczbie graczy;
- pudełko i wypraska.

Autor: Antoine Bauza
Ilustracje: Nicolas Fructus, Picksel, Yuio
Wydawca: Rebel
Czas gry: 45 minut przy pełnej liczbie graczy
(partia dwuosobowa to jakieś 20 minut)
Liczba graczy: teoretycznie 2-4, moim zdaniem 2-5 
(na 5 osób nie jest bardziej losowo niż przy 4, nie potrzeba też dodatkowych komponentów, poza ewentualną planszetką gracza, która jednak nie jest niezbędna dla graczy znających zasady).

6 komentarzy:

  1. To jedna z trzech gier jakie posiadam w swojej mikrokolekcji. I na pewno się nie pozbędę bo można w nie zagrać dosłownie z każdym! Raczej nie mam czasu na nie wiem jakie długi rozgrywki, bo mamy małe dziecko, więc takie tytuły są mile widziane, w Takenoko zamykamy się w 30 minut. Nie posiadam niestety dodatku, muszę jeszcze więcej poczytać na ten temat, bo własnie nie jestem pewna, czy jest aż taki niezbędny. Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem dodatek nie jest niezbędny - dodaje dodatkowe opcje, ale nie są to zmiany przełomowe. Za to niektóre karty celów są... przegięte - grając z dodatkiem, nie lubię sięgać np. po cele pól, bo są bardzo trudne w realizacji (wymagają uwzględnienia w "kompozycji" kafelka z wizerunkiem pani pandy - nie ma ich dużo). Generalnie gra budzi u nas praktycznie takie same wrażenia zarówno grana z dodatkiem, jak i bez.

      Jakie są pozostałe 2 gry w Twojej kolekcji? :)

      Usuń
    2. Oprócz Takenoko mamy Quadropolis i Wsiąść do pociągu: Europa :) Pozdrawiam, Kasia

      Usuń
    3. Niestety nie znam Quadropolis (poza gameplayami z youtube), ale zestaw bardzo fajny pod granie familijne :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. uwielbiam grać ze starszą córką, a takie pandy to świetny pomysł na prezent

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Pandy się sprawdzają :) a granie rodzinne to bardzo fajny sposób na spędzanie czasu, prawda? Cieszę się, że wiele osób podziela to zdanie :)

      Usuń