niedziela, 18 czerwca 2017

„Blue Moon City” - recenzja gry

Mroczny Wiek dobiegł końca. […] Gorzkie podziały, które rozdarły ludy Blue Moon zaczynają się zasklepiać. Nastał czas harmonii i nadziei. Niestety, miasto Blue Moon City nadal spoczywa w ruinie i tylko niewyraźny zarys fundamentów przebijających się przez gruzy wskazuje na wielkość, jaką szczyciło się przed swoim upadkiem…
(wyd. Galakta)

Tymi słowami w realia gry wprowadza nas instrukcja polskiego wydania: naszym zadaniem jest odbudowanie zniszczonego po wojnie Blue Moon City. Jest to kolejna po Takenoko gra kafelkowa, jaką omawiam na tym blogu, jednak tu mechanika jest zupełnie inna – nie układamy kafli w miarę trwania rozgrywki, tylko budujemy z nich miasto na początku. Ponieważ rozkład płytek jest losowy, a w kwestii kształtu czy skomplikowania miasta ogranicza nas tylko wyobraźnia (można stworzyć np. wyspę, na którą będzie można dostać się tylko za pomocą specjalnej karty teleportacji), każda rozgrywka w Blue Moon City jest inna.

Wykonanie gry jest na bardzo wysokim poziomie. Ilustracje utrzymane są w specyficznym klimacie (ciężko mi porównać ten styl do jakiejkolwiek innej gry) i doskonale wpasowują się w tematykę. Ilustratorzy mieli zresztą pole do popisu: każda płytka jest dwustronna i przedstawia budynek przed i po odbudowie, a do tego na poszczególnych kartach możemy podziwiać przedstawicieli jednej z 8 ras  każda z 80 kart ma inną grafikę! Kafle są grube i mimo że moją grę kupiłam z drugiej ręki, a potem grałam wielokrotnie, to nie dzieje się z nimi nic złego. Oprócz tego w grze pojawiają się żetony kryształów oraz smoczych łusek, a także, co najważniejsze – same smoki.


Te smoki pochodzą akurat z wersji karcianej

Budujemy na wyścigi

Fioletowy buduje...
Przystępujemy więc do odbudowy miasta Blue Moon. Każdy budynek posiada od dwóch do czterech kolorowych pól z numerami, przy czym poszczególne pola odpowiadają odrębnym elementom budynku. Możemy odbudować cały budynek za jednym razem, albo robić to stopniowo – jednak wtedy ktoś może wykończyć budowlę za nas i zdobyć prawo do udziału w zyskach.

Aby rozpocząć odbudowę, gracz musi udać się na płytkę danego budynku i zagrać ze swojej ręki odpowiednią liczbę kart o łącznej wartości surowców równej lub większej od tej wskazanej na danym polu. Odbudowany fragment oznacza się jednym z sześciennych znaczników w swoim kolorze. Po zakończeniu odbudowy przyznawane są bonusy w zależności od udziału graczy w odbudowie; rodzaj bonusów wskazuje płytka budynku, a także wszystkie budynki w sąsiedztwie. 

Fragment miasta przed i po odbudowie

Karty, które gracze gromadzą, reprezentują osiem ras, zamieszkujących świat Blue Moon. Każda rasa ma określony kolor, który może nam się przydać przy odbudowywaniu budynków, oraz zdolności specjalne; karty można więc wykorzystywać na różne sposoby, co wymaga sporo kombinowania.

Po lewej: Wszystkie 8 ras, po prawej: wszyscy Flitowie

Tura gracza przebiega w trzech fazach:
- faza ruchu - gracz przesuwa swój pionek o maksymalnie 2 płytki w górę, w dół lub na boki (nie po przekątnej);
- faza budowy - gracz odbudowuje jeden lub więcej fragmentów budynku, na którym zakończył swój ruch;
   LUB
- faza składania ofiary – gdy gracz wyląduje na płytce obelisku, może złożyć ofiarę, używając odpowiedniej liczby kryształów;
- faza odrzucania i dobierania kart - na zakończenie tury gracz może (lecz nie musi) odrzucić maksymalnie dwie karty z ręki, a następnie dobrać z talii tyle kart, ile odrzucił, plus dwie.

Oprócz tego gracz może w swojej turze wykorzystać moc posiadanych kart (pozwalają one na przemieszczanie smoków, dodatkowy ruch pionka, zmieniają kolor zagrywanych kart lub pozwalają na złożenie dodatkowej ofiary).

Jednak głównym celem Blue Moon City jest wyścig. Choć można mieć wrażenie, że sercem gry pozostaje odbudowa miasta, to jednak wszelkie podejmowane przez graczy działania przynoszą owoce dopiero w czasie składania ofiar na obelisku. Wygrywa bowiem osoba, która pierwsza złoży daną liczbę ofiar (6 przy grze w dwie osoby, 5 w trzy, 4 przy czterech graczach). Oprócz tego wrażenie wyścigu jest również przy samej odbudowie, a także przy walce o smocze łuski, których jest ograniczona liczba, a które można później wymienić na cenne kryształy. Dzięki temu wszechobecnemu pościgowi gra jest bardzo dynamiczna, a tury graczy trwają krótko. Kilka razy spotkałam się z zarzutem paraliżu decyzyjnego w tej grze, ale testowałam ją w kilku różnych grupach i nie zauważyłam tego problemu.

Wrażenia

Trzeba przyznać, że twórcy bardzo starali się zrobić grę „z klimatem”. Każdy z budynków jest szczegółowo opisany w instrukcji, przedstawiona jest jego historia i rola w mieście przed upadkiem. Również każdej rasie przypisano określone cechy, a poszczególne karty mają fantastyczne ilustracje. Niestety, mimo to klimatu w rozgrywce raczej nie czuć – nie znam nikogo, kto wczytałby się w historię budynków, a w kartach ras przeważnie interesuje nas wyłącznie górny pasek, pokazujący kolor, wartość i funkcję specjalną. Z czasem przestajemy nawet patrzeć na piękne ilustracje. Trochę ratują to wszystko figurki smoków, ale nie ma się co oszukiwać: nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś „wysyłał czterech Mimixów i dwóch Aquan, aby odbudowali Miejską Rezydencję Władczyni Duchów”. Wręcz przeciwnie: bierzemy „te brązowe karty, co działają jak joker, i tę jedną niebieską”, żeby odbudować „to coś, co daje dwa kryształy”.

Nie zabija to jednak przyjemności z rozgrywki. Wręcz przeciwnie, satysfakcja z odbudowywania miasta – w miarę odwracania płytek pojawia się ono przed nami w pełnej krasie – jest spora, a niezbędny pośpiech sprawia, że każda gra jest emocjonująca. Jest to podobne wrażenie jak w przypadku rozbudowywania tras we Wsiąść do Pociągu (gry te w ogóle wywierają podobne wrażenie i sprawdzają się w podobnych grupach, zwłaszcza że w części opierają się na podobnej mechanice „set collection”, czyli zbierania zestawów kart).

Z czystym sumieniem polecam Blue Moon City do rozgrywek w gronie graczy, którzy cenią sobie tytuły mechanicznie proste, ale ze sporą dawką kombinowania. Niestety, gra obecnie jest niedostępna, choć od czasu do czasu pojawia się na portalach aukcyjnych czy forach w bardzo dobrej cenie. Jeśli gdzieś zauważycie – nie ma się co zastanawiać.


Plusy:
+ dobre skalowanie na 2-3-4 osoby;
+ duża regrywalność ze względu na modularną planszę;
+ rewelacyjna oprawa wizualna;
+ duża dynamika gry.

Minusy:
- niewielka bezpośrednia interakcja (choć gdy ktoś wykończy budynek, który przed chwilą zacząłeś, i sprzątnie Ci sprzed nosa główny bonus – nierzadko celowo – to nie będziesz skłonny zgodzić się z tą opinią);
- gigantyczne pudełko (wymiar to standardowe 30x30 cm, ale zawartość wypełnia w najlepszym razie połowę...);
- niedostępna na rynku pierwotnym.

Autor: Reiner Knizia
Ilustracje: Daren Bader, Scott Fischer i inni
Wydawca: Galakta
Czas gry: ~60 minut
Liczba graczy: 2-4

8 komentarzy:

  1. Moim zdaniem wcale się nie skaluje tak dobrze, jak piszesz. Nie lubię w to grać w dwie osoby, brakuje tego "zewnetrznego" elementu, czegoś, co każe się dostosować do strategii. Na 3 jest lepsze, na 4 nawet jeszcze lepsze.

    Ale gra jest fajna i muszę ją sięgnąć z szafy, bo chyba o niej zapomnieliśmy na jakiś czas :) dzięki za przypomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Grałam w BMC w każdym wariancie osobowym, najwięcej w 2 osoby. Jest wtedy dużo bardziej strategiczna - owszem, może brak dodatkowych osób sprawia, że masz wiekszą szansę na realizację swoich planów, ale czy to jest wada? Przeciwnik nadal będzie Cię pilnował (pewnie nawet bardziej, bo przynajmniej czuje, że ma faktyczny wpływ na przebieg gry). Zamiast losowości dostajesz bardziej przemyślaną, ukierunkowaną interakcję. Dla mnie to plus.

      Obecnie najwięcej partii mam rozegranych własnie w 2 osoby i nie mogę narzekać, nie wiem zresztą, czy na swój sposób nie jest to mój ulubiony wariant.

      Usuń
  2. Jaki cudny koteł *.*
    Gry uwielbiam, więc i tą nie pogardzę, zwłaszcza, że wydaje się inna od wszystkich w jakie do tej pory grałam. Do tego to śliczne pudełko na pewno będzie cudnie wyglądac na półce :D Jesli będe miała zastrzyg gotówki i najdzie mnie ochota to na pewno ją sobie kupię :)
    Jesteś pierwszym blogiem od dawna który pisze recenzje gier <3
    Obserwuję :)
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Blue Moon City się wyróżnia na tle innych gier, mogłoby się sprawdzić. Ale nastaw się na polowanie, bo tytuł nie jest już dostępny na rynku pierwotnym i trzeba polować (ale za to mozna ustrzelic w dobrych cenach, ostatnio moja koleżanka kupiła za jakieś 50zł).
      Kotełek dziękuje :)

      Usuń
  3. Hym... ja na razie uwagi na nią zwracać nie będę ;P W planszówki raczej nie gram: "Magia i miecz" to jedyna i pierwsza, jaką do tej pory ogarnęłam i chyba na razie będę inwestować w dodatki (dla chłopaka, nie dla siebie XD). A inne... to co najwyżej przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja i tak polecę, żeby zerknąć kiedyś na jakąś tzw. współczesną/nowoczesną planszówkę (i nie, "Magia i mecz" się nie liczy :)). Ilość kombinowania i pięknie zazębiające sie mechaniki (nie "rzuć kostką i zdecyduj czy idziesz w prawo, czy w lewo ;)) potrafią zachwycić!

      Usuń
  4. Uwielbiam gry, w każdej postaci, a do planszówek mam wielką słabość. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten aspekt mojego bloga też się przydaje :) Jakieś konkretne ulubione masz? :)

      Usuń